Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Autokącik

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 29.06.2019 uwzględniając wszystkie miejsca

  1. odgrzebuję swój wątek. Samochód ma już ponad 20 tys. km przebiegu. Więc małe podsumowanie: Nadal jeździ i nadal mało pali jak na 200KM . W sumie zdążyliśmy się już polubić. Ale nie jest tylko różowo, bo jak przystało na najtańszą ofertę spełniającą wymagania, są pewne wady. Największy fackup jak się ujawnił to przedni zderzak. Wygląda jakby samochód miał już przynajmniej 200 tys. km przebiegu. Jest cały obsypany odpryskami. Czarnymi dziurkami na białym lakierze. Wygląda to okropnie. I nie jest to moim zdaniem kwestia tego, że dzisaj to lakiery takie słabe. Wyglada mi na to, że przy lakierowaniu tego zderzaka coś poszło nie tak, bo z tym lakierem jest coś nie tak. Można bez trudu wbić w niego paznokieć robiąć trwałe ślady. W żadnym samochodzie tak szybko mi się to nie degradowało i nie spotkałem się z takim lakierem, a trasy i przebiegi podobne. Na szczęscie sprawa dotyczy tylko przedniego zderzaka, mam wrażenie że na tylnym ten lakier jest lepszy i nie widzę żadnych obić za tylnymi kołami. Oczywiście zgłaszałem w ASO, oczywiście mnie zlali, że uszkodzenia mechaniczne. Zobaczę czy będę dalej ciągnął temat, może zwyczajnie pojadę do jakiegoś lakiernika, co za kilka stówek polakieruje ten zderzak tak, że lakier będzie się trzymał. To jedyny ewidentny fakup. Poza tym kwestia jakości wnętrza. Dużo elementów trzeszczy, skrzypi, jest po prostu podłej jakości. Rozbierałem już kilka elementów, np. słupek za głową kierowcy, elementy deski itd, trochę poprawiłem, trochę poupychałem kawałki gumy, pianki wygłuszającej. Jest lepiej. Ale i tak słychać, że to wszystko jest maksymalnie tandetne. We Fiacie Bravo miałem mniej problemów z takimi rzeczami. W ogóle gdzieś w innym wątku porównałem Astrę do Fiata, to ktoś się oburzył (nie pamiętam kto). A według mnie to mniej więcej ta sama półka jakościowa. Na razie nie widzę różnicy. We Fiacie niedługo po kupnie trzeba było rozbierać słupek A (zrobili to w ASO) bo stukało, a tu rozbieram słupek B bo jest świerszcz. We Fiacie trzeba było poprawić panel nawiewów, a tutaj mocowanie schowka. We Fiacie jak włączałem klimę to było słychać cyk, psssssss, szzzzzzzzzzz, ssssssss, a tutaj słychać cyk, szzzzzzzzz, psssssssssss, sssssssss. Mam wrażenie, że elementy klimatyzacji są dokładnie te same, bo wydają dokładnie te same dźwięki. Jest to po prostu głośne. We Fiacie jak się włączyło spryskiwacz tylnej szyby, to leciało też trochę na przednią, a tutaj mam tak, że bez włączania spryskiwacza, co jakiś czas leci z tylnego kropla, która spływa po szybie. Tak jakby zawór tam dobrze nie trzymał i czasem popuszcza . Odpalam, ruszam, nie dotykam wycieraczek, a w lusterku widzę, że po szybie płynie kropla. I zostawia zacieki. To pewnie zgłoszę na przeglądzie. A poza tym same pozytywy. Jeździ się bardzo dobrze. Też trzeba przyznać, że zwracam uwagę na te wszystkie niepożądane dźwięki dlatego, że samochód jest ogólnie przyzwoicie wyciszony, jest w miarę cicho to i wszystkie dźwięki słychać. Silnik nadal robi robotę, w sumie człowiek się przyzwyczaja, ale tu po prostu mocy jest zawsze tyle ile trzeba. Czy to jazda