chociażby w tym, że jest modelem popularnej marki, która ma sieć normalnych serwisów, gdzie jak Ci np. stuka półoś to jedziesz do ASO, bierzesz mechanika albo chociażbym gościa z recepcji serwisu, sadzasz na fotelu pasażera, jedziecie kawałek tym autem, pokazujesz że jak skręcasz w prawo przy prędkości powyżej 40km/h to coś stuka, gościu mówi że słyszy albo nie, że to usterka albo tttm, przyjmują Ci auto do naprawy albo spławiają do domu i nie tracisz więcej czasu. A marka Tesla jest tak cudowna, że możesz WSZYSTKO załatwić przez aplikację. Wyklikujesz tam jakie masz uwagi do auta, umawiasz się przez apkę w serwisie, przyjeżdżasz, od razu czeka na Ciebie zastępczak, do którego nie potrzebujesz kluczyków, bo otwierasz go swoim telefonem, odklikujesz a apce że przyjechałeś, wsiadasz do zastępczaka i odjeżdżasz. Przez ten czas nie musisz z nikim fizycznie gadać, zresztą nawet lepiej nie próbuj bo i tak nie znajdziesz nikogo kto wie o co chodzi. To jest właśnie ten świat nerdów IT o którym pisze @wladmar. Tylko potem przyjeżdżasz zastępczakiem spowrotem, zamykasz go swoją apką, otwierasz swoją teslę, wracasz do domu i stwierdzasz, że półoś nadal stuka, drzwi nadal źle spasowane, a wycieraczka kierowcy nadal nie dojeżdża do końca szyby co też zgłaszałeś. Bo nikomu tego nie pokazałeś, nie pogadałeś jak człowiek z człowiekiem, ktoś spojrzał na opis usterki, spojrzał na samochód, uznał że jest ok i poszedł do następnego punktu. A Ty możesz sobie planować kolejny dzień urlopu żeby znowu jechać do serwisu w Warszawie i znów opisać usterki w apce. Ale fakt, masz fajną apkę i duży ekran w aucie, nikt nie ma większego!