W 6 roku gwarancji w KIA zgłosiłem stuki w układzie kierowniczym na przeglądzie.
Stwierdzili uszkodzenie przekładni, ale to muszą wymontować, posłać do centrali i dostaną decyzję czy przyznają wymianę, czy regenerację. Ponieważ nie miałem w ich kierunku żadnego sensownego połączenia autobusowego/kolejowego, to zapytałem o zastępczy samochód. Tak, mogą mi odpłatnie wynająć.
Pokręciłem nosem, że to trochę bez sensu. Skoro oni ASO marki stwierdzają, że część jest uszkodzona, to dlaczego po prostu tego nie zamówią, a ja przyjadę i poczekam nawet te kilka godzin, które będzie trwała wymiana. A przez ich procedury ja mam auto wypożyczać na nie wiadomo jak długo. No ale nie miałem wyjścia za bardzo, więc się zgodziłem.
Przyjechałem w umówionym terminie, inny pracownik serwisu wypisuje papiery i coś tam szkryfnął w rubryce opłata... Pytam ile tam napisał tej opłaty?
No nic - gwarancja, usłyszałem 😄
Sprawę załatwiali jakiś tydzień, w piątek w końcu do nich zadzwoniłem i pytam co z autem. A jak chce je mieć przed świętami, to muszę dziś przyjechać, usłyszałem.
Wg papierów część wymieniali w piątek do południa. Miałem wrażenie, że dopiero mój telefon im przypomniał, że mają to zrobić
Drugi przypadek też z ASO KIA, ale innego. Zrobili zdjęcia, nagrali film i poszło do akceptacji w centrali. Serwis raczej niechętnie działał, na szczęście centrala się poczuwała do odpowiedzialności i po kilku dniach telefon, że można się umawiać na wymianę. Czyli też w okolicach tygodnia się wyrobili.