Zawartość dodana przez p i p p
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> Nic bardziej mylnego. No proszę Cię. To jak pogłębianie swojej wiedzy poprzez wyrobienie pieczątki "profesor". Kategoria w PJ powinna być KONSEKWENCJĄ tego co umie. > W skooterze nie da sie zablokowac przedniego kola ? Bez starań na suchym - nie da. > Nic bardziej mylnego ! Być może, ale nie wchodźmy na dyskusję akademicką. Wg mnie w sytuacji drogowej, codziennej problem blokującego się przedniego koła nie występuje i nie może być żadnym argumentem za wprowadzeniem obowiązkowych kursów doszkalających. > Skooter skooterowi nie rowny, to ze Ty miales akuat taki nie znaczy, ze w kazdym jednym bedzie > blokowal tyl. Pracowałem w serwisie skuterów chyba 4 lata więc się najeździłem i mówię z doświadczenia. Jedyny problem i błąd jaki potrafię zaobserwować u kierujących to nieprawidłowe trzymanie dłoni na manetkach/klamkach, który może spowodować "porwanie przez skuter" jak w przypadku słynnego Hiszpana z TV. Jest to problem porównywalny z nieumiejętnością ustawienia fotela w samochodzie. Czy ktoś z tego powodu robi jazdy doszkalające? Nie. Robi kampanie informacyjne w TV. To samo powinno dotyczyć skuterów 125. > Obejrzyj sobie silmik z tym hiszpanem z Europa da sie lubic, jest w tym temacie, pisalem o tym, > poszedl na gume majac pojacia mniej niz zero ! Znam ten film doskonale z racji tego, że zrobił to na Gilerze Stalker - skuterze, który kiedyś miałem. Zaciśnięte dłonie na manetkach, ciało do tyłu, a koło przednie zostało podbite przez podstawę sygnalizatora. To są właśnie te starania, zbieg okoliczności, które powodują wypadek. Do tego presja programu, że musi wjechać chociaż nigdy tego nie robił. Gdyby próbował sam na swoim bez kamer, byłoby zupełnie inaczej. > Widze, ze kolega bardziej naiwny od niemowlaka, kto Ci w PL bezdie robil cokolwiek dobrowolnie ? Ludzie. Pod wpływem mody zrobią wszystko. > Promil ogolu ? Chzyba w porywach ! Lepsze to niż przymus. > To do czego maja ? Gleby parkingowe to doświadczenie, wyczucie, skupienie. > Przy okazji zapytam ilu jednosladowcow wyszkoleiles i co na ten temat mozesz powiedziec ? ? ? Jednego. Ale z jakim skutkiem! Uczyłem go jak zmieniać biegi na Gilerze GSM 50, a potem osiągał sukcesy na wyścigach stock'ów w Poznaniu. Ale spokojnie. Nie przerzucajmy się tak bez sensu kto ile zrobił. Jeśli szkolisz, szanuję to i rozumiem. Wiem co to znaczy. Chcę tylko zwrócić uwagę, że umiejętność jazdy nie jest mierzalna na ósemce, a w ruchu między innymi pojazdami. Trzeba mieć głowę przepełnioną chęcią dojechania do celu bez przeszkadzania innym w tempie dostosowanym do warunków, a nie do naszego temperamentu. O bezpieczeństwo własnej kieszeni przy manewrach parkingowych, na których można co najwyżej połamać plastiki czy sobie nabić siniaka, każdy powinien zadbać sam. To uczy i pobudza odpowiedzialność, którą trzeba - jak pamięć - trenować. Druga rzecz to zrozumienie, że OBOWIĄZEK nie działa w sposób absolutny. Dowodem na to jest rzeczywistość. Popatrz na wszystkie obowiązki i odpowiedz sobie czy one załatwiają sprawę. Ja mam doświadczenia w branży