Jump to content

p i p p

użytkownik
  • Content Count

    2564
  • Joined

  • Last visited

  • Time Online

    1h 18m 23s

About p i p p

  • Rank
    stara gwardia

Profile Information

  • Płeć
    Male
  • Lokalizacja
    Kraków
  • Car
    NX-T, SS, DLP-U
  • Motorcycle
    Piaggio Beverly ST 350

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Skok 2 klasy w dół może rozczarować już w czwartym dniu jazdy. Jeśli auto miejskie ma zastąpić kompakta, trzeba celować w dojrzałe B: Citroen C3, Rio, i20, Baleno. Jest już wiosna i dopiero na zimę można poczuć, że inwestycja w klasę B, a nie A jest coś warta. A najwięcej charakteru i tak będzie miało Sandero Stepway, a o koszty zadba 0.9 podtrute gazem. Mówię tak bo też żona zmieniła klasę C (Golf IV) na klasę B (Swift). Poddaję pod rozwagę...
  2. Tak, ale ludzie powinni kupować (nie tylko samochody) z zupełnie innymi emocjami w sercu i wiedzą w głowie. Ale umieć dobrze kupować to trudniejsze niż salto w przód i cios karate. Jednak nie można powiedzieć, że Twingo nie jest użyteczne! Zrobili zwykłe, tanie RWD 70 KM, wersję turbo 90 KM i sportową wersję GT 110 KM. Sentymentalnie i z miłości do Ravki pierwszej generacji (i drugiej) kupiłem Ravkę generacji trzeciej. Jeśli chodzi o Toyotę, zgoda, ale Suzuki może się obrazić za to. Tak było dawniej i na ilości kombinacji VAG tracił na jakości. Teraz wybór bardzo się zawęża. Zwróć też uwagę, że jeśli VAG ma 4Motion to jest to full wypas z dużą mocą. A zwróć uwagę na Subaru, Suzuki czy nawet tą, naszą C-HR 4x4. IMO niemieckie produkty są dla zamożnego klienta wielkomiejskiego (Alltrack'i, Beemki z iksem, 4Matic'i), ale zwykły człowiek, któremu potrzeba auta na co dzień, skutecznego w zimie w górach to tylko Japonia wchodzi w grę. Np. jesteś szwajcarskim producentem sera. Mieszkasz sobie na zboczu góry, chcesz kupić najlepsze i jednocześnie najzwyklejsze auto świata - Golfa. Jak to w Szwajcarii, 4Motion. Po stu stronach cennika jest...jeden, jedyny, kombi 2.0 TDI (już Twoje eko serce dostaje palpitacji) z DSG...kosztuje w Polsce 140 kzł. Nie ma wyboru nadwozia, skrzyni, paliwa, mocy, niczego. Idę o zakład, że więcej jeździ Aventadorów niż tych Alltracków. pzdr
  3. OK, skoro tak pisałem, było to klasyczne myślenie życzeniowe. Teraz też uważam, że Twingo w segmencie A to absolutny nr 1. Jest wyjątkowe. Na pewno na bardziej dojrzałych rynkach niż nasz, sprzedaje się dużo lepiej. Ale włączyłem na szybko otomotkę i np. od 2014 roku po dziś dzień, więcej jest ogłoszeń o Twingo niż o Adama, który jest przedstawicielem poprawnej klasyki. Problem polegający na tym, że większość społeczeństwa ciągnie do pozorów, masek i "ładnie" wyglądających pudełek, a nie do rzeczywistych wartości nie zaczyna się i nie kończy na rynku motoryzacyjnym. To normalne, że segment A jest marginalny. Są oczywiście miasta, gdzieś na południu Włoch, gdzie przewaga Twingo nad Clio okaże się gigantyczna. Zmieścić się na raz w przecznicę bądź nie, ale żadna sytuacja rynkowa nie odbiera wartości fajnym samochodom. Brzmi to tak: Nie interesuję się piłką nożną, ale wiem, że co cztery lata mistrzem świata zostaje Bułgaria. Rynek polski jest dla Toyoty marginesem marginesu i chyba sami dziwią się, że idzie tam tyle aut: W roku 2018: Yaris - pozycja druga, Auris ósma, Aygo dwunasta, C-HR szestansta, Corolla siedemnasta wśród klientów indywidualnych. Wiesz kto jeszcze ma 5 modeli w top 20? Nikt! Nowa Corolla ma design pod "nowego klienta", jest dużo lepsza od poprzednika, kusi klientów, których drugie imię to "nie jedzie" i umówmy się, że pogadamy o sprzedaży w lutym 2020 r. Zwracam też uwagę jak nazwa Auris (HB i KB) oraz Corolla (SD) fałszują obraz sprzedaży. Weźmy floty. Nr 1 to niezniszczalna, wiecznie młoda i najlepsza Octavia z wynikiem 17.438 sztuk. Auris+Corolla daje wynik 14.183 sztuki (byłaby druga przed Fabią). Od teraz Corolla jest jedna w trzech wariantach nadwoziowych. Warto będzie śledzić wyniki miesięczne. Może mało, ale ja...dlaczego nie? Jeździłem manualem 1.2 116 KM. Do charakteru auta brakuje mocniejszego silnika. Ma być po FL 180-konna hybryda, ale nie wiem czy będzie to pasowało. Mnie tam pasuje skrzynia M/T, ale silnik 1.8 turbo o mocy 160 KM+ to byłoby trafione w dziesiątkę. Ja jednak uważam, że klienci powiedzą "wow, 180 kunia, to będzie jechało, biere". Pozdrawiam.
