Ależ ja nie przecze, ze elektryki maja zalety :). Kwestionuje jedynie ich fundamentalna funkcjonalność jako samochodów, którą powinno by dostarczenie użytkownikowi relatywnie nieskrepowanej, komfortowej mobilności i oszczednosci czasu na przejazdy.
Perspektywa, w ktorej nie dośc, że muszę się wlec 130km/h w obawie o zasieg, to jeszcze musze co 2h stawać na "podładowanie", co wydłuża moją trasę o 50% kwestionuje dla mnie zarówno warunek swobody mobilności, jak również oszczędności czasu. Gdybym chciał jechac 10h nad morze, równie dobrze moglbym sie wybrac polskim busem albo pociagiem.
Owszem, wygodniej sie jedzie wlasnym autem niz autobusem/pociagiem, ale co to za "wygoda", kiedy z tylu glowy musze non stop liczyc zasieg, planowac stacje ladowania na trasie i krecic kolka wokol stacji ladowania (w koncu ile razy mozna na trasie zrec?).
Haha, no oczywiscie - fantastyczna logika fanow EV w pelnej krasie - "jak robisz rocznie male przebiegi, to nie potrzebujesz duzego zasiegu!". Na upartego nie potrzebuje rowniez wygodnych foteli ani wyciszenia, bo moglbym sobie kupic poduszke i wlozyc zatyczki do uszu ;). Po co sobie skracac droge nad morze, skoro mozna ja sztucznie wydluzyc i wmowic sobie, ze tak jest lepiej? Wzruszajace sa te proby wytlumaczenia sobie (bo przeciez nie mnie), ze wcale a wcale nie oczekujemy od samochodu tego, czego oczekiwalismy przez ostatnich 200 lat.
Nie marnujcie na mnie literek, Panowie - potraktujcie mnie jako "benzynowego stracenca", czy jak to sie tam u Was w nomenklaturze nazywa wszystkich nieoswieconych ignorantow motoryzacji przyszlosci