budowlanej, w której ostatnio wszystko opiera się na szkoleniach i uprawnieniach obowiązkowych. Osiągnęło to poziom taki, że przestaje się liczyć faktyczna pogadanka, wyczucie, chęci, troska, wyobraźnia. Liczy się papier. Powstają prawdziwe fabryki uprawnień i szkoleń w firmach, które odciągają BHPowców od realnych zagrożeń bo muszą produkować gigantyczne ilości dokumentów. Myślisz, że nie ma wypadków? Są! Ale fani narzucania szkoleń mają czyste sumienie. > Jakim ABS'em ? Prawdziwym. > Tym prawdziwym czy tym pseudo ? Pseudo to jest w chinolach za 3000 zł. Czyli po prostu osłabiacz hamowania. > W dalszym ciagu rozmawiamy o 125 – kach a > nie o wiekszych. Jezeli w klasie 125 ccm na dzien dzisiejszy jedynym motocyklem jaki posiada > ABS jest KTM Duke 125 to prosilbym o nie wmawianie mi, ze maja to skootery. http://www.suzuki-moto.pl/2014_Burgman_125_ABS.html > I dlatego napisalem, ze byl RURA ! Był. I wszystko co przymusowe jest do kitu. Ale brak przymusu nie = żeby tego nie robić. Rób jeśli chcesz. I przede wszystkim chcij. A jeśli tego nie zrobisz to tylko żałuj, a nie płać mandat czy karę. Pozdrowienia.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> Ameryki nie odkryłem, wiem Bardzo słusznie mówisz, mnie się wydaje, że ogólnie my się tu zgadzamy, a spór idzie o to czy kurs powinien być narzucony i obowiązkowy czy powinien być dobrowolny. Bo wszyscy chcemy, żeby każdy umiał więcej. Zatem wspólny cel, ale jaką drogą iść? To jest problem. Wg mnie wszystkie tego typu odgórne nakazy i zakazy działają odwrotnie do zamierzonego celu. Obowiązkowe ubezpieczenia, aborcja, maryśka, małżeństwa gejów, kursy na PJ, taxi i trzymanie młotka. Wszystko działa odwrotnie. Ja jestem za "darmową" służbą zdrowia, przeciw aborcji, przeciw paleniu, przeciw małżeństwom gejowskim, za dobrym wyszkoleniem w każdej dziedzinie i dlatego jestem, żeby ubezpieczenia były dobrowolne, aborcja legalna, maryśka też (nawet koka może być legalna), małżeństwa dozwolone obojętne kogo i z kim (bo zakaz promuje to z czym niby chcemy walczyć) i w końcu jestem za szkoleniem dobrowolnym każdej umiejętności. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> a gdzie Ci się spieszy? Mnie zależy na tym, żeby 125-ek było dużo. Wtedy miasto odetchnie. Mało tego. Jestem za jazdą jednośladów po buspasach! > a jak wprowadza się modę? Zapytaj tych od marketingu. > kampanią społeczną? jakby wprowadzenie mody było proste, to dz. > marketingu nie miałyby takich budżetó Przy takim dostępie do mediów jest proste. Trudne jest jak większość nie ma radia, TV ani internetu. > obytrzy powyższe są częścią jazdy rozumianej jako używanie. bo ja już w razy np. na moto się > poslizgnąłem nogą na bruku i gdyby nie postura i ogólna lekkość moto, to by mi fiknął. na > rowerze nie mialbym tego problemu. a nie piszę o parkowaniui, piszę o manewrowaniu między > autami w korku na brukowej ulicy Piszemy o skuterze 125, a Ty myślisz o doświadczeniach z SV650N? > no to złapiesz rower 10 cm nad ziemią. poka mi jak robisz to ze 100kg sprzętem. 