Nie wygląda to aż tak ekstemalnie, ale uważam że na chwile obecną jest to jednak odkrywanie Ameryki na nowo.
Przypadek z wczoraj.
Jechałem traske do teściów, którą juz pokonywałem kilka razy.
Tym razem wiozłem na dachu rowery, więc zużycie prąd było większe.
Miałem zamiar sie jednak podładować u teściów. Godzinka czy dwie na gniazdku 230V i już mozna jechać, a i tak planowalismy posiedzieć z 5 godzin.
Wydaje się, że problemu nie mamy
No niestety
W garazu prądu nie ma, bo od wtorku nie ma jednej fazy. Po burzy. Od wtorku (mamy niedzielę).
Trzeba się jakoś podłączyc w domu.
OK, jest przedłużacz, długi.
Podłączamy się, samochód pokazuje że jest wtyczka wpięta, ale się nie ładuje.
I lipa
Do przejechania 105km, a auto pokazuje 85 zasięgu. Pewnie bym się dotoczył jakims ekstremalnym tempem, ale wiadomo że lepiej jednak nie ryzykować.
Sąsiad pojawił się za płotem i dyskusja oczywiście jak to u niego Karcher nie chciał kiedys działać jak nie było jednej fazy, chociaz się podłączał do gniazdka, gdzie prąd był i takie tam.
Zaproponował żebysmy przedłużacz przerzucili do niego i może zadziała.
O dziwo zadziałało i juz się auto ładowało.
Poszlismy zjeść obiad i tak kombinujemy o co chodzi że samochód z gniazdka w domu teściów nie chce brac prądu.
Różne "za i przeciw" wiadomo, każdy się zna ale nie za bardzo
I doszlismy do tego, że problelem może byc gniazdko bez bolca uziemiającego.
Mi sie przypomniało, że na takim gniazdku kiedys nie chciała mi działać kosiarka.
Przepinamy przedłużacz od sąsiada, do domu teściów, na gniazdko z bolcem.
I o dziwo ładowanie ruszyło
A auto spalinowe?
Podjeżdżasz do jednej z miliona stacji benzynowych na trasie, tankujesz 5 minut i jedziesz dalej.
Właściwie to nie tankujesz, bo zatankowałeś miesiąc temu i nadal na tym paliwie jeździsz
Tak czy siak, elektryk stał sie podstawowym środkiem lokomocji, ale w przypadku jazdy z rowerami to było wyjście awaryjne, bo spalinówka miała akurat szybę do wymiany i nie chciałem ryzykować jazdy z czyms takim