Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Autokącik

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Zdarzenie po pijaku a stosunki tzw "dobrosąsiedzkie"

Featured Replies

Napisano

> Jak sobie potargasz koszulę, albo zepsujesz telefon to też się nad tymi rzeczami rozczulasz ?

jak sobie potargam koszulę to mój problem. Ale jeśli kelner wyleje mi w restauracji wyleje wino na koszulę to oczekuję że pokryje mi koszt jej profesjonalnego wyczyszczenia ewentualnie kupi nową. Natomiast wyśmieję mi jeśli przyleci z wybielaczem, wytrze jako tako i powie "no juz prawie nie widać.. zresztą pewnie już znoszona była"..

Po prostu - szanuję swoje rzeczy. Jeśli je sam zniszczę - to mój problem. Jeśli ktoś - to jego problem.

Analogicznie - kupiłeś sobie plazmę za x tyś. PLN. Przychodzą znajomi. Ich dziecko szaleje, włazi na safkę i zrzuca tą plazmę. I co - trudno.. kupi się nową? Czy tez oczekujesz zadośćuczynienia od znajomych. A może to wogóle nie byli znajomi - tylko hudraulik który przyszedł naprawiać kaloryfer i przy okazji plazmę zrzucił?

Ja na przykład rozumiem, że ktoś będzie ode mnie oczekiwał naprawienia szkody. I dlatego mam OC w życiu prywatnym. Ale gdybym nie miał to rozumiałbym, że muszę wysupłać z kieszeni kasę.

Napisano

Temat bardziej socjalny, aniżeli motoryzacyjny, kwalifikuje się IMO na HP.

Ale mniejsza o większość........ Moim zdaniem wszystko zależało by od tego, czy z sąsiadem idzie się dogadać, czy nie. Jeśli to człowiek, do którego mamy jakieś-tam zaufanie, może warto się dogadać na to rozwiązanie z OC (jak było tu sugerowane). Ale jeśli zupełnie obcy i w dodatku kawał chama, to bym sobie nie żałował, bo po dogadaniu się z nim nie masz żadnej pewności, że obietnicy dotrzyma i kasę na za naprawę odda co do grosza.

Gdyby to był mój sąsiad, nie miałbym żadnych obiekcji i pojechał na naprawę do ASO.

A tak w ogóle, to skoro piszesz, że policmajtry już były i orzekły, to w zasadzie pozamiatane.

Pozdrawiam

Bartek

Napisano

> Dokładnie tak. Problem w tym, że niektórzy samochód postawią zdecydowanie wyżej niż czajnik/laptop,

> z ustawieniem w hierarchii samochód - pies - żona też mógłby być problem, bo samochód to

> czasem jeszcze "dorobek życia".

> Kilka tygodni temu widziałem przyklejoną na parkomacie w centrum Krakowa kartkę A4 w której ktoś

> się żalił, że ktoś inny mu "zniszczył dorobek życia" - tj. przerysował Golfa IV i uciekł z

> miejsca zdarzenia.

Ale kolega AlbinR oczekuje tylko wyrównania strat. I uważa że naprawianie u Kazia w garażu nie naprawia mu szkody. I dlatego chce ASO. Nie chce też w tym czasie jeździć Pandą czy czymś małym - bo to nie zaspakaja jego potrzeby. Oczekuje że ten kto zawinił pokryje pełne uzasadnione koszty związane ze szkodą.

A że czajnik za 30 PLN łatwiej odkupić (bo kwota mała) to mniejsze emocje.

Ale teraz popatrzmy w inną stronę. Ten sąsiad jeżdzi ciężarówką . I po pijaku wjeżdża w ścianę Twojego domu. Nic nikomu się nie stało, ale ściana pękła i dom nadaje się tylko do rozbiórki (grozi katastrofą budowalną).

Czy będziesz miał skrupuły żeby wziąć od ubezpieczyciela XXX tyś. które będa potrzebne na odbudowę, czy też sklecisz sobie jakąś chałupkę żeby pijaczek nie musiał za dużo płacić?

Napisano

Zasadniczo nie przepadam za moimi sasiadami zlosnik.gif Jeden jest ok, reszta no.gif Do tego doklada sie opcja nachlanego sasiada za kolkiem (na 100% jestem pewien, ze ten jeden sasiad, ktory jest ok nie wsiadznie nawet po polowie szklanki piwa za kierownice, wiec mozna go wykluczyc z rozwazan), a to juz dla mnie jest totalne zeszmacenie. Nie mialbym najmniejszych oporow przed opcja z ASO i generowaniem maksymalnych kosztow. Jak ktos chleje i potem wsiada za kolko to dla mnie jest zwyklym glupkiem, a za glupote sie placi.

Napisano

> koszulę to oczekuję że pokryje mi koszt jej profesjonalnego wyczyszczenia

Rozbawiłeś mnie "profesjonalnym wyczyszczeniem" koszuli hehe.gif

Ja bym powiedział kelnerowi, że zostawia butelkę wina na stole, nie dolicza jej do rachunku i po problemie.

Pralkę mam, to sobie koszulę wypiorę smile.gif

> Analogicznie - kupiłeś sobie plazmę za x tyś. PLN. Przychodzą znajomi. Ich dziecko szaleje, włazi

> na safkę i zrzuca tą plazmę. I co - trudno.. kupi się nową? Czy tez oczekujesz

> zadośćuczynienia od znajomych.

Nigdzie nie powiedziałem, że nie oczekuję naprawienia szkody, ale nie "nabijam rachunku".

W takiej sytuacji - to zależy, ile w sprawie było przypadku, a ile niesubordynacji bachora. Jeśli ich dziecko bawiło się z moimi i wspólnie nie reagowaliśmy na ich szaleństwa - trudno, stało się.

Jeśli bachor był niesubordynowany, a rodzice mieli to w d.. - naprawiają/odkupują telewizor. Ale jak ich na to nie stać dziś-za tydzień - nie ma problemu, niech załatwią coś na czym się da bajki i wiadomości oglądnąć do czasu jak załatwią problem z plazmą.

> A może to wogóle nie byli znajomi - tylko hudraulik który

> przyszedł naprawiać kaloryfer i przy okazji plazmę zrzucił?

Niech naprawi/odkupi.

Napisano

> czy też sklecisz sobie jakąś chałupkę żeby pijaczek nie musiał za dużo płacić?

Ależ moją motywacją wcale nie jest "żeby pijaczek nie musiał za dużo płacić".

Dla mnie "kręcenie rachunku" żeby gościa "zgnoić" jest niefajne. Odszkodowanie - tak, gnojenie - nie. Nie widzę powodu do różnicowania moich roszczeń w zależności od tego czy szkodę wyrządzono po pijaku, czy nie.

A do samochodu mam takie samo bez emocjonalne podejście jak do czajnika czy laptopa.

Napisano

> Rozbawiłeś mnie "profesjonalnym wyczyszczeniem" koszuli

> Ja bym powiedział kelnerowi, że zostawia butelkę wina na stole, nie dolicza jej do rachunku i po

> problemie.

> Pralkę mam, to sobie koszulę wypiorę

> Nigdzie nie powiedziałem, że nie oczekuję naprawienia szkody, ale nie "nabijam rachunku".

i sam sobie w tym momencie strzeliłeś gola kolego. Najpierw mówisz o nie wzbogaceniu się i nie zgnębieniu sprawcy, a teraz każesz mu dać wino?

No to się wzbogacisz. Bo wino zapewne nie najtańsze, a koszulę sam sobie wypierzesz używając na to 1/3 opakowania proszku za 6zł.

Idąc Twoim tokiem rozumowania to prosząc o wino musiałbyć mu oddać koszulę.

A na poważnie - nie interesuje mnie wino/piwo/wódka. Chcę TYLKO z powrotem koszulę w takim stanie jak była. Nie musi być nowa. Ale jak się inaczej nie da (plama bedzie widoczna) to musi byc nowa.

