W grudniu jechałem z Warszawy do Krakowa. Gdzieś koło Kielc zaczęło mi dudnić koło. Po zatrzymaniu się okazało się, że felga jest gorąca. Próbowałem podjechać do jakiegoś warsztatu, ale był piątek, godzina 18 i gość stwierdził, że to pewnie hamulec trzyma i nie zrobi tego od ręki. Podjechaliśmy do McDonald's, bo auto normalnie jeździło. Jeden telefon do assistance. Od razu powiedzieli, że na auto zastępcze będzie trzeba poczekać 3h. Zapytali gdzie mają odstawić auto. Powiedziałem, że do warsztatu w Warszawie. Gość sprawdził, że warsztat jest zamknięty i będzie otwarty dopiero w poniedziałek. Zaproponował, że zabiorą auto na swój parking w Kielcach i w poniedziałek zawiozą je do Warszawy, na co się zgodziłem. Laweta odebrała auto po 30 minutach. Auto zastępcze było dokładnie po 3h. W poniedziałek warsztat przyjął moje auto, we wtorek wróciłem do Warszawy, umówiłem się na odbiór zastępczego w warsztacie i od razu odebrałem swój.
Nigdy bym nie przypuszczał, że to tak bezproblemowo przebiegnie.
TUZ Ubezpieczenia.