155-kilowy sprzęt złapałem NA LODZIE! Bo mi się zachciało obrotów na "ręcznym". Znaczy na lewym. > nie. wiele razy tu pisałem, jezdzilem na kursie 125tką, i uważam, że gdybym nie miał B to A byłby > nieporozumieniem. ALe miałem B i tylkko dlatego dałem radę... NA KURSIE. na ulicy bez kursu > byłaby panika Więc MOŻESZ iść na kurs nawet do Rossiego. Ale jeśli będzie MUSISZ to > i tylko od mojej pokory zależałoby czy > przetrwam sezon, jakbym nie robił kursu. > a weź teraz napalonego, pryszczatego, który pierwsze > co robi, to zdejmuje ogranicznik. Jaki ogranicznik? Jaki napalony? > nie trzeba, chodniki istnieją. przemysł mam gdzieś. Chodnik - jak nazwa wskazuje - służy do chodzenia. > poza tym to nie ma żadnego znaczenia dla "trudności" poruszania się. Ma znaczenie bo infrastruktura rowerowa jeszcze przez lata będzie w budowie i zawsze będzie czegoś brakować itp. > no to masz ten wybór. ale nie widzę też nic złego w kursach. W kursach jest jedna zła rzecz - obowiązkowość. Reszta jest super! Dlaczego? Bo obowiązkowość = niska jakość. > zapomniałeś dodać że łatwy w prowadzeniu No właśnie to jest problem, że trudny. > lepiej nie wychodz z domu, bo bez skupienia zginiesz. Moja pasja komunikacyjna powoduje, że zawsze jestem skupiony na drodze. Jak erotoman na imprezie Playboya. > nie potrzeba techniki szczególnej... rower jest przez to mało wymagający... bo jezdzi powoli. 125-ka też może jechać powoli. Wszystko zależy od Twojej prawej dłoni. > mechanizcne sprzęty szybciej - a 50% szybciej wymaga, 50% więcej uwagi. Nie uważam, żeby UWAGA była trudna. Zwracanie uwagi na gwałtowne zmiany mamy instynktownie w głowie. Nie musisz umieć grać w kosza, żeby uchylić się przed piłką lecącą Ci w głowę. Uwaga, skupienie nie są trudne! > no fatalny wybór na moto do nauki, bo szarpie i wali się w zakręty... zupełnie nie jak rower Zgadzam się, SV w ogóle mi nie pasuje. Bandit 600 jest dużo przyjaźniejszy i przede wszystkim ch-ka R4 vs. V2. Ale jakby nie patrzeć, moto z tej klasy (sport, naked) po prostu męczą. Skuter, enduro, supermoto, chopper...to są dla mnie naturalne maszyny. Na nich się oddycha, a na tych pierwszych dyszy. Pozdro
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> Nie znam osobisce zadnego skootera ktory na dzien dzisiejszy ylby wyposazony w ABS. Poprzeglądaj oferty Peugeota, a nawet tajwańskich Kymco czy Sym. ABS to już żadna nowość. Wciąż w wielu wypadkach opcja (np. w 400-ce Syma 1000 zł), ale nawet 125-ki są z ABSem. > Bo po prostu szkolil cie frajer ktory moglby posluzyc za model rury gdyby budowano nowy rurociag > przyjazni ! Było nas chyba troje na placu, zmienialiśmy się co 15 minut, chłop przyprowadził dziewczynę i mówi "to koledzy pani pokażą co i jak" i poszedł. Więc czuję się w jakieś części instruktorem. A wiesz dlaczego frajer miał takie podejście? Bo wiedział, że my MUSIMY ten kurs zaliczyć u niego, MUSIMY zapłacić i on ustala reguły. Zmuszanie zabija wszystko i w każdej dziedzinie. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> Dwa lata temu doszkalalem goscia 57 lat ( PJ od 18 - tego roku zycia ). Zafundowal sobie PIAGGIO > MPV 500 ( 278 kg ) > przy zawracaniu sie wyglebil mimo, ze mial trzy kola ( 2 z przodu ). Przykłady gleb na placu w ogóle nie mają nic do umiejętności jazdy. Jest to coś w rodzaju przycierki parkingowej. Bez względu na kategorie, umiejętności, doświadczenie i zdolności to normalna rzecz. Każdemu się zdarza i trudno, trzeba tylko za to zapłacić $. Umiejętność jazdy to uratowanie życia i zdrowia przed błędami podczas jazdy. Bo jeśli doszkalamy obowiązkowo na 125-kach to doszkalamy również obowiązkowo na osobówkach. Co rok kursik na placu, jazda po łuku, koperta itp. Pozdro
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> Jak wiec widzisz nie tak do konca. Oczywiście, że nie tak do końca. Liczy się indywidualny przypadek i człowiek, a nie jego kategorie PJ. > Sie wiec zapytam, czy dopuszczasz do mozliwodsci przydzwonienie przy predkosci 50 km/h w stojaca > przyczepe TIR'a. Przypadek autentyczny z egzaminu kat A na miescie z roku 2003. Egzaminowany > poruszal sie Yamaha SR 250 Dopuszczam. Sytuacja znów, która nie ma nic wspólnego z literką w PJ. > Powiedz to mojemu kursantowi gosciu 45 lat, od 27 jezdzi autem. W zeszlym roku na DR 125 podczas > hamowania na absolutnie suchym asfalcie zrobil Salto do przodu. DR nie jest skuterem. Salto nad kierownicą było efektem przyczepności dociążonego koła, a nie uślizgu. Zgaduję. > Teraz przychodzisz Ty i mowisz, ze to wykluczone, to sie > zapytam - jak to jest ? ? ? Skuter, suchy asfalt, awaryjne hamowanie (dwie manetki) i blokuje się tylne(!) koło. No tak to jest, mówię z doświadczenia. > Powiedz to mojez zonie, podczas proby nauki na zwyklej 50 ccm postawila na gume i spadla na kosc > ogonowa. 50-ka bez techniki(!) nie idzie na gumę z gazu jak robi to mocny motocykl. Bez starań(!) niemożliwe. > Pod moim okiem dostala raz skoota 50 ccm i podczas pierwszego ruszania malo nie przydzwonila w > tylny blotnik stojacego auta, no ale jak sie ma PJ jat B, to przeciez sie potrafi. Nie zmienia to faktu, że sama zdaje sobie sprawę z tego, że nie potrafi więc rezygnuje, tak? Dlaczego zmuszać? > Proponowal bym Ci zanim poprowadzisz dyskusje na temat nauki czy szkolenia jednosladow, to pogadaj > z ludzmi ktorzy szkola, czy egzaminuja, podadza Ci przyklady, ze wlos na glowie Ci sie zjerzy, > nawet gdy bedziesz lysy. To tylko dowód na to, że tak ma być. W szkołach mają być ci, którzy szkolenia wymagają i sami sobie z tego sprawę zdają. Nie ma być tam tych, którzy nie chcą. Pełna dobrowolność, żadnego narzucania administracyjnego. Te przykłady to po prostu dowód, że miejsce nie umiejących jest w szkołach jazdy. I na nich szkoły się niech skupią, a nie robią hurtownie zaświadczeń. Bo dobrowolność wpłynie na jakość szkolenia i Waszej pracy. > Wyczynowo czy po bulki w Sobote ? Coś pomiędzy. > No i wlasnie o to chodzi. Jestem przeciw obowiązkom papierowym, jestem za POCZUCIEM obowiązku. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> takim przekonaniem lepiej nie wsiadaj na mocne moto, psyche nie zastapi odruchow Wiesz...nie siadam zwykle na mocne moto. Największy brutal jakim jeździłem to CBR 600F. Ale Kretę zwiedzałem na KLE500, jeździłem SV650, Monsterami, Hypermotardem, jakąś Virago, MT-03 i tego typu słabymi moto. I uważam, że krzywdy sobie nie zrobiłem tylko dlatego, że wiem jak niedoskonałe są moje umiejętności i jeździłem pełen pokory, spokoju i uśmiechu. Ratowała mnie głowa bo umiejętności bardzo słabe. Pozdro.