Jump to content

artipb

użytkownik
  • Content Count

    613
  • Joined

  • Last visited

  • Time Online

    10h 42m 45s

Community Reputation

120 Dobry aparat

About artipb

  • Rank
    kierowca
  • Birthday 09/10/1980

Profile Information

  • Name
    ARTUR
  • Płeć
    Male
  • Lokalizacja
    Rzeszów
  • Zainteresowania
    Tak sobie leniuchuję - na rowerku pojeżdżę etc
  • Car
    MB W124 / Mitshubishi Outlande

Recent Profile Visitors

692 profile views
  1. Przewożenie koleżanek,zwłaszcza w mini, też może być absorbujące, nawet bez rozmowy, więc też zakazać. Ja bardziej staram się pokazać absurd, że paplanie trzymając komórkę w ręku jest be, ale to samo paplanie ze słuchawką w uchu, zestawem głośnomówiącym czy telefonem w trybie głośnomówiącym walającym się po kabinie jest cacy.Telefonu trzymać nie można, ale paczkę cukierków, kubek z gorącym napojem,kanapkę czy współpasażerkę za kolano trzymać można, nawet po ... się drapać i jajka poprawiać też można,a tylko telefon jest na cenzurowanym.Telefon jest be, ale CB cacy, nawigacja i playlista na radiu też. Po prostu jakiś absurd się robi, chcecie patroli na motocyklach,kamerek i nie wiadomo czego jeszcze, natomiast zamiast tworzyć przepisy, wystarczy egzekwować istniejące.Jak ktoś na pustej drodze kłapie przez telefon, niech kłapie - ale jak z racji używania czegokolwiek lub kogokolwiek w kabinie ktoś popełnia wykroczenia (jazda za wolno/za szybko, nie trzymając się pasa ruchu,nie zachowując odstępu czy tamując ruch, wtedy walić mandaty ile wlezie. Tymczasem u nas są takie nagonki na pewne tematy - była nagonka na mijania w dzień - wiele to nie zmieniło, była nagonka tracenie pj za przekroczenie w zabudowanym, ludzie dalej jeżdżą jak chcą, teraz znowu problem telefonów. Problemem polskich dróg nie jest każde z tych zjawisk z osobna, tylko całokształt - za mało patroli drogówki, które jak już są, to nastawione na PLN z mandatów,a nie poprawę bezpieczeństwa,niewłaściwe oznakowanie, system szkolenia, który uczy jak zdać egzamin,a nie jak jeździć i i przede wszystkim zezwalanie na uzyskiwanie pj przez osoby, które przebadane przez psychologa nigdy dokumentu nie powinny otrzymać.
  2. Ok, kolego , ale nie w korek - raczej w ruch miejski i pozamiejski. Aktualnie wyłapywanie aut - gadaczy komórkowych w korku to murowany sposób policmajstrów na łatanie dziury w mandatach "niewystawionych", gdzie zagrożenie (auta stoją po kilka - kilkanaście minut nieruchomo albo co kilka minut podczłapują jedną długość pojazdu - bo oczekiwania na czerwonym czy skokowej jazdy 5-40 km/h to ja za korek nie uważam) jest niewielkie.Za to na mieście czy trasie łącznie z autostradami widzę często PH, którzy na fotelu pasażera mają laptopa, w ręce telefon i ogarniają zamówienia albo kurierów, którzy w trakcie jazdy ogarniają tablet z adresami dostawy.
  3. Klepanie sms, facebook i inne takie - za klepanie po telefonie w trakcie jazdy nawet prawko zabierać, jak za 500+. Z drugiej strony klepać nie można, ale po nawigacji smyrać paluszkiem można według kodeksu drogowego do woli, a jest to takie samo potencjalne zabójstwo dla uwagi kierującego, jeśli nie gorsze, jak wyżej. Listę piosenek w radiu też można miziać góra - dół i przy okazji zrobić komuś kuku. Co do rozmowy, mam ciut mieszane odczucia - albo zakazać całkiem i nie ma, że zestawy takie czy inne - rozprasza sam fakt rozmowy, a nie to, czy trzymamy telefon w łapce.Przyznaję bez bicia, że mi osobiście rozmawiając przez zestaw zdarzyło się kilka razy przejechać na autopilocie przez pół miasta i jak konwersacja była zbytnio wciągająca, to później myślałem, jakie światło było na sygnalizatorze. I uważam, że wtedy stworzyłem większe zagrożenie, niż gdybym tą samą rozmowę odbył z telefonem przy uchu stojąc przed zamkniętą rampą kolejową. Ale to w tym