branża po prostu dostosowuje się do realiów. A te są takie, że z jednej strony wymagania klientów i przepisy mówiące o tym, co ten samochód ma mieć, doprowadziły do tego, że z jeżdżących blaszanych puszek, samochody stały się jeżdżącymi gadżetami z elektroniką, oprogramowaniem i tylko dodatkiem blachy. I te gadżety robią się coraz droższe. Z drugiej strony polityka pro-ekologiczna, zwłaszcza w Europie, powodująca, że te samochody muszą być jeszcze bardziej skomplikowane i jeszcze droższe prowadzi do tego, że po prostu nie da się wyprodukować samochodu taniego. A skoro się nie da, to (z punktu widzenia branży) lepiej skupić się na produkcji mniejszej ilości, ale drogich i technicznie zaawansowanych gadżetów i zmienić w ogóle model funkcjonowania. Z firm produkujących samochody, zarabiających na ich sprzedaży i serwisie, na koncerny oferujące "usługi mobilności", czyli produkujące samochody, wypożyczające je w ramach abonamentów (bo na kupno mało kogo stać), zarabiające na pełnych pakietach usług, łącznie z ich ubezpieczeniem, serwisem, wymianą itd. Czyli w skrócie: zamiast produkować i sprzedawać dużo tanich aut, będziemy produkować mniej, ale droższych i zarabiać na nich na inne sposoby, zadowolimy w ten sposób znacznie mniej ludzi, ale bilans się będzie zgadzał. A żeby to osiągnąć, to trzeba się trochę pozmieniać.