Spora szansa, że się zmieści. Ale niepokojące są pestki - jeśli zostaną na dłużej to wino będzie paskudne. Dopiero teraz to widzę na fotce, bo wcześniej oglądałem na smartfonie. Ogólnie to ja jestem zwolennikiem robienia wina z soku. Przy białym wychodzi to genialnie i produkt końcowy naprawdę nadaje się do pochwalenia się znajomym lubiącym wino. Ja robię tak, że miażdżę owoce, odlewam sok do balonu, a odciśnięty moszcz poddaję fermentacji przez kilka dni (2-3 dni daję pracować dzikim drożdżom, później dodaję szlachetnych - to takie wypośrodkowanie między "regionalnością" wyrobu, a jakością końcową - prawdopodobnie bliżej zabobonu niż prawdziwego winiarstwa). Sok w balonie od razu leci na drożdżach szlachetnych, bo strach zmarnować 20-30 litrów świeżutkiego soku.
Wody praktycznie w ogóle nie dodaję, ale tu pojawia się problem ilości kwasów organicznych - czasem dodaję nieco CaCO3 żeby podnieść pH, czasem nie - oceniam smak, ale mylę się często (czasem obniżam kwaśność już prawie gotowego wina).
Przy czerwonym sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, bo jednak trzeba pozwolić przez jakiś czas fermentować ze skórką. Ale i tu można pomóc sobie - np. przyspieszyć uwalnianie garbników poprzez użycie sokownika na odciśniętym moszczu.
No i cukier - nasze winogrona zwykle mają za mało cukru, więc trzeba dosypać (najlepiej partiami, a nie cały naraz). I nie przejmowałbym się tu zbytnio "etosem winiarza śródziemnomorskiego" - cukier to cukier - czy będzie z buraków, czy też wyprodukowany przez winorośl to nadal jest glukoza i fruktoza (sacharoza to glukoza+fruktoza, drożdże rosną na niej równie szybko jak na czystej glukozie).