Napisano

> A do samochodu mam takie samo bez emocjonalne podejście jak do czajnika czy laptopa.

miło mi poznać zakamuflowaną osobę z TOP 100 wg. Forbes'a.

Ja do najbiedniejszych nie należę ale auta do czajnika jeszcze mi się nie zdarzyło porównać.

Napisano

> Rozbawiłeś mnie "profesjonalnym wyczyszczeniem" koszuli

> Ja bym powiedział kelnerowi, że zostawia butelkę wina na stole, nie dolicza jej do rachunku i po

> problemie.

No wiesz.. trochę trzeba ubarwić i dodać analogii do ASO. Chodzi o to, że przejechanie ściereczką nie załatwi sprawy ("bo przecież jest prawie tak dobrze jak przedtem")

> Pralkę mam, to sobie koszulę wypiorę

Wszystko zależy jaką koszulę i czy da się sprać. Ale to OT. Poza tym mógł wylać na garnitur.. Albo na Twoją Matkę jakby tam przechodziła.

> Nigdzie nie powiedziałem, że nie oczekuję naprawienia szkody, ale nie "nabijam rachunku".

Ale chyba nikomu nie chodzi tu o nabijanie rachunku. Chodzi tylko o to że nie widzimy powodu że ma być taniej niż przy zwykłej szkodzie bo sąsiad płaci.

A ponieważ podobnie jak AlbinR uważam, że standardowo to jest wstawić do ASO (z różnych względów - chociażby gwarancji, czy technologii producenta) czy też wynajęcie samochodu zastępczego porównywalnej klasy (ja na klasę niżej mogę się bez problemu zgadzam, ale już nie dwie) to nie obchodzi mnie kto w efekcie za to zapłaci.

> jak ich na to nie stać dziś-za tydzień - nie ma problemu, niech załatwią coś na czym się da

> bajki i wiadomości oglądnąć do czasu jak załatwią problem z plazmą.

No ale jakby ci przynieśli czarno-biały przenośny telewizorek z piwnicy to byś chyba wybrzydzał? Albo powiedzieli że "to prawda że miałeś 42" ale chyba nie będziesz oczekiwał że ci taki odkupimy.. przecież 28" też ci wystarczy.. a tamten to już trochę zużyty był.. a my nie chcemy za dużo wydawać"

Napisano

> Ja do najbiedniejszych nie należę ale auta do czajnika jeszcze mi się nie zdarzyło porównać.

A czemu uważasz, że to ma związek ze statusem materialnym ?

Biedny jestem, ale samochód traktuję jak czajnik - samochód ma wozić moją d.. a czajnik ma gotować wodę.

Napisano

> A czemu uważasz, że to ma związek ze statusem materialnym ?

> Biedny jestem, ale samochód traktuję jak czajnik - samochód ma wozić moją d.. a czajnik ma gotować

> wodę.

nie chcę Ci dogadywać, bo nie wiem czym jeździsz. Ale może tutaj jest istota rzeczy.

Podpowiem, że mam w domu trzecie auto, którym jeżdzę ja lub żona 2 ulice dalej do sklepu, na większe zakupy. Stoi przed domem, na ulicy nawet nie wjeżdzam na posesję. Powiem Ci, że to auto faktycznie traktuję jak torbę i nic więcej.

Ale warte jest może z 3tys.

Napisano

> nie chcę Ci dogadywać, bo nie wiem czym jeździsz. Ale może tutaj jest istota rzeczy.

Być może.

Jakbym się spiął i kupił auto na które mnie nie stać, to może bym i miał stresa.

To tak samo jakbym kupił czajnik ze złota i szlachetnych kamieni i bał się go używać zgodnie z przeznaczeniem.

Kupuję i auto i czajnik na którego używanie mnie stać.

> to auto faktycznie traktuję jak torbę i nic więcej.

> Ale warte jest może z 3tys.

No i z tego jasno wynika, że auto "z podpisu" jest dla Ciebie kapliczką. Nie umiesz traktować go użytkowo.

Napisano

"... Bo jak dla mnie, po ludzku by była bramka nr 3 ..."