  4. Nie myl mojego zachwytu nad nowym Twingo do chłodnego przewidywania statystyk sprzedaży. Jeśli wchodzi nowość, która jest fajna technicznie cieszę się, biję brawo producentowi za odwagę, trzymam kciuki, ale nie wierzę w najsłabsze ogniwo tego łańcucha...w "klientów większościowych", którzy nie mają pojęcia co jest wartością w motoryzacji. A to, że Twingo nawet wypadło z oferty w PL świadczy nie o źle o aucie, a o rynku. Jednak biorę na klatę wszystkie, moje błędy w przewidywaniach...serce źle podpowiada, ale nie żałuję. Można się pokusić o stwierdzenie, że Toyota wymyśliła SUVy (RAV4), a słowa "zachęcam do zakupu C-HR" to pewnie żaden sprzedawca Toyoty nie użył. Uważam, że Corolla będzie bardzo, bardzo popularnym modelem, a C-HR po liftingu jeszcze pociągnie bardzo dużą sprzedaż tego crossovera. Cała ch-ka od wolnych obrotów...co ja mówię...dźwięk uruchamiania silnika jest nawet inny. Ch-ka V6 jest zupełnie inna od uturbionego R4. Zamulać to można kratkę od kanalizacji, a co do eko jazdy...można zagrać mecz i nikomu nie podać, a można mieć zero oddanych rzutów i 20 asyst. Postawię tezę, że teraz to najmniej nudna Corolla w historii. Bo cicho i ekonomicznie to jest w kościele. Niech ojciec przejedzie się nową 2.0, ciekawym opinii. Absolutna nieprawda. Toyota zawsze(!) pewnymi elementami odstawała od konkurencji, miała denerwujące niedoróbki, ale i swoje smaczki, które były typowe dla Toyoty. Dziś Toyota jest wciąż właśnie taka, ale coraz bardziej wysmakowana w oryginalności. Wielokrotnie wyróżnia się na minus, ale wyróżnia się bez dwóch zdań. Bardzo charakterystyczna marka. Na drugim biegunie znajdziemy markę pokroju Seata. Nie ma nic swojego, nic. Chyba, że tylko myślimy kategoriami moc, moc, konie, turbo, konie, konie, moc, turbo lub zaglądamy przez szybę ile ma na budziku. A wtedy wyłania się GT86 i Supra... Nijaka marka nie powoduje negatywnych emocji. Toyoty można nie lubić bo jest JAKAŚ. A ta "jakoś" może nie leżeć. Nawet Wałęsę podczas strajków po stoczni wozili elektrykiem. Jako dziecko w latach 80-tych w Rabce jeździłem Melexem po parku. Z ich pokładów po dziś dzień Kraków i Kazimierz zobaczyło pewnie pińćset milionów turystów. Tu nie ma miejsca na filozofię. Każdy w czasach, gdy Lwów był jeszcze nasz wiedział, że silnik elektryczny nadaje się do samochodów, a silnik spalinowy nie. Problem w tym, że w elektryku ciężko było transportować energię na zapas, a w spalinowym wiadro z rurkami sprawdzało się nieźle. Dziś Lwów należy do państwa, którym rządzi komik, a w naszym władza obiecuje produkcję polskiego samochodu elektrycznego...który powstaje od roku 1970-go (Melex). Przeżył nawet Poloneza. Problemy są wciąż te same, a ludzie myślą, że jak coś opakują w bardziej codzienne nadwozie to to teraz to już na pewno jest dopracowane, przemyślane i to jest przyszłość. Różnica między wózkiem akumulatorowym z dworca głównego z czasów gierkowskich, a Teslą jest taka, jak między pralką Polar firmy Predom, a pralką LG. Pytanie brzmi: Dlaczego właśnie teraz? Pojazdy el. były potrzebnym, wartościowym uzupełnieniem pojazdów spalinowych...i wciąż tak będzie...i super. pzdr
  5. To nie kryterium, a po prostu odczucie, które ma techniczne uzasadnienie. Mogę, ale różnice między 3.0 V6 i 1.4T są dużo większe i nie można tego upraszczać. Bo pojemność płuc większa...oraz ich ilość. OK, lubisz ch-kę silnika elektrycznego. A ja uwielbiam ch-kę silnika spalinowego i jak widać producenci wciąż robią silniki dla takich "dziwaków". Tylko właśnie cała magia bierze się z ułomności i utrudnień, a nie praktycznych skuteczności. To tak jakby Wisła powiedziała "pie...lę, nie płynę".😄 Wesołych Świąt
