Jump to content

CiniO

użytkownik
  • Posts

    6993
  • Joined

  • Last visited

3 Followers

About CiniO

  • Birthday 04/16/1982

Profile Information

  • Lokalizacja
    Małopolska

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

CiniO's Achievements

mistrz kierownicy

mistrz kierownicy (14/19)

190

Reputation

  1. Masz 3 letnie opony z które jako nowe miały 8mm. Z przodu starłeś 3mm za te 50kkm. A z tyłu starłeś 2.2mm za te 50kkm. Zrób rotację - przód na tył, lewo na prawo. I spokojnie możesz zrobić kolejne 3 lata lata i 50kkm. Wtedy opony będą mieć około 2.8mm bieżnika i 6 lat i dopiero wtedy będzie dobry moment na wymianę. Wymiana w tym momencie to moim zdaniem wyrzucanie kasy w błoto.
  2. Polskiego prawa jazdy nie mam, więc mogę udawać przynajmniej, że niewiem A na serio to bardzo pocieszające jest to co mówisz, że w ten sposób uczysz kursantów, i że takie rzeczy są oceniane na egzaminie. Niestety prawda jest taka, że z 80% kierowców w Polsce (jak nie więcej) zdaje się o tym nie mieć specjalnego pojęcia. Przejeżdzają przez skrzyżowania z pierwszeństwem czy zielone światła, czy ronda na pełnej bombie tak jakby z jakiegoś powodu byli 100% pewni, że im nic nie wyjedzie. Widzę to codziennie na drogach. Wystarczy zresztą obejrzeć codzienny odcinek stophama gdzie przykładów są setki. W Irlandii w 2012 roku zdawałem egzamin na kat C i przed egzaminem wziąłem kilka lekcji z instruktorem. Instruktor mówił, że praktycznie każdego Polaka którego uczył na kat C lub D (czyli takich którzy juz mieli PJ. B z Polski) musiał własciwie od zera uczyć czym jest "Defensive driving" i że zielone swiatło ani pierwszeństwo nie znaczy, że można jechać przed siebie bez względu na wszystko. Mówił, że żaden z nich nigdy o czymś takim nie słyszał ucząc się jeździć w Polsce. Ja zresztą mu potwierdziłem, że też na kursie na kat. B w Polsce mnie nie uczono takich rzeczy w 1999 roku. Poprostu instruktor mówil - zielone - jedziemy. Jesteś na drodze z pierwszeństwem - jedziemy. A jak ktoś dojeżdzał z podporządkowanej szybko i ja jadąc główną hamowałem bo nie byłem pewny czy mi wyjedzie, to upominał, że przeciez jestem na głównej i nie mogę sobie tak hamować bez powodu. Tak było w Polsce w 1999. Jeśli się coś zmieniło to bardzo dobrze. Ale wtedy mnie (i nie tylko mnie) tak niestety nauczono jeździć. Dopiero jazda po Irlandii przez kilkanaście lat mi zmieniła rozumienie idei ruchu drogowego. Tam jeździć jak po Polsce się nie da. Tam trzeba reagować na błędy innych (ludzie popełniają ich wiecej niż u nas). Ale też dzięki temu, że każdy na to reaguje, to wypadki i kolizje nie zdażają się tak często jak u nas.
  3. No OK. Tylko co to jest "niezachowanie szczególnej ostrożności na skrzyżowaniu" ?
  4. To wtedy nie ma żadnego problemu. W UE o prawo jazdy aplikujesz w tym kraju w którym jesteś rezydentem.
  5. To wtedy nie ma żadnego problemu. W UE o prawo jazdy aplikujesz w tym kraju w którym jesteś rezydentem.
  6. Wiesz to nie koniecznie ci co to organizują się narażają. Oni pewnie załatwiają jakis sposób na meldunek czasowy, który niby ma potwierdzać ze tam mieszkasz. Ale to ty musisz pewnie podpisać papiery w ktorych poświadczysz nieprawdę. Potem podczas zapisu na egzamin też pewnie trzeba podać adres zamieszkania i podpisać się pod faktem, że tam mieszkasz od przynajmniej 183 dni. Całą nieprawdę to ty podpisujesz. Oni w razie czego przecież zawsze mogą powiedzieć, że skąd oni mogą wiedzieć gdzie ty mieszkasz.
  7. Nie mam pojecia jak jest w Czechach, ale z moich obserwacji wygląda jakby w Polsce na egzaminach przykładało się dużą wagę do takich właśnie pierdół jak wyżej wspomniane dopuszczone odległości znaków od skrzyżowania, krzyżówki z kilkoma tramwajami, rondami, i dziesiątkami dróg wszystko w jednym miejscu z koniecznością określenia pierwszeństwa na zasadzie kto pierwszy, kto drugi, itp. czy tam inne nietypowe, podchwytliwe sytuacje. Podczas jazdy na mieście też jest oceniana właściwie książkowa znajomość przepisów i stosowanie się do nich. To natomiast co nie jest w Polsce ani uczone, ani sprawdzane na egzaminie, to używanie zasad ograniczonego zaufania, zasady zachowania szczególnej ostrożności i generalnie zdrowy rozsądek podczas jazdy. Potem mamy miliony kierowców którzy naprawdę myślą, że jak mają zielone to nic ich nie interesuje i rura. Jak są na głownej to nic ich nie interesuje i rura. A jak ktos im zajedzie drogę, to uważają, że wręcz wypadało by takiego delikwenta przynajmniej lekko walnąć. Nigdzie na zachodzie Europy jazda samochodem na tym nie polega. Nie tego się uczy się na kursach. Nie to sprawdza się na egzaminach.
  8. Na papierze pewnie tak skoro jest wymagany meldunek. A to, że jak widać w Czechach nikt nie sprawdza czy ktoś rzeczywiscie tam mieszaka a jedynie patrzą na papierek z meldunkiem to inna sprawa. Legalnie jednak to takie manewry to jest jawne poświadczanie nieprawdy i w razie problemów może być niewesoło.
  9. Przepisy unijne pozwalają aplikować o prawo jazdy jedynie w tym kraju UE w którym jest się rezydentem. Dlatego takiego typu akcje, raczej zgodne z prawem nie są.
  10. Kierowca ma uważac... Pieszy ma uważać... I normalnie pewnie by i jeden i drugi uważał..... gdyby nie niewłasciwy system szkolenia i ogólnie rozumienia jak powinien działać ruch drogowy przez społeczeństwo. W Polsce wszystko opiera się na pierwszeństwie. Ustąpić piewszeństwa, mieć pierwszeństwo, wymusić pierwszeństwo itp... Na kursie prawa jazdy to była podstawa - setki sytuacji na karteczkach do rozwiązania - kto ma pierwszństwo - często naprawde skomplikowane sytuacje - coś czego w bardziej cywilizowanych krajach się własciwie nie uczy. Pamiętam do dziś jak mój nauczyciel nauki jazdy powtarzał - masz pierwszeństwo, jedź. Masz zielone - jedź. Niby gdzieś tam krąży legenda o zachowaniu szczególnej ostrożności, czy tam o zasadzie ograniczonego zaufania, ale generalnie w Polsce sie tego nie stosuje. Zdecydowana większość kierowców jak i pieszych postępuje własnie wg bardzo prostej reguły: mam pierwszeństwo - jade/ide. Mam zielone - jade/ide - nie muszę się rozglądać, nie musze zastanawiać się co zrobią inni - poprostu mam pierwszeństwo to jade/ide. Podobnie piesi - ilość pieszych w naszym kraju którzy po zapaleniu się zielonego światła wchodzą na przejście bez najmniejszego rozglądnięcia i przechodzą jest zatrważająca. Poprostu głupie reguły pierwszeństwa które się nam tłucze do mózgów od dziecka niestety wypierają zdrowy rozsądek i znakomita część kierowców i pieszych zamiast kierować sie zdrowym rozsądkiem to kieruje się zasadą "mam pierwszeństwo to gaz w podłoge - rozglądać się nie trzeba". A wystarczyło by jezdzich/chodzić z