Padnięte kable WN powodowałyby nierówną pracę silnika, ale nie ewidentne, głośne syczenie w silniku, podobne do powietrza spuszczanego z opony. Syczenie to słychać jeszcze kilka sekund po zgaśnięciu silnika, czyli silnik gdzieś wtłacza spaliny i one przez nieszczelność uciekają. Teoretycznie mogła pęknąć któraś świeca (byłoby pięknie, gdyby to było tylko to) i objawy byłyby podobne, ale syczenie chyba by zanikało zaraz po zgaśnięciu silnika.
Jeszcze wczoraj nic nie syczało, nie śmierdziało, silnik pracował równo, nie tracił mocy.
Ozarek - układ wydechowy wymieniony w zeszłym roku od plecionki włącznie, aż po końcówkę. Pozostaje nieszczelność w kolektorze wylotowym, ale skąd szarpanie silnika i jego gaśnięcie po kilku sekundach? No chyba że przez tą nieszczelność sonda lambda głupieje.
Natomiast smród spalin wali po nosie zaraz po podniesieniu maski, zanim jeszcze się pochylę nad silnikiem, więc kwestia nadmiernego wyczulenia odpada.
Dzisiaj po 17 auto będzie holowane na warsztat. Holowane, bo gość mówi, że to przecież blisko (jakieś 2km), więc po co laweta. Ja mówię, że za kierownicę przy zgaszonym silniku nie wsiądę (brak hamulców). Oni na to, że biorą to na siebie! Szaleńcy, czy wiedzą co robią? Liczą na hamulec awaryjny? W Punto?