Zawartość dodana przez p i p p
-
Opel Insignia - zaglądam pod spódnicę
> Jest jeden wahacz - narzekają, że tylko jeden. > Były by dwa - o matko, po co dwa, jak można jeden. Auto proste, tanie, małe, lekkie - jeden OK. Auto wypasione, ciężkie, limuzynopodobne - powinien być ambitniejszy układ. > Widzę, że ktoś chciał powytykać Oplowi wady, ale chyba nie za bardzo wyszło. Nie chodzi o wytykanie wad. Chodzi o pewną filozofię techniczną... > Więc ja w najbliższym czasie postaram się zrobić zdjęcia zawieszenia przedniego w Audi A4 B5/Passat > B5, Suberb I, pośmiejemy się z tego, co tam konstruktorzy wymyślili. 4 alu-wahacze. Bardzo ambitnie. Nikt nie powie złego słowa na to zawieszenie jeśli jechał B4 i potem B5. Ale jest drogie - fakt. Jednak porównując Audi z połowy lat 90-tych i Opla z końca dekady XXI w. to przepraszam... pzdr
-
Opel Insignia - zaglądam pod spódnicę
> Co jest fajnego w tym Flexie ? To lekarstwo na mega nudę tego auta. > Ile razy zmieniałem tryb to jedyne odczucie to inny kolor > podświetlania deski Nie wygłupiaj się. Zmieniają się nastawy amortyzatorów, rekacje gazu, kierownicy, a wszystko to jest jeszcze konfigurowalne w menu. Tryb "tour" fajnie poprawia komfort, jest leniwe, buja się i fajnie pasuje do charakteru auta i masy. "Sport" powinien nazywać się "active tour" , ale różnica jest wyraźna. "Default" to nie wiem co to ma być...tryb ten obnaża ułomność tego auta, a Flex maskuje. Jeśli nie odczuwałeś, być może w menu są wyłączone elementy, które mają się aktywować po wciśnięciu sporta. > W robocie mamy jedną 2.0 cdti z Haldexem, 2 lata i jeszcze jeżdzi, z głównych rzeczy jeszcze nic > się nie zepsuło. Wow!
-
Opel Insignia - zaglądam pod spódnicę
> Wiesz co, oczywiscie mozna narzekac, ze nie ma podwojnego wahacza itp ale jakos w Lancerach Evo tez > z przodu jest prosty McPherson i nikt nigdy nie narzekal Lancer nie ma tak gigantycznej masy własnej!
-
Opel Insignia - zaglądam pod spódnicę
> a oprócz tego przeszedł mu w tryb sport. To prawda, ale mnie się wydaje, że to był nawet tryb "race track".
-
Opel Insignia - zaglądam pod spódnicę
> Co tak mokro. Woda z ulicy. Chociaż wyciek z Haldexa był...nie widać na zdjęciach.
-
Opel Insignia - zaglądam pod spódnicę
> 1. Ile czasu wytrzymał już ten wahacz? 3 lata...w tym 2 lata stania w salonie. 47 kkm. > 2. Po co Ci środkowy tłumik? Przyzwyczaiłem się. > Jeśli Opel wyliczył, że wystarczy końcowy, decybele są git, ekologia > jest git, moc silnika git. To na grzyba mnożyć tłumików? Nie wiem czy będzie git z trwałością lub w sytuacji przedmuchu przy końcowym... > Ale faktycznie zastanawiająca jest komplikacja zawieszenia z tyłu i cel tego Cel ja rozumiem, ale dziwi mnie, że z przodu wóz drabiniasty, a z tyłu wypas. Pozdro.
-
Opel Insignia - zaglądam pod spódnicę
Opel Insignia 2.0 CDTI 4x4 160 KM. Jako miłośnik Opli i gorący fan samochodu roku...któregoś tam roku postanowiłem pooglądać ten cud techniki od spodu. Zawieszenie przednie: Patrzę, patrzę...z miną pewnie jakąś taką i jestem przekonany, że takie zawieszenie widziałem miesiąc temu jak zmieniałem klocki w Swifcie żony. Samochód klasy D, który ma 1,9 t masy własnej, napęd "quattro" i jeden trójkątny wahacz poprzeczny, kolumna, stabi poprzeczny na długim łączniku i tyle. Fajnie, tanio. Jest jedna ekstrawagancja. Amory na kablach. To FlexRide. Też jest bardzo fajny...tani, kable wiszą jak od lampki nocnej i już zdążył się przetrzeć, ale deska poinformowała uprzejmym komunikatem "SPRAWDŹ UKŁAD ZAWIESZENIA". Dlaczego nie wyświetla się "ooo, nie spodziewałam się...jak każdy kto nie zaglądał pod podwozie". Natomiast z tyłu to zaszaleli. Wpakowali bardzo ciekawy układ czterech wahaczy. Oraz fantastyczne kable od FlexRide'a. Główny wahacz poprzeczny ma 4 punkty mocowania. A w sumie silentbloków jest... zabrakło mi palców do liczenia... Kolejna rzecz, która zaciekawia to układ wydechowy. Nie zdejmując osłony silnika widzimy tylko rurę...dłuuugą rurę, a na końcu tłumik. Instytucja środkowego tłumika straciła sens? Komentarz kolegi: "W moim Scorpio V6 mam 6 tłumików". Insignia jest fajniejsza bo tania. Układ 4x4 jest autorstwa Haldexa, ale druga po FlexRidzie rzecz, która jest fajna, popsuła się - uszczelniacz. Także cóż. Opel jest tani i ma być tani i widać i czuć, że tani...w produkcji. Żeby nie czuć efektów taniości trzeba olać fajne rzeczy w stylu 4x4 czy Flex. Ale ogólnie ciekawe auto...na tyle ciekawe, że inspiruje post na AK. Pozdrawiam i przepraszam za telefonową jakość - brak oświetlenia. Ale widać to co istotne.
-
Do oglądaczy -kolejne perełki z zachodu?
> Ale to wynika ze specyfiki Polski. To miło, że mamy swoją specyfikę, z którą możemy się mierzyć. A tą specyfikę tworzą Polacy dla Polaków. > Sa kraje gdzie licznika sie nie cofa. W sumie mało istotne są te...kraje. Chociaż nie chce mi się wierzyć w taką, naszą wyjątkowość. Ja chcę tylko przekonywać, że te "zła" motoryzacji pochodzą od nas - klientów. Wiara i pragnienie małego przebiegu, zapatrzenie w design i wizerunek to kolczatka na naszych szyjach. I teraz chcemy walczyć. Trzymaj psa na kolczatce i szczuj go na drugiego. Zobaczymy efekt... Ja będę przewrotnie bronił cofaczy (chociaż każdy oszust to dupek), a ganił klientów, którzy patrzą na wygląd i przebieg. Bo nawet jeśli każdy samochód będzie miał prawdziwe wskazanie, a nie zmieni się mentalność to samochód z przebiegiem 63 kkm będzie jeszcze dmuchany i chuchany, będzie miał regularne przeglądy itp. Natomiast taki, który będzie miał 342 kkm będzie ofiarą moto - eutanazji. Stary, wyjechany i tak nikt go nie chce. A powinno być dokładnie odwrotnie. Dbać o stare, starać się i ufać w tolerancję młodych. I to spowoduje podniesienie poziomu kultury technicznej. Napisałeś polska specyfika. Narodowa? Bez kultury (również technicznej) nie ma narodu. Pozdrawiam.
-
Do oglądaczy -kolejne perełki z zachodu?