założeniem, ze pierwszeństwo daje nam możliwość przejechania/przejsćia ale tylko po upewnieniu się iż jest to bezpieczne. Wystarczyło by jak sie zaświeci zielone to nie dawać gaz w podłogę tylko spokojnie rozejrzeć się czy napewno jest bezpiecznie ruszyć i dopiero wtedy. Analogicznie przed przejsciem przez pasy na zielonym rozglądnąć się czy jest bezpiecznie przechodzić. Wystrarczyło by, dojezdzając do skrzyżowania nie zakładać że można przelecieć na pełnej bombie bo się jest na głownej drodze, tylko zwolnić i rozejrzeć sie czy aby nam coś z podporządkowanej nie wyjedzie albo jakiś pieszy nie wybiegnie. Wystarczyło by dojżdzając do przejścia dla pieszych nawet jak się ma zielone jednak zwrócić uwagę czy jakiś pieszy nie wbiegnie na czerwonym (bo jest ślepy, daltonista, upośledzony lub poprostu nierozważny). Te wszyskie uwagi powyzej dla wiekszosci Polskich kierowców czy pieszych mogą brzmieć absurdalnie i nie do wykonania, ale gwarantuje wam, że w bardziej cywilizowanych krajach jednak tak się jeździ i efekt jest naprawde olbrzymi. Na kursach na prawo jazdy nie uczy się kursantów "Masz pierwszeństwo to jedź" tylko obserwuj otoczenie i jeśli nie ma zagrożeń to jedź. Nie uczy się "Zielone to rura" tylko zielone oznacza że wolno ci pojechać jeśli jest to bezpieczne. Potrzbeujemy poprostu zmiany podjeścia do bezpieczeństwa ruchu drogowego. Potrzebujemy skupić się na obserwacji i reagowaniu na błędy innych a nie na egzekwowaniu swojego pierwszeństwa.
  11. Mnie ciekawi jak to jest, że w tym wątku konsensus jest taki, że nikt z zagranicy nie sprzeda nam auta ciągle zarejestrowanego z tablicami, i jazda takim wyrejestrowańcem jest sprzeczna z prawem i ryzykowna. Ale jak niedawno był wątek o sprzedaży auta zarejestrowanego w Polsce za granice jakiemuś mieszkańcowi innego kraju, to wszyscy mówili że spisywać umowe, przekazywać dowód i karte pojazdu i off they go. To skąd taka różnica w podejściu innych krajów vs PL ? W sensie np Niemiec sprzedaje mi auto to je najpiew wyrejestruje, zabierze tablice, wbiją w dowód ze auto wyrejestrowane i kombinuj se pan z lawetą czy coś. Ale jakbym to ja chciał Niemcowi sprzedać auto, to spisuje umowe, daje mu dowód, karte pojazdu, i niech jedzie... Nawet OC mu jeszcze przekaże to odrazu ma chłop ubezpieczony i może sobie jezdzić po całej Europie dowoli.... To jak to jest?
  12. No... Ale na moje oko to niektórzy to tam napewno więcej niż 80 lecą.
  13. Pierwsze co rzuca się w oczy jeszcze przed portąceniem, to prędkość pojazdów. Moim zdaniem przy prędkościach rzędu 70 i wiecej, zauwazenie pieszego i puszczenie go przez przejscie bez mocnego hamowania jest poprostu trudne. Sam się na to w Polsce dobrych kilka razy nabrałem - ograniecznie do 70, ja jade powiedzmy 80, zblizam sie do przejscia i zanim sie zoorientuje, że pieszy tam jest czy przechodzi czy zamierza przejsc i zaczne hamowac, to juz trzeba dac calkiem mocno po hamulcach co w przypadku duzego ruchu wywołuje niezły chaos. Moim zdaniem przejscia dla pieszych w jakimkolwiek miejscu gdzie samochody jeżdżą wiecej niż 50 nie powinny wogóle istnieć bo jest praktycznie pewne, że będzie to powodować sytuacje niebezpieczne. Dobry dowód na to mamy u nas w Tarnowie. ul Słoneczna po 2 pasy ruchu rozdzielone szeorkim pasem zieleni. Pamiętam z 20 lat temu był tam fotoradar i ograniczenie do 40. W tym