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> nikt nie twierdzi ze cokolwiek jest proste. Ty twierdzisz i mówisz, że ja gmatwam...i to jeszcze "jak zwykle". > potrzeba, bo gimbazie sie coś wydaje Ale realnie patrząc, kat. B + 3 lata = 21 lat to minimum, żeby wsiadać na skuter 125. Czy dzieci nie dojrzewają coraz szybciej? Które to będą roczniki...1993-1994. > próbowałem. zawsze wygrywam - nuda > uoj. łatwowiernyś To prawda. Ale przecież wystarczy wprowadzić modę na kursy doszkalające z jazdy...i sprawa załatwiona. > imho takie samo uznanie Im droższy sport tym mniejsze uznanie dla jego mistrzów. > jest Nie jest i się upierasz... > nie wymaga Typowa dla Ciebie zgoda na racje większości. > tak do noszenia. wlasnie rower wniesiesz po schodach Tak, zgadzam się. Dlatego pisałem od początku DOBRA JAZDA. Nie noszenie... > wskoczysz na krawężnik. ...nie wskakiwanie, JAZDA. > nie fiknie Ci na > parkingu Jazda, nie parkowanie. > ustoisz zawsze jak się podepszesz. Nie zawsze bo dalej do ziemi. Skuter przewraca się wolniej, a siedzi się niżej. Mówisz jak typowy motocyklista. Jak się skuter kładzie na lewą stronę to w większości modeli możesz się podeprzeć PRAWĄ nogą! Na rowerze i motocyklu - wykluczone. > dotyczy wszystkich 2oo. i każdy dzieciak wie jak podrzucić oba koła na rowerze. A każdy 21-latek z kat. B wie jak jechać 125-ką. > pijaczyny nie dotyczą skuterzystów? Nie. Pijaczyny na chodnikach = norma. Pijaczyny na ulicach = przypadki. Masa skutera spowodowałaby na pewno zachwianie, na pewno większe obrażenia u pijaczyny, ale nigdy lądowania na barku w takim tempie. Środowisko jest przyjazne dla skuterów, a dla rowerów nie. > ta. wobec politycznej poprawności i ekołatki w miastach, mniejszość (rowerzyści) zaczyna narzucać > większości Swoje widzimisię... zachowują się jak swięte krowy... nabrało to karykaturalnego > wymiaru wręcz... ale oczywiście: oni są dyskryminowani... I na tym polega trudność. Dla rowerzystów trzeba budować, oddzielać, malować, stawiać znaki, montować bagażniki w autobusach i doczepiać wagony w pociągach. Na rowery trzeba przerabiać samochody, bagażniki, belki chowane w zderzakach i cały przemysł obsługujący. Dla skuterzystów wszystko jest. Tylko wsiadać i jechać. Tanio, bezpiecznie, spokojnie. Mało tego. Powiem, że cała akcja "125 na B" jest spowodowana hiper debilnym przepisem ograniczającym prędkość motorowerów do 45 km/h. Jest to prędkość bandycka bo uważam za bandytę tego, który pozwala (nakazuje) jechać "bezbronnemu" pojazdowi wolniej niż większość pojazdów w mieście. Ale zostawmy to. Niech najpierw jedna, dobra zmiana się dokona. > nie kumam. to niech rowerzysta wsiada do ZTM. Chodzi o to, że nie ma nakazu porzucenia samochodu i jeżdżenia 125-ką. Będą jeździć ci, którzy chcą. Kierowca powinien mieć wybór. Samochód - bezpieczny, komfortowy, drogi. Skuter - szybki, tańszy. Rower - wolny, tani, zdrowy. Autobus...fajny. Nie zmuszać tylko dać wybór. Rower jest tani, ale wymagający. Skuter jest droższy, ale mniej stresujący. Masz prawo mówić, że skuter jest trudny...i nie umiesz na nim jeździć. Więc albo się naucz, albo zrezygnuj i wybierz coś innego co Ci pasuje, ale NIGDY nie zmuszaj do kursów, uprawnień itp. > no widzisz. zrozumiałeś Wygląda na to, że Ciebie rowerzyści wkurzają, a ja im po prostu współczuję. Bo porównując czysto konstrukcyjnie, rower jest doskonałym pojazdem. Szybki, zwinny, tani, nie trzeba paliwa. Rowerami powinni jeździć wszyscy! To gdzie problem? Właśnie w rowerzystach. Nie, że są głupimi czubkami, po prostu genialny pojazd jest szalenie wymagający. Skuter 125 jest dostosowaniem roweru do przeciętnego, leniwego, grubego, drapiącego się po jajach "Kowalskiego", który jest wyznacznikiem wygodnych, designerskich czasów, których jesteś fanem. Skuter 125 jest łatwy jak obiad w MaCu. Rower jest trudny...jak wytrzymać dłużej niż 3 miechy na siłce. > ciężko to porównywać. bo rowerem się zmacham i będę jechał 5 razy dłużej... ale: zobaczę więcej, i > będzie to dla zdrowotności... ale odpowiadam: rower wymaga mniej uwagi i skupienia. To lepiej nie wsiadaj na ten rower...bo bez skupienia zginiesz. > mniej > zawracania d... ochroną (bierną i czynną). rower jest łatwiejszy... No właśnie nie! Na drodze w mieście gdzie wyprzedza Cię Ikarus, smrodzi w nos Star 200 i spycha z jezdni BMW E30 nie jest łatwiejszy. Na chodniku, na którym matka nie trzyma dziecka za rękę nie jest łatwiejszy. Na ścieżce rowerowej, po której idzie ślepa babcia nie jest łatwiejszy. Jest koszmarny! > nie kumam co jest nie tak z moim SV - przecia to nie jest Ska tylko Nka - czyli nie udaje > scigacza No to nie udała mi się złośliwość. Mam w głowię S-kę bo jeździłem S-ką...a N-ka to klasyka. Udaje motocykl do nauki jazdy. Pozdro
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> pomimo powszechnej opinii, uwazam ze kursy na kat A (nie mylić z B), dają dużo > umiejętności. których nawet debil nie zmarnuje. Chciałbym w to wierzyć. > nierozstrzygalne. aczkolwiek uważam że proporcje wziąłeś z kosmosu. Nie z kosmosu. Proporcje wziąłem z obserwacji ludzi. Niesamowite jak kierowcy nie są odporni psychicznie na dostosowanie się do warunków na drodze. Ludzie zmienność sytuacji (naturalną) interpretują jako problem, który trzeba rozwiązać i działają pod wpływem impulsu w sposób, w którym nerwy biorą górę nad umiejętnościami. > oczywiście, ale narazie nikt nie wynalazł jednoznacznych testów dot. predyspozycji Jednoznaczność nie łączy się z naturą człowieka. To tylko ułuda bezpieczeństwa i prostoty. > i poruszamy się > w obszarze społecznie dostępnych dla każdego atrakcji. W tych czasach dostęp do wiedzy i umiejętności jest tak łatwy i powszechny, że nie trzeba regulacji. > dlatego kursy obowiązkowe to zło konieczne. I znów ta genialna zdolność do podsumowania dwoma słowami przemyśleń, które mnie zajmują pół życia. Nie próbowałeś grać w bingo? Kursy obowiązkowe do zło konieczne, a liberalizacja to wyzwolenie się spod ucisku zła. Ja po prostu wierzę w mądrość tego środowiska. > rowerki biegowe widziałeś ? Widziałem, koszmar. > używanie