  6. Nie zgadzam się, ale mogę mówić tylko za siebie. Emocjonalne przeżywanie motoryzacji to coś więcej niż moc i prędkość. Dużo więcej. Nie ma czegoś takiego, jak smutna motoryzacja. Jest motoryzacja zła, dobra, ekscytująca, wkurzająca. Fakt, że są tzw. "izolatory" czyli pojazdy, których celem jest wyizolowanie kierowcy od efektów ubocznych jazdy, ale to też jest w pewnym sensie ciekawe. Aspekt praktyczny też jest przepełniony emocjami. Bo projekt samochodu i jego odbiór przez klientów to pewnego rodzaju dialog międzyludzki. Emocje wywołuje szczery dialog i emocje wywołuje ściema. No, ale wróćmy do silnika R4 2.0. Jest to najbardziej kompromisowa jednostka napędowa, która ma godzić skuteczność, ekonomię, przyjemność, trwałość, wszechstronność. Zwróćmy uwagę, że silnik 2-litrowy zamontowany np. w Maździe MX-5 sprawdza się doskonale, podobnie jak w RAV4. Jeśli UE nakazałaby produkcję jednego, uniwersalnego silnika spalinowego do wszystkich samochodów, 4-cylindrowe Otto o pojemności 2.0 i mocy w zakresie 120-190 KM byłoby jedynym, słusznym wyborem. Takich silników nie da się rozumieć. Są technicznie ekscytujące, wspaniałe, ale w podobnym stopniu niedorzeczne. Uznawanie takich silników jako "emocjonalnych" i równocześnie mówienie, że 1.0 66 KM z Hyundai'a i10 jest "smutny" to nic innego jak snobizm, który bierze się po prostu z braku czucia. Jeśli tych emocji nie masz, nie nauczysz się ich. Kochanie nie wynika z wiedzy, poglądów itp. Albo kochasz, albo nie. Kiedyś to było, a dzięki takim silnikom jak w Ravce, wciąż jest! Ch-ka pracy silnika, którego chęć do pracy zmienia się w funkcji obrotów jest cudowna. A w dzisiejszych czasach wyjątkowa. Dlatego trzeba być na bieżąco ze zmianami. A Toyota nudna nie była nigdy. No chyba, że patrzymy przez pryzmat V8, 500 koni, dym z opon, turbo...to tak. Ale fajność może brać się z pomysłu...nawet na próbę łączenia motoryzacji z kolorem zielonym. Sprowadzanie fajnej motoryzacji do osiągów to poważny błąd w drodze do jej fajnego przeżywania. Chcesz osiągów, jedź do Energylandii. Bije nawet Skodę RS. Różnicę oczywiście czuć, ale nie jest tak, że dzięki 2-krotnej mocy A4 jest lepsze i bardziej ekscytujące. Emocje w samochodach pojawiają się zawsze, ale zachwyt będzie wtedy, kiedy poczujesz poprzez wszystkie(!) elementy samochodu (nie moc i liczbę cylindrów), że projektant/producent chce Ci opowiedzieć jakąś historię i rozumie co Ty w tym aucie robisz. Nieważne czy jest to Octavia, Ferrari 458, Ducato czy motocykl 125 ccm. Masa, masa, masa ludzi sprowadza fajną motoryzację do osiągów i designu. A nie ma bardziej ślepej uliczki niż właśnie ta... No własnie nie...ponieważ turbo diametralnie zmienia (nie napiszę niszczy) charakter silnika wolnossącego. I jest tak naprawdę prostym i mało ambitnym (nie napiszę prymitywnym) sposobem na zwiększenie mocy. Porównam to tak. Wyobraź sobie Justynę Kowalczyk, która biegnie w finale Tour de Ski i ma na plecach respirator, który zwiększa jej saturację. Imponujące? No dla mnie nie. Toyota ma hybrydy, ale ma też taki silnik, o jakim piszę. To jest COŚ. Nie wszystkie. 8-zaworowy 1.6 84 KM z Dacii faktycznie jest straszliwie "martwy", ale ten, o którym piszę w Toyocie jest naprawdę świetny, żywy, chętny do kręcenia się. Wśród R4 są silniki zamulone, żywe, nerwowe, spokojne, niektóre mają ch-kę, płaską, inne bardziej "ostrą". Powiedzmy sobie szczerze. Ruch miejski to patologia cywilizacji. Klasyczna hybryda w takim Aurisie kombi jest pewnego rodzaju lekiem, ale przypomina to reklamę suplementów diety z TV. Boli noga, weź maść, boli oko, weź krople, masz sraczkę, weź tabletkę, doprowadziłeś wątrobę do kresu, weź kapsułkę. Tanio, maksymalna dawka, nie eksperymentuj. Na tylnych szybach hybrydowych Toyot widnieje naklejka: "STOP SMOG GO HYBRID". Stop smog, go for a walk without a wallet. Wracając do R4 2.0. No to wróćmy...o pokolenie w tył. Rok 1995. 2-litrowe Megane Coupe "na szesnastu". 150 KM. Marzenie młodzieży. A na trasy? Np. Laguna 2.0. Dziś okazuje się, że Mazda wprowadza rewolucyjną "trójkę"...z silnikiem 2.0. Modny, popularny, kochany SUV RAV4...też ma silnik 2.0. To zawsze tak było w historii, jednostki miały rację, masy były w błędzie... Pozdrawiam.
