@Marko33 tez tak zaczynalem. mialem straszna chcice pojezdzic na motocyklu, musialem urlop wykorzystac do konca marca wiec jedyna sensowna opcja byly Pireneje. kupilem mikroskopijna przyczepke na 1 motur i heja w droge. przy okazji to byly moje pierwsze doswiadczenia w biwakowaniu w aucie na dzikusa. zanim do tego doszlo oczywiscie uskutecznialem podroze jak @bolekatepl na kolach, z namiotem, jakies spanko na dzika, Alpy na kolach, cierpienie na autostradach, 1200km na strzala. jakis weekendowy wypadzik do Walii 200-300km w jedna strone, czlowiek nabijal lacznie z 800km w weekend z czego takiej prawdziwie fajnej jazdy to moze ze 300km no i tak jak @coenmz pisze, w tym nie bylo zadnej frajdy, czlowiek nabijal niepotrzebnie tysiace kilometrow na meczace dojazdy i tylko liczyl, ze pogoda nie bedzie kaprysna. wypad z przyczepka to juz byla zmiana na duzy plus, poczulem zajawke, ale momentami brakowalo mi ogrzewania w nocy. akurat wtedy jakos pojawily sie chinskie webasto za polowe ceny markowych wiec postanowilem kupic i zamontowac w aucie. jak przyszlo to okazalo sie za duze do samochodu i jakos tak poszlo w kat na kilka miesiecy. w koncu postanowilem, ze czas podjac meska decyzje i poszedlem droga @Olas1 sprzedalem przyczepke (ostatecznie uzylem jej tylko raz na wypad do Hiszpanii), kupilem dostawczaka, przerobilem na kamperka i zrobilem miejsce na motur. najlepsza decyzja kiedykolwiek. zrobilem Hiszpanie, Alpy dwa razy Szkocje i regularnie wypadam na weekendy do Walii. teraz motocyklem robie 2 tysiace kilometrow w ciagu wypadu urlopowego, ale wylacznie w miejscach, ktore daja frajde z jazdy, nie ma wiecej bezsensownych, meczacych dojazdow. zrobienie 600-1000km to jest katorga i albo giecie na hardkorze w jeden dzien (bardziej w jedna dobe) albo dwa dni z urlopu na sam dojazd w jedna strone. teraz wsiadam w busa i wygodnie sobie jade, 600km to kwestia 10 godzin bardzo spokojnej jazdy, gdzie motocyklem mi takie dystanse zawsze zajmowaly dluzej bo trzeba bylo czesciej sie zatrzymywac. motocykl pali 6 litrow, bus 9, nie musze sie martwic pogoda, jak poczuje ze chce sie przespac to staje i spie, nie jestem ograniczony az tak bardzo jesli chodzi o bagaz czy prowiant. same zalety. kiedys robilem bardzo duzo kilometrow jezdzac w kolo komina, teraz praktycznie nie ruszam motocykla poza wypadami w malownicze miejscowki. zamiast tluc po 10kkm+ na motorku w roku nabijam moze z 5kkm i wystarczy. no i zwyczajnie czesciej sobie wyjezdzam na weekend spontanicznie bo nie musze sie martwic o nocleg, wyjezdzam w piatek w nocy, zajezdzam wczesnym rankiem, ide spac, jezdze sobote i niedziele i wieczorkiem wracam. gdybym mial takie wypady robic moto na kolach to robilbym to moze raz-dwa razy do roku.