drugim wypadku popełniłbym wykroczenie. Z drugiej strony - przy uchu nie można, ale wciąż sporo numerów wybiera się nawet mając zestaw ręcznie z telefonu. Albo na przykład - przy uchu nie można, ale położyć telefon w trybie głośnomówiącym na udzie można, choć trzeba wtedy skupić się nie na drodze, ale na tym, żeby telefon nie spadł. Więc może po prostu zasada - kierowca nie może prowadzić rozmowy przy użyciu żadnych środków komunikacji elektronicznej w poruszającym się pojeździe - a w korku czy innych długotrwałych zatrzymaniach pojazdu wynikających z warunków ruchu niech każdy robi co chce. I niech sobie będą te kamerki, ale w miejscach. gdzie i ruch i prędkości. Natomiast u nas na dziś kamerek brak, są za to policmajstry, którzy z upodobaniem polują na kierowców właśnie w korkach, gdzie zagrożenia nie ma żadnego. Oczywiście w mocy pozostają pozostałe przepisy i jak komórkowicz stoi jak wryty na zielonym, to paragrafem go - ale nie za komórkę.
  4. Jak pisałem wyżej - nie tylko rdzę, ale rdzawe zacieki - skoroduje choć odrobinę mocowanie jakiejś listwy, wycieraczki czy emblematu i robi się masakra, jeśli chodzi o zacieki. Podobnie każdy mały purchelek robi zaciek na pół elementu - i to nie zdarza się na żadnym innym kolorze. Niemniej kolorem się nie jeździ - auto ładne, nowe, to brać i jeździć.
  5. Z mojej perspektywy - rzadko który biały w białym wygląda dobrze, często kojarzy się z biedawersją i przedstawicielami handlowymi. Miałem białe auto. Na co dzień długo jest czysty, po myciu nie wymaga wycierania, pastowania etc., czasem i kilka tygodni jak nie pada można nie myć. Jak jest syf na drodze, to dopiero po długiej trasie jest naprawdę usyfiony, po mieście się brudzi, ale oczu nie kłuje. Super robi się białe zaprawki w punktowych obiciach od kamieni itp, co by nie robił, będzie ładnie. Natomiast przewalone z kropkami smoły z asfaltu, robalami na masce, a jak już nie daj siło wyższa zacznie rdzewieć, to lepiej sprzedać lub podpalić - jeden lekko rdzewiejący wkręt pod listwą potrafi usyfić niemal trwale pół drzwi. Czarne mam teraz - jak jest czysty i umyty, wypastowany i bez zacieków wygląda jak milion dolarów. To znaczy przez pierwszą dobę - dwie po myciu, bo w trzeciej już się okurzy i wygląda jak maksymalnie 50 dolarów i to w drobnych. Jeden przejazd po mokrym, niezależnie od tego czy lato czy zima - już wygląda źle, tworzą się zacieki z brudu, które na błyszczącym czarnym widać nawet, jak spadnie pięć kropel deszczu na krzyż. W sezonie jesień - wiosna szkoda jeździć na myjnię bezdotykową, co by nie wziął z programów, to auto jest najwyżej opłukane, brud na czarnym zostanie - mycie albo w automatach na stacji benzynowej, albo karcher+wiadro+gąbka+ircha do sucha+pasta jako zestaw minimum. Zaniedbanie wytarcia czegokolwiek generuje widoczne zacieki. Rysy - o ile nie są głębokie, to zwykłe rysy od mycia auta nie rzucają się w oczy tak, żeby bolało, chyba, że ktoś jest wybitnie przeczulony, aczkolwiek jak się pod pewnymi kątami popatrzy, to widać. Najlepsze do brudu - szare metaliki, nie za ciemne, ale ich wadą jest to, że tak brudne, jak i czyste wyglądają tak samo, w sumie zawsze nieciekawie.
  6. U siebie w mieście mam namiar na Caravelkę za 260 w sezonie wysokim, 190 w niskim. Nie badałem szczególnie tej oferty, na zdjęciach auto przyzwoite i chyba dwuletnie.