  7. Po co komu hybrydy? To pytanie zadałem sobie ostatnio. Może nie dokładnie to, ale zastanawiam się czy napęd spalinowo - elektryczny to kwestia techniczna, polityczna czy wizerunkowa. Są trzy powody, które mnie pchają do przemyśleń. Powód pierwszy. Jechałem ostatnio z Krakowa do królestwa smogu - Nowego Sącza. Miałem być na miejscu o 11, ale wyjechałem z takim zapasem, że miałem go wg. "navigatore satellitare" pół godziny. Upuściłem trochę krwi i postanowiłem jechać na rekord spalania. Czym? Toyotą Auris, ale nie hybrydową, a 99-konną benzyną 1.33. Skasowałem komputer, podniosłem bramę garażową i ruszyłem. Na miejscu TRIP A pokazał 106 km, a komputer fuel consump. avg. wskazał... Hybrydy, diesle, downsizing turbo, odcinajing cylindring, LPG...a wrzućcie do tych aut psy zaprzęgowe, będzie taniej...albo osły... Powód drugi. Nowe Corolle. Pojeździłem najnowszymi hybrydami, wśród których już jest wybór. Słabsza, 122-konna 1.8 i mocniejsza, 180-konna 2.0. Słabszy sedan to bardzo wyważony, elegancki, nieprzeciętnie efektowny kapeluszowóz. Nie dla koszykarzy i misiów z nadwagą gdyż nie ma w nim miejsca na "przyda się". Pytanie czy można Corollę potraktować jako limuzynę? Elegancji nie brakuje, ciszy i płynności jazdy też nie. Może niektórym zabraknąć przestrzeni lub prestiżu bo to tylko Toyota i tylko Corolla. Co nowego, co tradycyjnego? Widzicie te zegary z Aurisa? Wyobraźcie sobie teraz dokładnie odwrotność prostoty i czytelności (a potem poszukajcie w sieci zdjęć). Miks kolorów, ikonek, rysuneczków i komunikatów czytelnych jak książeczka do modlenia jest w nowej Corolli lekko szokujący. Pokolenie chowane na tabletach przy porannej kaszce na pewno się w tym odnajdzie, dla mnie to największa wada nowej Toyoty. Pamiętacie ten niebieski kikut z poprzednich hybryd, który wracał na swoje pierwotne położenie po przełączeniu na D bądź R? Zniknął! Jest tradycyjny, piękny wybierak jak w automatach od zarania dziejów. Super sprawa. Czy Japończycy mogli darować sobie popsucie jakiegoś swojego, dobrego rozwiązania? Nie mogli. Dźwigienkę tempomatu pod kierownicą zastąpiły guziczki na kierownicy. Pół biedy, ale ich wysoko tonowe cykanie przy naciskaniu krzyczy "jestem tani, tani jak hybryda w eksploatacji". To cała bieda. No i nie ma już śladów po zegarku elektronicznym przypominającym czasy telewizorów Sanyo. Jestem jednak przekonany, że nowi klienci Toyoty (a takich Toyota szuka) docenią materiały, wykończenie i jakość i pomysł. Dynamika słabszej wersji jest wystarczająca do jazdy sprawnej, ekonomicznej, płynnej i skutecznej. Mocniejsza wersja ma tej mocy zdrową rezerwę, ale kosmiczne, sportowe fotele czy łopatki do zmiany pseudo biegów nie sprawią, że ten samochód będzie posiadał chociaż szczyptę sportowego charakteru. Nawet po mega agresywnym, wpadającym w wulgaryzm designie, nawet obutym w 18-calowe plasterki (225/40) nie jesteśmy w stanie się nabrać. To nie jest GT, to nie jest sport, to tylko haczyk na nowych klientów. Próbując odpowiedzieć sobie na pytanie, którą hybrydę bym wybrał, nie interesowałem się ceną. Nie wiem co miałoby mnie pchnąć do wyboru mocniejszej, która po prostu nie pasuje do ogólnego charakteru. Nawet 2-litrówką najfajniej jeździ się w trybie "eco" bawiąc się aktywnym tempomatem i zbierając zielone listki. Fajniejsza jest wersja "stara" 1.8. Ale teraz zobaczyłem na cennik i okazuje się, że dopłata do mocniejszej hybrydy to 9000 zł. No i zaryzykuję słowo "tylko". Sądziłem, że będzie to 12-15 tysięcy. Może przesadzam z tym, że akcentuję, iż nie jest to GT. Sama Toyota nazywa mocniejszą odmianę "Dynamic Force". Czyli w wolnym tłumaczeniu "dynamiczne wydanie forsy". 180 koni w takim aucie to takie "niewiadomoco". Za dużo żeby zdążyć po świeże bułki, za mało, żeby się spocić pod przełęczą na serpentynach. Ja wybieram 1.8. Trzeci powód. Najnowsza RAV4 2.0 Dual VVT-iE 173 KM AWD 6 M/T. Żadna hybryda. Klasyczna, 4-cylindrowa 2-litrówka na zmiennych fazach, zdrowo podkręcona z 6-biegowym manualem. Co za silnik! Jestem w szoku i zachwycie, że w roku 2019 nowy samochód, nowy model jest wyposażony w tak klasyczny, świetny silnik. A jak działa? Doskonale. Cichy, płynny, delikatny na dole i brutalny jak dawniej w zakresie 4-5 obr./min. Każdy właściciel Civica 1.8 140 KM dostanie ślinotoku z zazdrości, kiedy poczuje ten silnik. Esencja japońskiej motoryzacji lat 90-tych, którą kocham. Sama Ravka też przeszła delikatną ewolucję z miękkiego "siuwa" w stronę lekkiego off-road'u. Wyższy prześwit, wrażenie jazdy potężniejszym autem, nie podwyższoną limuzyną. Sztywna, responsywna, bez braków w komforcie. Jeśli ktoś jeździł Ravką np. drugiej generacji i postanowi, że teraz kupi sobie najnowszą będzie się czuł doskonale. Ten sam charakter, cudowny silnik i auto do wszystkiego. Toyota zalała rynek nowościami i patrząc na to całościowo...oj będzie ruch w salonach... Ale do rzeczy. Po co komu hybrydy? Jak chcesz człowieku postać jeden za drugim to idź w niedzielę do jakiegoś "good looda", do pracy jedź metrem, hulajnogą elektryczną, a za kółko wsiadaj do 4-cylindrowych wolnossaków póki jeszcze są i jedź ciesząc się. Mieć samochód, który jest najlepszy do stania w korku...i ty się śmiejesz z Passata w TDI...😄