> Nie mam już siły z Tobą dyskutować, więc tylko krótko poniżej. Miej siłę na dyskusję, ale nie miej siły na promowanie kultu małego kilometrażu. Jak można chcieć jednocześnie, żeby stan licznika był prawdziwy i mały? Co zrobić z autem, które przejechało dużo? Zwróć uwagę jakim absurdem jest mówienie o przebiegu. Kocham absurdy więc piszę...o faktach. Suzuki mojej żony ma 51 kkm. W Dacii mam 34 kkm, a w Audi 241 kkm. I pytanie pasujące do klimatu absurdu: Które auto ma najlepszy hamulec ręczny? Odpowiedź: Audi. Dlaczego te 200 tysięcy kilometrów nie zjadło tego ręcznego? Na podstawie czego łączymy przebieg ze stanem? Dlaczego mam oczekiwać wyższej ceny od auta z mniejszym przebiegiem? Czy jego prawdziwość ma podnieść czy obniżyć cenę? Analizowanie tego jest absurdalne i tragikomiczne. > Tak! Pierwszy właściciel wyklucza handlarzy. Wszystkie auta są od pierwszego właściciela...do czasu jak mają drugiego. Dlaczego jest takie okienko, a nie miejsce na podanie grubości tarcz hamulcowych? > Tak! Porównaj ceny w Polsce i Europie i pomyśl, jakim cudem u nas są w niższej cenie. Cena to jest w ogóle osobna sprawa. Większość pisze, że ma xx tysięcy i oczekuje klimy, tempomatu i radia na olej napędowy. Nie od tej strony. Powinno się pisać, że stać mnie na utrzymanie w dobrym stanie samochodu małego i miejskiego. Albo stać mnie na utrzymanie samochodu terenowego. Wtedy powinno się szukać czegoś w dobrym stanie i dopiero negocjować cenę. Taka zasada u klientów mobilizowałaby do dbania o auto, mobilizowała do kupowania aut, na które nas stać i ograniczyłaby monopolizowanie rynku przez produkty volkswagenopodobne. Korzyści? Same i dla wszystkich. Ceną kończymy, a nie zaczynamy. Zaczynamy możliwościami. Rynek samochodów używanych jest niesamowitym zjawiskiem, który mówi o człowieku. Jest to połączenie pragmatycznych, chłodnych, rzeczowych argumentów sprzedającego, żeby auta się pozbyć bo go już nie chce z niepojętymi, zahaczającymi o religię przeżyciami, marzeniami i wyobrażeniami kupującego, który w tym duchowym uniesieniu jest oczarowany, ale i nieufny, wątpiący i wierzący. Jeden gość po prostu sprzedaje BMW, a drugi kupuje prestiż albo odcina się od społeczności gorzej wykształconych miłośników strojów sportowych. Jest w tym coś niesamowitego. Na koniec apel: Cofacze! Skręćcie wszystkie liczniki na świecie, będzie spokój z tematem...nie zapomnijcie też o moim wodomierzu. Pozdrawiam.
-
Do oglądaczy -kolejne perełki z zachodu?
> Ok, rozumiem, że te "osłonięte i umieszczone wysoko" się nie zużywają. Zużywają, ale nieporównywalnie wolniej. Wystarczy wtedy przeanalizować czy auto ma 3 lata czy 13. > No i co w związku z tym? No i to, że drogomierz jest bzdurnym gadżetem, którego nie powinno być w aucie bo nic nie mówi. > Stan samochodu, to wypadkowa badania i konstrukcji? Wiedza o jego stanie. Skrót myślowy... > Bzdura. Wiem, stąd cały przemysł cofaczy, przepisy i "walka". > Nie, ta walka chce zmusić oszustów do przekazywania kupującym informacji o faktycznym przebiegu > auta. Ale jaki jest cel takiej wiedzy? Np. wiesz, że moje Audi ma 241 kkm, a Toyota 125 kkm. Co możesz powiedzieć na tej podstawie? > Łomatko - skąd Ty takie wnioski wyciągasz? Z psychozy przebiegu. Z wiary w cyferki. Z przekonania wielu ludzi, że każdy kilometr przejechany to kolejny gwóźdź do trumny samochodu. Wiedza o przebiegu samochodu, a już szczególnie wiedza o przebiegu samochodu cudzego czyli używanego jest w zupełności zbędna. Może być to ciekawostka w stylu ile km'ów jest z Warszawy do Lizbony. Ile czasu spędziłem siedząc w samochodowym fotelu itp. Dla klienta, który chce autem jeździć i musi je utrzymać taka wiedza jest warta ZERO. I tylko takie przekonanie rozwiąże problem cofania liczników czyli problem oszustwa. > No właśnie widzę, że się strasznie frustrujesz.... Pociąg ludzi do aut ładnych i do aut z małym przebiegiem mnie frustruje faktycznie. > Jest na to sposób - przy przeglądaniu ogłoszeń odhacz I właściciel i kupiony w Polsce, posortuj od > najdroższych i wtedy przeglądaj. Te okienka to tylko betonowanie bzdurnych stereotypów. 1 właściciel lepszy niż trzech. Kupiony w Polsce lepszy niż kupiony w Europie. Serwisowany w ASO lepszy niż serwisowany w "samochodzie marzeń kup i zrób", 120 kkm lepsze niż 240 kkm. No i oczywiście ładny lepszy niż brzydki. Więc co se klient życzy, klient ma. To czego ludzie chcą, ludzie dostają od handlarzy. Przewrotnie to oni stają na głowie, żeby klient dostał wymarzony towar, a patrzy się na nich spod byka. Za co? Przecież tak się starają. Auto detailing, mycie silnika, niski przebieg, wszystko jest. I biedni klienci z tymi "cudotwórcami" chcą walczyć teraz bo oszukują. Niech klienci chcą aut w dobrym stanie, niezależnie od przebiegu i koloru czy rys. Niech klienci chcą aut sprawnych technicznie i takie auta dostaną od handlarzy bo oferują to o czym klient marzy. I tym klientom życzę aby więcej było takich SKP, na jakiej byłem ostatnio. Nie można z cofaczami walczyć, żeby wklepali na cyferblat tyle ile było poprzednio. Wystarczy ich przekonać, że nikt nie patrzy na licznik, a jak popatrzy i wyjdzie mu z rachunku mniej niż 15 kkm/rok to nie da nawet połowę rynkowej ceny i będzie szukał auta, które jeździło. Pozdrawiam.
-
Do oglądaczy -kolejne perełki z zachodu?
> Na przeglądzie diagnosta stwierdzi, czy przykładowo altek ma 80tkm przebiegu, czy 80tkm x 5 i - > pomimo, że aktualnie działa - za miesiąc trzeba będzie wywalić parę stów na nowe łożyska, > diody czy inne mostki. Jasne, że stwierdzi. Otwiera maskę i mówi: "Ma pan umieszczony alternator nisko, nie jest osłonięty przed wodą i solą, może skapitulować w każdej chwili". Albo: "Ma pan alternator wysoko pod maską i tu woda z ulicy nie ma szans się dostać, prawdopodobieństwo awarii bardzo małe". > Podobnie z szeregiem innych elementów. Problem w tym, że drogomierz pokazuje przebieg od wyjazdu z fabryki, a nie od montażu danego, nowego bądź regenerowanego elementu. Stan samochodu to wypadkowa badania (takiego o jakim piszę) na SKP i konstrukcji, która może być udana bądź nie i jest wyrażana w statystykach. > I - uprzedzając Twoją odpowiedź - nie twierdzę bynajmniej, że stan licznika świadczy o stanie auta. Wiem. Ja chcę wyrazić sprzeciw wobec walki z cofaczami. W interesie klientów, którzy chcą mieć sprawne auto do jeżdżenia jest deprecjonowanie znaczenia stanu licznika. Przykro mi bardzo, że nawet środowiska "petrolhead'skie" przyklaskują walce z drogomierzami. Czasami mam ochotę, żeby w każdym swoim aucie przekręcić licznik i to chętnie do przodu...na 700.000 km. Ta "walka" po prostu tylko buduje właśnie ślepą wiarę w przebieg. Będą wszystkie auta z prawdziwym przebiegiem i ludzie już nawet oleju nie sprawdzą bo jak licznik wskaże 120.007 km to znaczy, że 7 kilometrów temu był duży przegląd. Wszyscy powinni działać na rzecz większej dostępności i jakości kontroli stanu. A ODO powinno się cofać na zero przy każdej zmianie właściciela. A nawet na kąciku naszym szanownym pojawiają się setki postów, które są podszyte tylko podoba się, nie podoba i przebieg i przebieg i mało jeżdżony i super i marzenia o czymś ładnym i z małym przebiegiem. Frustruje mnie to, że aż muszę sobie dać upust emocji...tu właśnie...na kąciku. Pozdrawiam.