autostradą, czy krajówką, czy wyprzedzanie pod górkę, czy samemu, czy z pasażerami, jemu to bez różnicy, zawsze jest tyle pary ile trzeba. Do tego człowiek się tak przywyczaja, że jak potem wsiadam w takie Rio, to dopóki jadę po wsi jest ok, ale jak wyjeżdżam na autostradę i muszę się wcisnąć w kolumnę TIRów przyspieszając żwawo, to najpierw mam wrażenie, że coś się nagle popsuło, a dopiero potem sobie przypominam, że to nie ma turbo i połowę tej mocy i dostosowuję do tego styl jazdy. Po prostu mając zapas mocy jeździ się dużo bardziej przyjemnie i komfortowo. Wadą jest słaba trakcja, mielenie kołami przy próbach szybkiego ruszania czy przyspieszania na niższych biegach, a jak jest mokro to już w ogóle trzeba się mocno pilnować. No ale coś za coś. Za to, że to nie jest samochód o sportowych aspiracjach, jest w miarę komfortowy, nie męczący na dłuższych trasach. Na razie maksymalnie zrobiłem 700km jednego dnia. Do Warszawy, tam kilka spraw i spowrotem. Jazda ekspresówkami z tempomatem na 130km/h jest bardzo przyjemna, jest jeszcze dosyć cicho przy tej prędkości. Wtedy człowiek zaczyna doceniać ten fotel, który ma milion regulacji w każdą stronę i jak zaczyna boleć dół pleców, to sama regulacja lędźwiowa jest zarówno w pionie jak i w poziomie. Naprawdę lubię w tym aucie siedzieć. Po powrocie z tej Warszawy za chwilę znów wsiadałem, żeby podjechać jeszcze do rodziców i pomyślałem, że mógłbym znowu zrobić kolejne 700km bez problemu, w wygodnym fotelu, względnej ciszy i bez stresu przy wyprzedzaniu. Tylko z coraz bardziej obitym zderzakiem
  2. 1. Wszelkie oględziny potencjalnie interesującego nas samochodu zaczynajmy od sprawdzenia dokumentów ze stanem faktycznym. Otwieramy sobie dowód rejestracyjny i porównujemy numer rejestracyjny z tablicami na pojeździe oraz naklejką na szybie. Następnie porównujemy dane z dokumentu z numerem nadwozia zwanym numerem VIN w samochodzie ( numer ten ma 17 znaków). Starajmy się nie ograniczać do numeru tzw. publicznego widocznego przez szybę, poszukajmy tego który trwale producent naniósł na karoserię – najczęściej numer znajduje się w komorze silnika, na ścianie odgradzające komorę silnika od kabiny, kielichach amortyzatorów ale równie dobrze może znajdować się wewnątrz kabiny pod fotelem, na progu czy podłodze bagażnika. Dlatego warto poszukać tych informacji dotyczących konkretnej marki i modelu w internecie. Numer musi być jednorodny czyli poszczególne znaki są naniesione tą samą czcionką, zachowane równe odstępy pomiędzy znakami i w tym samym poziomie oraz równo wybite w materiale. W obrębie numeru nie mogą być żadne widoczne ślady prac blacharskich. Jakiekolwiek odstępstwa w numerze VIN powinny być sygnałem dla nas, żeby ten konkretny egzemplarz skreślić z listy zainteresowań, spakować się i pojechać szukać innego samochodu. Sami nie jesteśmy stwierdzić, czy numer jest przerobiony ponieważ nie dysponujemy wiedzą i sprzętem jaki posiadają biegli mechanoskopii. Dodatkowo w samochodzie można spotkać oznaczenie producenta w postaci naklejek papierowych na nich również znajduje się numer nadwozia i również od producenta zależy to gdzie je umiejscowił, czy w komorze silnikowej na nadkolu, pasie przednim, czy słupkach, bądź podłogach bagażnika. Ich brak nie oznacza jeszcze, że z autem jest coś nie w porządku, czasem ulegają zniszczeniu wynikającemu z codziennego użytkowania bądź zamalowaniu w wyniku napraw blacharsko-lakierniczych. 