miejscu przejście. Jako pieszy nigdy nie było problemu z przedostaniem się tam na drugą stronę. Wystarczyło się zbliżyć do przejścia a kierowcy jadący 40 poprostu zwalniali aby pieszego przepuścić. Potem fotoradar usunięto i zaczęła sie jazda po 60, 70, 90, 150 czy jaką tam kto ma fantazję. I odrazu zaczęły się ciągłe wypadki potrącenia pieszych tam. Teraz kilka lat temu zrobili progi zwalniające takie, że wypada do tych 20-30 zwolnic aby nie uszkodzić zawiechy. I znowu jest bajka. Kierowcy którzy i tak zwolnią do tych 30, za każdym razem przepuszczają pieszego który choćby się zbliża do przejścia, bo co to wsumie jest za problem jadąc 30.. Wystarczy zdjąć nogę z gazu - nawet hamować nie trzeba. Także mój postulat - podzielmy przejścia dla pieszych na 2 typy. Takie gdzie pieszy mogą mieć to swoje pierwszeństwo i tam pojazdy nie poruszają sie powiedzmy więcej niz 40 i jest to egzekwowane. A drugi rodzaj przejść to takie gdzie auta jeżdżą szybciej, ale tam piesi nie mają pierwszeństwa tylko muszą czekać aż nic nie jedzie aby przejść. Takie cos na drogach krajowch, na ruchliwych drogach wielopasowch w miastach, itp...
  14. Ja wam powiem, ze sam niewiem co myśleć o tych zmianach. Z jednej strony mieszkałem w Irlandii przez kilkanaście lat i zrobiłem tam pewnie sporo ponad pół miliona kilometrów wiec imo na tyle dużo aby wiedzieć jak to tam wygląda. Tam w przypadku zdarzenia samochód-pieszy to kierowca jest właściwie zawsze uznawany za winnego. Nie ma uproś. Nie ma znaczenia czy potrącisz pieszego na przejsciu czy nie na przejsciu. Jeśli potrącisz jesteś winny. Wyjątki od tej reguły to jakies pojedyncze na skale całego kraju wyroki sądu, gdzie udało się udowodnić iż pieszy rzuciił się pod auto celowo (np próba samobójcza). I mimo tego wszystkiego nigdy nie potrąciłem pieszego ani nawet nigdy nie byłem tego bliski. Z drugiej strony, tam przejść dla pieszych nie ma dużo, i zdecydowanie piesi nie mają przeświadczenia iż mają na nich pierwszeństwo. Po prostu będąc pieszym używa się zdrowego rozsądku. Jak jedzie auto szybko i blisko to sie na jezdnie nie wchodzi. Jak auto jedzie powoli albo jest daleko, to sie zato na jezdznie wchodzi i to wsumie bez znaczenia czy na przejsciu czy nie na przejsciu, czy na czerwonym czy na zielonym, itp... Problemem w Polsce moim zdaniem jest nadmierna zawziętość obu stron (pieszych i kierowców) do egzekwowania swoich uprawnień. Kierowca widzi pieszego przechodzącego przez jezdnię poza przejściem to jeszcze przyspieszy zamiast zwolinić aby ułatwić mu przejście. Piesi na przejscie wchodza jakby wogóle nie interesowało ich nic innego niż ich własne pierwszeństwo które muszą egzekwować. Innymi słowy - poprostu za dużo prób egzekwowania swoich praw, a za mało zdrowego rozsądku. A wracając do Irlandii, to obwinianie kierowcy za kazde zdarzenie z pieszym moim zdaniem działa. Działa w ten sposób iż kierowcy jeżdżą tak, aby pieszych nie rozjezdzać i moim zdaniem działa to całkiem niezle.
  15. Super. Ja bym do tego jeszcze dodał taki myk, żeby składka też załeżała od ilości wypadków/kolizji nie ze swojej winy. W tym momencie w Polsce są osoby które maja po 30 i więcej kolizji rocznie nie ze swojej winy, i za ubezpieczenia mogą płacić grosze bo ich konto jest czyste. Tym by się wypadało też zająć.
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.