Zawartość dodana przez Fidel71
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> a w mądrym vw jak był ubrany sprzedawca ? Przeczytaj pierwszy mój post i na tej podstawie wysnuj wniosek
-
DVD w aucie
Nie prościej i taniej kupić im po tablecie jakimś tanim? Wrzucisz filmów kilkanaście. Poza tym, w którą ten świat stronę zmierza, by demolować pół samochodu, by dzieci mogły sobie filmy oglądać
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Mnie bardziej śmieszy jak KUPUJĄCY samochody się ubierają elegancko. Po co ? Tego nigdy nie > zrozumiem. > Jak ktoś idzie do salonu po najnowszego Fiata czy Mercedesa - to po co ma ubierać się elegancko, > przecież to żadna roznica czy pojdzie w dresie i sandałach na skarpetach czy w garniturze. > A ludzie przy zakupie samochodu się ubierają jakby szli do kościoła Heh, no właśnie w tym sęk. Zakup samochodu to nie jest żadna oficjalna wizyta biznesowa, by się ubierać jak na takową. Ale to samo powinno być po drugiej stronie, u sprzedawców. Więcej luzu, a nie spocony jak mysz sprzedawca jadący ze mną na jazdę próbną, w garniturze przy + 30st.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> A kto chodzi w garniturze kupować auta? W garniturze - jak widać w wątku - to się auta sprzedaje. > A klienta z kasą od klienta bez kasy da się często poznać nawet jak przyjdzie w trampkach i polo. > I wbrew pozorom, nawet w tych trampkach i polo da się też odróżnić człowieka po prostu majętnego od > nowobogackiego, jak również od tego który udaje któregoś z powyższych. Np. Kolega Astroman , któremu odpowiadałem.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Mowisz za siebie i jest OK. > Zrozum tylko, albo przyznaj, ze inni moga miec odmienne zdanie. Przyznaję.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Sam wiec widzisz, ze cos w tym stroju jest. > Podejrzewam, ze duzo wieksza szansa, ze klient w gajerze ma jej wiecej. > Oczywiscie rozumiem, ze sa koszulki od projektantow drozsze niz niejeden gajer, ale nie jest to dla > wszystkich powszechnoscia. > Bo relacje buduje sie tylko z tymi co maja forse. Moje doświadczenia życiowe z ludźmi mającymi forsę są takie, że człowiek majętny ma większy luz w ubiorze, niż ktoś kto pozuje na bogatego. Człowiek majętny zazwyczaj już w swoim życiu znosił ze 20 garniturów i teraz ma ten komfort, że już może sobie chodzić na krótki rękawek, bo ludzie na niego pracują. Jak jedzie załatwiać duży kontrakt to jak najbardziej garniak ale taka drobnostka jak kupno auta?
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> No to lecimy > Zrobiłem to i nie ma z kim dyskutować, bo cały czas rozpatrujemy tak jakbyś Ty kupował te wszystkie > miliony aut > Też mam to w d00pie jak ubrany jest sprzedawca, bo 2 ostatnie auta kupiłem mailowo ale mam > świagomość, że ja to nie "my". > Temat do luźnej dyskusji ale Ty punktujesz wszystkich, jak w cytatach powyżej. > NIKOGO nie interesuje co Ty byś zrobił A za kogo mam mówić, wyrażać opinie jak nie za siebie samego?
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Napisz lepiej czy Twego bylego szefa dobrze zaszeregowalem czy nie Dobrze zaszeregowałeś, ale to nie o to tutaj chodzi. Sprzedawcy nie interesuje czy klient jest na poziomie tylko czy ma forsę. A on miał. Tylko forsa się liczy w sprzedaży, a całe te podchody z budowaniem relacji to sobie można wetknąć we własną odchłań jak nie ma forsy.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Dorobiłeś teraz teorię, że garnitur stoi w opozycji do wiedzy. Zupełnie nieuzasadnioną. > Kompetentny sprzedawca nie może mieć garnituru? Nie, to nie tak. Dla mnie zwyczajnie wystarczy sama wiedza i znajomość tematu. Garnitur już w tym momencie jest zbędny.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Twoim i moim zdaniem nie jest konieczny, ale wielu innych jest, wystarczy ze tych innych jest >50% > i po temacie. Dlatego też ubolewam nad tym, że większość społeczeństwa przedkłada ubiór sprzedawcy nad jego merytoryczność w temacie. Ale w sumie czemu się dziwić, skoro żyjemy w kraju, gdzie jakaś pseudo gwiazdka założy kieckę, która odsłoni to i tamto i już jest na pierwszych stronach tabloidów pchając tym samym swoją karierę o szczebel wyżej awansując do miana celebrytki. Może jestem z poprzedniej epoki ale kiedyś bardziej liczyło się co w głowie, a nie na głowie.