> Witam. Na prośbę znajomego, ponieważ chciał się napić prowadziłem jego pojazd, który niestety
> rozbiłem. Sytuacja jest skomplikowana, bo auto jest w leasingu, on je jeszcze spłaca. Miało
> wykupione AC. Niestety ubezpieczyciel orzekł szkodę całkowitą, którą zaakceptował
> leasingodawca. Wypłacone odszkodowanie nie wystarcza na naprawę.
> Znajomy oczekuje ode mnie:
> -zwrotu kosztu za naprawę (różnicy między kosztem naprawy a odszkodowaniem)
> -wykupienia rocznej polisy AC (mówi, że stracił AC na skutek wypadku, a wypadek mial miejsce gdy do
> końca polisy zostało 3 miesiące)
> -koszta badania pokolizyjnego i opinii rzeczoznawcy
> -zniżek utraconych za to i inne auta które ma w swojej firmie
> -opłaty 500 zł za aneks do umowy leasingowej
> Moim zdaniem, jeśli auto było ubezpieczone to w pierwszej kolejności powinien się upomnieć o
> rekompensatę do ubezpieczyciela, ponieważ ubezpieczyciel pobierał składki, ja prowadziłem
> trzeźwy i za zgoda właściciela,więc powinien pokryć sprawę. Ponadto dowiedziałem się, że to
> odszkodowanie które już dostał, ubezpieczyciel może zasądzić ode mnie na podstawie regresu.
> Które z tych punktów powiniem pokryć znajomemu, czy ktoś wie jak wygląda sprawa odpowiedzialności
> finansowej od strony prawnej? Które z wyżej wymienionych kosztów, i ew. naprawę może mi
> zasądzić sądownie?
Osobiście to fajnych kolegów masz ... niech się goni. Stac cię na wódkę to stać na taksowkę.
Kombinuje jak może i tak to widzę.
Fakt jest jeden - masz jednego kolegę mniej więc co za różnica - niech cię pozywa. a może w między czasie jak dojdziesz do siebie po wypadku kolega zrozumie że on jednak jechał a ty w szoku i pod jego dużym wpływem wręcz zastraszeniem się przyznałeś .... :-)