Od pewnego czasu nachodzi mnie pewna refleksja. Otóż w dużym mieście (Poznań) nie da się chyba sprawnie jeździć samochodem, który ma moment obrotowy poniżej 200Nm przy 1500obr/min.
Czemu?
Jeżdżę dwoma benzyniakami - civiciem 1.4 90km oraz Stilo 1.6 103km.
W każdym z powyższych, podczas ruszania ze świateł na arteriach dwupasmowych w trybie dla mnie normalnym tzn. I bieg do 30-35km/h, II do ok. 55km/h (i tu już mógłbym skończyć wymieniać jeśli chodzi o miasto ale i tak dalej przyspieszam) jestem wyprzedzany lewym pasem przez wszelakiej maści TDI, HDI, które widać, że idą z dołu z takim efektem jak moje auta powyżej 4,000obr.
Dodam, że nigdy " nie zasypiam" na zielonym , ruszam w zasadzie na późnym żółtym. Ujadę z 50m i już widzę w lusterku jak Panowie i Panie w mocnych autach o specyfikacjach j/w się niecierpliwią.
Było by to do przełknięcia, gdyby np. były to ostatnie światła na wylocie z miasta, więc i trasa.
Ale dokładnie odwrotnie - taki delikwent lub cała wręcz sfora delikwentów mnie wyprzedzi i już 300m dalej stoi obok mnie na tym lewym pasie na czerwonym. Wtedy patrzę na niego przez szybę przez całą długość czerwonego - rzadko kto przekręci łeb.
Jestem w stanie przyjąć, że coś ze mną nie tak, z moim stylem jazdy, coś w sobie zmienić (bo na szybsze auto mnie nie stać) ale zastanawiam się jak to było wcześniej (a P.J. mam od 17 lat), że nie było takiego wyścigu zbrojeń od świateł do świateł....