-
Do oglądaczy -kolejne perełki z zachodu?
Opis powinien być taki: 10-letni Nissan z dobrym silnikiem 1.8. Niestety auto ma bardzo mały przebieg, jeździło rzadko i na krótkich odcinkach. Zużycie oleju podwyższone, sporo korozji, zaciski hamulcowe wymagają regeneracji, ale ładny lakier i kierownica jak nowa. Także wymaga trochę inwestycji, ale jest ładne i nie ciągnęło lawety. Ja mam taki pomysł, żeby mit przebiegu wreszcie upadł. Chciałbym, żeby każdy handlarz, diler, sprowadzacz w każdym, jednym bez wyjątku aucie cofał licznik na 0 km. I pisał "Niemiec zamówił, ale teściowa mu umarła, nie odebrał i tak auto stało w salonie 5, 10, 15 lat". A na poważnie to zmieńmy rocznik i przebieg na podawanie przebiegu/rok. Np. ogłoszenie takie: Audi A8 D2 TDI 8000 km/rok. Czy coś nam to mówi? Tak. Auto - złom. Inne. Np. Skoda Superb 2.0 20000 km/rok. Ciekawa propozycja, zobaczmy z bliska. Jeśli samochód będzie miał przebieg 15-45 kkm rocznie to statystycznie będzie "igła". A jak się okaże, że ma 80 kkm w rok? To wtedy dopiero patrzymy, który to rok. Jeśli 2013 to wspaniale. Auto jeździło, a nie stało. Jazda zużywa samochód, a stanie go niszczy. Zużyty samochód jest tańszy w eksploatacji, bardziej przewidywalny i pewniejszy niż samochód zniszczony. 15-letnia Kia, która ma 91 kkm to mina, którą strach pojechać z Krakowa do Nowej Huty. Przy okazji podzielę się dobrym doświadczeniem z SKP, na którą pojechałem Toyotą. Standardowe badanie, a chłop bada: 2 miejsca VINu, spaliny, hamulce, zawieszenie + ukł. kierowniczy na szarpakach, stan klocków hamulcowych, stan elastycznych przewodów hamulcowych, bieżnik opon, światła + ustawienie mijania, wycieki, a na końcu spisuje przebieg. Po co spisuje przebieg? Bo jest "moda" na cofanie i walkę z cofaniem. A wystarczy, żeby każdy sobie zrobił takiej jakości przegląd przed kupnem i wszystko jasne. A tu walka z cofaczami. Spisują na SKP. TVN Turbo ukrytymi kamerami śledzi cofaczy, kabaret na całego. Ale ludzie chcą auta z małym przebiegiem więc mają z małym. Gdyby chcieli w dobrym stanie lub z wiedzą o gorszym stanie to by mieli w dobrym i mieliby sprawdzane auta jak była przemaglowana moja Toyka. Także powodzenia z perełkami i dużo zdrowia.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> to był tylko argument pokazujący absurd liberalizacji. Jeśli coś jest powszechnie akceptowane, musi być legalne. Im bardziej jednolite, zgodne i mądre społeczności tym więcej winno być liberalizacji. > ale rodzina nie ma jak wyeliminować takiego agenta, bo nie jezdzi z nim na kursie i nie widzi > totalny brak polotu. Jeśli nie ma jak, trudno. System na pewno tego nie zrobi, a rodzina przynajmniej ma szanse. > ustawodawca robi to tylko pod wybory Każde(!) działanie władzy jest pod wybory. Liczy się efekt... > dał okruszek... coby odwrócić uwagę na moment. I brawo. > co ma na celu? obrazuje potencjalnego kierowcę jendośladu. który jest tańszy i bardziej szpanerski > niż samochód. i często jak widać po forach, jest 5 tysi na motocykl, ale nie ma już ani grosza > na strój. to gdzie kasa na kurs? dobrowolny? Dlatego mówię, że Twój potencjalny kierowca jednośladu to klient, dla którego MINIMUM to 600 w biegach. Skuter 125 jest dla innej rasy. Ty piszesz o młodych, gniewnych, a ja o posiwiałych tatuśkach. > ich kasa, i ten wybór NIE PÓJDZIE na doszkalanie w większości przypadków. To będzie ich strata, ale ich prawo do samodzielnego wyboru to najważniejsza składowa wolności człowieka. > równe prawa wyborcze to absurd. demokracja to absurd. to co opisałeś powyżej to podstawa > technokracji. nie jestem zwolennikiem żadnego, ale to drugie jest lepsze niż to 1. Jak tak to w porządku. Rozumiem Twoje podejście i znajdę na nie tuzin argumentów. Jednak dopóki nie będzie takiego systemu wyborów władz, nie będę się zgadzał na regulowanie ludziom wszystkiego. > ale rower może jechać poza potokiem - po chodniku. Może, ale chodnik to też potok pieszych, dla którego rower jest...znów...za szybki. Rower nigdzie nie pasuje. Tylko na ścieżkę, która jest tylko dla rowerów. Rower do niczego się nie dostosuje. Trzeba całe otoczenie dostosować do rowerów. Stąd Twoje antypatie i stąd moje "rowerowe trudności". > super, argument typu: mój tata skopie tyłek Twojemu. Staram się Ciebie przekonać na wszystkie sposoby. > jedno drugiemu nie przeczy. a więcej jest tego co już istnieje, niż tego co my stworzymy A kto to stworzył co istnieje? My! > ja też. na chodniki z nimi Jako pieszy protestuję. Rowery na ścieżki! Na ulicę zapraszam tylko rowerzystów przez duże "R". Rower akceptowany na chodniku to dziecięcy...z bocznymi kółkami. > co z tego że alternatywnym? Kiedyś LPG nie było oakcyzowane. Akcyza się pojawiła gdy się rozpowszechniało. To coś jak sprzedawanie litra wody za 100 zł podczas powodzi. > paliwo. popularne. robi to co Pb i ON - zasila budżet. Zasilać budżet może Pb i ON, LPG killuje silnik i za to powinno być akcyza free. Płacić podatek od czegoś co niszczy Twój silnik, za który zapłaciłeś swoją pracą + akcyza! Chore! > neeeee. nie podoba mi się ta pojemność. Dokleisz sobie zero - 1250. > a rower nie pasuje na tory tramwajowe. odbiega od pojazdu drogowego Rower to pojazd ścieżkowy. Z rowerami jest jak z Maluchami. Tylko kierowca może sprawić, że na drodze nie przeszkadza. > punto No to możesz jeździć do klasy B włącznie. Na Megane powinieneś mieć dodatkowy kurs. Ja jeździłem PF126p i Polonezem. Czyli A4 mogę. > rozumiem do czego zmierzasz... w takim razie, kurs na kartę rowerową powinien być poprzedzony > jazdami najpierw na 125tce, potem dopiero rower, bo mega trudny jest. 100% zgody. > ech, argumentacja: z jednej strony demonizacja, z drugiej utopia Długie dzieciństwo przeżyłem w socjaliźmie. Jestem skażony jak teren przyczarnobylski. Całe młode życie marzyłem o liberalnym świecie, własności prywatnej, mówieniu tego co chcę bez mitu, że milicja przyjedzie i zabierze rodziców jak coś "złego" w szkole powiem. Przez lata rodacy wybierali chorągiewką. Ty mi dasz milion. Nie dałeś. To ty mi dasz dwa. Nie dałeś? To ty mi jednak dasz. Doczekałem się, że ludzie dojrzeli, są liberałowie. Znaczy kiedyś byli... Więc nie mów mi o utopii i demonizacji. Nie mów, że ludzie są wciąż tak głupi, żeby ledwie po jednym pokoleniu znów wszystko pod książeczkę, pod linijkę, pod pieczątkę. Oczywiście widzę pestkę od wiśni, a mówię, że to tort, ale tak ma być...i będzie...i ten przykład tego przepisu, że coś się ludziom pozwala daje mega kopa do poczucia dumy i radości. A czerwonym pieczątkowcom kij w szprychy. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> tak. robię ofiary, bo Ci ludzie są przepuszczeni przez system dla swojego i innych dobra (system > rozumiem badania techniczne, kontrole, ubezpieczenia, fundusz gwarancyjny i szkolenia). i jak > mam problem z kierowcą, to wszystko idzie z ubezpieczalni...jest naprawiane maksymalnie > sprawnie... a w przypadku pierdzikółek i rowerów: nie mam osobiście czasu na użeranie się z > gówniarzerią, ktora z własnej głupoty mi wjedzie w drzwi... bo nie zdążyli się DOBROWOLNIE > przeszkolić, ale teraz już na pewno pójdą, bo dotarło... oczywiście przeprosi, ale ja stracę > czas. No to powiem Ci, że Twój czas i Twoje drzwi są warte poświęcenia, żeby wytworzyć w ludziach odpowiedzialność za swoje czyny, umiejętności i plany. Poza tym pierdziółki mają OC. A system się nie sprawdza. > guzik... przejedź się przez jakąś wies oddaloną od DK. i zobacz czym, i jak jezdzą "kierowcy". 125-ki mają się pojawić w dużych, zakorkowanych miastach jak Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź. Co ma wieś oddalona od DK do rzeczy. Tam jeżdżą jak chcą i po czym chcą i żaden zakaz/nakaz nie ma znaczenia. > nie. od tego jest kurs. Kurs...ten wszystkomający kurs. > 3 lata leżenia papierka w szufladzie i zbierania na motorynkę... prawko jak wino - im dłużej masz, > tym lepsze Bywa, że między 18-tym, a 21-ym rokiem życia coś się w głowie przestawia. Bywa też, że na plus. > miałem w rodzinie 3 instruktorów... i z całą stanowczością na podstawie ich opowieści twierdzę, żę > niektórzy nie powinni jeździć. nigdy. O tym powinni decydować członkowie rodziny, przyjaciele, znajomi z pracy, osoby bliskie i życzliwe. Bo jakoś ten obowiązkowy system nie potrafi tych ludzi wyeliminować. System, który przez swoją obowiązkowość, swoje pieczątki, zdjęcia, poważne druki usprawiedliwia zagrożenia, legalizuje zagrożenia i znieczula nas na zagrożenia. > ja nie lubie regulacji ogólnie. Ciężko w to uwierzyć. > nie mam też nic przeciwko 125 na kat. B. odnoszę się do > dobrowolności szkoleń, którą Ty reprezentujesz... Nie tylko ja, ale również ustawodawca. > imho to głupota, bo jak ktoś nie ma 300 PLN > na kask (wielu motocyklistów, skuterzystów świeżych) Zakładanie, że ktoś nie ma na kask jest dla mnie dziwne i nie wiem co ma na celu. Jak nie ma to nie ma kasku, proste. > to nie pójdzie się doszkalać za 3-5 razy tyle. Ale dlaczego tak zakładasz? Skąd wiesz co zrobi i dlaczego obca osoba? To jej wybór, jej odpowiedzialność, a Ty możesz doradzić z doświadczenia takim osobom z własnego podwórka. Zaglądasz innym do portfela czy ma 300 zł, czy może 1000 zł. To ich kasa, ich wybór. Wg Twojej filozofii to prawa wyborcze powinna otrzymać osoba po obowiązkowym kursie z politologii, ekonomii, historii Europy itp. Bo inaczej nawalone głupki ze wsi idące na wybory w niedzielę głosują na obiecujących wszystko cwaniaków, a ci wszystko nam zabierają zamiast dawać. > wiem co znaczy dobra jazda. poprostu nie zgadzam się co do skali trudności i hierarchii między > moto/rower, który starasz się wmówić. Motocykl jest trudny. Skuter 125 jest łatwy. Rower jest trudny. Upraszczając dlaczego: Motocykl jest szybszy niż potok pojazdów. Skuter 125 wpisuje się w prędkość ruchu potoku. Rower jest zbyt wolny w stos. do potoku. Już Ci nie będę wmawiał. Tak jest i koniec, nie ma sensu dłużej się spierać. Zróbmy pojedynek na to kto więcej przejechał tego typu pojazdami i ten będzie miał rację. > w ruchu miejskim jest nadal łatwiejsza niż czymkolwiek zmechanizowanym. W życiu! > historia to pokazuje. Historia nic nie pokazuje bo historię tworzymy my. > poza tym była promocja 3 za 2 w sklepie z teoriami online. Taka jakość jaka cena... > nie. to że nie lubię części rowerzystów nie znaczy że to wróg My wiemy to samo, myślimy to samo. Tylko Ty mówisz "marudząca mniejszość", a ja "jazda na rowerze jest za trudna, żeby nie budziła niechęci u innych". To samo nazywamy inaczej. Ty szukasz "ich - złych", a ja współczuję i zastanawiam się dlaczego. To już kwestię rowerów mam wykrystalizowaną. > no to kwestia systemowa. skoro Pb i ON ma akcyze, to LPG naturalnie tez ma. Właśnie nie jest to naturalnie. LPG jest paliwem ALTERNATYWNYM. Ma milion wad i jedną zaletę, którą akcyza kurczy. A jaką, największą zaletę ma skuter 125? Nie ma sensu zakładać gazu. > jesli likwidować akcyze > (kolejna utopijna myśl) to we wszystkich tych elementach. W sumie masz rację... > ale żeśmy se pogadali, i guzik z tego wyniknie. No jak? Ja zakładam LPG, a Ty kupujesz skuter 125. > ale E38 nie odbiega od pojęcia auta osobowego:) Odbiega...jakbyś chciał z E38 zrobić drezynę to się nawet na ruskie tory nie zmieści. > na ktory mam uprawnienia. A czym jeździłeś na kursie? > ja daję każdemu wybierać co chce... komentuję tylko czasem głupotę tego wyboru. Komentarze mile widziane, ale ja drżę o dalszą chęć liberalizacji prawa przez naszą władzę gdy słyszę, że oni mogą się tym zniechęcić. Liberalne prawo to mądrość, pieniądze, pracowitość, długie życie, pasja, szanse, możliwości. Zakazy i nakazy to moralna degradacja, brak ambicji, brak marzeń, wirtualizacja przyszłości, nakreślanie wyraźnych, kłujących różnic między ludźmi. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> Owszem, ale lajf rzadzi sie innymi prawami. Rozumiem, ale może czas powodzić lajf za nos i nie dać się mu? > Sorry ale zaden Argument Żaden argument w aspekcie bezpieczeństwa, ale w aspekcie luzu na drodze już tak. > Przychodza od dawna i jakos nie mam cisnienia, zreszta zaden profesjonalista go niema. To sam oceń czy to dobrze czy źle. > Tu zgodze sie z Toba calkowicie, tyle, ze to co propagujesz to Utopia ktora niestyty nie dziala w > PL Myślę, że pomysłodawców i głosujących w sejmie mam po swojej stronie. A rzadko cieszę się ze zmian w prawie. > Jezeli przy dzisiejszych kosztach utzrymania zarobki wzrosna 4 - 5 krotnie to moze czesc pozwoli > sobie na ta extrawagancje. Zarobki nigdy nie wzrosną jeśli władza będzie tworzyć monopol na pozwalanie ludziom robić cokolwiek. Ale cóż. Pozostaje nam po prostu czekać i obserwować jaki wpływ na nasze moto - życie będą miały 125-ki na B. Myślę, że wtedy będzie to rozstrzygające. Pozdrawiam i dziękuję za dyskusję.