Wykorzystałem okres wakacyjny (mniej roboty w robocie ) oraz dobrą pogodę i trochę powalczyłem z autem. W sumie dwa weekendy + kilka wieczorów i zakończyłem pierwszy etap jakim jest rozebranie auta. Auto w takim stanie z ukł kierowniczym i zawieszeniem pojedzie już do blacharza.
Sama rozbiórka poszła dość łatwo i przyjemnie . Na setki śrub tylko dwie musiałem rozwiercać i ze dwie mniejsze się urwały. To IMO rewelacyjny rezultat jak na auto 50 letnie. Co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło auto nie posiada żadnych przeróbek i na mój gust nigdy nie było remontowane czy gruntownie rozbierane .
Cały dół był jeszcze w grubym ala bitumie, który co prawda odpadał miejscami z rdzą ale coś tam na pewno dał. Kostki elektryczne, elementy deski widać, że nie były ruszane.
Kolejny duuuży plus, że wszystkie elementy auta są OEM , czyli ze znaczkami FoMoCo lub Autolite - większość tych części produkcyjnych nie jest już dostępna od lat. Nawet literki i emblematy zewn miały owe logo.
Strasznie dużo czasu zajmuje opisywanie tego, segregowanie w kartony, śruby i małe elementy w woreczki + zapisywanie wszystkiego w zeszycie (w planach przeklepanie do excella)
Im dłużej czasu spędzałem nad autem tym większy szacunek miałem dla konstruktorów lat 60' i w jakim stanie są części i mechanizmy na dziś dzień. Tym bardziej, iż auto nie miało sprzyjającego klimatu (kupione w Milwaukee). Próbuję jeszcze dociec historii auta, ale niestety właściel którym przed moim sprzedawcą nie żyje a miał to auto 30+ lat.
Ok, trochę fotek:
Na pierwszy ogień poszły drzwi i szyby:
Kolejny dowód, przez 50 lat nikt tam nie zaglądał, nie wstawiał głośników, itd. Materiały mają pieczątkę Forda z rokiem 1967 a ta pokrywa była i tak cienka, że trudną bez naruszenia ją odkleić. Wszystkie mazie, nadal plastyczne (i nadal brudzą )
Jest pewna część gratów która jest problematyczna do odnowy:
To lusterko, wydaje się w idealnym stanie, ale od góry ma kropki niczym alfabet Braille. Jest OEM, fajnie było by je ponownie pochromować ale podejrzewam że koszt będzie 3-4x taki jak nowe (już nie OEM)
Wersja z panoramicznym dachem :
Pierwsze elementy do renowacji:
i po czyszczeniu:
Bak jest OEM a jakże góra super wystarczy umyć, dół ma tyle bitumu, że pewnie jest z 2x cięższy . Niestety w środku rdza .. podobno da się je odnowić /wypisakować. Nowy to koszt ok 160$ + sprowadzenie, więc bede walczył z moim.
Nie obyło się bez niespodzianek. W środku znalazłem 3 myszki - w tym jedna w super stanie i masę dziwnych płaskich muszelek. Były wszędzie, w profilach, pod siedzeniami, nawet mi się z tłumika wysypały.
Kolejna niespodzianka, aut ma pasy z tyłu (widać też mechanizm elektryczno-hydrauliczny podnoszenia dachu)
Były też i gifty $ + tego typu:
Tutaj sprawca korozji w Mustangu, tzw cowl panel, czyli hmm czerpnia powietrza, przez którą po latach zaczyna lać się woda do środka dokonująć zniszczeń. Przez to pierwsze co to lecą panele podłogowe, których w tym aucie praktycznie nie ma (35$/szt ).
Mała zagadka - co to może być :
Nagrzewnica jest ciekawa, prosta jak budowa cepa. To de fakto zlepek różnych materiałów: stali, pseudo plastiku i coś ala tektura, ale działa, wystarczy ją wyczyścić. W tle pompka hamulcowa, to już nie podziała :
Takich wyłączników już się nie stosuje .
Tutaj gdybym nie miał manuala/podpowiedzi to bym nie wyjął. Do manuala miałem daleko (tył garażu) a pod ręką był telefon, więc chwila szukania w YT i jest rozwiązanie. Aby wyjąć trzeba wcisnąć magiczny przycisk z tyłu wtedy wysya się cały bagnet z gałką, po czym odsłania centralną śrubę do odkręcenia przełącznika
No i tam póki co staneło: