Kilka dni temu wyjechałem sobie do rodzinki na weekend. Mieszkają kawałek drogi od mojego miasta, więc do pokonania czekało mnie ok. 400 km. Trasa wiodła po części drogami, S3, A4 które są świetne a resztka drogi DK i DW. Właśnie na DK i DW spotkał mnie tragiczny stan nawierzchni. Miałem wybitne szczęście jechać po tym syfie i to się zemściło, w pewnym momencie pojawiły się ogromne koleiny, a że było ciemno, znaku ostrzegawczego nie było to pieprzłem podwoziem w te koleiny trąc o asfalt, nie jechałem szybko a huk był głośny. Zatrzymałem się wkur.... patrzę pod auto, no nic się nie dzieje, nic nie urwałem. Dojechałem do rodzinki, wróciłem i od powrotu do domu zaczęły się problemy. Jestem wściekły, muszę wybrać się do mechanika bo silnik pracuje nierównomiernie, coś stuka, puka... ile jeszcze lat upłynie zanim ogarną te zasrane polskie drogi