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> nie dojdziemy do wspolnego mianownika, bo kolega zupelnie inaczej patrzy na to Ale my mamy wspólny mianownik. Jest nim bezpieczeństwo i chęć aby kierujący mieli jak najlepsze umiejętności jazdy. Idea "125 na B" to nie jest "niech ludzie mają trochę frajdy i jadą na ryby jednośladem". Każdemu mieszkańcowi dużego miasta zależy na tym, żeby skłonić ludzi do zamiany 4 kółek na 2. Żeby ich skłonić do tego, trzeba pozwolić, umożliwić, ułatwić, pomóc, a nie wymagać poświęcania czasu i kosztów. Jeśli będziesz coś narzucał, odstraszy to ludzi i pozostaną w samochodach. Czy ja patrzę inaczej? Czy to nie jest proste? I druga sprawa: Pojedynek obowiązku z dobrowolnością na jakość. Jeśli ktoś będzie MUSIAŁ do Ciebie przyjść na szkolenie, nie będziesz miał ciśnienia na zaprezentowanie "top skills". Jeśli nie będzie musiał, Ty go zachęcisz swoim profesjonalizmem, wzorowym podejściem i wartościową wiedzą, a on poleci Ciebie swoim znajomym. I tak w prosty sposób jakość szkolenia wzrośnie. Można to porównać do ubezpieczenia. OC jest obowiązkowe i wybiera się najtańsze. Nieważne jak przebiega likwidacja szkody. AC jest dobrowolne i tu już szukamy sprawdzonych, renomowanych, dobrze podchodzących do klienta TU. Uwierz tylko w jedno i będzie zgoda. Obowiązek = niska jakość. Dobrowolność = wysoka jakość. Całe życie tego dowodzi. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> no widzisz. czyli w swojej filozofii godzisz się na taki mały armageddon... Nie. Polska to nie Indie. Kultura jazdy i bezpieczeństwo to liga mistrzów. > problem w tym że spora > część poszkodowanych będzie ofiarami tych "co będą robić SAMI"... Biedne ofiary, biedne białe, perłowe lakiery drzwi... Robisz ofiary z kierowców samochodów, ludzi, którzy są chronieni na maxa, mają komfort, ciszę, muzyczkę z mp3, klimatyzację i największy ich problem to lakier na drzwiach. No daj spokój. Wyszkoleni kierowcy kat. B robią dużo większe spustoszenie i mają na swoim sumieniu więcej ofiar. > a tego powinno się chcieć > uniknąć Tego powinien chcieć uniknąć każdy kierujący. I chce! > są, ale takie okulistyczne Zawsze coś...a badają umiejętność patrzenia w lusterka? > i chodzi o WSZYSTKO związane z używaniem. czyli wywracanie się, na równi z jazdą i pozycją na > jezdni i skutecznym hamowaniem też. Wg pomysłodawcy te 3 lata mają dać tą umiejętność. > niektórzy nie powinni jezdzic. Nie. Niektórzy powinni się szkolić PONAD obowiązkowy zakres. > i powinny byc odpowiednie procedury dot. recydywy... Z Twoją miłością do regulacji to Ty chyba Gowina nie lubisz... > to dlaczego jak jest ścieżka obok, jadą jak swiete krowy po ulicy, bo... zawsze jest jakieś bo. Nie wiem, jak jadę skuterem to mi rowerzysta nie wadzi. > wymyśliłeś sobie jakiś ukryty skill w rowerze tylko dla wtajemniczonych. Jasne, ja sobie wymyśliłem. Nie chcesz zrozumieć co znaczy dobra jazda i wciskasz mi wydumki. > jazda rowerem jest banalna. Nie w ruchu miejskim. > a Ty z prawdziwych wyzwań, właśnie typu hamowanie i utrzymanie w pionie przy niskich > prędkościach, przechodzisz do podgrupy i tą podgrupę definiujesz jako trudną i ten wycinek > obrazu, uznajesz za całość (patrz wyżej, gdzie twierdzisz, że zachowanie 2oo na parkingu, to > nie o to chodzi i to nie jest trudność). Parkowanie, wyprowadzanie z garażu i stanie z kumplami na parkingu to nie jest jazda, która ma wpływ na bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo w aspekcie szkoleń to jedno, a trudność jazdy na danym typie jednośladu to drugie. > troche mi sie to nie klei. Mnie się wszystko klei. > nie czytasz ze zrozumieniem. To jest nas dwóch. > jak dasz - nic się nie zmieni, będąchcieli więcej. Skąd masz takie dziwne teorie? I dlaczego segregujesz na my i oni? Chcą? Trzeba umożliwić. To jest właśnie wolność. > to męczenie to proces constant. Znalazłeś sobie jakiegoś wroga ludu czy co? > i w takim wypadku nie ma sensu dawać, bo nic to nie zmienia. a jęczenie pozostaje zawsze Zmień dawać na dawać możliwość. Dawanie rozumiane w lewicowym znaczeniu demoralizuje i niszczy. > transport prywatny to luksus. Komuch z Albanii no! > jak podejdziesz tak do definicji, to akcyza jest sensowna. Akcyza sensowna jest na alkohol i wszystkie jarajki i wciągajki. Akcyzowanie paliwa, dzięki któremu chłop na wsi dostanie szybciej zimną coca-colę to paranoja. > z jednej strony piszesz o mordowaniu silnika, a z drugiej każesz ludziom wsiadać na pierdzipedy Rekompensatą za mordowanie silnika gazem powinien być brak akcyzy. Powinno być więcej aut na gaz bo szybciej pójdą na złom i sprzeda się nowych więcej. A pierdzipedy wciskam bo są doskonałe do jazdy, parkowania i utrzymania. > taki kraj. obsługa długu krajowego, to nie jest przedmiot tej dyskusji Nie jest, gospodarcze bullshity sobie darujmy. > precz z rowerami z ulic Przekonujmy się... > Autor nieznany (być może prof czegoś): "Piana z białek jest dobra, jak nie odpada od miski". Ja > uważam, że to prawda Karol Okrasa? Doceń, że mogłeś sam sobie zadecydować o wyborze auta. Doceń, że nikt Cię nie posyłał na kurs obowiązkowy jazdy E38 z racji jej anormalnej szerokości. Doceń, że nie mam prawnych podstaw, żeby Cię wsadzić do ciupy za propagowanie moto-szkodników (Fiat 500), które są gorsze niż napalony, pryszczaty. Ciesz się tym i daj wybierać i decydować innym. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> a dlaczego mam inaczej podchodzić? każdy może jezdzic 125tką. Nie każdy. 