Wystawiłem ogłoszenie o sprzedaży samochodu. Przyjechał jakiś cygan, zaproponował śmieszną kwotę, pogoniłem go. Następnie przyjechał jeszcze jeden (wydaje mi się, że ten pierwszy siedział u niego w aucie). W końcu dogadaliśmy cenę. Nie wziąłem żadnej zaliczki, czekałem aż przyjedzie z forsą. Wrócił, wziął auto i pojechał. Niby wszystko dobrze, ale dzwoni dwa dni później, że pojechał 500km i mu rozrząd padł. Że wróci i będziemy inaczej rozmawiać. Dodam, że rozrząd był wymieniony w 2013 roku - producent zakłada 4lata/60tys. km. Na pewno pieniędzy nie oddam, auta z powrotem nie wezmę (bo nie wiem co z nim robili). Iść od razu na policję, czy czekać aż przyjedzie ? Odbierać telefony czy nie ? Ktoś miał jakieś doświadczenia ?