odgrzebuję swój wątek. Samochód ma już ponad 20 tys. km przebiegu. Więc małe podsumowanie: Nadal jeździ i nadal mało pali jak na 200KM . W sumie zdążyliśmy się już polubić. Ale nie jest tylko różowo, bo jak przystało na najtańszą ofertę spełniającą wymagania, są pewne wady.
Największy fackup jak się ujawnił to przedni zderzak. Wygląda jakby samochód miał już przynajmniej 200 tys. km przebiegu. Jest cały obsypany odpryskami. Czarnymi dziurkami na białym lakierze. Wygląda to okropnie. I nie jest to moim zdaniem kwestia tego, że dzisaj to lakiery takie słabe. Wyglada mi na to, że przy lakierowaniu tego zderzaka coś poszło nie tak, bo z tym lakierem jest coś nie tak. Można bez trudu wbić w niego paznokieć robiąć trwałe ślady. W żadnym samochodzie tak szybko mi się to nie degradowało i nie spotkałem się z takim lakierem, a trasy i przebiegi podobne. Na szczęscie sprawa dotyczy tylko przedniego zderzaka, mam wrażenie że na tylnym ten lakier jest lepszy i nie widzę żadnych obić za tylnymi kołami. Oczywiście zgłaszałem w ASO, oczywiście mnie zlali, że uszkodzenia mechaniczne. Zobaczę czy będę dalej ciągnął temat, może zwyczajnie pojadę do jakiegoś lakiernika, co za kilka stówek polakieruje ten zderzak tak, że lakier będzie się trzymał.
To jedyny ewidentny fakup. Poza tym kwestia jakości wnętrza. Dużo elementów trzeszczy, skrzypi, jest po prostu podłej jakości. Rozbierałem już kilka elementów, np. słupek za głową kierowcy, elementy deski itd, trochę poprawiłem, trochę poupychałem kawałki gumy, pianki wygłuszającej. Jest lepiej. Ale i tak słychać, że to wszystko jest maksymalnie tandetne. We Fiacie Bravo miałem mniej problemów z takimi rzeczami. W ogóle gdzieś w innym wątku porównałem Astrę do Fiata, to ktoś się oburzył (nie pamiętam kto). A według mnie to mniej więcej ta sama półka jakościowa. Na razie nie widzę różnicy. We Fiacie niedługo po kupnie trzeba było rozbierać słupek A (zrobili to w ASO) bo stukało, a tu rozbieram słupek B bo jest świerszcz. We Fiacie trzeba było poprawić panel nawiewów, a tutaj mocowanie schowka. We Fiacie jak włączałem klimę to było słychać cyk, psssssss, szzzzzzzzzzz, ssssssss, a tutaj słychać cyk, szzzzzzzzz, psssssssssss, sssssssss. Mam wrażenie, że elementy klimatyzacji są dokładnie te same, bo wydają dokładnie te same dźwięki. Jest to po prostu głośne. We Fiacie jak się włączyło spryskiwacz tylnej szyby, to leciało też trochę na przednią, a tutaj mam tak, że bez włączania spryskiwacza, co jakiś czas leci z tylnego kropla, która spływa po szybie. Tak jakby zawór tam dobrze nie trzymał i czasem popuszcza . Odpalam, ruszam, nie dotykam wycieraczek, a w lusterku widzę, że po szybie płynie kropla. I zostawia zacieki. To pewnie zgłoszę na przeglądzie.
A poza tym same pozytywy. Jeździ się bardzo dobrze. Też trzeba przyznać, że zwracam uwagę na te wszystkie niepożądane dźwięki dlatego, że samochód jest ogólnie przyzwoicie wyciszony, jest w miarę cicho to i wszystkie dźwięki słychać. Silnik nadal robi robotę, w sumie człowiek się przyzwyczaja, ale tu po prostu mocy jest zawsze tyle ile trzeba. Czy to jazda autostradą, czy krajówką, czy wyprzedzanie pod górkę, czy samemu, czy z pasażerami, jemu to bez różnicy, zawsze jest tyle pary ile trzeba. Do tego człowiek się tak przywyczaja, że jak potem wsiadam w takie Rio, to dopóki jadę po wsi jest ok, ale jak wyjeżdżam na autostradę i muszę się wcisnąć w kolumnę TIRów przyspieszając żwawo, to najpierw mam wrażenie, że coś się nagle popsuło, a dopiero potem sobie przypominam, że to nie ma turbo i połowę tej mocy i dostosowuję do tego styl jazdy. Po prostu mając zapas mocy jeździ się dużo bardziej przyjemnie i komfortowo.
Wadą jest słaba trakcja, mielenie kołami przy próbach szybkiego ruszania czy przyspieszania na niższych biegach, a jak jest mokro to już w ogóle trzeba się mocno pilnować. No ale coś za coś. Za to, że to nie jest samochód o sportowych aspiracjach, jest w miarę komfortowy, nie męczący na dłuższych trasach. Na razie maksymalnie zrobiłem 700km jednego dnia. Do Warszawy, tam kilka spraw i spowrotem. Jazda ekspresówkami z tempomatem na 130km/h jest bardzo przyjemna, jest jeszcze dosyć cicho przy tej prędkości. Wtedy człowiek zaczyna doceniać ten fotel, który ma milion regulacji w każdą stronę i jak zaczyna boleć dół pleców, to sama regulacja lędźwiowa jest zarówno w pionie jak i w poziomie. Naprawdę lubię w tym aucie siedzieć. Po powrocie z tej Warszawy za chwilę znów wsiadałem, żeby podjechać jeszcze do rodziców i pomyślałem, że mógłbym znowu zrobić kolejne 700km bez problemu, w wygodnym fotelu, względnej ciszy i bez stresu przy wyprzedzaniu. Tylko z coraz bardziej obitym zderzakiem