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Osobiscie nie mialbym nic do tego gdyby sprzedawca nie byl w gajerze, ale nie moglby byc tez np. w > krotkich spodenkach. Gdyby np. ubral sie w koszulke w tecze to balbym mu sie podac reke. (Tak > nie lubie pewnych grup, mam prawo miec o nich swoje zdanie i pozwalam im tez mnie nie lubic). > Tyle ludzi juz Ci napisalo o co w tym wszystkicm chodzi, a Ty albo udajesz, ze nie czaisz, albo > kompletnie sie zafiksowales na swoje widzimisie. > Nie wiem co robisz zawodowo i jak sie do pracy ubierasz, ale np. u mnie pracodawca wyraznie dal > kiedys koledze do zrozumienia, ze krotkie spodenki to nie jest odpowiedni stroj (mimo braku > jakiegokolwiek kontaktu z klientem). prześledź moje wypowiedzi i spójrz co napisałem do tej pory. Nie mówię, by sprzedawcy byli w krótkich spodniach. Mówię, że styl casual business by w zupełności wystarczył. Garniak to już przerost formy nad treścią w takim np. salonie Fiata.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> jako sprzedawca, np. w krótkich spodenkach odmówiłbym Ci jazdy próbnej autem ze skórzaną tapicerką. > coby potem fotela nie trzeba było dezynfekować, przed kolejnym klientem. czyli jednak dobrze > byłoby się ubrać po ludzku. I spowodowałbyś w ten sposób moją wizytę u Twojego przełożonego, skargę do Importera + opis sprawy na paru forach i Go Work'u. Tego samego dnia byś do mnie zadzwonił z przeprosinami i zaproszeniem na jazdę próbną. Kłócisz się ze mną o ubiór sprzedawcy wpierając, że ma być w gangu, a zarazem popełniasz niewybaczalny błąd w zawodzie sprzedawcy polegający na szeregowaniu klienta. z 12 lat temu pracowałem u prywaciarza, dość majętnego. 2 letnie A8, dom z basenem i temu podobne gadżety. Facet do biura przyjeżdżał w laczkach, skarpetach pod kolana i krótkich spodenkach + miał wielki bebech. Ale jak wyjął portfel to mało który stół wytrzymywał ciężar.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Jak na razie wątek wyraźnie wskazuje, że to Ty robisz święto z wizyty w salonie. > A strój sprzedawcy jest Ci obojętny tylko dlatego, że wskutek oszołomienia chwilą nie zwracasz na > niego uwagi. Nie zwracam, bo idę kupić samochód, a nie na casting Top Model. Poniekąd masz rację, bo kupuję nowy samochód raz na 5-6 lat (naprzemiennie z autem żony) i nie jest to czynność codzienna. I właśnie dlatego skupiam się na meritum sprawy, a nie na ubiorze sprzedawcy.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Widzę że dalej nic nie kumasz... > Z tą ochroną to już Twoja wydumka. Zupełnie nie wiem skąd ten pomysł. > Sprzedawca mając do wyboru obsługę rowerzysty, czy osobnika w garniturze wybierze bardziej > perspektywicznego klienta. > Idąc Twoim tokiem rozumowania zapocony, ubłocony klient w krótkich lycrach z pampersem między > nogami będzie się cieszył równie dobrym potencjałem w oczach sprzedawcy jak klient w > garniturze? > Chyba śnisz... > A potem zdziwko, że w tym albo tamtym salonie to jest słaba obsługa bo sie długo czeka. > Pewnie ze słaba. Bo sprzedawca dbając o swoją premię woli podejść do Pani w garsonce lub Pana w > garniturze niż do gościa w sandałach i bluzie z kapturem. > Jesteś /byłeś sprzedawcą którego wypłata zależy od wyników swojej sprzedaży? > Jeśli nie jesteś to nie wiesz o czym piszesz. > Ja byłem sprzedawcą i uwierz mi że klient w garniturze dawał lepiej zarobić. > To że masz inne zdanie w tym temacie niczego nie zmienia. Jesteś w znaczącej mniejszości i nikt się > nie będzie do Twoich przemyśleń stosował. > Nie wyobrażam sobie salonu nowych aut i sprzedawacy w dresie i trampkach. Może Ty robisz z wizyty w salonie święto niczym odpust na wsi i idziesz pod krawatem. Dla mnie wizyta w salonie samochodowym to często gęsto czynność, którą wykonuję przy okazji np. zakupów w galerii czy właśnie wspomnianej jazdy rowerem. Jak mi się chce to podjadę rowerem, postawię na stojaku i wchodzę do srodka pooglądać co chcę. Jeszcze tego brakowało bym JA miał się stroić do salonu chcąc kupić auto.