  8. Można kupić rakietę tenisową i narzekać, że ulega uszkodzeniu podczas grillowania na niej karczku. Ładna pogoda, wiosna, wszyscy myślą o miłości to przepraszam, będę niemiły. Można być tylko wdzięcznym koncernom samochodowym, które robią fajne modele, że potrafią zniechęcić - wypisz, wymaluj - klienta Skody do swojego, fajnego produktu, a tym samym sprawiają, że poprawia się dostępność. Piękne, tanie, szybkie i świetnie wyposażone to VAG. Wielkie sorry za złośliwość, ale naprawdę...to jest Stinger. Musi być traktowany jako pewne zjawisko na rynku, powrót do pewnych, konserwatywnych wartości... Sam nasuwa mi się taki randkowy dialog...i jego romantyczny wydźwięk: - naprawdę czuję się dobrze jak siedzisz tu ze mną i jemy... - taaa, pewnie dlatego, że zapłaciłem za tego kebsa😃 No taki wymiar ma dla mnie to H7 w Stingerze. Pozdrawiam.
  9. Byłem we Frankfurcie na premierze Golfa Mk 3. Połączenie tradycyjnej prostoty made by VW z delikatną przewagą nad konkurencją. 1.4 60 KM na skrzyni "czwórce" czy 1.8 75 KM. Docenione przez dziennikarzy i tytuł COTY.😀 Auto technicznie udane, trafione w potrzeby przeciętnego Kowalskiego, a jednocześnie w Polsce jako nowy to był egzotyk z racji stosunku ceny do wyposażenia. Wtedy wyznacznikiem jakości samochodu były el. opuszczane szyby. Kupowało się wyposażenie, a nie sam samochód. Ale znałem jednego gościa (lekarz, wyemigrował z KRK do WAW), który kupił nowego Golfa III. Czerwonego.😎 Nie można też zapominać o Vento - symbolu nowoczesnego radiowozu nowej Polski. Jeśli Golf ma się kojarzyć z urządzeniem do przemieszczania ludzi, Mk 3 the best. Natomiast Mk 4...to już symbol ściemy i masówki, próby godzenia Żydów i Arabów wciskając im ten sam szajs. pzdr
  10. Przemieszczacz pospolity. Nie wiem dlaczego automatyczny słownik podkreślający "ktury przez u zwykłe", podkreślił mi, takie w punkt trafione i jakże polskie słowo opisujące... No właśnie. Jakie auto można tak nazwać? Pewnie nie jedno, ale na pewno nowego Hyundai'a i30 kombi z silnikiem benzynowym 1.4 MPI. Już słyszę "łeee, wolne, nie jedzie, 100 koni to ma depilator mojej żony". No, ma, a w środku tylko włosiska, a tu jest 6 prędkości, wygodne fotele i bluetooth. Poza tym aktywny LKAS, AEB...no biedy nie ma, a to pakiet podstawowy czyli "kierownica + padały". Kombi. Przepraszam, nie kombi, a wagon. No cóż. Wagonu to nie przypomina, chyba, że taki z Pendolino. Tylna część nadwozia nie jest pakowna jak wagon towarowy, a na kanapie jest ciaśniej niż w nowoczesnym pasażerskim. Hyundai chciał, żeby to wyglądało jak shooting break i być może wygląda, ale nie pasuje mi to do charakteru tego modelu. W pierwszym rzędzie siedzeń jest natomiast bardzo przyjemnie na co dzień. Wielkie brawo za kierownicę. W wersji kryzysowej skóra, fajny kształt i świadczące o dobrej jakości, przyjemnie pracujące guziki i przełączniki choć jest ich oczywiście za dużo. Zegary doskonale czytelne, proste, klasyczne, podświetlone na biało z wyświetlaczem na środku o dobrej rozdzielczości. Konsola środkowa w wersji z manualną klimą jest dziwna bo do regulacji temp. i prędkości dmuchawy służą maleńkie pokrętła (szeroko rozstawione), za rozdział nawiewu są już odpowiedzialne przyciski. Wymaga to przyzwyczajenia, ale po czasie trzeba przyznać, że działa to dobrze. Chociaż jak ktoś ma duże łapska to będzie się czuł jak przy nakręcaniu zegarka na rękę. Górną część konsoli środkowej zajmuje wyświetlacz radia, a w radiu bluetooth, menu...nie ma o czym mówić. Jazda. Silnik 1.4 nie jest dynamiczny. 