2. Jeżeli uznaliśmy, że wszystko jest w jak najlepszym porządku oceniamy oferowany egzemplarz pod kątem stanu technicznego. Gdy stwierdzimy, że nam odpowiada naturalną konsekwencją jest przejście do zakupu. Jedni się targują inni płacą tyle ile w ogłoszeniu- ilu kupujących i sprzedających tyle zdań. 3. Zwróćmy uwagę na to gdzie się umawiamy, kto sprzedaje ale po kolei. Jeżeli jest to komis czy firma zajmująca się sprzedażą pojazdów z reguły będzie to się odbywało w miejscu prowadzenia działalności, tak samo jak pojazd sprzedaje właściciel. Parokrotnie zdarzyło się mi wypatrzeć samochód na giełdzie ale umowę sporządzałem jak i pieniądze przekazywałem w miejscu zamieszkania właściciela. Nie umawiajmy się na oględziny, sporządzanie umów kupna-sprzedaży, przekazywanie samochodów gdzieś indziej niż w wyżej opisanych miejscach. Szanujmy swoje bezpieczeństwo i pieniądze. Życie różne scenariusze pisze i nie zawsze mogą skończyć się dobrze. Przyroda zna przypadki gdzie pojazd z ogłoszenia w atrakcyjnej cenie wprost z lawety został sprzedany, a nabywca był w siódmym niebie do czasu rejestracji samochodu. Wtedy też dowiedział się, że zakupił pojazd kradziony z podrobionymi dokumentami. Ani samochodu, ani pieniędzy za to z zarzutami paserstwa. Inni jechali z pieniędzmi po swoje nowe cztery kółka, a wracali bez pieniędzy, samochodu, za to z siniakami. 4 Niech chęć zakupu konkretnego egzemplarza nie przesłania nam zdrowego rozsądku. Jeżeli w dokumentach tj. dowodzie rejestracyjnym i karcie pojazdu widnieją dwaj współwłaściciele to umowa sprzedaży niech będzie sporządzona w ich obecności. Nie gódźmy się na to, że mąż sprzedaje auto, żony akurat nie ma i za nią się podpisze albo umowa jest in blanco z jej podpisami. Nikt nam potem nie zwróci kosztów batalii sądowych jeżeli okaże się, że jedno z małżonków przed drugim w tajemnicy sprzedało pojazd który stanowił majątek wspólny, a państwo było na najlepszej drodze, żeby się rozwieść i dzielić majątek. Osobiście nie kupiłbym w ten sposób pojazdu chyba, że jeden z współwłaścicieli posiadałby upoważnienie sporządzone przez notariusza. 5. Wystrzegajmy też się kupna aut po zmarłych właścicielach, nie poświadczajmy nieprawdy poprzez antydatowanie umowy z datą kiedy zmarły jeszcze żył. W rodzinie, jak to w rodzinie może okazać się, że ktoś rościł sobie prawo do spadku po zmarłym, akurat w tym przypadku samochodu. 6. Kolejnym przykładem, który warto poruszyć jest „umowa na Niemca”. Niejeden Polak już tak kupował samochód i nic się nie stało ale… Zawsze może okazać się, że to nas dopadł z jakiś powodów pech i to my mamy pod górkę, a to nie możemy samochodu zarejestrować, bo z dokumentami jest coś nie tak, albo auto ma wady prawne, bądź najzwyczajniej kupiliśmy wypudrowany gruz. Jak życie uczy próby dodzwonienia się do takiego gościa często kończą się niczym, telefon nie odpowiada, ogłoszenia nie ma. Okazuje się, że ogłoszenie nie wiadomo skąd wrzucono do internetu, a telefon i karta były kupione specjalnie na tę jedyną transakcję. To w tej chwili my ryzykujemy poświadczając nieprawdę w