Jump to content

artipb

użytkownik
  • Content Count

    570
  • Joined

  • Last visited

  • Time Online

    7h 37m 59s

About artipb

  • Rank
    kierowca
  • Birthday 09/10/1980

Profile Information

  • Name
    ARTUR
  • Płeć
    Male
  • Lokalizacja
    Rzeszów
  • Zainteresowania
    Tak sobie leniuchuję - na rowerku pojeżdżę etc
  • Car
    MB W124 / Mitshubishi Outlande

Recent Profile Visitors

578 profile views
  1. Że tak powiem, Twoja rada też do wskazanej kategorii IMHO należy. Auta za 13-20 kkm w grupie wiekowej 9-11 lat dopiero co szukałem prawie dwa miesiące (połowa sierpnia - początek października). Byłem w Ostrowcu, Wawie, Lublinie, Krakowie, Gliwicach, Bielsku Białej, jak również z jedna dobra rundka na terenie województwa się trafiła (gdy ojciec chciał mi udowodnić, że niepotrzebnie zwiedzam pół kraju i na 6 oglądanych wtedy aut 4 nadawało się wyłącznie na części, pozostałe dwa były skrajnie zajeżdżone). 90% aut odrzuciłem na etapie oglądania ofert w necie (drobne szczególiki ze zdjęć czy CEPIKU, które wskazywały, że sprzedawca i prawda o aucie poruszają się zupełnie odmiennymi ścieżkami). Około 2300 kkm przejechałem, ale mi nie szkoda, bo działałem metodą pół dnia na dwa-trzy auta blisko siebie, a drugie pół dla dzieciaków na atrakcje i jakieś zwiedzanie. Mimo zaawansowanych metod oglądactwa w necie i rozmów z handlarzami, po przyjeździe na miejsce trafiały się ulepy powypadkowe tak drastyczne, że szok, że to w ogóle wyjeżdża jeszcze na drogi. W kilku przypadkach miłą rozmowę ze sprzedawcą drastycznie kończyło użycie czujnika lakieru. Kilka aut, które przypuszczalnie były fajne, uciekło mi sprzed nosa (np. wieczorem wystawione w Krakowie, jak na drugi dzień zadzwoniłem o 10.00, to już było po zakupach). Fakt, że miałem wygórowane wymagania, ale po tych dwóch miesiącach udało mi się za przyzwoite pieniądze kupić prywatnie coś przyzwoitego. Może kolega przy takim szczęściu, że używkę kupuje w dwa tygodnie raz za razem powinien w totka zagrać, ale już nieraz przewijało się na tym forum, że nabycie auta w PL jeśli ktoś nie bierze okazji od sąsiada, a ma pewne wymagania (większe niż 4 koła i fakt, że pojazd odpala i jedzie do przodu i tyłu i hamuje), to tak od dwóch - trzech miesięcy do nawet pół roku nabycie używki zajmuje. To nie są jakieś pomysły moje czy kolegi z wcześniejszego wątku, tylko życiowa długoletnia praktyka większej liczby forumowiczów.
  2. A przewrotnie zapytam z drugiej strony - w jaki sposób niby kupujący ma dowodzić, że usterka nastąpiła w aucie i podzespole, które było przedmiotem sprzedaży? Bo sytuację kupuję prywatnie od prywatnego gruza, przez dwa-trzy dni po zakupie zauważam kopcenie na biało i drastyczny ubytek płynu chłodzącego, nie dotykając nic płacę za biegłego, który stwierdza UPG, po czym biorę papugę i wszczynam spór odnośnie zwrotu auta/partycypacji w kosztach naprawy z tytułu rękojmii, to rozumiem - po to jest bardzo potrzebna rękojmia, żeby skończyły się praktyki- również w prywatnej odsprzedaży-coś drogiego typu UPG, skrzynia DSG czy silnik do kapitalki się pojawia, więc trzeba auto pchnąć dalej, oczywiście za pełną cenę, niech kto innym się martwi. Ale sytuacja z wątku czy przywołany wyżej wyrok za 11 tysięcy (w który nie chce mi się wierzyć, chyba że sprzedający olewał również wezwania do sądu) - jaka rękojmia? Ktoś kupuje auto, jeździ nim nie wiadomo jak i nie wiadomo na czym, coś się psuje, grzebie przy tym jeden lub kilka warsztatów, gdzie tak naprawdę nie wiadomo, czy więcej nie popsuli niż naprawili lub nie podmienili jakiś części, motor zdecydowanie nie ma właściwości pierwotnych, jakie miał w momencie odsprzedaży, oryginalne części nie wiadomo gdzie - jak udowodnić, że zdemontowana UPG pochodzi z tego motoru albo jak uznać opinię warsztatu Heniek&Gienek kuzyni Jurka - nabywcy auta, że z pojazdem było coś nie tak, jak w ogóle dowodzić po naprawie czy nawet demontażu części bez udziału biegłego, że to faktycznie ten sam silnik i te same części, co były u sprzedawcy?. Nie dajmy się zwariować - rękojmia przy sprzedaży używki nawet prywatnie jest niezbędna, ale skorzystanie z niej skutecznie to nie taka prosta