Po pracowitym lecie i jesieni (po części dzięki COVID) udało się poskładać auto do kupy.
Na początek poszły hamulce wleciał cały nowy set tarczówek:
Tutaj trzeba przyznać, że nadkole jest gigantyczne, dorosły mechanik wchodzi bez problemu
Wleciał odnowiony tył:
Do wnętrza zdecydowałem się nie zakładać wodochłonnych i drogich mat wygłuszających, więc użyłem wygłuszenie i wytłumienia rodzimego producenta:
Następnie po walce z serwo hamulców (odnowiony OEM !) poszła instalacja elektryczna. Nie wiem czy nie wspominałem, ale całość poszła oryginalna, wszystkie złączki, kabelki wtyczki - nic nie było uszkodzone przez tyle lat !!!! Wyczyściłem ją jedynie i dałem nową taśmę (wtedy nie stosowało się peszli).
Co ciekawe wiązka ma jeszcze zżółknięte metki FoMoCo z dziwnymi numerkami .... te numerki to numery wiązek, które są opisane na schemacie. Jest ich aź 5 : Aku - wnętrze ze światłami i urządzeniami w komorze, wiązka deski rozdzielczej, wiązka tylnich świateł i wiązka dachu (kabrio) oraz którka wiązka silnika (czujnik okleju, temp i zasilanie dystrybutora). Miałem lekki problem z podpięciem wiązki dachu, które idzie od aku do przełącznika jednym przewodem. Podpina się go poprzez taki dziwny bezpiecznik z płyty pilśniowej wkręcony na normalne wkręty do nadwozia. U mnie oczywiście był to jeden spory kawałek rdzy. Jak się okazało ów złączka/bezpiecznik zgodny z oryginałem to ok 80USD. Można zastosować plastik za kilka zł, ale zdecydowałem się wyczyścić sklejkę i owe styki .
Dołożyłem też samodzielne zregenerowany ukł wspomagania, tj siłownik i sterownik serwa. Tutaj też była niespodzianka. Sterownik jest nakręcony na poprzeczny układ kierowniczy i niestety nie pasował mi siłownik. Po przebadaniu dokuemntacji tech okazało się, że cały układ był przykręcony do góry nogami ... w sumie lakiernik/blacharz nie musi się na tym znać. Co dziwne poza serwem wszytsko pasowało, nawet drążki kierownicze z drugiej strony.
Komora gotowa na silnik:
Chwilę potem + 2 dni urlopu i był już taki efekt:
Niestety poległem na pierwszym odpaleniu. Silnik zastartował po jednym obrocie , ale gasł. Był non stop zalewany, czyli wina gaźnika. Przyczyna to źle założona uszczelka pod Power Valve, gaźnik był jedną z nielicznych rzeczy którą zleciłem do odbudowania na zewn.
Po poprawieniu tego (w sieci jest mnóstwo stron nt), ustawieniu zapłonu silnik w końcu zagadał normalnie.
Odżyły zegary, ruszyła temp i olejenie.
Chwilę potem pierwsza próba załączenia Drive i auto jedzie , biegi działają, nawet prędkościomierz ładnie działa.
Jeszcze odnośnie deski, to też kosztowała mnie trochę pracy, bo zakład który robił chrom dał ciała po całości i zamalował mi wszytsko.
Na szczęście udało się odzyskać blask (zdjęcie jeszcze przed) :
Chwilę potem Mustang pojechał na wycieczkę w górę i wrócił już z takim kompletem:
2x 2.2" + tłumiki przelotowe, wszystko zgodne z epoką, w wykonaniu nierdzewnym
Doszły światła i rejestracja (z Chin 😞
W ubiegłym tygodniu znów była trasa, tym razem na wschód w celu zrobienia w końcu dachu. Na koniec sezonu auto trafiło do garażu na okres zimowy:
Brakuje jeszcze trochę chromów, wnętrza i przede wszystkim kół. Te elementy już płyną, więc mam nadzieję że wiosną auto będzie niemal kompletne i będzie można je zarejestrować .