3-letni (stażem) kierowca samochodu. I o to w tym wszystkich chodzi. Już się 3 lata nacieszyłeś autem, teraz spadaj na pojazd, który nie zajmuje ośmiu metrów kwadratowych. > nie jest Okaże się kto miał rację. Będziemy śledzić pojazdy na ulicach i szukać statystyk sprzedaży 125-ek. > oba rozwiń jak chcesz Przed głupotą innych chronię się wyobraźnią i słowem, a w 39-tym razem z Adolfem dokopałbym czerwonej zarazie...a jak bym się zorientował, że mój nowy kumpel robi sobie "rasowe żniwa" to bym sobie ze wstydu palnął w łeb. > no to Twój wybór, ale piszemy o statystycznym napalonym pryszczatym To nie jest grupa docelowa. Statystyczny, napalony, pryszczaty marzy o sznurówkach z dostępem do facebooka i o widelcu z wejściem USB. > co świeżo co prawko zrobił i > "ma" je 3 lata, bez związku z doświadczeniem. I to jest obywatel, Polak, przyszłość naszego kraju. Ktoś nie skażony komuną, wojną itp. I ten obywatel ma mądrze, odpowiedzialnie, samodzielnie, na podstawie łatwo dostępnej wiedzy zdecydować o tym jak się zabierze za jazdę. I władza ma g.... do gadania. Ma sobie na fejsie poszukać jak się przygotować do jazdy na 125-ce, ma sobie na tłiterze wyszukać najlepszej szkoły jazdy. Ma to zrobić SAM! Jeśli tego nie zrobi sam, za kolejne pokolenie będziemy zbieraniną jarzyn, pełnosprawnych i niepełnosprawnych. > nikt nie pisze o rozwiązaniu wszystkiego zaświadczeniami. ale obsługa maszyny, która może zrobić > problemy z powodu osiągów, powinna być po przeszkoleniu. I tak powinno to funkcjonować w społeczeństwie. POWINNA być po przeszkoleniu. Ale to od konkretnego Kowalskiego zależy czy się przeszkoli czy nie. Nakaz szkolenia zabije umiejętności. > nie ma. i też błąd. Nie ma badań przed ubieganiem się o PJ B? Znieśli? > dwa: kat. B jest latwiejsza, bo tam nie wyrżniesz się przy byle hamowaniu, ani nie będziesz miał > problemu z przeciwskrętem i nie wylecisz z zakrętu tak łatwo, nie przewrócisz auta na > parkingu. Ale masz 180 cm szerokości i ponad 4 metry długości!!!!!!! Nie chodzi o wywracanie się, a o jazdę, zajmowanie pozycji na jezdni, regulowanie prędkości itd. A co daje kurs obowiązkowy na kat. B ludziom, którzy nagminnie skręcają autem w przecznicę z zamachu? To karygodny, głupi i prosty błąd. Brak umiejętności skrętu - podstawa. Jaką radą jest tu kurs obowiązkowy? > ok, rozwiązaniem będzie rejestracja rowerów i jazda nimi po ulicy na podstawie potwierdzenia > znajomości przepisów. a jak nie - to na chodnik. Dlatego chcą ścieżek. Brak rejestracji i brak pieszych. > czyli gdzie jezdzisz? skoro nie zbliżasz się do innych pojazdow? W ogródku własnym? Tak, również w parku, po łące i na pustym parkingu... > jest tak trudna, że każdy potrafi od 4 lat w górę.\ Właśnie nie potrafi! Na takim poziomie, na jakim większość potrafi jeździć rowerem to ja potrafię jeździć ratrakiem śnieżnym. > poprostu zawsze mniejszość próbuje coś wymóc na większości, dla zasady, bez uzasadnienia... I trzeba im to dać/pozwolić, żeby mniejszość nie męczyła większości. Oponowanie to zwiększanie siły mniejszości. > bo im się coś należy, bo są eko, bo są modni, bo inni tak robią... to nie ma nic wspólnego z > rzeczywistymi potrzebami. ścieżek przybywa. za parę (parenaście lat), będzie pewnie silna sieć > i infrastruktura. czy rowerzyści wtedy przestaną jęczeć? nie. bo będzie "mało"! Mało umiejętności. Ale trzeba działać na ich rzecz. A 125-ki będą się śmiać zarówno z bajkerów jak i z katamaranów. > nie mam nic do zarzucenia akcyzie na LPG. paliwo jak paliwo. Ja zawsze odbieram akcyzę jako podatek od luksusu. I jak przy tym shicie gazowym widzę słowo luksus to mnie przepona boli. LPG powinien być bez akcyzy. Mordowanie swojego silnika w imię ekologii i oszczędności nie powinno być "karane" podatkiem. > jak będą łożyć na system, to z tego łożenia powinno iść coś na ich potrzeby. Każdy kto zostawia auto pod domem i jedzie rowerem przyczynia się dla wspólnego dobra. I za to I to już jest łożenie na system. Ja tylko mam radę. Rowerem jedź w niedzielę w góry/lasy/doliny. A do pracy jedź 125-ką. Szybciej będziesz w pracy, więcej zrobisz, szybciej będziesz w domu, więcej czasu spędzisz z rodziną. > ale to utopijne > podejście. analogicznie miało być podatkiem drogowym w paliwie. Akcyza w cenie auta, akcyza w paliwie, podatek drogowy w paliwie...autostrady...płatne. Śmiejmy się z tego chroniąc swoje serce. Pozdrawiam. Precz z nakazami/zakazami. Tak dla mądrości/wyboru/wolności. P.S. Przypomniały mi się słowa ks. prof. Tischnera. "Wiara jest tylko dla mądrych". Ja uważam, że motoryzacja również...
-
Z cyklu : Motoryzacyjne pomysły z pupy
Ten patent z Opla dowodzi tylko jednego. Idiotyczna filozofia stosowania guzików, które po naciśnięciu wracają do swojego położenia wyjściowego zamiast przełączników zaszła za daleko. Jest to zaraza nowoczesnej motoryzacji. Właściwym rozwiązaniem jest tylko i wyłącznie przełącznik, który zmienia swoje położenie w zależności od funkcji. Położenie przełącznika widać i czuć, a to wyklucza lub zmniejsza prawdopodobieństwo pomyłki. Wszystkie patenty typu klikaj 10x, trzymaj guzik przez 10s. aby coś tam aktywować to motoryzacyjna patologia. Problem w tym, że nie jest to tanie w zakupie i proste w obsłudze, a tanie w produkcji i prostackie w zamyśle. Jestem jednak przekonany, że czasy przełączników wrócą jak ludzie będą już wymiotować macaniem dotykowych ekraników. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> utopijnie teoretyzujesz... jak zawsze... ja Ciebie rozumiem, nadajesz na wysokich falach, otaczasz > się podobnymi... myślisz... a spoleczenstwo wymaga pewnego odmiennego podejscia. Tylko ja nie mówię o społeczeństwie, a o wąskiej społeczności, która chce zamienić 4 kółka na 2. Od tej grupy oczekuje się zupełnie innych standardów i jestem przekonany, że je spełnia. Ty podchodzisz do tego przepisu jakby każdy jeden z 38 milionów Polaków mógł jeździć 125-ką. Nie! Grupa docelowa jest wąska. > no to wstyd. Wstyd to kraść... > to czym byś to zrobił? Czym chronił się przed głupotą innych czy czym bym chronił ojczyznę w 39-tym? > Tylko nie snuj wywodów o dobrowolności kursów i zaufaniu do zdrowego > rozsądku ludzi. Ja przed własną głupotą nie jestem chroniony więc nie wiem o czym piszesz. > mhm. kampanią społeczną w radiu... dla głuchych... UE stawia. Kpisz z tego tak samo jak ja kpię z obowiązkowych, rozwiązujących wszystko zaświadczeń. > ale ja nie pisze o lekarskich. ja piszę o psychologicznych. A są takie przed dostaniem kat. B? > a co to za zakazy? anarchia! No właśnie. Ograniczanie motorowerom prędkości do 45 km/h to dyskryminacja, z którą walczą rowerzyści. Tylko którzy walczą? Ci, którzy ledwo przekraczają 20 km/h, a nie ci, którzy mogą jechać grubo ponad 50 km/h. > o przepraszam. ja nie chce jako poszkodowany wozić się po 3 lata sądach z gołodupcem, któremu było > żal 100 PLN rocznie na OC za uszkodzenie mojego astona martina Ja mówię o tym, że ja się nie zbliżam do Twojego DB9 więc nie chcę wykupywać. Jak będę jeździł koło niego regularnie, na pewno wykupię. > rowerzysci mają TAAAAAKIE oczekiwania Mają oczekiwania, żeby im stworzyć świat alternatywnego transportu. Tyle. Albo alternatywny świat transportu. A dlaczego nie potrafią się wpisać i dopasować do tego świata? Bo jazda na rowerze jest za trudna. > to niech też łożą na system. Jesteś jak ci, którzy wprowadzili akcyzę na LPG. > niech > rejestrują pojazdy (lub jakis inny bajer, umożliwiający identyfikację) i płacą OC. wtedy mogą > się poruszać, między "swoimi". Ja wolę łożyć na ich alternatywny świat. Przynajmniej nie będą wsiadać do samochodów. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> A konkretnie jak wygląda to nieprawidłowe trzymanie, pytam bo może w nieświadomości trzymam źle i > mogę zrobić sobie kuku. Nie można TRZYMAĆ SIĘ kierownicy. Nie można mieć zaciśniętych dłoni na manetkach. Kierownicę trzymamy delikatnie z palcami na klamkach hamulca. I jeśli nie jest to trudne w przypadku lewej ręki (tylnego hamulca) to prawa dłoń musi obsługiwać gaz i hamulec przedni. Każdy powinien dopracować sobie swoją, wygodną technikę. Ja np. operuję gazem pierścieniem z palca wskazującego i kciuka. "Faker" zawsze na klamce, a serdeczny i mały raz na klamce, raz na manetce, żeby nie było "nudno". Dłoń musi być ustawiona tak, żeby pozycja zero i full gaz były wygodne, naturalne i z takiej pozycji musimy sięgać swobodnie do klamki hamulca. Oczywiście możliwe jest to tylko wtedy jeśli siedzimy prawidłowo czyli pupa opiera się o tył siedziska i skuter nas pcha za tyłek jak orczyk na wyciągu. Jeśli siła odśrodkowa będzie nas odchylać do tyłu (siedzenie zbyt blisko kierownicy) to zmusi to nas, żeby kierownicy się trzymać (przed fikołkiem w tył), a wtedy kontrola nad gazem i hamulcami jest żadna i nieszczęście gotowe. Jednak uważam, że zajęcie prawidłowej pozycji na skuterze jest 10x łatwiejsze niż w samochodzie, w którym wszystko się reguluje. Nie potrzeba do tego żadnych, obowiązkowych kursów, a jedynie minutowa pogadanka lub mały tekst. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> No to powiedz mi co umie taki kierowca z 3 letnia kat. B siadajac pierwszy raz na skooter ? Ja mam to wiedzieć? To ma wiedzieć każdy kierowca o sobie. Jak ja pierwszy raz siadałem na skuter, wiedziałem co umiem. Z każdym kilometrem, umiałem coraz więcej. Oglądałem filmiki, rozmawiałem z kolegami, jeździłem trenując po wolnym placu. > No wlasnie, jak sie pare lat przy tam pracuje, to sie zapomina jak to bylo / wygladalo na poczatku. Każdy metr pamiętam doskonale. Pierwsza jazda: Gilera Runner - próbne kółka po placu najpierw sam, potem z bratem jako "plecak". Ul. 29-go Listopada. Druga jazda: Peugeot Trekker (odblokowany)... > Patrzysz z zupelnie innej perspektywy- mianowicie z tego,ze Ty sam potrafisz, to iinni > potrafia a tak niestyty NIE JEST ! Nie miałem żadnej, wrodzonej umiejętności jazdy. Pamiętam każdy szczegół pierwszej jazdy Maluchem, motorynką, skuterem, maxi skuterem, motocyklem, skuterem wodnym, śnieżnym, ciężarówką, ładowarką, ratrakiem śnieżnym czy wozidłem... Żadna jazda nie była poprzedzona kursem. > Pod warunkiem, ze to nic nie kosztuje i jest namacalne. Czy skutery 125 rozdają za darmo? > Poczytaj sobie na forach motocyklowych ilu ludzi bez PJ > jezdzi jednosladem Nie muszę czytać. Jeździłem na wycieczki z kolegami bez PJ. I wiesz co? Widziałem ich pokorę i w ogóle mi to nie przeszkadzało, mimo, że ja najpierw zrobiłem PJ, a potem kupiłem "motocykl". > bo poco jest PJ jezteli tyyyyyyle kasy trzeba w bloto wyrzucic ? ? ? Ich wybór, ich odpowiedzialność, dla mnie liczy się co pokazują na drodze. > Acha, czyli proponowal bym wogole zniesc to PJ bo przeciez to przymus. Poczytaj , zapytaj sie czy > po zniesianiu obowiazku ktokolwiek by robil uprawnienia. Znasz hasło krzyczane przez okno samochodu "kto ci baranie dał prawo jazdy"? Zresztą jak sama nazwa wskazuje to jest PRAWO jazdy, a nie UMIEJĘTNOŚĆ jazdy. Liberalizacja prawa nie musi oznaczać jego likwidację. To jak prośba "ścisz TV". Można ściszyć, a Ty widzę chciałbyś kliknąć MUTE w złości. > Idac dalej rozszerzyl bym to na > wszystko na co obecnie potrzebne sa uprawnienia papiery, swiadectwa. Podpisuję się pod tym. 30 lat temu pewnie bym tego nie zrobił, ale dziś przy takim dostępie do informacji i wiedzy, opinia więcej znaczy niż "papier". > Lec kiedys na urlop > jakims samolotem najlepiej z pilotem ktory dobrowolnie ksztalcil sie na Ply Station czy innym > X-box'ie . Nie widzę problemu. Lecę i biorę odpowiedzialność na siebie za całe ryzyko. A zalety wyuczonego, wojskowego, wykursowanego pilota przedstaw pasażerom Tupoleva. > Widzisz, tu moze nikt mnie z tej strony nie zna ale sa fora gdzie wypowiadalem sie a ten temat juz > w 2007, ze polski egzamin ( 8 – mki i ruszenie na wzniesieniu ) to kpina i wola o > pomste do nieba. Obecnie dalej szkola rury ktore nie maja pojecia jak szkolic a co gorsza > ucha blednej techniki pokonywania slalomu co za tym idzie blednej techniki w ruchu drogowym, > ktora kiedys moze zle sie skonczyc. Popieram Cię w 100%. Ale nawet Twoja, wzorowa postawa nie przekona mnie do poparcia OBOWIĄZKU. > To sie zapytam czy te wypadki byly dlatego, ze ludzie przestrzegali tego BHP czy je olali ? Zakładasz scenariusz "zerojedynkowy". Ja powiem tak: Zabrakło chłopaka, który krzyknąłby UWAŻAJ bo kserował zaświadczenia o przeprowadzonych szkoleniach. > Jedno jest pewne, zachowane srodki bezpieczenstwa chronia przed wypadkami, olanie prowadzi do > wypadkow. Zgoda. Środki, instrukcje, zabezpieczenia są w dzisiejszych czasach łatwo dostępne. Trzeba po nie sięgać. Trzeba je fizycznie kłaść pracownikowi pod rękę, mówić, krzyczeć, kazać się rozglądać...a nie dawać zaświadczenia. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> tak jest. anarchia jak historia pokazuje jest najlepsza w naszej kulturze na wszystko. kat. B tez > jest bez sensu. niech każdy jezdzi czym chce jak chce... kursy nic nie dają. Kursy dają, obowiązek nic nie daje. Wszystko co wiem/umiem chciałem się dowiedzieć/nauczyć. Wszystko co było obowiązkiem już nie pamiętam. > nie chodzi o rację. chodzi o ochronę części przed głupotą większości. Nie da się tego zrobić papierem. Papierem to Polska była chroniona w 1939 roku. > ludzie są tylko ludźmi. wypadki będą zawsze... i trzeba ludzi zmusić, celem > przeszkolenia/ograniczenia dostępu - coby wypadków było MNIEJ. Nie zmusić. Przekonać. > te badania to nie są TE badania, o których rozmawiamy. Badania lekarskie przed ubieganiem się o PJ. > no i ułatwili. 125 jest ok - bo jedzie tak szybko jak samochód. > teraz czas na zajęcie się 50tkami i 50-ki nie powinny mieć ograniczenia prędkości, a już na pewno nie do 45 km/h. Chyba, że wszystkie pojazdy będą miały ograniczniki do 45 km/h w mieście. > rowerami bez OC. Rowery powinny mieć OC...ale BEZ obowiązku. Chcesz? Jesteś odpowiedzialny? Dużo jeździsz? Wykup. Pozdro