100 koni można oczywiście poczuć, ale czekając aż wskazówka obrotomierza pokaże 6000 obr./min. to każdy jest w stanie przypomnieć sobie PUK do swojej komórki. Jednakże! Silnik wkręca się płynnie, spokojnie i z klasą, biegów jest 6, a skrzynia pracuje lekko i precyzyjnie. Biegi można zmieniać trzymając leniwie łokieć na podłokietniku. Te podstawowe funkcje działają tak naturalnie i precyzyjnie, że czujemy się jak u siebie od pierwszego kilometra. Świetne auto do wypożyczalni. Systemy. LKAS jest leniwy. Musi widzieć białe linie po obu stronach. Krawężników praktycznie nie widzi, a korekty kierownicą są w stylu "czy mógłbym zasugerować, że droga biegnie w lewo". Jeśli działa kontrolka świeci się na zielono, jeśli się dezaktywuje zmienia kolor na biały. System ma potencjał, ale to początki w klasie budżetowej więc jak ze wszystkim co nowe, więcej wad niż zalet. Chociaż w przeciwieństwie do Toyoty, działa niezależnie od tempomatu. S&S. Wciąż panuje opinia, że najważniejsze w S&S to wyłącznik. Powiem tak. W dieslu może być irytujący, ale w tak miękkim benzyniaku spisuje się dobrze...nie licząc faktu, że dwa razy zwariował i jak zgasł to nie zapalił. Jeśli silnik gaśnie i uruchamia się płynnie i delikatnie, nie widzę sensu wyłączania. A stanie w ciszy sprawia, że korek mniej irytuje. Liczby. 300 km kręcenia się po mieście i siódemka na sto...uważam, że bardzo, bardzo rozsądnie jak na technologię XX wieku. Tylko jakiś ekstremista chciałby do tego LPG. Jeśli nie lubisz samochodów, a musisz jeździć, kup i30...żałować nie będziesz. pzdr
  11. Wierzę w wersję, że Toyota, a właściwie dział doskonalenia techniki jazdy zupełnie przypadkowo odkrył taką cechę Toyot. Trzeba wiedzieć, że próba była jedna i bardzo sztywno ustalona. Gdyby prób zrobić 20, bawić się z dohamowaniem, wciskać gaz, dobrać inny bieg czy prędkość, na pewno materiał byłby ciekawszy do analiz. Ale ja pomijam Toyotę i skupiam się na Oplu, Fordzie i VW. Różnice są ogromne pomiędzy niemiecką trójką, skrajnie różne charaktery i skrajne emocje. Driftujący Golf z prostą belką z tyłu budzi uśmiech, ale kręcące bączki Mondeo już strach i złość. Co do opon...16-calowe koła we flotowych wersjach to norma. Tu był nie szukał teorii spiskowych. Uważam też, że Toyota nie ma się czym chwalić...bo kalibracja ESP nie jest wybitnym krokiem w przyszłość. Ja zdejmuję czapkę przed Oplem bo zrozumiał jak beznadziejne auta robił (Astra J, Insignia A) i jak bardzo je poprawił w nowych odsłonach. Chociaż tak właśnie powinni się zachowywać poprzednicy. A'propos poprzedników, pojawiły się też głosy na teście, że Golf siódmy jest po prostu "popsuty" jak ta Insignia A gdyż Golf szósty jeździł perfekcyjnie (wielowahacz z tyłu). Także jasne, że na gorąco to budzi ogromne emocje, ale jak się na chłodno to wszystko przemyśli...to jest to fajna ciekawostka, a nie odkrycie ameryki. A co jeśli dodam, że Lexus IS200t zaliczał próbę bez problemu przy prędkościach 109-114 km/h?
  12. Jest lato 2018. Pogodny, słoneczny i wietrzny dzień. Wjeżdżamy na wojskowy teren lotniska w Sochaczewie. Proszą, żeby nie robić zdjęć, nie kręcić filmów. Wysiadamy z busa i idziemy do salki obok pasa/toru. Dowiadujemy się, że będzie to porównanie aut w klasach C i D. Wśród kompaktów pojedynkują się: Siódmy Golf, piąta Astra, trzeci Focus i Auris Mk2. Średniaków reprezentują te same marki, a modelami są Passat B8, Insignia B, Mondeo Mk5 i Avensis "trójka", poliftowy polift. Konkurencja do porównania jest tylko jedna, ale dość ekstremalna. Taki rozbudowany "test łosia" czyli lewo, prawo, lewo i prawo. Omijanie, powrót na swój pas, jeszcze jedno omijanie i finalny powrót na swój pas. Prędkość 100 km/h na IV biegu. Samochody są z wypożyczalni, każdy obuty z letnie Kormorany. Zaczynamy od mniejszych czyli od klasy kompaktowej. Na pierwszy rzut jadę Astrą "piątką". Pierwsza próba nic mi nie mówi. Uczę się ustawienia słupków, które latają na lewo i prawo. Kolejne próby są już lepsze. Instruktorzy siedzący po prawicy niewiele pomagają. Znudzonym głosem informują, że my tu tylko porównujemy samochody, a nie uczymy się jeździć. Czuję, że Astra chce ze mną współpracować, jest lekka, ma duży potencjał, ale na tą chwilę nie jestem w stanie powiedzieć czy jest dobra czy zła. Plus, że udało się zaliczyć próbę. Poprawiacz słupków bezrobotny. Myślę, że pewnie są lepsi. Przesiadam się do innego auta. Tym razem Golf VII. Znam już "tor" więc ogień. TSI chętnie i lekko się napędza, kierownica lekko chodzi...będzie lepiej, myślę. Stówka, skręt w lewo, przód skręca, a tył przy pierwszym(!) skręcie idzie tak głębokim driftem, że jestem na granicy wesołego zachwytu i paniki. Nie ma szans zmieścić się z powrotem na pasie. Zapominam o słupkach i cieszę się radosnym zachowaniem Golfa. Szok. Ale trzeba ambitnie. Próbuję maksymalnie spłycić pierwszy manewr i wygląda to lepiej, ale albo uderzam w słupek przodem, albo ogonem. Myślę, że gdyby prób mieć 20, dałoby się przejechać to czysto bo Golf jest lekki, ale