kolarza zawodowego jako argumentu w dyskusji, to tak jakby przyłożyć hayabusę jako > przykład osiągu 125 z tego tematu... Kolarz to człowiek, Haya to maszyna. Moje porównanie jest takie: Ludzie typu Włoszczowska czy jacyś downhill'owcy, ludzie z freestyle'u na BMX czy kolarze torowi zasługują na większe uznanie za umiejętności niż Ken Block, Kubica itp. > jazda jak sprawia przyjemność kierownikowi jest dobra. a że nie jest "Dobra" po Twojemu, cóż - > sztuka dla sztuki... Ja mówię o jeździe pojazdem po mieście w konkretnym celu, a nie niedzielna przejażdżka z rodziną nad Wisłą. I człowiek, który ma kat. B, jeździ samochodem, ale nigdy nie siedział na rowerze/skuterze, łatwiej się odnajdzie na pojeździe z silnikiem. > ja sie zgadzam. sam jak odpaliłem moto ostatnio, to pojechałem na pusty plac, kręcić kółka coby > przypomnieć sobie ile siły i jakiej pozycji wymaga przeciwskręt, potem hamowałem awaryjnie, bo > na ulicy poczułem, że w sumie straciłem po zimie wyczucie... To naturalne. Po zimie też tak mam i styl mojej jazdy jest zupełnie inny. I trzeba właśnie to radzić innym, a nie narzucać kursy. > ale przekonujesz w tej chwili ludzi, którzy w 100% przypadków na rowerze jezdzili... to tak jakbyś > odkrywał arkana biegania, przed ludem... Tu jest ukryty haczyk. Statystycznie większość miała do czynienia z rowerem już za młodych lat. Ze skuterem wcale nie i dlatego mówisz, że jest trudniej. A nie jest! > rower jest łatwy. skuter też, ale wymaga więcej wiedzy. Dla kogoś kto ma PJ kat. B? A w życiu! Rower wymaga dużo więcej i nie tylko wiedzy. Ew. błędy (wywrotki) w przypadku skutera będą bardziej widowiskowe bo więcej trzasku z racji masy, ale konsekwencje, które można mierzyć w $ nie są wyznacznikiem trudności. > rower jest łatwiejszy, bo jest lżejszy. No to chyba do noszenia. To jak powiedzieć, że jazda lżejszym motocyklem jest łatwiejsza niż cięższym. Łatwość polega na manewrowaniu przy prędkości "żadnej", ale jak już motocykl jedzie to prowadzi się go dużo łatwiej i spokojniej niż motocykl lekki i nerwowy. To samo dotyczy samochodu, koparki itp. > ma większe koła - wszędzie wjedzie... Bez rozłożenia ciężaru ciała na odpowiednie koło, ew. podrzucenia koła to wszędzie może się co najwyżej wywalić, a nie wjechać. > i idealnie pasuje na chodnik, gdzie jest bezpiecznie. Do dziś mi się robi ciepło jak jechałem chodnikiem, pijaczyna się zatoczył i wepchnął mnie na zatoczkę dla autobusów (przystanek). Co jakiś czas się zastanawiam czy moja głowa przebiłaby szybę autobusu gdyby akurat wjeżdżał... > jest cichy - czyli nie budzi wkurwu ludzi w koło... A skuter nie? Skuter to nie CBR na Akrapovicu. > wielu > ludzi, nieświadomych prezentowanych przez Ciebie zagrożeń i technik, robi codziennie do roboty > po 15 km w jedną stronę. skutecznie - bezproblemowo, dla zdrowotności i relaksu Bez uprawnień. Więc dlaczego nie robić tego 125-ką również bez nich? Zwróć uwagę, że środowisko rowerowe walczy. Budujcie nam ścieżki, kierowcy walcie się, róbcie kontrpasy, nie karzcie jeździć między pieszymi itd. Rowerzyści czują się dyskryminowani, gnębieni. Walka wynika z ciężkiego