dokumentach, to my popełniamy kolejne przestępstwo przedkładając ten dokument w różnych urzędach chcąc zarejestrować samochód. Dodatkowo przykładamy rękę do patologii na rynku, nie rugując w ten sposób nieuczciwych importerów i sprzedawców. Nie płacą podatków w przeciwieństwie do tych którzy w sposób legalny prowadzą taką działalność, świadomie pozbawiamy się jako konsumenci przysługujących nam praw. O wpłacaniu zaliczek na poczet auta nie ma się chyba co rozpisywać, bo problem szeroko w mediach wszelakich był poruszany i jedynie z przyzwoitości należy o nim wspomnieć- nie płacimy za coś czego nie ma. 7. Gdy zakupimy pojazd wśród kompletu dokumentów wedle obowiązujących przepisów były właściciel musi przekazać nam polisę OC. To od nas zależy, czy pójdziemy i wypowiemy obowiązującą umowę i zawrzemy nową w innym towarzystwie ubezpieczeniowym, czy pozostaniemy przy niej w obecnym i zostanie sporządzona rekalkulacja. Krótko OC ma nam dać i basta. Oczywiście sytuacja ta dotyczy pojazdów zarejestrowanych na terenie Polski Rzecz przedstawia się inaczej jeżeli dotyczy to pojazdów sprowadzonych nie zarejestrowanych na terenie Polski. Szczegółowo i jasno określa to art. 27. Ust. 1 pkt 1 oraz ust 2 Ustawy z dnia 22 maja 2003 o ubezpieczeniach obowiązkowych… ( Dz.U. nr 124 poz 1152) „…Art. 27. 1. Umowę ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych na czas krótszy niż 12 miesięcy, zwaną dalej „umową ubezpieczenia krótkoterminowego”, można zawrzeć, jeżeli pojazd mechaniczny jest: 1) zarejestrowany na stałe, w przypadkach określonych w ust. 2;….. 2. Umowę ubezpieczenia krótkoterminowego na czas nie krótszy niż 30 dni, w odniesieniu do pojazdów mechanicznych zarejestrowanych na stałe, może zawrzeć podmiot prowadzący działalność gospodarczą polegającą na pośredniczeniu w kupnie i sprzedaży pojazdów mechanicznych lub polegającą na kupnie i sprzedaży pojazdów mechanicznych, w zakresie pojazdów przeznaczonych do kupna lub sprzedaży. „ Z lektury powyższego jasno wynika, że pisane w ogłoszeniu formułki „… po wykupieniu ubezpieczenia można wracać na kołach” są niezgodne ze stanem prawnym. Wedle art. 71 ust 1 i 2 Ustawy z dnia 20 czerwca 1997 Prawo o ruchu drogowym (Dz.U 98 poz.602) pojazdy te nie spełniają defincjii pojazdu zarejestrowanego o którym mowa w ustawie o ubezpieczeniach obowiązkowych. Często wśród dokumentów przekazanych nam przez importera wynika, że pojazd został sprowadzony bez tablic rejestracyjnych i jest wyrejestrowany w urzędzie kraju z którego został sprowadzony. Ryzyko mimo wykupionego ubezpieczenia całkowicie ponosimy my, podczas kontroli drogowej możemy zostać niemile zaskoczeni jak auto trafi na lawetę. Ewentualne zdarzenie drogowe i udział w nim naszego auta i tak obciąży naszą kieszeń, bo ubezpieczyciel na pewno będzie próbował wykręcić się od płacenia mimo wykupionej polisy. Nie ma mu się co dziwić, działa w interesie własnym i swoich klientów. Logicznym wydaje się zabranie wszystkich dokumentów, dokonanie rejestracji w „naszym” urzędzie i z tablicami przyjechać po odbiór samochodu. Czasem 100 czy 200 złotych nie warte jest nerwów. Pozostaje tylko życzyć aby nasze zakupy były zawsze udane, a nowy nabytek służył nam dzielnie i nie wymagał nadmiernych nakładów finansowych .
