1.
Wszelkie oględziny potencjalnie interesującego nas samochodu zaczynajmy od sprawdzenia dokumentów ze stanem faktycznym.
Otwieramy sobie dowód rejestracyjny i porównujemy numer rejestracyjny z tablicami na pojeździe oraz naklejką na szybie. Następnie porównujemy dane z dokumentu z numerem nadwozia zwanym numerem VIN w samochodzie ( numer ten ma 17 znaków). Starajmy się nie ograniczać do numeru tzw. publicznego widocznego przez szybę, poszukajmy tego który trwale producent naniósł na karoserię – najczęściej numer znajduje się w komorze silnika, na ścianie odgradzające komorę silnika od kabiny, kielichach amortyzatorów ale równie dobrze może znajdować się wewnątrz kabiny pod fotelem, na progu czy podłodze bagażnika. Dlatego warto poszukać tych informacji dotyczących konkretnej marki i modelu w internecie. Numer musi być jednorodny czyli poszczególne znaki są naniesione tą samą czcionką, zachowane równe odstępy pomiędzy znakami i w tym samym poziomie oraz równo wybite w materiale. W obrębie numeru nie mogą być żadne widoczne ślady prac blacharskich. Jakiekolwiek odstępstwa w numerze VIN powinny być sygnałem dla nas, żeby ten konkretny egzemplarz skreślić z listy zainteresowań, spakować się i pojechać szukać innego samochodu. Sami nie jesteśmy stwierdzić, czy numer jest przerobiony ponieważ nie dysponujemy wiedzą i sprzętem jaki posiadają biegli mechanoskopii. Dodatkowo w samochodzie można spotkać oznaczenie producenta w postaci naklejek papierowych na nich również znajduje się numer nadwozia i również od producenta zależy to gdzie je umiejscowił, czy w komorze silnikowej na nadkolu, pasie przednim, czy słupkach, bądź podłogach bagażnika. Ich brak nie oznacza jeszcze, że z autem jest coś nie w porządku, czasem ulegają zniszczeniu wynikającemu z codziennego użytkowania bądź zamalowaniu w wyniku napraw blacharsko-lakierniczych.
2.
Jeżeli uznaliśmy, że wszystko jest w jak najlepszym porządku oceniamy oferowany egzemplarz pod kątem stanu technicznego. Gdy stwierdzimy, że nam odpowiada naturalną konsekwencją jest przejście do zakupu. Jedni się targują inni płacą tyle ile w ogłoszeniu- ilu kupujących i sprzedających tyle zdań.
3.
Zwróćmy uwagę na to gdzie się umawiamy, kto sprzedaje ale po kolei.
Jeżeli jest to komis czy firma zajmująca się sprzedażą pojazdów z reguły będzie to się odbywało w miejscu prowadzenia działalności, tak samo jak pojazd sprzedaje właściciel. Parokrotnie zdarzyło się mi wypatrzeć samochód na giełdzie ale umowę sporządzałem jak i pieniądze przekazywałem w miejscu zamieszkania właściciela.
Nie umawiajmy się na oględziny, sporządzanie umów kupna-sprzedaży, przekazywanie samochodów gdzieś indziej niż w wyżej opisanych miejscach. Szanujmy swoje bezpieczeństwo i pieniądze. Życie różne scenariusze pisze i nie zawsze mogą skończyć się dobrze. Przyroda zna przypadki gdzie pojazd z ogłoszenia w atrakcyjnej cenie wprost z lawety został sprzedany, a nabywca był w siódmym niebie do czasu rejestracji samochodu. Wtedy też dowiedział się, że zakupił pojazd kradziony z podrobionymi dokumentami. Ani samochodu, ani pieniędzy za to z zarzutami paserstwa. Inni jechali z pieniędzmi po swoje nowe cztery kółka, a wracali bez pieniędzy, samochodu, za to z siniakami.
4
Niech chęć zakupu konkretnego egzemplarza nie przesłania nam zdrowego rozsądku. Jeżeli w dokumentach tj. dowodzie rejestracyjnym i karcie pojazdu widnieją dwaj współwłaściciele to umowa sprzedaży niech będzie sporządzona w ich obecności. Nie gódźmy się na to, że mąż sprzedaje auto, żony akurat nie ma i za nią się podpisze albo umowa jest in blanco z jej podpisami. Nikt nam potem nie zwróci kosztów batalii sądowych jeżeli okaże się, że jedno z małżonków przed drugim w tajemnicy sprzedało pojazd który stanowił majątek wspólny, a państwo było na najlepszej drodze, żeby się rozwieść i dzielić majątek. Osobiście nie kupiłbym w ten sposób pojazdu chyba, że jeden z współwłaścicieli posiadałby upoważnienie sporządzone przez notariusza.
5.
Wystrzegajmy też się kupna aut po zmarłych właścicielach, nie poświadczajmy nieprawdy poprzez antydatowanie umowy z datą kiedy zmarły jeszcze żył. W rodzinie, jak to w rodzinie może okazać się, że ktoś rościł sobie prawo do spadku po zmarłym, akurat w tym przypadku samochodu.
6.
Kolejnym przykładem, który warto poruszyć jest „umowa na Niemca”. Niejeden Polak już tak kupował samochód i nic się nie stało ale…
Zawsze może okazać się, że to nas dopadł z jakiś powodów pech i to my mamy pod górkę, a to nie możemy samochodu zarejestrować, bo z dokumentami jest coś nie tak, albo auto ma wady prawne, bądź najzwyczajniej kupiliśmy wypudrowany gruz. Jak życie uczy próby dodzwonienia się do takiego gościa często kończą się niczym, telefon nie odpowiada, ogłoszenia nie ma. Okazuje się, że ogłoszenie nie wiadomo skąd wrzucono do internetu, a telefon i karta były kupione specjalnie na tę jedyną transakcję. To w tej chwili my ryzykujemy poświadczając nieprawdę w dokumentach, to my popełniamy kolejne przestępstwo przedkładając ten dokument w różnych urzędach chcąc zarejestrować samochód. Dodatkowo przykładamy rękę do patologii na rynku, nie rugując w ten sposób nieuczciwych importerów i sprzedawców. Nie płacą podatków w przeciwieństwie do tych którzy w sposób legalny prowadzą taką działalność, świadomie pozbawiamy się jako konsumenci przysługujących nam praw.
O wpłacaniu zaliczek na poczet auta nie ma się chyba co rozpisywać, bo problem szeroko w mediach wszelakich był poruszany i jedynie z przyzwoitości należy o nim wspomnieć- nie płacimy za coś czego nie ma.
7.
Gdy zakupimy pojazd wśród kompletu dokumentów wedle obowiązujących przepisów były właściciel musi przekazać nam polisę OC. To od nas zależy, czy pójdziemy i wypowiemy obowiązującą umowę i zawrzemy nową w innym towarzystwie ubezpieczeniowym, czy pozostaniemy przy niej w obecnym i zostanie sporządzona rekalkulacja. Krótko OC ma nam dać i basta. Oczywiście sytuacja ta dotyczy pojazdów zarejestrowanych na terenie Polski
Rzecz przedstawia się inaczej jeżeli dotyczy to pojazdów sprowadzonych nie zarejestrowanych na terenie Polski. Szczegółowo i jasno określa to art. 27. Ust. 1 pkt 1 oraz ust 2 Ustawy z dnia 22 maja 2003 o ubezpieczeniach obowiązkowych… ( Dz.U. nr 124 poz 1152)
„…Art. 27. 1. Umowę ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych na czas krótszy niż 12 miesięcy, zwaną dalej „umową ubezpieczenia krótkoterminowego”, można zawrzeć, jeżeli pojazd mechaniczny jest:
1) zarejestrowany na stałe, w przypadkach określonych w ust. 2;…..
2. Umowę ubezpieczenia krótkoterminowego na czas nie krótszy niż 30 dni, w odniesieniu do pojazdów mechanicznych zarejestrowanych na stałe, może zawrzeć podmiot prowadzący działalność gospodarczą polegającą na pośredniczeniu w kupnie i sprzedaży pojazdów mechanicznych lub polegającą na kupnie i sprzedaży pojazdów mechanicznych, w zakresie pojazdów przeznaczonych do kupna lub sprzedaży. „
Z lektury powyższego jasno wynika, że pisane w ogłoszeniu formułki „… po wykupieniu ubezpieczenia można wracać na kołach” są niezgodne ze stanem prawnym. Wedle art. 71 ust 1 i 2 Ustawy z dnia 20 czerwca 1997 Prawo o ruchu drogowym (Dz.U 98 poz.602) pojazdy te nie spełniają defincjii pojazdu zarejestrowanego o którym mowa w ustawie o ubezpieczeniach obowiązkowych.
Często wśród dokumentów przekazanych nam przez importera wynika, że pojazd został sprowadzony bez tablic rejestracyjnych i jest wyrejestrowany w urzędzie kraju z którego został sprowadzony. Ryzyko mimo wykupionego ubezpieczenia całkowicie ponosimy my, podczas kontroli drogowej możemy zostać niemile zaskoczeni jak auto trafi na lawetę. Ewentualne zdarzenie drogowe i udział w nim naszego auta i tak obciąży naszą kieszeń, bo ubezpieczyciel na pewno będzie próbował wykręcić się od płacenia mimo wykupionej polisy. Nie ma mu się co dziwić, działa w interesie własnym i swoich klientów. Logicznym wydaje się zabranie wszystkich dokumentów, dokonanie rejestracji w „naszym” urzędzie i z tablicami przyjechać po odbiór samochodu. Czasem 100 czy 200 złotych nie warte jest nerwów.
Pozostaje tylko życzyć aby nasze zakupy były zawsze udane, a nowy nabytek służył nam dzielnie i nie wymagał nadmiernych nakładów finansowych .