Odgrzewam kotleta bo znalazłem rozwiązanie grzejącego w połowie grzejnika.
Jak słusznie podejrzewałem w grzejniku był zbyt mały przepływ i dlatego ciepła była górna połowa, a dół zimny i nie pomogło całkowite wyjęcie wkładki zaworowej. Zacząłem przypuszczać, że może podczas lania wylewki mistrzowie zagnietli rurkę pex i dlatego jest dławienie. Przeprowadziłem nawet próby zadeptania pexa i stwierdziłem, że jest to mało prawdopodobne aczkolwiek wykonalne. Niemniej jednak ewidentnie coś było nie tak. Jako, że pokój raczej mało używany - sypialnia dla gości - to mniejsza temperatura nie przeszkadzała, a nawet po mocno zakrapianej imprezie goście mogli szybciej wytrzeźwieć w niższej temperaturze.
Kolejna zima się skończyła problem przeminął i znowu powrócił z nowym sezonem grzewczym. DOŚĆ. Jako, że miałem kilka dni wolnych to wziąłem się za szukanie przyczyny. Zdjąłem grzejnik, rozkręciłem śrubunki w rozdzielaczu i zdjąłem zawór kątowy przy grzejniku. Uzbrojony w chińską kamerą inspekcyjną o długości 5m i średnicy 5,5mm rozpocząłem "pexoskopię".
Na długości ok. 1,5m spotkałem pierwszego "obcego"
Był przyklejony do ścianki rurki i musiałem go stalowym drutem potraktować żeby się oderwał. Im dalej w las tym było tego więcej. zdjąłem z rurek przy grzejniku złączkę do przykręcenie zaworu żeby mieć pełną średnicę do dyspozycji i poszedłem po kompresor.
Po pierdnięciu w obie rurki oto co z nich wyleciało:
Niektóre miały długość ok. 1cm i średnicę ponad 7mm. Autopsja wydmuchanych elementów wykazała, że są to kawałki betonu, który prawdopodobnie wpadł do rurek podczas robienia wylewki i skutecznie dławił przepływ zarówno na zasilaniu jak i na powrocie. Ten grzejnik nie miał prawa grzać normalnie. Po złożeniu wszystkiego do kupy i odpaleniu ogrzewania zostałem bohaterem w domu i mogłem sobie powiedzieć Brawo Ja.
Na wiosnę dmucham resztę rurek bo jak się mistrzom chlapnęło betonu do dwóch to jest bardzo prawdopodobne, że w innych też mogą takie niespodzianki być.