Jump to content

volcan

moderator
  • Content Count

    8296
  • Joined

  • Last visited

  • Time Online

    20h 3m 28s

About volcan

  • Rank
    Nafciarz
  • Birthday 12/02/1978

Profile Information

  • Płeć
    Male
  • Lokalizacja
    SJ, RZ i reszta świata...
  • Zainteresowania
    samochody, informatyka, fotografia

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Nie mam nowego samochodu Ale wiem o czym piszesz. Miałem nawyk sprawdzania - dokładnego - w przypadku napraw, czy obsługi samochodu w ASO. Problem z ASO jest taki, że naprawa auta jest de facto (z punktu widzenia właściciela) prowadzona przez anonimowe osoby. Jeden miły pan w garniturku (albo pani z godnym dekoltem) przyjmuje samochód, jakiś mechanik je dostaje do naprawy, potem jego zmiana się kończy, więc odkłada narzędzia i idzie do domu, naprawę przejmuje ktoś inny, który pobieżnie został poinformowany co już zostało zrobione a co trzeba zrobić, czasu na weryfikowanie pracy poprzednika nie ma. Potem auto wydaje inny miły pan w garniturku, albo inna pani z równie imponującym dekoltem i de facto nigdy do końca nie wiadomo co zostało w samochodzie zrobione. Sam mam w domu Forda, do którego ASO wydawało co roku fakturę np. na wymianę filtra kabinowego, a który w 2017 roku został z samochodu w końcu wymontowany (wtedy auto do mnie zawitało) i była na nim data produkcji 2003 (auto jest z 2004 roku). W ASO Hyundaia nikt nie dotknął np. tylnego mostu a na fakturze miałem wymianę oleju w nim. ASO Iveco proponowało mi naprawę układu ABS polegającą na zamówieniu - na mój koszt i na moje ryzyko - pompy ABS za ok. 10 tysięcy złotych bez gwarancji, że jej wymiana pomoże. W ramach "łaski" obiecali mi, że starą pompę tak, czy inaczej mi oddadzą - nawet jeżeli naprawa będzie bezskuteczna. Tak naprawdę była przetarta wiązka i wystarczyło zlutować przewody i zaizolować je termokurczem oraz zabezpieczyć na przyszłość. Warsztat, który nie jest ASO i dba o renomę (bo miałem też znajomego, który uważał, że może robić na odwal się - przecież jak ten klient nie wróci, to przyjdzie następny), stara się o różnego typu certyfikaty, autoryzacje itp. też nie będzie tani, ale też nie będzie chciał pozwolić sobie na utratę renomy. Dlatego w takim warsztacie błędy są zazwyczaj naprawiane bez szemrania i z odpowiednimi przeprosinami. Przecież "mój" warsztat też potrafił doprowadzić do naprawy blacharskiej (mechanik wyjechał z otwartą pokrywą silnika) - ale nie dość, że auto naprawili (tj. wstawili do porządnego warsztatu blacharsko - lakierniczego), to jeszcze całe zostało ogarnięte - pełna korekta lakieru, dobry wosk, detailing wnętrza i cały przegląd za darmo. Krótko - unikam warsztatów "anonimowych", garażowych mietków itp. itd. Kieruję się opiniami, jeżeli jakiś warsztat sprawdzi się kilka razy, staram się nie kombinować i nie szukać innych alternatyw, bo się kilka razy na tym przejechałem.
  2. Kolega w Koleosie wymienia poza ASO (w dużym warsztacie spełniającym normy producentów samochodów - oczywiście normalna procedura - zlecenie naprawy, faktura itp. itd.), tyle, że kupił w ASO oryginalne klocki z logo Renault. Mechanik jak te klocki zobaczył, to się zdziwił - grubość okładziny ponoć znacznie mniejsza, niż montowanych w fabryce (i markowych zamienników klasy OEM). W Renault za wymianę (robociznę) zawołali kilkaset złotych.
  3. Odpowiem przykładem z mojego doświadczenia: "mój" warsztat na uwagę o słabszej skuteczności hamowania z wyższych prędkości zareagował tak - cytuję mniej więcej: "założyliśmy ci klocki firmy X - nigdy nie było z tym problemu - ale sprawdź na stacji diagnostycznej siłę hamowania - jeżeli jest jakaś różnica między kołami na osi albo wyniki są niższe, niż miałeś na starych hamulcach (tu na wiarę - co im powiem, to przyjmą), to może być wina konkretnej partii klocków i zamontujemy ci inne a te po prostu wyślemy do reklamacji a za badanie na rolkach oddamy, albo odliczymy od kolejnej faktury". Cena klocków na fakturze jest o 7 złotych wyższa, niż najtańsza oferta na allegro
  4. OK... Obłędem nazwałbym raczej niedowierzanie wszystkim wokół, ale OK... Fakt - miałem kiedyś sytuację taką, że przy okazji naprawy pokolizyjnej warsztat praktycznie zniszczył mi auto - fakt, że warte tyle, co taki sobie telewizor, ale jednak... Auto jakoś dało się ogarnąć, jeszcze nawet kilka lat u mnie jeździło, jednakże trochę pracy musiałem w to włożyć. Zauważyłem natomiast, że im droższym samochodem jeżdżę, tym mniej się nim przejmuję - tzn. traktuję je jak samochód - takie urządzenie do przemieszczania się - a nie powód frustracji i powód do podejrzewania istnienia jakiegoś spisku wymierzonego przeciwko temu PRZEDMIOTOWI Może też wpłynął na to fakt, że właściwie nie tak dawno, teoretycznie w pełni sprawny, jak to się mówi "mocno doinwestowany", sprawdzony w stacji diagnostycznej samochód nagle spalił mi się doszczętnie w trakcie podróży. A ja w ciągu 15 minut od cruisingu połączonego ze słuchaniem muzyki przeszedłem do stania na poboczu i kręcenia z niedowierzaniem głową patrząc na dopalający się wrak Zmierzam do tego, że statutową działalnością warsztatów nie jest zazwyczaj niszczenie samochodów klientów i partolenie napraw, lecz raczej naprawianie aut celem uzyskania dodatniego wyniku finansowego Wiadomo - czasem trafi się babol - każdemu się trafia - ale tutaj można trochę zasięgnąć opinii - choćby w internecie i unikać warsztatów o słabych opiniach.
  5. Pojęcia bladego nie mam o czym tu piszesz Postaram się prościej wytłumaczyć... Warsztat, w którym serwisuję samochody sam kupuje części. Ja nie mam ochoty szukać, czekać i potem bujać się z niewykorzystanymi częściami. Ze względu na to, że wielokrotnie rozmawiałem z właścicielem warsztatu merytorycznie, (bo wiem dlaczego samochód jeździ, sam bym wiele rzeczy potrafił naprawić, ale primo nie mam do tego warunków, secundo zamiennie: nie mam czasu albo mi się nie chce) - a to w porządku facet - i mu nawet kilka fajnych hurtowni poleciłem, wiem, że daje mi (i nie tylko mi) świetne ceny na części - bo po prostu żebym się nie "obraził" szuka części w kilku miejscach - nawet w tych, które mu poleciłem, a że jest warsztatem, który obrabia setki aut miesięcznie to ma odpowiednie rabaty. Dla mnie cena części w warsztacie jest dzięki temu niższa, niż gdybym sam chciał je kupić (a samodzielny zakup nie ma sensu, bo przecież nigdy do końca nie wiadomo co się tak naprawdę zepsuło - póki się samochodu nie rozkręci). Warsztat jest bardzo w porządku - ceny części mają bardzo dobre, nie kantują na tym klientów, jasno stawiają sprawę dotyczącą tego, za co biorą pieniądze - czyli ceny robocizny. Nie jest dla mnie problemem zapłacić np. 900 złotych za robociznę mechanika, który zajmował się moim samochodem przez praktycznie całą dniówkę i wiem, że to, co zrobił jest zrobione