Duże zmiany tam zaszły.
Kiedyś(kilka lat temu) mieli wystawione auta, praktycznie cała gama, można było je obejrzeć, wsiąść, przymierzyć się. Handlowiec czekał w pogotowiu, aby doradzić, zająć się klientem. Można było wziąć z półeczki lub dostać broszurkę, cennik. Tak było kiedyś.
Dzisiaj w salonie stały: up!, Passat, Arteon, Tiguan. Na pytanie o T-Crossa odpowiedź, że jest zaparkowany na zewnątrz i można sobie pooglądać. Cenników nie ma. Można sobie zobaczyć na stronie. Handlowiec nie ma czasu, bo rozmawia przez telefon. Jak skończy, to musi sobie pogadać z panią z recepcji. Inny też nie ma czasu dla kilenta.
Czy naprawdę aż tak dobrze się sprzedają samochody, że jak za komuny trzeba się podlizywać sprzedawcy i czekać cierpliwie na odrobinę zainteresowania?
Czy może firma chce zniechęcić do przychodzenia do salonu i załatwiać wszystko vie email/telefon?
Dodam, że w KIA było podobnie, tyle, że mieli auta na salonie.