Popieram ok.gif. Pierwsza wersja odpada, bo skoro to jest LEPSZY samochód, to nie można go wyklepać w "stodole". Druga opcja także odpada, bo nie jestem mściwy.

Powinna być opcja trzecia: skoro była policja, to załatwić wszystko normalnie, w serwisie, bez naciągania sprawcy. Za jazdę na bani i tak sąd wymierzy karę ok.gif. Oby surową ok.gif.

Napisano

> Być może.

> Jakbym się spiął i kupił auto na które mnie nie stać, to może bym i miał stresa.

> To tak samo jakbym kupił czajnik ze złota i szlachetnych kamieni i bał się go używać zgodnie z

> przeznaczeniem.

> Kupuję i auto i czajnik na którego używanie mnie stać.

> No i z tego jasno wynika, że auto "z podpisu" jest dla Ciebie kapliczką. Nie umiesz traktować go

> użytkowo.

Nie rozumiesz. Auto z podpisu to AUTO. To, o czym pisałem wyżej to Tico, rocznik 99. Progi, maska, klapa skorodowane. Ogólny stan zły - za wyjątkiem czesci, które odpowiadaja za bezpieczenstwo.

Auto traktuję jak auto. Tico traktuję jak torbę. Podjeżdzam wózkiem z zakupami, nie interesuje mnie, ze jest z górki i np. wózek mi walnie w auto. Zawsze póknie. Cieszy mnie to nawet. Wiesz czemu? Bo po to go kupiłem, by się nie stresować eksploatacją torby na zakupy. Pod domem nie raz stał otwarty całą noc, a zdarzało mi się wozić nim luzem 150kg drobnych kamyczków na podsypkę do ogródka.

Kumasz już róznicę czy dalej tlumaczyc?

Napisano

> Być może.

> Jakbym się spiął i kupił auto na które mnie nie stać, to może bym i miał stresa.

> To tak samo jakbym kupił czajnik ze złota i szlachetnych kamieni i bał się go używać zgodnie z

> przeznaczeniem.

> Kupuję i auto i czajnik na którego używanie mnie stać.

Hmm.. mnie nie stać na wyrzucenie czajnika za 100PLN zaraz po kupnie (ok, stać.. ale jest to strata mająca już jakieś znaczenie).

Tak samo mnie nie stać na wyrzucenie samochodu po dwóch latach eksploatacji.

Stać mnie na samochód który kupuję, przy założeniu że jakiś czas nim pojeżdżę. A także, że po okresie eksploatacji będę go mógł sprzedać za jakieś mniej więcej określone pieniądze (pojęcie wartości rezydualnej). Tutaj podstawowa różnica między czajnikiem a samochodem. Samochód używany, ma dość wysoką wartość. Czajnik używany praktycznie wartości nie ma.

Nikogo nie stać, na żaden samochód jeśli mamy zakładać, że go stać jeśli nie przedstawia dla niego żadnej wartości.

Można mówić że kogoś na coś stać raz na jakiś czas. Mnie nie stać żeby samochód kupować co pół roku (bo jakiś pijak mi go rozbił). Nie stać mnie również żeby raz w tygodniu kupować czajnik, raz w miesiącu telewizor, raz na 5 lat dom..

W ten sposób można stwierdzić, że wszystko co mamy, jest w pewnym sensie naszym dorobkiem (z czego tak się śmiałeś), bo pracujemy na to przez cały czas i cały czas musimy ten dorobek w jakiś sposób odtwarzać. Powiem szczerze - gdyby mi się na raz popsuły - lodówka, pralka, zmywarka, telewizor i sprzęt grający to nie stać mnie, żeby z bieżących dochodów je kupić, a oszczędności by mi to nadwyrężyło poważnie. Czy z tego wniosek, że mnie na to nie stać?

Napisano

> Nie rozumiesz. Auto z podpisu to AUTO.

Das Auto.

Przepraszam, MSPANC.

> Auto traktuję jak auto. Tico traktuję jak torbę.

> Kumasz już róznicę czy dalej tlumaczyc?

