@bielaPL
zbyt optymistycznie zakładasz. Rynek nówek jak i używek mocno oszalał i nijak przekłada się na nasze dotychczasowe wyobrażenia.
Na przykładzie mojej mamy. Od dobrych dziesięcioleci ujeżdża auta klasy A, zawsze bierze nowe, trzyma 10 lat i sprzedaje, kupuje nowe 10 lat i histroia zaczyna się od poczatku. W tym roku przyszedł wg. niej czas na zmianę auta. Nie wytłumaczysz, że to bez sensu skoro tym nabiła przez 11 lat raptem 30 tyś km. Uparła się i nic nie zrobisz.
W salonach nie ma nic co możesz od ręki kupić, na wszystko jest kolejka i trzeba czekać długie miesiące, niektóre modele zniknęły w ogóle z oferty. Niektóre marki po przymierzeniu się i obejrzeniu odpadły. Ceny powiedzmy sobie takie, że 40 tyś zł to mało jak ma być z sensem wyposażone, prędzej 50 tyś. zł. Niestety trzeba było szukać używek. Po jakimś czasie znalazło się kilkuletnie Citygo z przebiegiem niewiele większym, z udokumentowaną historią serwisową, na bieżąco serwisowane i ogólnie znane co do osoby ją uzytkującej i sposobu. Cena też była atrakcyjna. Szybka decyzja i mama kupiła. Gdyby informacja o aucie poszła w świat chętnych na nie byloby sporo. To co tłukła do tej pory zostało wystawione na sprzedaż. Auto sprzedało się w ciągu 2 dni i to za cenę z tych z górnych widełek na otomoto mimo, że prócz klimatyzacji i elektrycznych szyb nie miało nic ponadto co oferowało w swoim czasie w standardzie. I jakoś niespecjalnie trzeba było z ceny schodzić przy negocjacjach. Żeby było smieszniej do zeszłorocznej wyceny do polisy AC auto "zyskało" na wartości ok. 2000 zł, mówimy o aucie miejskim 11 letnim, marki już nieobecnej na rynku, z niespecjalnie bogatym wyposażeniem i podstawowym silnikiem. Dla mnie szok i niedowierzanie. W międzyczasie podliczyłem koszty eksploatacji- auto serwisowane w ASO. Wyszło tego ok. 4 tyś. zł, biorąc pod uwagę robociznę ASO i ich części. Najdroższą pozycją to kompletne hamulce które z racji słabych przebiegów umarły. Zapiekał się zacisk, korozja tarcz, rozklejająca się okładzina, linka hamulca ręcznego.
I teraz najciekawsze, kupili je ludzie, których nigdy bym o to nie posądził. Facet wytłumaczył to w bardzo prosty sposób. Gdyby mógł kupić nowe to by kupił. Na nowe auto może poczekać góra miesiąc, bo tyle może przemęczyć się bez samochodu, potem staje się to upierdliwe i generowane koszty robią się zauważalne. Jak ktoś jest w takiej sytuacji jak on to nie wybrzydza tylko szuka tego co jest w najlepszym stanie, nie liczy się marka. Mieszka pod miastem, mimo kilku kilometrów do niego obowiązuje II strefa na taxi, nie ma carsharingu. Jednym autem nie jest w stanie "obsłużyć" potrzeb rodziny.
Uprzedzając dalsze dywagacje, po co takiej osobie samochód skoro takie przebiegi robi. Odpowiedź jest prosta -niezależność. Wsiada i jedzie, nikogo o nic się nie prosi nawet jak to są zakupy na drugim końcu osiedla.