  3. Pewnie bardziej póki co w kategorii historia motoryzacji niż piękne maszyny, ale do rzeczy .. Stare Mustangi z pierwszych lat od dawien, dawno mi się podobały i tak zawsze sobie marzyłem aby sobie coś takiego sprawić. Po lekturze forów faworytem została wersja do remontu, z US i oczywiście z V8 . Spodobało mi się coupe (najtańsze), ale szybko wpadłem na pomysł skoro auto ma być docelowo do weekendowych przejażdżek w sezonie to dlaczego nie cabrio. Obejrzałem kilka autem w pl, ale jakoś nic sensownego nie znalazłem, więc dałem sobie rok aby wyszukać coś w US. Poszło szybko, bo auto znalazłem w kilka dni i wszystko w nim pasowało. Dodatkowo ogłoszenie był na forum Mustanga w US. Pod koniec stycznia po obejrzeniu ok 100zdj od sprzedającego szybka decyzja - kupuje . Staneło na Mustangu convertible 4.7 v8 200KM (289ci) w kolorze dark moss green, który prezentował się tak: z tyłu trochę gorzej : Za to z kompletnym wnętrzem: oraz silnikiem: Wszystkie numery się zgadzały, zakupił raport Martiego, który pokazał datę produkcji, wyposażenie oraz stan. Niestety nie wszystko odbyło się jak się miało odbyć i auto dojechało do mnie dopiero w zeszłym tygodniu, czyli prawie 4m, wliczając wycieczkę po US: drogowo-torowo-wodną oraz deko po EU, wliczając Urząd Celny. Tak wygląda teraz, już w pl, w docelowym garażu: Ogólnie jestem pozytywnie zaskoczony stanem auta, widać, ze długo auto stało w garażu. Blachy są grube, miejscami uszkodzone, poza tyłem. Podłoga jest drewniana :), ale to std w tych autach. Wszystkie mechanizmy działaja i wnętrze jest niemal w 100% kompletne. Niestety auto dostarczono mi bez aku i kluczyka, więc na szybko nie mogłem sprawdzić elektryki. Kluczyk jak i zakupione części mają być na dniach. Plan to kompletna odbudowa auta, remont silnika i skrzyni. Odnowienie wnętrza oraz wszelkich emblematów. Na szczęście w US można do niego kupić wszystko i ceny są rozsądne jak na oldtimera. Blacharza mam już umówionego na jesień, do tego czasu muszę go rozebrać na części pierwsze. Razem z autem zakupiłem nowe tylne ćwiartki (błotniki), podłogę, progi wew oraz nadkola. Reszta wyjdzie po piaskowaniu. Blacharz niby kumaty, mający doświadczony w tego typu struclach, jest nadzieja, że cześć blach uda się naprawić. Postanowiłem, że kolor zielony zostaje, taki jest na tabliczce i taki nam sie podoba. Nie wiem jeszcze co z wnętrzem. Co ciekawe tapicerka wygląda na 50-letnią ale jest cała, bez dziur. Nie wiem czy zostanie taki "wojskowy" kolor. Jest opcja beżowego dachu z beżowym zdjęciem. Postaram się wrzucić co jakiś czas update z pola walki
  4. kolega wyżej już odpowiedział. Moc spora, a zawieszenie takie jak w każdej innej wersji. Żeby chociaż jakaś elektroniczna szpera była. Do tego moim zdaniem wpływ ma rodzaj nadwozia. Kombi ma jednak więcej masy z tyłu i inny rozkład masy, przód bardziej odciążony. Nie mówiąc już o sporej mocy, to nawet ruszając bez szaleństw, wyjeżdżając z podporządkowanej truno jest ruszyć tak żeby przynajmniej jedno przednie koło nie traciło przyczepności. Ruszanie pod górkę to prawie zawsze zamielenie kołami nawet na suchym. No a fabryczne opony też nie są najwyższej jakości mówiąc delikatnie.
  5. A czemu głupio? Mniej głupio odesłać ze wskazaniem niż kręcić widząc swoją twarz na zdjęciu. Czemu uczciwość nazywasz głupotą?
Ten Ranking ustawiony jest na Warszawa/GMT+02:00

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tego serwisu, wyrażasz zgodnę na naszą Polityka prywatności oraz Warunki użytkowania.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.