próby Golf nie zalicza. Czas na mistrza takich manewrów. Focus. Przed próbą mam mętlik w głowie. Nie wiem czego się spodziewać. Licznik pokazuje 100 km/h, mijam bramki, hop w lewo, ładnie, przód trzyma, tył za nim podąża, powrót...i ojojojojjjj...przód wystrzeliwuje w kierunku prawego pobocza. Po aucie ekstremalnie nadsterownym, Focus jest mega podsterowny i nie ma szans ominąć tego wirtualnego autobusu. W Focusie nie ma śladu lekkości i życia, które są w Oplu i VW. Czułem się w Focusie bezbronny, smutny, po prostu nie mogłem nic. Ostatnia jest Toyota Auris. Tutaj nie ma turbo więc 100 km/h osiągnąć najtrudniej, ale się udaje. Krótki ruch kierownicą w lewo i nagle uczucie jakby ktoś wyrzucił z bagażnika kotwicę. Nie dotykając hamulca siła spowalniająca jest kolosalnie większa niż w niemieckich autach. Wynik próby? Zaliczona 4/4 bez najmniejszego wysiłku. Zasługa super zawieszenia? Nie. Bardzo defensywne i w pewnym sensie genialne zestrojenie ESP sprawia, że pod względem bezpieczeństwa Toyota okazuje się najlepsza w tej konkurencji. Widzę zachwyt innych nad skutecznością Aurisa, ale mnie najwięcej radości sprawił i tak driftujący Golf. Mój subiektywny ranking: 1. Astra - potencjał, lekkość 2. Golf - driftująca ośka, po co komu E46? 3. Auris - kujon na sterydach 4. Focus - ciężki, niebezpieczny, nudny, niereformowany Przerwa na obiad. Po obiedzie, żeby pomieścić spasione brzuchy, podstawiono nam klasę menadżerską. Pierwszym jadę Mondziakiem. Cicho, wygodnie, przestronnie. Stówa wskakuje z lekkością i spróbujmy tym razem nie zabić dziecka, uniknąć czołówki i nie wbić się w autobus. Pierwsze ominięcie skuteczne, żywo reaguje na ruch kierownicy, ale powrót to już potężny, potężny nadster. Mondeo przypomina Golfa, a nie Focusa...tylko robi to dużo wolniej, ciężej, bardziej majestatycznie. Kolejne próby to festiwal power slide'ów, Mondeo idzie naprawdę bokiem ślizgając się czterema kołami, a później, jeżdżąc już innymi modelami przekonam się, że mimo działającego ESP Ford potrafi wykręcić bączka gdy jedzie nim ktoś inny. Nikt, ani razu nie pokonał Mondeo tej próby. Czas na Passata. Na dojeździe do miejsca startu to jest nr 1. DSG, kierownica kręci się jednym paluszkiem. Dobra, ciśniemy. Wrzucam VW między słupki i rozumiem zachwyt nad prowadzeniem VAGów. Póki auto się nie ślizga, lekkość i łatwość z jaką pracuje układ kierowniczy sugeruje, że to połączenie skuteczności z lekkością. Passat też uwielbia drift, ale nie jest w tym tak tępy jak Ford. Czuję, że jakoś próbuje reagować na ruchy kierownicą i ten poślizg jest po prostu - jak u Golfa - przyjemny. Ale ciężko nazwać Passata rodzinnym i bezpiecznym autem skoro przy takim manewrze też stawia go bokiem i sunąc bokiem w końcu się zatrzymuje gdzieś pośrodku toru. Trzecie auto to Avensis. Historia w Toyocie się powtarza. Brutalnie shamowywany Avensis zalicza próby bez problemu, ale nie ma już lekkości Aurisa. Chociaż tu jest ciekawa historia. Nie miałem udanych czterech prób. Dlaczego? Przyzwyczajony do wybryków Forda i VW w pierwszym przejeździe Toyotą po prostu skosiłem pierwszy słupek jak narciarz na slalomie chcąc wykorzystać każdy milimetr toru. A byłem już wyraźnie wolniejszy. Na deser Insignia B i to było auto, na które czekałem najbardziej jako miłośnik Insi A. I bez rozpisywania się, po pierwszej próbie już wiedziałem, że w stosunku do poprzednika jest to model z innej galaktyki, a po czwartej próbie wiedziałem, że to absolutnie najlepsze auto całego testu. Lekka, responsywna, nie brutalna z wielkim potencjałem i skuteczna, sugerująca kierowcy, żeby nad sobą pracował. Fordy i Volkswageny jechały wg tego, jak bardzo są "niedorobione", Toyoty jechały na elektronicznym dopingu z wyjątkowym, skutecznym, acz brutalnym ESP, Ople jechały tak, jak kierowca jechał. To kierowca, to ja się myliłem w Astrze i Insigni i to ja przejeżdżałem bez błędu slalom. Samochód to było moje narzędzie, a w pozostałych byłem pasażerem, który coś chce. Subiektywny ranking klasy D 1. Insignia - potencjał, lekkość, komfort, chcę poznać lepsze auto FWD 2. Avensis - skuteczny brutal 3. Passat - pozory mylą 4. Mondeo - Unia powinna tego zabronić Zaliczone próby: Astra: 2/4 Golf: 0/4 Focus: 0/4 Auris: 4/4 Mondeo: 0/4 Passat: 1/4 Avensis: 3/4 Insignia: 2/4 Podsumowując takie flotowozy nie są identyczne...jeśli da im się w palnik na serio. Bardzo interesująca jest kalibracja ESP w Toyotach, świetne są nowe Ople, okropne są stare Ople, radosne są VW i szokująco różne są dwa modele Forda...chociaż równie beznadziejne... Pozdrawiam. Uważajcie na siebie.