solidnie. Oni nie muszą udawać, że za pracę człowieka mam zapłacić 100 złotych a 800 upychać w cenie części. Nie zajmują się gównozjadami, którzy chcą oszczędzić 50 złotych i zmuszaliby ich do kombinowania pt. "jak tego chińczyka przykręcić do reszty auta, skoro nic nie pasuje do siebie". Po prostu samochód ma wyjechać jak najszybciej naprawiony zgodnie ze sztuką. Ten warsztat to nie jest garażowy dłubacz, dla którego poprawka warta 500 złotych stanowi podstawę katastrofy finansowej w danym miesiącu, tylko średniej wielkości, doskonale wyposażony warsztat, który ma np. autoryzację producentów samochodów hybrydowych na obsługę tych aut w okresie gwarancyjnym. W tym warsztacie regularnie serwisowane są samochody marek takich, jak Jaguar, Ferrari nawet. I wcale nie jest drogo - na pewno drożej, niż "u Mietka" w garażu, ale coś za coś. Wszystkie konieczne narzędzia, interfejsy, umowy z wykonawcami napraw, których oni sami nie przeprowadzają - różnego rodzaje regeneracje części itd. - oni mają to robione po prostu w pierwszej kolejności. Dla mnie to komfort - umawiam się na konkretną datę i godzinę, wstawiam samochód, on od razu trafia na podnośnik, w pudle czekają przywiezione rano części - jeżeli istnieje podejrzenie, że coś może nie pasować, albo np. były stosowane wariantowo różne podzespoły, to wszystkie możliwe konfiguracje części zamiennych czekają na auto - a nie auto na części. Przecież to jest warsztat - niewykorzystane części wracają do hurtowni, bo wyjechały z niej na W-Z a nie z fakturą. Samochód z tego podnośnika zjeżdża najszybciej jak się da - bo czas to pieniądz. I warsztatu, i mój. Dla nich poprawianie błędów to strata pieniędzy - czysta, wymierna strata - dlatego wszystko jest od razu robione solidnie. Przez kilka lat miałem raz uwagę do naprawy - przy składaniu drzwi nie wpięli jednej wtyczki i nie świeciła listwa diodowa w tych drzwiach. Teoretycznie mogłem to poprawić sam - ale - jak wyżej pisałem - kwota za robociznę ukazana na fakturze sugerowała, że naprawa zostanie wykonana do końca - i tak było - poprawiono to następnego dnia, na poczekaniu. Działalności nie muszę zakładać, bo ją prowadzę i jedna z podstawowych zasad jest taka, że nigdy usługi nie realizuję na powierzonym materiale - na zasadzie analogii - czyli ktoś będzie niezadowolony, bo "nie wyszło", ja nie będę się poczuwał do poprawienia, czy zrobienia czegoś od nowa, jeżeli będzie to wina powierzonego materiału a tego oczekiwałby klient. Dla mnie prosta sprawa - robię coś na własnych materiałach w cenie X - chcesz, to zamawiaj, nie chcesz - idź gdzie indziej, miej może 5 czy 10% taniej i za 3 lata przestanie to działać i przyjdziesz do mnie i zapłacisz X + inflacja Ja Ciebie jestem w stanie zrozumieć - sądzę, że pewnie działasz na mniejszą skalę i gównozjadów masz u siebie każdego dnia. Nie możesz powiedzieć, że za robociznę bierzesz 300 złotych np. bo dla takiego janusza to powód do zawału serca. Musisz do ceny części doliczyć te 20% a "za robotę" krzyknąć połowę tego, ile faktycznie ona stoi. Po prostu w naszym społeczeństwie pozostały nawyki z poprzedniej epoki - każdy znał się na wszystkim i sam wszystko naprawiał - z różnym skutkiem, ale dla zasady łapy pchało się wszędzie. Nowocześniej działające społeczeństwo, w którym ceni się swój czas i powierza sprawy wymagające wiedzy ludziom, którzy ją posiadają dopiero u nas powstaje - dlatego ceny usług są jeszcze stosunkowo niskie.