Próbuj dalej, bo ja to widzę tak - Das Auto traktuję jak kapliczkę, Tico traktuję jak auto.

Co za różnica torba, czy auto ? Ma spełniać swoje zadanie - torba przenieść zakupy, auto przewieźć moją d...

Posiadanie auta, którego obawiam się używać i do używania kupuję drugie, jest dla mnie niezrozumiałe.

Inna sprawa, że nie rozumiem układu, kiedy mąż jeździ lepszym i nowszym autem, a żona jakąś padliną - bo przecież w razie W prędzej chłop sobie poradzi i zdrutuje tą padlinę tak, żeby do domu dojechała.

BTW - Tico seryjnie i fabrycznie pozbawione jest elementów wpływających na bezpieczeństwo jazdy.

Napisano

> Stać mnie na samochód który kupuję, przy założeniu że jakiś czas nim pojeżdżę. A także, że po

> okresie eksploatacji będę go mógł sprzedać za jakieś mniej więcej określone pieniądze (pojęcie

> wartości rezydualnej).

Rozumiem, z pewnym wszakże założeniem - że nie będę się spinał i rwał włosów z głowy, jeśli stare auto sprzedam za 70% ceny, którą założyłem że za niego dostanę.

> Nikogo nie stać, na żaden samochód jeśli mamy zakładać, że go stać jeśli nie przedstawia dla niego

> żadnej wartości.

Bez przesady. Znam co najmniej kilka osób, na których poziom życia oddanie za 0 zł aktualnie używanego samochodu nie wpłynęłoby w żaden sposób.

Uważam ich za mających b.dobry status materialny, ja takiego nie mam, jednak nie wpływa to na moje podejście do samochodu.

Napisano

> Rozumiem, z pewnym wszakże założeniem - że nie będę się spinał i rwał włosów z głowy, jeśli stare

> auto sprzedam za 70% ceny, którą założyłem że za niego dostanę.

Oczywiście, tutaj jest spora płynność. Ale przyznasz że różnica między mieć powiedzmy 20000 a nie mieć 20000 jest znaczna (niektórzy powiedzą że 40000 ;-) )

> Bez przesady. Znam co najmniej kilka osób, na których poziom życia oddanie za 0 zł aktualnie

> używanego samochodu nie wpłynęłoby w żaden sposób.

Albo bardzo tanie samochody, albo bardzo majętni ludzie. Mam znajomych którzy maja na pewno lepszy status materialny od mojego, ale nawet wyrzucenie 1000 to nie jest dla nich ot tak.. Chociaż nie zaczęli by bez tych 1000PLN głodować.

> Uważam ich za mających b.dobry status materialny, ja takiego nie mam, jednak nie wpływa to na moje

> podejście do samochodu.

Wiesz, może ja jestem sknera (chociaż jestem z Polski centralnej). Ale nawet wyrzucać coś za kilka złotych jest mi po prostu szkoda. Każdą złotówkę oglądam dokładnie, chociaż gdy mi na czymś zależy to kupuję wcale nie najtańsze.

No i lubię gdy rzeczy którymi się posługuję są w ładne i nie zniszczone. Dlatego przykro mi z powodu każdej rysy na samochodzie, tak samo jak mi przykro z powodu rysy na lustrze w łazience, odbitym uszku w ulubionej filiżance, czy rozbitym kafelku.

Dlatego w każdym wypadku dążę do minimalizacji ryzyka takich uszkodzeń - przed supermarketem parkuję daleko, ładnych kieliszków nie myję w zmywarce tylko ręcznie, dzieciom nie pozwalam jeździć samochodzikami po szklanym stole, stalowy czajnik przecieram gdy się zabrudzi, żeby ślady nie zostały, odbity tynk na bieżąco uzupełniam.

A w sumie poobijany samochód nadal jeździ, wyszczerbiony kieliszek nadal może służyć do picia, przez porysowany telefon nadal można rozmawiać, poobijane ściany w domu też chronią przed wiatrem i chłodem..

Czyli w sumie to samochód tak samo traktuję jak czajnik - czyli chcę żeby były idealne.