droga. Prosta piłka - jeżeli sprzedający jest przekonany, że sprzedał sprawny pojazd, to rozmawiać z kupującym nie wcześniej niż na etapie sądu, ale tylko przez prawnika. Jeżeli wie, że sprzedał coś, co się kończyło - albo zawrzeć ugodę i partycypować w kosztach naprawy, albo (nie dotyczy to tej sytuacji), jeśli nabywca przecknie się po dwóch, trzech dniach i nie zdąży nic nabałaganić, zwłaszcza przy tanim aucie, pisemnie poprosić o zwrot i oddać kasę. Ja tak zawsze robiłem z używkami - tydzień, czasem dwa dawałem nabywcy "na rozmyślenie się" - przy czym obcym krócej, znajomym dłużej - ale, że wiedziałem, co miałem i uczciwie mówiłem przy sprzedaży, jeśli było ryzyko awarii jakichkolwiek podzespołów, że "się kończą", to żadne z kilku aut do mnie nie wróciło.
  3. Więc @Sebbeks, odnosząc się do wątku-znajomi reprezentują grubszych handlarzy, po auta jeżdżą minimum 1x w tygodniu i przywożą po minimum 10 sztuk miesięcznie.Czyli po trzech miesiącach poszukiwań, co daje minimum około 30-40 wyselekcjonowanych, nadających się do dalszej odsprzedaży sprowadzonych aut według tej matematyki, przywieźli koledze ładną Ibizę.W dodatku nie na zwykły handel, tylko na zamówienie po znajomości. To jest to,o czym piszę, twierdząc że nie ma co liczyć na naprawdę dobre auto z zachodu.
  4. Inaczej - dobre auta, z pewną historią i małym przebiegiem, nie trafiają ani do handlarza, ani na mobile. Zostają w zdecydowanej większości w Niemczech, bo tam też są amatorzy na auta używane - sąsiedzi, krewni i znajomi - nie wszyscy mają furę Euro w portfelu i co rok biegną do salonu po nowe. Nie wszyscy też sprzedają dobre auta, z których są zadowoleni po trzech latach - niektórzy prywatnie jak u nas jeżdżą kilka czy kilkanaście lat, zanim się pozbędą. Ogólnie różnice jeśli chodzi o rynek prywatny i pojazdów flotowych w PL i DE mocno się zniwelowały, na tyle, że okazyjny zakup auta w DE jest mniej więcej tak samo prawdopodobny w obydwu krajach. Cena z mobile.de czy innego autoscout jest ceną wyjściową - ale tak, są handlarze, zwłaszcza drobniejsi, którzy wyszukują auta w necie i targują cenę na miejscu. Oczywiście cena transakcyjna nie jest równa cenie wystawienia - niemniej gdyby handlarze nie kupowali aut z mobile, to nie byłoby dopisków "Handlarzom i komisom dziękuję". Podejrzewam, że koledze chodzi o grubszych zawodników - którzy faktycznie nie kupują aut z ogłoszeń, tylko startują w licytacjach ubezpieczycieli, komorniczych, mają umowy z salonami na odbiór aut pozostawianych w rozliczeniu, kupują poleasingowe i tak dalej i tak dalej. Tylko teraz pytanie - jaki procent z tych aut, które wymieniłem, to perełki zadbane, z małym przebiegiem, od pierwszego, prywatnego właściciela i bez szkodowej przeszłości? Bo jeśli kolega w to wierzy, że to właśnie w większości takie okazje, które handlarz kupuje za 60% wartości, a za 80% odsprzedaje, to również podziwiam. Zatem w ramach testu wchodzimy na mobile, ustawiamy warunki jak wyżej, z oferty w danej marce i roczniku pozostaje może 10%, z cenami wyższymi niż w Polsce. Nie ma zatem opcji, żeby najbardziej ustawiony handlarz przywiózł auto o identycznych parametrach, w dodatku taniej. Te przywiezione zawsze będą miały jakieś "ale", przy czym im bardziej okazyjna cena, tym "ale" większe. Reasumując - szansa na perełkę z zachodu od handlarza jest na tyle nikła, a ryzyko, że kupimy badziewie na tyle duże, że gdyby podobne ryzyko było, że po wyjściu na zewnątrz rozjedzie mnie auto, to bym do końca życia z domu nie wyszedł.
  5. 2 miesiące i 1700 km później, pod domem stoi Clio III Grandtour 1.2 TCE.Mimo, że inna pozycja za kierownicą, niż pierwotnie planowałem, po trasie cca 200 km nóżki ok, czyli to nawet nie kwestia wysokości siedzenia, tylko jednak konkretnego fotela. Inne założenia spełnione-mały przebieg, stosunkowo młody wiek i pewna historia, teoretycznie idiotoodporne i nie generujące nadmiernych kosztów auto,w tym przynajmniej teoretycznie przyzwoity serwisowo silnik.Jest kawałek bagażnika, do którego wrzuci w razie czego jakieś walizki albo kosiarkę do serwisu (niestety to nie MB - trzeba będzie złożyć siedzenia). Teraz drobne odgruzowanie i jak typowy wąsacz mogę na 1 listopada przed rodziną szpanować nową (starą) furą. Dopisek - w założonym budżecie oczywiście się nie zmieściłem - miało być 13-14kzł, wyszło prawie 17 kzł, ale stwierdziłem, że lepiej dopłacić na tym etapie 3 kzł do sensownego auta, niż za miesiąc-dwa ładować te same pieniądze w naprawy czegoś kupionego taniej, ale w gorszym stanie.