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> Czy Ty aby o quadzie nie piszesz? Nie. Quad jest dużo trudniejszy w prowadzeniu niż skuter. A najtrudniejszy skuter w prowadzeniu to...śnieżny. > ale nogę używasz? np na światłach jak stajesz? Używam. > a tu sie zgadzam. aczkolwiek bliżej mi do 300-400 ccm 300-400 jest...chcę powiedzieć coś innego...bez sensu bo: Zwykle to 1 cylinder czyli opóźnienie na manetce wciąż duże. Więcej pali, a jedzie szybciej tylko w trasie. Sens widzę w przeskoku na 2 cylindry czyli min. T-Max 500. Zmienia się już dźwięk, reakcja na gaz. 400-ka jest jakby "łataniem dziury" w turystycznym skuterze bo już 125/250 krowy nie pociągnie w górach, a 2 cylindry to już kolejna klasa wyżej. 125 - ideał na miasto. 250 - dobry na miasto i niedzielne wycieczki. 400 - za duży na miasto, zbyt majestatyczny na adrenalinę, za słaby na dalekie wyprawy. 500 2 cyl. w górę - rozrabianie po mieście, skutecznie na wycieczkach. > wystarczy rozrzut między drobnym kolesiem(170) a większym kolesiem (185) - i już komfort w razie > fiknięcia spada Skuter 125 można dobrać idealnie pod wymiary nawet drobnych dziewczyn. Trudne są duże 500-ki bo udami ich nie utrzymasz jak motocykla gdy stoisz na czubkach palców. > ale zamęt ten dla blondi w Yarisie skonczy sie na porysowanym zderzaku. dla rowerzysty - poważnym > kuku. to ja radziłbym rowerzyscie dbać o siebie i jechać po chodniku. A tam też nie ma lekko. > oczywiście że nie potrzeba. ale to stwierdzenie ma się nijak do rzeczywistości Rzeczywistość jest trudna, brutalna i obowiązkowe kursy dla rowerzystów nic nie dadzą. > i dlatego trzeba robić rzeczy dla > faktycznych ludzi (którzy nie pójdą na kurs, kask kupią używany, coby im wystarczyło na 18 > letniego litra) 125 na B to nie ta grupa. > znaczy. dla większości. A większość...jak zgodnie wiemy...nie ma racji. > no i to jest właśnie nie piękne - bo jego wybór i wolność, kończy się w moich drzwiach bocznych > (niezły demagogia co nie? No niezła. Jak lobby szkoLące. > retoryką polityka zajechałem)... bo mu się manetka omsknie. Gdyby nie było wypadków z udziałem kierowców posiadających kat. B, kurs i egzamin, zgodziłbym się. Ponieważ ludzie po badaniach, kursach, egzaminach wciąż się rozwalają, nie zgodzę się! > guzik weryfikują. weryfikują czy widzisz, a nikt nie patrzy na Twoją motorykę i ogólne > ogarnięcie... Dobrze, a teraz uwaga. Te badania są OBOWIĄZKOWE!!!!!!!!! > gdzie tam. skuter pozwala poczuć muchy w zębach, z dużo większą lekkością dla portfela niż > jakikolwiek samochód. Więc cel wspólny to wymienić samochody w mieście na skutery 125. Dlatego trzeba ułatwić i pozwolić jeździć bez konieczności robienia czegokolwiek co powstrzyma decyzję kierowcy. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> skuterem się nie poslizgniesz? 125-ką? Nie. > noga Ci sie nie omcknie? Jasne, że nie. Niskie siedzisko, nisko środek ciężkości. A myślisz dlaczego miałem 3-cie miejsce w konkursie wolnej jazdy? Dla precyzji mój scoot zajął też pierwsze miejsce z innym kierującym? Super umiejętności czy doskonały sprzęt do tego typu wybryków? > pojemność nie ma tu znaczenia. Chodzi o masę. Skuter 125 jest idealnym kompromisem między łatwością parkingową, a kulturą i komfortem przy prędkościach do 100 km/h. > ale nie każdy jest Twojej postury Jasne, ja to na Shaq'a patrze z góry, a SUVy lubię do do limo się nie mieszczę. > no ogranicznik skutera np. 50. napalony = każdy młody 18-21 lat Temat młodzieży na 50 ccm to inna bajka. Ale zdjęcie ogranicznika to najlepsza rzecz jaką można zrobić w 50-ce. Lubię hasło "prędkość zabija". Tylko w takiej postaci: "Prędkość 45 km/h zabija". A wiek 18-21 to już nie to co wiek 13 lat i karta motorowerowa wydawana przez...dyrektora szkoły. > a ulica jest dla samochodów i motocykli Nie, dla pojazdów. Jeśli rowerzysta jest słaby to robi taki sam zamęt jak słaby kierowca czy motocyklista. > samochodowa tak samo. tym bardziej nie potrzeba tam rowerów. Rowery mogą być. Nie potrzeba tam niepokornych rowerzystów, którzy "mają prawo" i myślą, że jazda na bajku jest łatwa. > eeeee tam. lepsza niska jakość obowiązkowa niż brak kursu wcale. Niż brak kursu wcale...tak. Ale brak obowiązku nie znaczy braku kursu wcale. > nawet teraz obowiązkowość nie > przeszkadza polecać ludziom dobrych szkół, pomiędzy tymi złymi (patrz kilka wątków niżej). I o to chodzi. Żeby nie MUSIEĆ iść do złych szkół. > ale może jechać szybko. szybko nieosiągalnie dla roweru. Może, wybór kierującego i jego odpowiedzialność. I to jest w życiu piękne właśnie. > uwaga jest trudna. uwaga jest jednym z elementow który musi być na tapecie, pomiędzy wieloma > innymi. do tego nie każdy ma predyspozycje. i warto by było weryfikować to zanim wyjedzie na > drogę. Weryfikują to badania lekarskie przed dostaniem kat. B? Ty odpowiadasz! Ja słucham... > bandit gniecie w uda ramą Naprawdę? Łobuz... > nakedy nie męczą. sporty owszem:) Przyzwyczaiłeś się, a nie nie męczą. > Ty jestes dziwny, bo uważasz ze elita jezdzi sedanami, które są tańsze od SUV (aut wybieranych > przez plebs) Ty mnie nie zaczepiaj bo jak odwinę z 500-ki to znowu będziesz musiał pisakiem literki na klawiaturze odmalowywać. Znaczy ja będę musiał. Ale zauważ, że więcej wrogości do określonych typów aut jest wśród kierowców "B" niż wrogości do danych typów jednośladów wśród kierowców "A". Są samochody kompletnie bez sensu, szkodniki motoryzacji, ale motocykla bez sensu się nie uświadczy. Zawsze ma coś radosnego, nawet pośród miliona wad. Czy może to właśnie skuter 125 jest taką Octavią TDI? Sam nie wiem... pzdr