  7. Ja akurat rozumiem ludzi, którzy zwiedzają samochodem. Jadąc do Bułgarii masz po drodze Rumunię, w samej Bułgarii są też po drodze ciekawe miejsca. Samolotem można lecieć i owszem, ale tylko jeśli ktoś życzy sobie wyłącznie plażing i smażing. Wypożyczenie auta na miejscu wyłącznie na wybrzeże Bułgarii się nie opłaca, bo tam faktycznie trzeba usilnie wyszukiwać atrakcje - ale Bułgaria w głębi "kontynentu" to zupełnie inny kraj, niż to co widzą turyści na All Inc w Złotych Piaskach. Że nie wspomnę o komforcie dojazdu autem, który powoduje, że rodzinnie od kilku lat do Bułgarii, Grecji czy Czarnogóry wyłącznie autem - chcesz dziecko dodatkowy słoik z piaskiem z plaży - nie ma sprawy, do bagażnika. Cztery arbuzy - proszę bardzo. 20 butelek wina - nie ma sprawy. Dwie bańki 5l greckiej oliwy wyszukanej gdzieś w górach prosto od rolnika - też nie ma sprawy. Limituje nas tylko odległość od podłogi bagażnika do podsufitki. Z drugiej strony rozumiem kolegę - mam full assistance na 10-letniego Outlandera w Avivie - po Polsce bez limitu, za granicą niestety tylko 500 km.Niby auto zadbane, niby syf po poprzednim właścicielu i usterki 2.0 TDI adresowane do przebiegu 100-200 kkm ogarnięte, ale ze mnie taki typ przejmujący się na zapas. I sam kombinuję w tym roku, czy nie pożyczyć np. właśnie nowej Caravelki - za 14 dni pod 3 kzł, ale kimać po drodze można w aucie w dowolnym punkcie trasy, aby dojechać na zaplanowany termin do miejsca docelowego i z pakietem full zniesienie udziału własnego temat potencjalnych awarii własnego auta mam z głowy. Uprzedzając bogatych forumowiczów - nie pójdę do salonu po nowego SUV w żadnym kredycie, bo prywatnie na SUV-a z salonu mnie nie stać. W tym roku np. byłem w Pradze i już na miejscu Outek złapał na moment notlaufa - zgasiłem, odpaliłem i ponad 2 kkm jest ok, ale troszkę mi troska o powrót mąciła przyjemność wypoczynku, mimo że to tylko Czechy i blisko.
  8. Budżet robi wszystko. Jeśli masz drugie auto na wycieczki i wakacje, to czasem lepiej zostawić sobie PLN w kieszeni i kupić faktycznie wozidełko. Stojąc przed podobnym dylematem wyhaczyłem ostatnio Clio Grandtour III generacji po liftingu. Zależy co kto lubi - pod maską 1,2 z wiertarką, jako jeździdełko miejskie plus podmiejskie dla rodziny 2+2 prawie od pół roku sprawdza się idealnie. Silniczek zaskoczył mnie na początku nieprzyjemnie spalaniem (średnio 9 litrów PB), ale jak się nauczy co nieco to autko traktować i zdejmie cegłówkę z gazu, to w jeździe średnio 30 km/h od tankowania do tankowania wychodzi akceptowalne ciut ponad 7. Auto proste do bólu, taki trochę żuczek - gokarcik, w wersji Grandtour jest zaskakująco obfity jak na gabaryt auta bagażnik, za kierownicą z moimi 185 cm i ponad 100 kg nie narzekam, a z tyłu wciąż nastoletnia córka się mieści, podobnie zaskakująco dużo miejsca jest nad głową z przodu i z tyłu, nawet w koczku nikt po suficie nie szoruje. Moje autko chwilę szukałem, ale znalazłem 9 latka, co prawda za 17 kzł, ale za to z przebiegiem poniżej 80 kkm, bez grama rdzy póki co. Od tamtej pory odpukać tylko paliwo do baku i raz zmiana filtrów i oleju za jakieś śmieszne pieniądze w sumie, jeśli wierzyć opiniom ten 1.2 PB jest nie do zajechania. Jak nowsze Clio to nie wiem, ale z tego egzemplarza jako z taczek miejskich w relacji cena - jakość póki co jestem megazadowolony, więc nie wiem, czy tą francę akurat warto od razu skreślić. Zauważ w podpisie, że jako drugi w domu jest Outlander II gen z 2.0 D - absolutnie niefajny jako auto miejskie, głównie z uwagi na spalanie, które po mieście ładnie zamyka się w 10 l/ 100 km, do tego kwestia dość długiego grzania motoru do temperatury roboczej - ogólnie na miasto jest jakiś taki nieporęczny, a możliwość wjeżdżania na krawężniki nie rekompensuje minusów.
  9. Offtopic się robi - ale wiecie koledzy, że działanie ABS to składowa opon, stanu i sposobu wykonania zawieszenia, masy auta, stanu drogi, występowania/braku kolein i pierdyliarda innych czynników - w sensie ABS jaki by nie był, wykrywa różnicę prędkości (poślizgi zablokowanie) kół, a to,kiedy się koła zablokują wynika z czynników jw. Tak, że ośmielę się zaryzykować twierdzenie, że każdy ABS działa tak samo, a to kiedy się włączy i na jak długo, zanim odpuści, to już czynniki jak wyżej?
  10. artipb