Jedynie czajnik można naprawić tańszym kosztem - i tu jest różnica. Tak samo jak mniej się zmartwię dziurą w skarpetce niż trwale poplamionym płaszczem za 500PLN. Czy z tego wniosek że mnie na ten płaszcz nie stać?

Napisano

> Albo bardzo tanie samochody, albo bardzo majętni ludzie. Mam znajomych którzy maja na pewno lepszy

> status materialny od mojego, ale nawet wyrzucenie 1000 to nie jest dla nich ot tak..

No, samochody raczej górnopółkowe. Co prawda nie ferrari ani bugatti, ale też nie dacia czy tata.

To, że ich na to stać, nie oznacza że tak robią. Bardziej to, że jak auto ma 3-5 lat idą do salonu, wybierają nowe i stare zostawiają w rozliczeniu, nie usiłując go sprzedawać na własną rękę za 1 kzł więcej.

> No i lubię gdy rzeczy którymi się posługuję są w ładne i nie zniszczone. Dlatego przykro mi z

> powodu każdej rysy na samochodzie, tak samo jak mi przykro z powodu rysy na lustrze w

> łazience, odbitym uszku w ulubionej filiżance, czy rozbitym kafelku.

Jestem a stanie to zrozumieć, dopóki nie powoduje to utrudniania mojego życia.

> Dlatego w każdym wypadku dążę do minimalizacji ryzyka takich uszkodzeń - przed supermarketem

> parkuję daleko, ładnych kieliszków nie myję w zmywarce tylko ręcznie, dzieciom nie pozwalam

> jeździć samochodzikami po szklanym stole, stalowy czajnik przecieram gdy się zabrudzi, żeby

> ślady nie zostały, odbity tynk na bieżąco uzupełniam.

Zostawianie samochodu daleko, gdy można blisko jest dla mnie utrudnianiem życia.

Co do innych rzeczy - to zależy - jeśli np. miałbym myć ręcznie (mając zmywarkę) kubek z którego piję herbatę, bo się zniszczy - to bez sensu.

Jeśli dotyczy to serwisu obiadowego używanego raz na jakiś czas - może być.

Auto ma mi służyć a nie ja jemu.

> A w sumie poobijany samochód nadal jeździ, wyszczerbiony kieliszek nadal może służyć do picia,

> przez porysowany telefon nadal można rozmawiać,

Można też przez parę lat nie przejmować się pierdołami i wymienić zużytą rzecz na nową.

Napisano

> No, samochody raczej górnopółkowe. Co prawda nie ferrari ani bugatti, ale też nie dacia czy tata.

> To, że ich na to stać, nie oznacza że tak robią. Bardziej to, że jak auto ma 3-5 lat idą do salonu,

> wybierają nowe i stare zostawiają w rozliczeniu, nie usiłując go sprzedawać na własną rękę za

> 1 kzł więcej.

Różnie to bywa. Ja znam takich, których stać, ale będą się "dla zasady" o każde 10PLN targowali.

> Jestem a stanie to zrozumieć, dopóki nie powoduje to utrudniania mojego życia.

No tak długo, jak nie porysujesz mojego samochodu to nie będzie problemu ;-)

> Zostawianie samochodu daleko, gdy można blisko jest dla mnie utrudnianiem życia.

A dla mnie nie jest utrudnianiem sobie życia. Wiekszym utrudnieniem by było naprawienie wgniotek, bo więcej czasu zajmuje i pieniędzy. A nie lubię gdy samochód ma wgniotki (tak samo jak wyszczerbiony kubek czy postrzępiona koszula powodują u mnie dyskomfort)

Napisano

O ile auto jest duzo warte itd to mix opcji. Naprawiam w ASO bo nie bede dawal auta do kowala, ale tez nie generuje niepotrzebnych kosztow.

Napisano

>. A nie lubię gdy samochód ma wgniotki

Też nie lubię. Ale bardziej nie lubię dymać do sklepu z drugiego końca parkingu, zwłaszcza że to wcale mi nie zagwarantuje tego, że jak już wyjadę spod sklepu, ktoś mi nie zapakuje w zderzak i będę miał dużą "wgniotkę".