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Ale salonów danej marki jest kilka a z kasą idziesz do wcześniej wybranego dealera. I chodzi o to > by wybrać ten konretny salon. Poza tym nowe auto to serwis gwarancyjny- więc dopieszczanie > klienta w trakcie zakupu jest ważne żeby wrócił na serwis. Poza tym wiele aut z jednego > segmentu ma zbliżone osiągi o sa kupowane na zasadzie- skode chciałem kupic ale mnie w salonie > olano to kupiłem peugeota bo tam byłem dobrze obsłużony. Ale się uśmiałem Myślisz, że sprzedawcy w salonie myślą o dziale serwisu w swojej firmie? Oni tylko patrzą, by sprzedać i zainkasować premię. Generalnie ważny to jesteś dla nich dopóki nie zapłacisz. Po wizycie w kasie i odjeździe z salonu nowym samochodem możesz tam wrócić za tydzień i już tak miło nie będzie. Właśnie jesteś jednym z tych naiwniaków, którzy nabierają się na techniki manipulacji, NLP i inne bzdury stosowane na szkoleniach dla sprzedawców. Klientowi ma się wydawać, że dla sprzedawcy jest kimś ważnym. A to wierutna bzdura, bo za chwilę wejdzie 3 takich jak Ty i też będą ważni.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> ja kupuje samochód żeby go używać - nie z punktu widzenia gospodarki a potrzeby osobistej. Ameryki nie odkryłeś, > i różni się to w wielu aspektach (wymagana obsługa posprzedażna, koszta utrzymania, wpływ na "Twój" > czas w razie awarii, czestotliwości serwisu itp). to wszytko wymaga zaadresowania już w > momencie sprzedaży i dealer/serwis, musi budzić zaufanie. Jak kupię TV za 3 koła to też mam prawo oczekiwać serwisu na poziomie i obsługi posprzedażnej w ramach gwarancji. Tym bardziej, że dziś sprzęty to i po roku potrafią paść. > Fiat punto kosztuje roczny statystyczny przychód polaka. gajer kosztuje 700 PLN (w górę). dress > code, ma wiele zalet (poza reprezentacją w sprzedaży bezpośredniej)... dzielisz włos na czworo > i dorabiasz teorie tam gdzie Ci pasuje A ja mam wrazenie, ze to Ty dorabiasz, bo racjonalnie nie zbiłeś moich argumentów jeszcze, > ale w salonie VW - masz Phaetona, u Toyoty - masz land cruisera V8, u Citroena - masz DS. > klient wchodzi do tego samego salonu. i co teraz? 1 sprzedawca od marek luksusowych w gajerze? a > reszta w bermudach? Gdzie ja wspomniałem o bermudach? Mam na myśli styl Casual business (wpisz sobie w google jak nie wiesz co to), który o wiele lepiej pasuje do sprzedaży Pandy, niż garnitur, krawat i biała koszula jak na ślub. Również nie widzę przeszkód, by tak ubranym sprzedawać LandCruisera. > w PL dla prestiżu się kupuje nowe VW Polo. wiem - zaprzeczysz. ale to że Tobie się wydaje że tak > nie jest, nie zmienia "społecznego" aspektu (skoro od strony makro-ekonomii zacząłeś). Bzdura totalna. Nawet jak Kowalskiemu się wydaje, że kupił nowe Polo i ma prestiż to jest w błędzie, bo takich Polo ma na każdym parkingu parę sztuk. Prestiż oznacza m.in. wyjątkowość, nietuzinkowość, niedostępność dla każdego, luksus. Żadnego z tych znamion Polo nie wypełnia.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> no może 20%. nie mierz wszystkich miarą AK gdzie się ludzie motoryzacją interesują. > a guzik. TYLKO po jezdzie próbnej i otrzymaniu pisemnej, ważnej oferty cenowej. > czyli czekaj? kupno samochodu nie różni się od mediamarkt? czy różni się? Kupno samochodu nie różni się niczym od kupna telewizora. Z punktu widzenia gospodarki i ekonomii wydajesz po prostu pieniądze na jakieś dobro, na które Cię stać. Taki np. Fiat Punto nie jest żadnym dobrem luksusowym, można go wręcz porównać do 32' telewizora LED z najniższej półki. Fiatów Punto masz na każdym rogu dziesiątki, samochód typowo dla ludu. Telewizor w domu również ma każdy, bo również nie jest to dobro luksusowe. Różnice się zaczynają jak wchodzisz do salonu Rolls'a i interesuje Cię Phantom. Wtedy garniturek jak najbardziej uzasadniony, bo jesteś w grupie kilkudzieisęciu, kilkuset osób w danym kraju, które stać na taki zakup. I kupują go nie na dojazdy do roboty tylko dla prestiżu. Takiego samego prestiżu wymagają od sprzedawcy.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> bo to jest prawdziwy sprzedawca, nie jak w MM, że jak go zapytasz co Ci opowie i wisi mu czy kupisz > czy nie, jemu zależy na tym żebyś Ty był zadowolony i żebyś kupił auto > naprawdę tak się dużo przyjemniej kupuje niż na poniższym zdjęciu A to nie jest tak przypadkiem, ze te wszystkie Media MArkty, Media Experty premiują swoich sprzedawców za wyniki? Bo nie raz jak byłem w Media expert np. kupując coś droższego, to się zabijali o to na czyje konto (w sensie ,który pracownik namówił klienta) ma iść ta sprzedaż. Także to też nie tak do końca. Po drugie - dobre auto obroni się samo. I uwierz mi, mówię to nie z przekory i chęci walki na argumenty tylko zgodnie z tym, co myślę - jak trafię dobry egzemplarz takiego auta jakiego szukam to kupię nawet od sprzedawcy w bokserkach. W drugą stronę to samo - jak auto mi nie odpowiada to i sprzedawca w garniturze nic nie pomoże...