  13. Jedzie się na SKP i dostaje się zaświadczenie o przeprowadzonym badaniu. Jeśli pozytywnie, idzie się z tym do wydziału komunikacji, wypełnia wniosek o wymianę DR z powodu braku miejsca na pieczątki i składa w okienku. Najlepiej nie zaznaczać, że chce się dostać pozwolenie czasowe i do czasu aż nowy dowód przyjdzie do WK jeździ się na starym dowodzie, adnotacji z WK i zaświadczeniu z SKP. Można też zaszaleć i za naście złotych dostać "miękki dowód" i czekać na SMSa z WK. Kartę pojazdu można zapomnieć składając wniosek, ale trzeba ją mieć koniecznie przy odbiorze twardego dowodu. Tablice rej. nie są potrzebne.
  14. Bardzo fajne...chociaż akurat HD na prąd do mnie w ogóle nie przemawia to jednoślad na prąd jak najbardziej. Skuter elektryczny jako bezwzględnie skuteczny, miejski środek transportu jest super, ale elektryczny motocykl jako symbol wolności przy zasięgu 110 mil...to tylko "pojazd demonstracyjny", "wizytówka". Bo to jest tak. Ludzie wymyślili doskonałe urządzenie (silnik el.) na energię, której nie potrafią magazynować, a także doskonałe do magazynowania paliwo, które jest w urządzeniach (silnikach spal.) w większości marnotrawione. I teraz postęp powinien iść 50/50. Powinniśmy się uczyć magazynować prąd i zwiększać sprawność silników spalinowych. W tym momencie jest szał na elektrykę, wrogiem jest lobby naftowe, a wytwarzanie prądu to jeden, ogromny problem i jego przesyłanie po aktualnej infrastrukturze to drugi. Kiedy okaże się, że prąd z węgla nas udusi, a prąd z wielu "czernobyli" napromieniuje powiemy, że elektryczne lobby nie pozwoliło na rozwój silników spalinowych i dlatego naszego Leaf'a ładujemy co drugi czwartek bo częściej nie wolno. Jestem przekonany, że stworzenie silnika spalinowego, którego sprawność się podwoi jest możliwe i samochód 4-osobowy może zużywać 0,5-1 litra benzyny na 100 km, ale do tego trzeba dojrzeć. A trzeba dodać, że rzeczywistego postępu, który można nazwać rewolucyjnym w napędzie i spalinowym i elektrycznym nie ma od wieku. Dlaczego to Tesla model S, a nie Melex stały się symbolem "rewolucji" społecznej...bo przecież nie technicznej. Bo przyspiesza w sposób niedorzeczny, miły acz technicznie zrozumiały i jest doskonałą reklamą. Osiągi Tesli są - przepraszam - jak cycki na billboardzie. Wszyscy je lubią. Reasumując. Dziś na nowo odkrywamy stary jak świat napęd elektryczny, a za x lat znów odkryjemy na nowo napęd spalinowy i mimo, że marzę o rewolucji technicznej to dam sobie obciąć ręce, że powróci w blasku fleszy dzięki doskonałej, imponującej, dostosowanej do umysłów nowych pokoleń reklamie. Ale tak jak za głębokiej komuny na wielkich zakładach trzeba było mieć etylinę do Żuka, olej napędowy do Stara 28 i prąd do wózka akumulatorowego tak w roku 2019 mamy Pb95 do Yarisa, ON do Passata i prąd do Leaf'a. Bo dziadek pił w polu, ojciec na zakładzie, a my w pubie... 😉
  15. No właśnie to jest pytanie. Nie wiem. Szukając odpowiedzi lekko zmodyfikowałem pytanie: "A co do motocykli"? Czy zauważamy problem z benzyną w motocyklach? Ja go nie widzę. W jednośladach można benzynę jeszcze bardziej docenić i szanować. Na dzień dzisiejszy internet mamy w telefonach, telewizorach, samochodach, zegarkach, okularach, konsolach, tabletach, ale nie mówcie...najprzyjemniej korzysta się się z wielkiego peceta z dużą, ergonomiczną klawiaturą, myszką i dużym monitorem. A może nie mam racji bo jestem stary pryk? Benzyna jest płynem i magazynem energii ze wszech miar doskonalszym niż tłokowy silnik spalania wewnętrznego. Także mnie przyszłość będzie się zawsze kojarzyć (a może nie zawsze) z benzyną, ale nie z 4-cylindrowym silnikiem 1.6 MPI...dopiszmy "idealnym do gazu" i zwróćmy uwagę jak wypaczone jest słowo "idealny". pzdr
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.