    Milion trzysta

    Zaprzeczenia nie widzę. Auta sprowadzane z zagranicy, gdzie nowa regulacja odnośnie kontroli policyjnych ma zerowe znaczenie - ponad 1 milion w 2019 r. (według SAMAR bodajże). Auta nowe w Polsce, których regulacja dotyczy - mniej niż pół miliona, gdzie musimy znaleźć a)klienta, który kręci roczne przebiegi sugerujące w ogóle cofanie licznika; b)klienta, któremu w ogóle w aucie prywatnym bądź służbowym chce się kręcić i ma możliwość - bo w firmie np. nie skręci 10 flotówek o 200 kkm każdej, bo mu np. ewidencja przebiegów i faktury za paliwo nie zagrają i US dobierze się do tylnej części ciała; c) przyjąć, że akurat ten klient - najpewniej zatem osoba prywatna - będzie w ogóle skontrolowany przez policję; d)przyjąć założenie, że jest idiotą i kręci auto starsze niż czteroletnie poniżej stanu z poprzedniego przeglądu - bo jeśli nie jest, to nawet łącznie spełnienie punktów a,b i c zanim dojedzie do kręciciela spowoduje co najwyżej, że nie cofnie, choćby cofnąć chciał. e) w przeciwnym wypadku, biorąc pod uwagę, że ASO nie ma obowiązku publikacji danych z przeglądów póki co, to w najlepszym wypadku przed pierwszym badaniem technicznym Kowalski sobie skręci, po czym będzie miał niezgodność przebiegu w CEPIKU z książką serwisową, więc chowając książkę serwisową przed nabywcą pogrzebie spore szanse na sprzedanie auta z krajowym rodowodem dla większości rodaków, dla których ono jest be w porównaniu z igiełką z zachodu. Idea mojego wywodu jest taka, że wobec jawności danych w CEPIK, gdyby dołożyć jeszcze do tego obowiązkowe wprowadzanie danych w ASO, dla aut krajowych efekt byłby trzy albo trzysta razy lepszy niż wpisy dokonywane na drodze przez policję. Zresztą od faktycznego kroku milowego, jakim było ujmowanie przebiegu na badaniach technicznych kręcenie aut krajowych jest IMHO nieopłacalne, bo jak nabywca otworzy Historię Pojazdu, ma wszystko jak na dłoni. Rzeczony przypadek - otwiera, widzi ile było na przeglądzie, widzi, ile jest i albo odpuszcza, albo drąży temat. Poza tym wbrew zachwytowi mediów - co innego zatrzymać pojazd z kręconym licznikiem, a co innego udowodnić, że do kręcenia doszło w sposób intecjonalny i ustalić sprawcę. Czytałem gdzieś, że bodajże w świętokrzyskim do kręconych liczników wzywają technika kryminalistyki - czy ktoś przy zdrowych zmysłach uważa, że policja ogarnęła już wszystkie ważniejsze sprawy i angażowanie śledczych i całego aparatu ścigania - prokuratora, sędziego, biegłych i nie wiadomo kogo jeszcze - do auta, co ma milion kilometrów w plecy według drogomierza ma jakiś sens? Tym bardziej, że 99% takich postępowań o ile zostanie doprowadzone za ciężkie pieniądze do etapu sądu, skończy się uniewinnieniem z powodu braku dostatecznych dowodów? Dla aut z zachodu wszystkie te obostrzenia nie mają sensu. Możemy nawet postawić policjanta na granicy, żeby się wdrapywał na lawety, tylko co to da - liczniki będą się cofać w przygranicznych warsztatach niemieckich, czeskich czy słowackich. Kolejny krok milowy, który możnaby było zrobić, ale wymaga faktycznego wysiłku, to integracja systemów typu CEPIK z innymi unijnymi - wchodząc w nasz CEPIK widzimy w wynikach również daty badań technicznych i przebiegi z krajów pierwszej rejestracji. Podobnie ustawowa zmiana odnośnie ochrony danych będących w posiadaniu ASO - statystyczny Kowalski, z osobą posiadającą aktualny tytuł prawny albo jej upoważnieniem, przed zakupem udaje się do ASO marki dowolnej i za urzędową opłatę bez łaski uzyskuje dane odnośnie historii auta. To miałoby szansę faktycznie coś zmienić.
  11. artipb

