Witam!
Jestem w podobnej sytuacji co autor wątku dlatego by nie zaśmiecać forum nowymi tematami napiszę tutaj. Moja sprawa wygląda tak: Tydzień temu miałem kolizję niestety z mojej winy. Wjechałem na skrzyżowanie z zamiarem skrętu w lewo, a drugi pojazd jechał prosto. Nie zauważyłem go i stłuczka. Sytuacja o tyle skomplikowana, że ja dopiero ruszałem spod świateł, więc prędkość max 10 - 15km/h, natomiast ten drugi kierowca musiał zap...rzać ostro bo w wyniku stłuczki w moim ucie aż zgiął się dach i przesunął cały kielich (ten, w którym jest kolumna McPhersona). Dodatkowo na tym skrzyżowaniu są prowadzone prace remontowe i jeden pas do jazdy prosto jest zastawiony słupkami, które ograniczają widoczność, dlatego też nie zauważyłem zbliżającego się z przeciwka samochodu, który (nie dam sobie ręki uciąć ale chyba) zmienił pas ruchu w ostatniej chwili. Ponadto widoczność ograniczyły mi dwa inne auta ruszające przede mną, też skręcające w lewo. Miałem zielone światło, jadący z przeciwka też.
Policjanci na miejscu bardzo mili, żartowali i w ogóle, ale kierowca drugiego auta niestety dla mnie zaczął kręcić, że źle się czuje. Piszę, że zaczął kręcić, bo początkowo mówił, że nic mu nie jest, że czuje się dobrze tylko boli go głowa, bo walnął w kierownicę (nie miał pasa), ale po zbadaniu przez sanitariusza na miejscu odmówił pojechania do szpitala (policjanci i sanitariusze pytali się kilka razy, nawet podpisał już dokumenty). Policjant był już gotów załatwić sprawę na miejscu mandatem, ale... Nagle przyjechał jego ojciec i po rozmowie z nim syn się ,,źle poczuł". Ok jak to bywa w takich przypadkach trzeba czekać co powiedzą po badaniach. Zatrzymano mi prawo jazdy za pokwitowaniem i obiecano jego zwrot jeśli z poszkodowanym będzie wszystko w porządku. I tak też było, bo badania wykazały jedynie obrażenia kolizyjne. Ale prawka już nie odzyskałem.
Z rozmowy z prowadzącym sprawę policjantem dowiedziałem się, że sprawa mimo wszystko idzie do sądu i nie ma szans na sam mandat.
Dodam, że mam prawo jazdy od 8 lat, żadnej kolizji ani mandatu na koncie (dobra jeden mandat za brak świateł sprzed 8 lat). Natomiast poszkodowany jak sam zdążył mi zaznaczyć 3 dni wcześniej kupił auto.
Jakie mam szanse, że sąd zwróci mi prawo jazdy?