> (tak samo jak wyszczerbiony kubek czy postrzępiona koszula powodują u mnie dyskomfort)

Wyszczerbiony kubek czy postrzępioną koszulę wyrzucam, wgniotkami na aucie się nie przejmuję, bo nie mam wpływu na to że powstają.

Znaczy - mam, mógłbym nie używać tego auta, tylko go "mieć" a jeździć jakimś padłem typu Tico.

Napisano

> Różnie to bywa. Ja znam takich, których stać, ale będą się "dla zasady" o każde 10PLN targowali.

> No tak długo, jak nie porysujesz mojego samochodu to nie będzie problemu ;-)

> A dla mnie nie jest utrudnianiem sobie życia. Wiekszym utrudnieniem by było naprawienie wgniotek,

> bo więcej czasu zajmuje i pieniędzy. A nie lubię gdy samochód ma wgniotki (tak samo jak

> wyszczerbiony kubek czy postrzępiona koszula powodują u mnie dyskomfort)

Ostatnio rozmawiałem z pracownikami swoimi n/t/t. W trakcie rozmowy wyszło już nie wiem jak ale coś na zasadzie, że "szefie, co to dla pana 100zł" . No i musiałem ripostować. Otóż dla mnie 100zł to jest dużo. Na ulicy jeszcze nie znalazłem, nie widziałem by leżały. Muszę na nie zarobić. Bo mam samochód, dom, jeżdzę na wakacje.

I bardzo ładnie Panom wytłumaczyłem to i owo. Otóż ja po prostu patrzę na co wydaję pieniądze i robię to z tzw. głową. Ponadto nie palę, nie piję.

A Pan, który mi to powiedział pali 1xpaczke dziennie, jego żona również, do tego wypija conajmniej 2 piwa na dzień.

Ładnie mu to wszystko podliczyłem, mniej więcej tak:

1) papierosy - 30dni x 8zł paczka dziennie x 12 miesięcy x 2 bo żona pali tyle samo = ok. 5500zł rocznie

2) Alkohol (piwo) - 2 piwa dziennie - razem 5zł x 30dni x 12miesięcy = około 1800zł rocznie

Papierosy + piwo = około 7.300zł rocznie (on i żona)

Równocześnie chłop mi się żali, że na wakacje nie jeździ, bo nie stać ich, próbując przez kwiatek przemycać informacje o podwyżce.

No to powiedziałem, że on swoje wakacje przepala i przepija, bo za 7300zł to by 2 raz w roku zaliczył Turcję przez 7dni.

Proste? Do bólu.

Ludzie nie umieją oszczędzać, szanować czegoś, tylko stosują agresywnie konsumpcyjny tryb życia. A tacy jak ja, którym się niby lepiej wiedzie (prym wiedzie samochód wśród ludzi, bo taaaaaaka fura) to na pewno złodzieje.

Napisano

Dodam jeszcze informację, iż napisałeś wyraźnie "zalany w płaskorzeźbę" czyli to nie było podpicie ale grube pijaństwo.

Czy w takiej sytuacji można mówić o jakichkolwiek skrupułach?

Z resztą sprawa zatacza szerszy krąg, bo ktoś chyba widział jak ten pijak bierze kluczyki, potem wsiada w samochód.

Napisano

po bandzie, aso i wszystko chyba, ze kumpel wtedy kasa to nie wszystko jak jeszcze trafiło na bogola

Napisano

> Też nie lubię. Ale bardziej nie lubię dymać do sklepu z drugiego końca parkingu, zwłaszcza że to

> wcale mi nie zagwarantuje tego, że jak już wyjadę spod sklepu, ktoś mi nie zapakuje w zderzak

> i będę miał dużą "wgniotkę".

A ja uważam że taki spacerek mi nie zaszkodzi..

> Znaczy - mam, mógłbym nie używać tego auta, tylko go "mieć" a jeździć jakimś padłem typu Tico.

