O! Znów wątek o moim, ulubionym, ukochanym Oplu. Wiecie, że w Insi nawet guziki na kierownicy są na opak? Samochody z nudnej cywilizacji zachodniej mają sterowanie głośnością pod lewym kciukiem, a np. tempomat pod prawym. A nasza, kochana "Isia" ma głośność pod prawym, tempomat pod lewym.
Był okres, że szczerze myślałem, iż projektował to ktoś, kto trzeźwy tylko bywa. No przecież jeśli jadę po mieście, mieszam prawą ręką tymi biegami to ułatwieniem jest, aby operację podgłośnienia najnowszego Justina zrobić lewą ręką...bo jeśli prawą...to mogę to zrobić pokrętłem na desce. Ale ostatnio zrozumiałem, że w tych detalach Insi jest ukryte drugie dno. Myśląc rzeczowo, wszystko, ale to wszystko w tym aucie jest nie tak. Wszystko jest trudniej, gorzej, wolniej, ciaśniej...i tego jest tak...nie pasuje słowo "dużo"...bo tego jest tak...wszystko, że irytacja zamienia się w fascynację.
Co trzeba zrobić, żeby pokochać Insię? Trzeba włączyć w głowie tryb...coś a'la Monty Python. Np. jeśli swędzi Was lewa łopatka to nie możecie chcieć podrapać się prawą ręką. Musicie wtedy chcieć spuścić wodę w ubikacji naciskając spłuczkę kijem od miotły i wierzyć, że swędzenie ustąpi. W tym stanie umysłu Insignia jest naprawdę super autem, jazdą nią przygodą, a kupowanie jej odkrywaniem nowych lądów. Żadnej racjonalności, żadnej, chłodnej, nudnej kalkulacji. Amiga, Mac, Prawo i Sprawiedliwość oraz Insignia to nie są rzeczy, to stany umysłu. To świat, w którym czarne dziury są płytkie jak kałuża.
Avensis vs. Insignia? Avensis jest symbolem sprowadzenia człowieka do perfekcyjnej maszyny, która w umyśle, sercu i na całym ciele ma słowo "procedura". Insignia jest czymś, czego DaVinci, Einstein, Maria Curie oraz "dżej kej" nie byliby w stanie zrozumieć w żadnym calu. Ale zagłębienie się w nią pokazuje nam jak bardzo ludzcy jesteśmy.
Pozdrawiam.