  6. Taki przykład z życia.Jestem "na zakupie" auta.Tatuś po telefonicznej rozmowie poleca mi sprzedawcę z Wrześni, który z kolei jemu powiedział, że ma jakieś dojścia w towarzystwie ubezpieczeniowym i nie ma czasu na głupoty, auta sprzedaje prawie natychmiast tak, jak przywiózł. W ogłoszeniu Hyundai I30 rok 2010 chyba w benzynie, przebieg 111 tyś, delikatnie uszkodzony tylny zderzak, poszedł za 11 tysięcy. Czyli licząc konieczny zarobek pan handlarz kupił w DE za mniej niż 2 000 euro. U nas takie auto chodzi koło 18-20 tysięcy, czyli okazja stulecia.Niestety sprzedany, ale szczęśliwy traf , kolejny podobny już jedzie i będzie po niedzieli u nas, tamten nie dość, że koło 80 tys. km, to ma tylko drobną obcierkę, więc będzie ciut drożej - koło 13 tyś.zł. Ja po prostu nie wierzę, że w odstępie tygodnia handlarz zdobywa za bezcen dwa podobne auta,z których żadne nawet w najgorszych snach nie kwalifikowało się do całki, ale za to rodzony tatuś chce mnie zjeść, że takie okazje przepuszczam i szukam dużo droższego auta w Polsce.
  7. Porównaj ceny mobile.de oraz polskie. Cudów nie ma. Auto od handlarza to albo łupina, gdzie blacharz dopytywał się, co ma wyjść po klepaniu, albo w przypadku starszych aut - ok. 10 lat - auto po nieco drobniejszej kolizji, które z racji niemieckich cen zostało potraktowane jako całka, a u nas łatwo da się naprawić, albo - jeśli handlarz ma dostęp do zakupów hurtowych poflotowych - jest to auto poflotowe - niestety równie często ma kręcony licznik. Cudów nie ma - handlarz musi pojechać, przywieźć, przygotować do sprzedaży - jakaś polerka, 30 opakowań plaka na auto itp. Część handlarzy przywozi lekko lub nieco mocniej uderzone np. z Francji lub Włoch i sprzedaje jak jest - ale znowu stan techniczny i licznik niepewny. Kolejna nisza dla handlarzy - auta po zerwaniu paska lub łańcucha rozrządu lub inne uszkodzone mechanicznie - ale znowu nie ma co liczyć, że u nas naprawa została zrobiona na najlepszych częściach i tak, żeby chodziło lata, a jedynie tak, żeby czas jakiś się toczyło. Przy obecnym napływie handlarzy z krajów ogólnie mówiąc słowiańskich, szansa, że pojedziesz w ciemno i kupisz auto w DE w dobę jest bliska zeru. Poza tym zalety auta z Niemiec na dziś to lepsze wyposażenie, reszta już niekoniecznie - u nas też są drogi, serwisy samochodowe i dostęp do części - zatem stan techniczny auta z DE nie będzie często jakoś rażąco lepszy niż w PL. Często takie auta są nieco mniej zmęczone w środku - ale to znowu wynika ze specyfiki użytkowania - wyższe przebiegi, więcej dróg szybkiego ruchu, w przeliczeniu na km mniej operacji typu wsiadanie/wysiadanie, zmiana biegów itp. - ale tam znowu przebiegi większych aut po 40-50kkm rocznie nie są niczym niezwykłym. Ogólnie np. kilkuletniego diesla z przebiegiem poniżej 200 kkm włóż między bajki z mchu i paproci. Dodatkowo pamiętajmy o takim drobiazgu, że Niemiec, to nie dobry wujek, który z autem jeżdżonym do kościoła czeka na nabywcę z Polski i za bezcen go odda, po czym będzie dzwonił posłuchać silnika. Auta z DE są tak samo wyjeżdżone jak nasze, tak samo może być mina, usterki i rdza. IMHO wyjazd do DE opłaca się tylko wtedy, jeśli jedziemy po perełkę wystawioną na tyle drogo, że handlarzom się nie opłaci kupić, perełka ma wyposażenie, jakiego nie spotkamy w PL, jest nie starsza niż 4-5 lat i decydujemy się na to ze świadomością, że licząc koszty podróży, zakupu i inne zapłacimy około 10-15% drożej niż w PL. Ewentualnie mamy w DE rodzinę lub znajomego, który zaklepie nam auto od sąsiada, które w ogóle nie trafi nigdzie na sprzedaż. Wtedy może się taka transakcja opłacić, tym bardziej, jeśli perełka będzie po jakiejś drobnej stłuczce lub obcierce - koszty pracy w PL i dostęp do używanych części i zamienników jest o wiele lepszy niż w DE, więc co Niemcowi nie opłaci się naprawiać, u