    Milion trzysta

    Dokładnie tak - po pierwsze przebiegi z ASO są póki co znane tylko ASO i nie za bardzo nawet kolejnemu potencjalnemu nabywcy chcą się pochwalić, jak jest. Jeśli kupując nowe nastawiasz się na giga przebiegi, to od początku kręcisz licznik przed każdą wizytą w ASO. Dwie stówki czy tam ile opłaci się nawet sześć razy wydać w ciągu trzech lat, jeśli masz zamiar "zaoszczędzić" parę kzł na odsprzedaży. Książka serwisowa może się "zgubić", można o niej zapomnieć przy odsprzedaży - wielu ludzi kupuje oczami i niestety nawet w CEPIK nie zagląda. Zresztą jak wskazałem wcześniej - wprowadzenie do CEPIKU stanu licznika przy badaniu technicznym plus ewentualne zmuszenie do tego właśnie ASO, to naprawdę wystarczający bat i dokładanie w tym zakresie roboty policji jest IMHO bez sensu. Z drugiej strony największe "kręciołki " to były, są i pewnie będą auta z zachodu, na które zarówno przebieg z badania, jak i kontrole policji nie mają ŻADNEGO WPŁYWU. Dlatego "sensacyjne" artykuły z gazety o wykrytych cofniętych licznikach można o kant .... potłuc. Nawet jeśli jechałbym autem cofniętym o milion, to zatrzymuje mnie policja, czepia się o licznik i co dalej? Panie władzo, a skąd mam wiedzieć, kto i kiedy ten licznik cofnął. Byłem w międzyczasie u wulkanizatora, na geometrii, u mechanika, zostawiałem auto z kluczykami na myjni to tu, to tam. Ja na licznik kilometrów nie patrzę, pamięci do tego nie mam, jak się psuje auto to naprawiam i tyle. Nie wiem, nie pamiętam, nie widziałem, ja nie cofałem,a w ogóle 5 minut temu wyświetlał co innego, to elektronika pewnie chińska panie, samo się przestawiło... Albo parę godzin temu przełożyłem cały licznik z używki, bo stary się nie podświetlał, to go wywaliłem do kosza, używka ze szrotu parę groszy. Właśnie dziś po południu jadę do stacji diagnostycznej zgłosić. W przypadku służbówki, o ile nie ma karty drogowej dochodzi jeszcze "panie, tym paru ludzi jeździło i jeździ, skąd wiadomo, kto i kiedy się bawił". Poza tym nakładamy karę za liczniki - a kto nałoży za szpachlę, za składaki z trzech, za oporniki w miejsce poduszek? Jeden system CEPIK, z odnotowaniem przebiegu, kolizji i wypadków do których wzywano policję wystarczyłby aż nadto...
  12. artipb