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Nic nie zrozumiałeś. Normalnego chłopa interesowałoby jak wygląda - niezależnie od tego czy by > finalnie auto kupił czy nie. > PS. A Internet i wideotesty to można sobie... Bo dopóki się człowiek nie przejedzie to nic o aucie > nie wie choćby nie wiem jak na papierze chwalili. To Ty nic nie zrozumiałeś. Normalny chłop idąc do salonu z pederastką wypchaną papierem po brzegi średnio się zainteresuje obsługą. Jego interesuje żeby jak najlepiej wydać pieniądze, by potem nie żałować. Tu nie ma pola do umizgów do pięknej pani.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Gdyby sprzedawała kobieta to prawdopodobnie byś pamiętał. Nie żartuj. Idąc do salonu po samochód wart 40+ kpln nie interesuje mnie cizia, która mi go prezentuje. To, jak panienka wygląda mi zwisa. Jej wygląd nie przekona mnie do zakupu auta. Prawda jest taka, że 90% ludzi, którzy idą do salonów wcześniej studiują dane producenta na stronie, czytają opinie nt. danego modelu, oglądają videotesty. Do salonu w zasadzie idzie się tylko człowiek przymierzyć i przejechać plus zadać pro forma parę pytań. Także decyzja o zakupie bądź nie danego modelu/marki zapada już z poziomu domu, a nie na gorąco w salonie. Nawet jak by pani przyszła w samych gatkach to co najwyżej bym się lekko oszołomił ale nadal nie miałoby to wpływu na zakup. Piękne hostessy to mają wpływ na sprzedaż pierdół w marketach - wówczas faceci jako wzrokowcy podejdą i niektórzy wręcz, by dłużej z taką pogadać i się ponapalać kupią coś za te 5 czy 10zł. Ale kupno samochodu to inna parafia.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> ostatni samochód kupiłem w styczniu tego roku i... zupełnie nie pamiętam w co był ubrany sprzedawca i prawidłowo Skupiałeś się na samochodzie, a nie na sprzedawcy. Paradoksalnie - jak ktoś tutaj wspomniał - garnitur w celu wzbudzania zaufania to powinni nosić handlarze w komisach A ci mają to gdzieś. Za to w salonach, gdzie samochód jest nowy, stoi pod dachem autoryzowanej stacji dealerskiej, oni ubierają się w garniaki, by wzbudzać zaufanie klienta
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Powiem Ci tak, gdyby w urzędach płacili tak jak w salonach samochodowych, to pewnie urzędników > również było by stać na garnitury i pranie ich w pralniach. Mówię o wymogach co do ubioru narzuconych przez pracodawcę, a nie o tym czy kogoś stać na garnitur.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> To nie torebka od Gucci, aby wiedzieć kto projektował... Dokładnie to miałem napisać.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Podniecony za bardzo jesteś Ach Ty
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> dobrze radzę: uważaj! na uczelni znam wielu którzy potrafią na dowolniee zadane pytyanie, z > dowolnie wybranej dziedziny zgodnie z Twoimi wymaganiami szybko odpowiedzieć.... ba potrafią > odpowiadać dłuuuuuuuuuuuugo.... ale.... dalej to chyba sam wiesz... :-) Problem po stronie pytającego, że nie potrafi zadać pytania typu zamkniętego, wymuszając jasną i zwięzłą odpowiedź. Ja będąc w trakcie rozmowy ze sprzedawcą nie pytam o rzeczy w stylu "panie jakie są opinie o tym samochodzie" tylko konkretnie: czy ma DPF, jaki spalanie w mieście, co ile przeglądy, jaka masa własna pojazdu. Na tego typu pytania odpowiedź jest krótka i treściwa. I nic mu garnitur nie pomoże jak wiedzy produktowej brak.