nas może zyskać dalsze życie. To tyle jeśli chodzi o DE. Osobiście jako aktualny potencjalny nabywca czegoś w rodzaju Clio, Merivy, Fusiona lub innego drobiazgu koło 15 kzł ( a więc circa 10 lat), po kilku wycieczkach skreśliłem auta bez rodowodu w PL. Co mnie natomiast martwi - handlarze też wyczuli ten trend, że ludzie mają pomału dość ulepów zza granicy i jeśli pojawia się auto z PL rodowodem w rozsądnych pieniądzach, to hieny rzucają się na niego i znika czasem w mniej niż 24h i trafia na plac za już nie tak rozsądne pieniądze, zazwyczaj ogołocone z dodatków typu drugi komplet opon, a często np. również radio, dywaniki itp. Reasumując - po około dwóch miesiącach poszukiwań, może niezbyt nasilonych, dwóch wycieczkach dalszych i kilku bliższych, dalej jeżdżę Mercem z podpisu i nie wiem, czy do wiosny jeździł nie będę.
  8. Teoretycznie poprawki do 1.5 dci w którym roku się pojawiły? Bo ten silnik pojawia się praktycznie od 2008 roku w Clio, jako jedyna alternatywa do benzyny, swoją drogą też słabowitej,gdzie w dodatku 1.5 dci ma często wersję 75 KM-raczej nie wysiloną.
  9. A ja się uprę przy swoim - patrząc ile udało Ci się do tej pory osiągnąć, oraz to, że temperatury coraz niższe, zostaw jak jest. Myjki, środki chemiczne - kolejne $$$ idą się paść. Z mojego doświadczenia - jeżeli olej nie pływa po osłonie, to na 99% nic nie kapnie, bo co do wierzchu wyjdzie, to się połączy z piachem i brudem z ulicy i po deszczu się wypłucze. To już lepiej zainwestuj 25 zł w środek do czyszczenia kostki (profilaktycznie, zresztą zawsze na półce się przyda nie tylko na wypadek wycieku tłuszczów z auta, ale np. plam po tłustym jedzeniu) i obserwuj, żeby w razie czego usunąć plamkę z kostki. Ewentualnie przez jakiś czas, ale to już naprawdę jako szczyt zapobiegliwości, parkuj na kawałku tektury pod silnikiem. Ta gąbka, która jest na osłonie, raz zalana czymkolwiek, już zawsze trochę tłusta będzie, szkoda czasu, hajsu, wody i zachodu na czyszczenie tego.
  10. W grę wchodzi zdaje się jeszcze znak "Uwaga, dzikie zwierzęta" czy jak się nazywa. Coś mi się obija po głowie, że jak jest, to nie ma absolutnie szans, jak nie ma, to można próbować, tylko za nic nie przypomnę sobie, do kogo pretensje - w pierwszym rzędzie zarządca drogi, ewentualnie koło łowieckie. Rejestr polowań jak najbardziej do sprawdzenia.
  11. Inaczej - czy te ilości, które "wyłażą", są w stanie zrobić kropelkę, która kapnie na kostkę? Problem kostkowy rozumiem, bo sam mam kostkę przed domem, ale mam też starego W124, który czasem popuszczał to i owo. Zanim zauważyłem, to często osłona była brudna, ale nic kapnąć nie zdążyło. Za każdym razem usuwałem awarię, z grubsza przecierałem szmatą osłonę z tego, co na wierzchu (czy to olej, czy płyn) i zostawiałem jak jest - do tego brudu przylepiał się kurz z drogi, później jakaś droga w deszczu i się z grubsza wypłukało. Załóż osłonę na tym etapie umycia co jest normalnie, przez kilka dni - zwłaszcza słonecznych - pod domem parkuj profilaktycznie na jakimś kartonie (rzuć kawałek wielkościowo zbliżony do obszaru pod silnikiem) i obserwuj sytuację - patrząc na zdjęcia jestem prawie na 100% pewny, że kapać to nie będzie - a w codziennej eksploatacji co wyjdzie, to się kurzem oblepi i wymyje w jakimś tam stopniu dopiero przy większym deszczu. Natomiast ta osłona już nigdy nie będzie bezsprzecznie piękna i nowa.
  12. Astry H jest naprawdę dużo,w tym z polską historią.Z racji wieku i przebiegu część pewnie faktycznie jest w stanie nie najlepszym, ale jeśli popatrzymy na taką z przebiegiem koło 140 kkm i w miarę poszanowaną, to nie licząc motoru Isuzu, który przy tym przebiegu może generować koszty, to pozostałe chyba nie miały większych wpadek pod względem mechanicznym, korozja też ich chyba nie wcina tak, jak wcześniejszych wersji?
  13. Mam na myśli Astrę H, inaczej III generację.Sporo tego widzę na ulicach i raczej w ładnym stanie tak na oko 🤔 Widzę też i wcześniejszą generację G, która mimo równoległego rocznika giełdowo jest sporo tańsza, ale ona faktycznie nie wygląda często najlepiej.Dodatkowo są głównie sedany,sporadycznie kombi,hatchback wyginął na rynku wtórnym.
  14. artipb

