Witam mam pytanie. Mąż podwiózł mnie z dzieckiem do lekarza. Zaparkował na poboczu ,na chodniku wyznaczone miejsce do parkowania dla aut. Gdy wróciłam od lekarza ,rozejrzałam się o otworzyłam drzwi by włożyć dziecko do fotelika od strony pasażera czyli drzwi otworzyły się po części na ulicę. Nic nie jechało więc kontynuowałam zapinanie dziecka i gdy już chciałam cofnąć i zamknąć drzwi nagle usłyszałam walniecie. Odwróciłam się i zobaczyłam jak auto przejedzajace pojechało sobie dalej,zatrzymało się i odjechało . Mąż wyskoczył i zaczął pytać co się stało,okazało się że pojazd zachaczylnpusterkiem o nasze drzwi bo zostały plastikowe jasne po świetle kawałki . Mąż chwilę stał i jak ten pojazd nie wrócił to pojechał do domu z nami. Pytanie czyja jest wina? Mąż mówi że ja jestem winna bo stałam z otwartymi drzwiami na ulicy ,ale no jak miałam wsadzić dziecko do auta nie otwierając drzwi. Pojazd odjechał uderzający w nas ale boje się że mąż dostanie mandat i jeszcze będzie musiał płacić za naprawę lusterka jak ten ktoś ocknie sie że może zgłosić sprawę i pójdzie na policji. Trzęsę się cała bo mógł mnie zachaczyc to jeszcze nie daje mi spokoju czy jest to moja wina.