    Milion trzysta

    Z krajowych nie wiem, czy ktoś bawił się w cofanie, odkąd przebieg zapisany na SKP i dostępny stan licznika przy badaniu. Największy problem, czyli zachodnie, dalej na moście na Odrze gubią setkę lub dwie z przodu. Auta użytkowane w Polsce - jeśli ktoś chce cofać, to cofnie dalej. Wystarczy w aucie, które robi np. 70 kkm rocznie podjechać dwa razy w roku (raz przed badaniem i raz mniej więcej w połowie okresu) i skręcić sobie za każdym razem, tak żeby sumarycznie między przeglądami wychodziło około 10 kkm. Ewentualnie jak się nie boi przypadkowej kontroli policji, to na kręcenie jechać w okolicach 9 miesiąca. W przypadku aut nowych to już w ogóle bajer - jeśli nie trafi się wcześniej przypadkowa kontrola policji, to można po trzech latach tuż przed badaniem jechać, albo prewencyjnie raz do roku. IMHO policyjna robota wykaże 80% aut ze zmienionym / po naprawie licznikiem, z czego niewiele finalnie wyniknie. Wiele hałasu o nic. To już lepiej by było, jakby w ślad za zapisywaniem przebiegu przez diagnostów identyczny obowiązek dostały ASO podczas przeglądów i serwisów w okresie gwarancji - to już by więcej pozwoliło dowiedzieć się o aucie.
  13. Czy ogarnięty, to się uchylam od odpowiedzi, niby zagraniczny kontrahent napalony na ceny, jakie zaoferował polski dealer,a kasę inwestuje Szwajcar.Tyle teoria. Ja natomiast zawsze szukam drugiego dna i zastanawiam się, czy i w jaki ewentualnie sposób kontrahent za granicą może go orżnąć i czy to w ogóle ma sens.Mój specjalista od interesu przecież musi założyć DG z pełnym VAT,zapłacić sobie składki, w sumie to i laweciarzowi za transport (choć to już chyba z pieniędzy kontrahenta płatnych z góry w formie zaliczki).
  14. Ja po prostu mam wątpliwości, pomysł człowieka z rodziny to w oparciu o dobre ceny od lokalnego dealera i współpracę ze znajomym chyba przede wszystkim ze Szwajcarii koło 6-8 aut miesięcznie i tak się zastanawiam, czy to ma prawo się udać. Wiem na 100%, że dealer PL nie może oficjalnie pchać w naszych cenach aut na zachód, bo grozi to zabraniem licencji od generalnego importera na Polskę, trzeba robić jakieś cuda wianki.A obserwując czasem ruch na A4 nawet blisko zachodniej granicy widzę szrot jadący na wschód i puste lawety mknące na zachód.
  15. Dlatego pytam - ktoś z rodziny napalił się jak ślepy na okulary, twierdzi, że ma znajomego Szwajcara, który ogarnie zbyt. Próbuję wyperswadować, że gdyby ten eksport poza unię był tak opłacalny, to nie on jeden kręciłby biznes, natomiast on przekonuje mnie, że znalazł żyłę złota. Teoretyczna różnica np. na Golfie w benzynie PL- DE wychodzi koło 6000 - 7000 Euro. Licząc koszty i zarobek, zagraniczny klient ma szansę zaoszczędzić koło 5000 Euro - dużo i mało. U nas teoretycznie trzaśnięcie drzwiami w salonie ( w sensie auto nie nowe, tylko od pierwszego właściciela) kosztowałoby na rynku wtórnym zbywcę przynajmniej 5 kzł, jak nie więcej, podejrzewam że również na zachodzie różnica między "nowe" a "jak nowe" jest również mierzalna w walucie. Gwarancje takie auto w obrębie UE na pewno zachowuje (choć pytanie, kto jest gwarantem), jak poza, to nawet nie wiem, serwis darmowy - chyba tylko jakby np. nabywca z Niemiec przyjeżdżał do Polski, pytanie komu się chce. Generalnie ja tu osobiście nie widzę kokosów, ale są tacy, co twierdzą inaczej.
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.