    Zły numer VIN

    Szanse na kryminał ma zasadniczo Pan X. I to nie do końca. Ostatni diagnosta 24 przed sprzedażą do Y -mi się wszystko zgadzało.Pan X jeśli jest mądry i upłynęło trochę czasu zanim Y pomknął na przegląd po zakupie -mi się zgadzało, kupującemu Y przy zakupie też.Co najwyżej Y musi udowadniać, że nie jest wielbłądem. Ale to jest takie teoretyzowanie. Wątek przewodni czyli kuzynka w każdym wypadku odsyła Pana X na drzewo. Wracając do teorii.Opcje są dwie-albo auto Pana Y nie jest tym, które sprzedała kuzynka, albo jeśli np VIN na znamionowej i na podszybiu i np jeszcze gdzieś na ramie ten sam,a gdzieś indziej na budzie inny czy dowolna kombinacja, że np tylko jeden VIN się różni, to postępowanie administracyjne, ekspert, który potwierdzi, że nie doszło do przeszczepu - i finał decyzja - tylko nie jestem pewien, czy w sprawie nadania nowych cech pojazdu, czy sprostowania/unieważnienia tego jednego błędnego numeru, ewentualnie wyrobienia nowej tabliczki znamionowej.
  15. Tak sobie oglądam i oglądam, głównie zdjęcia w necie, bo ciężko znaleźć coś sensownego na tyle, żeby w ogóle ruszyć cztery litery, zresztą przy moim budżecie każda dalsza podróż odpowiada 5-10% ceny auta do zakupu, co się słabo kalkuluje. Nie wiem, czy nie spojrzeć jeszcze łaskawym okiem na Astry serii H bodajże i Hyundaia I30 - budżet zdecydowanie bliższy 15kzł i ciut więcej, ale przynajmniej w teorii szansa na krajowe auto z pewną historią.
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.