  6. Ciekawe, czy ci podejrzliwi pozwolili zrobić się rodzicom, czy sami się zrobili? To jest jakiś obłęd. Jeżeli zepsuje się np. telewizor, laptop itp. itd. i odda się go na naprawę gwarancyjną, to też jedzie się z nim do jakiegoś centrum serwisowego, siedzi i patrzy, czy faktycznie nowe części są wkładane? Swoją drogą kupowanie części i przywożenie do warsztatu mówi wiele o tym, jaki to jest warsztat.
  7. Ja nigdy (poza bardzo nielicznymi wyjątkami) nie naprawiam samochodu w warsztacie na powierzonych częściach. W razie jakichkolwiek problemów nie ma wtedy żadnej gwarancji - sprzedawca (producent) części odrzuca reklamację, bo "warsztat był zły" a warsztat odpowiada, że co przywiozłeś, to zamontowaliśmy. Nie ma żadnego "zaufanego" warsztatu, który z radością przyjmie na klatę koszt powtórnej naprawy idący w tysiące złotych. Wystarczy warsztatowi uświadomić, że zna się cenę części w "dobrych" miejscach i właściwie zawsze udaje się im "znaleźć" części w cenie bardzo konkurencyjnej.
  8. Z Turbotec (jeżeli chodzi o firmę z Jaworzna) jest dokładnie tak samo, jak z każdą inną firmą. Kolega regenerował u nich pompę wtryskową i wtryskiwacze, nie mieli jeszcze swojego warsztatu, więc kazali mu auto odstawić do warsztatu, z którym współpracowali (tak twierdzili). Po kilku miesiącach pompa się rozleciała, kolega zgłosił reklamację a oni odpowiedzieli, że mógł zamontować u nich (przypominam... nie mieli wtedy warsztatu!) a montowane w "jakimś obcym" miejscu podzespoły nie mają już gwarancji. Oczywiście większość klientów jest zadowolonych i gdybym w tej całej zabawie nie uczestniczył pośrednio (m.in. zawoziłem i odbierałem samochód), to bym uwierzyć nie mógł...
  9. Skazany na ASO? Są przecież warsztaty wielomarkowe, które mają autoryzację na obsługę hybryd, potrzebne certyfikaty itp. itd. Ja swoje samochody serwisuję właśnie w takim prywatnym, średniej wielkości warsztacie.
  10. Cokolwiek z wypożyczalni. Będzie fajne - bo sobie wybierzesz co chcesz a nie będzie bez sensu niszczało w garażu stojąc i czekając na jakąś okazję, żeby pojechać. Auto, które nie jeździ ulega degradacji - elementy gumowe, łożyska, korozja itp. itd. i jeszcze trzeba opłacać ubezpieczenie. Kompletny bezsens.
  11. Jeździłem Astrą 1.4 i - niestety - musiałem też 1.0. Dziękuję bardzo Skoro nawet Niemcy w AutoBild zauważyli, że auto nie ma czym jechać... Do 3 tysięcy obrotów Astra 1.0 ledwo jedzie - nie da się tym samochodem np. przy doturlaniu się do głównej drogi pojechać dalej z drugiego biegu (trzeba redukować od ultra krótkiej jedynki) - po tym już myślałem, że zepsute - nie... Niemcy potwierdzili - podobnie, jak spalanie 3-krotnie wyższe od deklarowanego przez producenta Poważnie - kompakt z takim silnikiem to totalne nieporozumienie.
  12. Biorąc pod uwagę, że ta poleasingowa ma silnik a ta nowa "silnik" to już bym się nie zastanawiał
  13. Nie o moc maksymalną a o jej przebieg (tak, jak i momentu obrotowego) chodzi. Na papierze 15 KM - śmiech... Po co to komu? Na żywo - zupełnie inne auto.
  14. Lokalizację czasoprzestrzenną wstępnie możesz zaproponować?
  15. Wiem - akcyza itp. itd. Mimo wszystko - sporadycznie kupuje się takie auto za gotówkę i na 2-3 lata, więc i tak skłaniam się ku 2.2 Chodziło mi nie o małą różnicę w cenie, tylko małą różnicę mocy (na papierze) - niby to tylko 15 KM...
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.