Niektórzy to jednak mają strasznego pecha. Mam dwa samochody których codziennie używamy.

Nie pieścimy się jakoś szczególnie. Codziennie parkuję przed pracą, parkuję w mieście na zwykłych parkingach (nie strzeżonych). Jeżdżę na wakacje, po zakupy.

Żona parkuje przed szkołą i przedszkolem. Jedynie w nocy samochody stoją w indywidualnym garażu.

Jedyne środki "ostrożności" to nie wciskanie się w ciasne miejsca, wybieranie takich miejsc że mniejsze jest prawdopodobieństwo obicia, w miarę możliwości parkowanie równoległe zamiast prostopadłego. No i parkowanie dalej od wejścia do supermarketu.

Żadnego okładania samochodu poduszkami.. parkowania na 4 miejscach parkingowych po skosie itp.

Jak dla mnie to brak odczuwalnych niedogodności.

I w ciągu 7 lat miałem chyba 3 wgniotki. Może 4 na wszystkich samochodach. I na bieżąco je naprawiałem (magik wypychające takie uszkodzenia bez ingerencji w lakier)

Może jedynie kwestia tego, że w nocy nie parkuje pod blokiem.

Napisano

> Czy w takiej sytuacji można mówić o jakichkolwiek skrupułach?

kazdy moze miec zly dzien

Napisano

> Niektórzy to jednak mają strasznego pecha. Mam dwa samochody których codziennie używamy.

Mam podobnie.

Co do pecha - "auto stare" (aktualnie 6 letnie) nie zaliczyło żadnej wgniotki parkingowej (poza dużą "wgniotką" gdzie pan nie wyhamował i wepchnął poprzedzające go auto w zderzak "mojego" auta), "auto nowe" zaliczyło wymianę przedniej szyby i parkingową wgniotkę w okolicy klamki w ciągu 6 m-cy.

Napisano

> Czyli rozumiem, że ten pierwszy by Ci sfinansował to wszystko, taki dobry?

Umiesz czytać coś czego nie myslalem i nie pisałem.... no.gif

>Nie, no paranoja.

Też bym nazwał imputowanie komus własnego zdania. zlosnik.gifzlosnik.gifzlosnik.gif

>Ja już

> nie mówię nawet o tym, że w ten sposób dajesz przyzwolenie na takie akcje.

Jakie akcje?

Mam sasiada bardzo przyzwoitego a do tego kompletnego abstynenta... jakby wjechał w mój samochód po alkoholu to sytuacja musiała by byc wyjątkowo extremalna - wiec moze warto

sie zastanowic OCB?

> przeciętnego Kowalskiego jest tak prosty jak on sam - raz się dało, to teraz też sie uda. I

> potem oglądasz sobie po 1list. statystyki złapanych na podwójnym gazie.

> Bardzo dobrze NARODZIE, ukrywajcie, ukrywajcie.

A drugie zdanie przeczytałeś czy tez percepcji wystarczyło tylko na jedna linijkę?

wiec zacytuję specjalnie dla Ciebie..

Quote:

Ale mam tez takiego co przeczołgałbym go po calosci....


Napisano

Pomijam twoje arcyprzedziwne wypociny literackie i specyficzne słownictwo...

Po pierwsze policję wezwano słusznie. Sąsiad musi ponieść karę za jazdę po pijaku. Nawet jeśli jest przyjacielem rodziny rzekomo.

Po drugie nie ma znaczenia w jaki sposób naprawisz pojazd, czy z OC sprawcy i UFG, czy z polisy AC i regres czy tez polubownie. W każdym przypadku sprawca dostanie po kieszeni. A wielkość tej sumy nie powinna niczego usprawiedliwiać. Ostatnia opcja może mieć przykre konsekwencje jak kolesia posadzą, bo np. była to recydywa a miał np. 1 promil.

Po trzecie - dlaczego ludzie próbują ratować tyłki pijanym kierowcom?

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

Ostatnio przeglądający 0

  • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tego serwisu, wyrażasz zgodnę na naszą Polityka prywatności oraz Warunki użytkowania.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.