życia i szalenie trudnych warunków jazdy. Teraz czy słyszałeś, żeby środowisko skuterowe o coś walczyło? Czują się dobrze, swobodnie, są wolni, mają gdzie parkować, nie bolą ich korki ni ceny paliwa ni brak przebieralni i prysznica w pracy. Rowerzyści mają przekichane. Skuterzyści mają raj. Tylko dać im możliwość jazdy właśnie 125 ccm czyli idealnym środkiem transportu miejskiego. > skuterów np. się boją (bo nie uciekną tym z ulicy, gdzie jadąc 30 km/h są bezbronni). Jak się boją, jeżdżą samochodem i wszystko gra. > czyli nie ma pół argumentu za tym, że trudniej jest jechać rowerem. Zatem mam radę dla kierowców, do których rowerzyści mają jakieś uwagi. Odpowiedzcie im: "Masz najłatwiejszy rodzaj transportu pod tyłkiem i jeszcze jakieś problemy tworzysz?" Nie słuchasz o czym mówię i dlatego trzymasz się tego łatwego roweru. Zapomnij, że rower jest tani. Zapomnij, że lekki. Zapomnij, że nie ma silnika. Skup się po prostu na jeździe i jej warunkach. Pomyśl...albo się po prostu przejedź. Tylko zamień SV na coś co nie udaje, że jest ścigaczem z silnikiem od kanapy. Zrób trasę 100 km tym i tym, wróć i powiedz co łatwiejsze. Pozdrawiam. P.S. Dawno się nie śmiałem z Twojego Peugeota, stąd przycinka o SV.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> to nie jest prawda, niestety sama psyche nie uchroni Cie od bledow A kto napisał "sama"? Stosunek 99:1. Psychika ma Cie popychać do analiz własnych umiejętności, do czytania, oglądania, do dostosowywania stylu jazdy do umiejętności i ryzyka. To psychika ma układać kolejność: Najpierw poćwiczę na placu, potem sprawdzę czy wyciąga 200 km/h. To psychika decyduje o tym czy jazda Yamahą R6 80 km/h jest przyjemna czy nie. Dlatego uważam, że połączenie szybki jednoślad + droga publiczna nie musi oznaczać ale w 99% dzięki głowie. Technika pokonuje barierę 1% na torze wyścigowym. > ktore tylko technika moze > uratowac ... jesli nie masz techniki i doswiadczenia to nie wiesz co robisz zle Błąd. Jeśli nie masz oleju w głowie i właściwej psychiki to zakładasz, że nie ma rzeczy, które robisz źle. Odbyty kurs robi właśnie gwałt na psychice i daje poczucie, że umiejętności są wysokie, a nie są. I to jest właśnie niebezpieczne! Właśnie obowiązkowy kurs jest źródłem niebezpieczeństwa. I nie moja wina, że tacy jesteśmy. Do czegoś obcego, narzuconego mamy stosunek defensywny. Chcemy papier i już robić po swojemu. Ale jeśli sami się zdecydujemy na dobrowolną naukę to będziemy chłonąć wiedzę jak gąbka. Będziemy to szanować i na tym się skupiać. Kurs reklamować, polecać, ale nigdy narzucać! > nie wiesz co > moze przyniesc Ci paciaka dlatego i psyche i niestety doszkalanie sie, cwiczenie, czytanie, > sluchanie, cwiczenie, cwiczenie i cwiczenie 99:1 Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> ale ja np nie mam ochoty naprawiać wgniecionych drzwi z AC, z regresem do OC, tracic czas na > warsztaty... bo ktoś komuś zostawił wolną decyzję dot. szkolenia Obowiązkowy kurs nie uchroni Twoich drzwi. Sam fakt obowiązkowości kładzie nacisk na potwierdzenie papierowe jego odbycia, a nie techniczne umiejętności. > bez techniki nie masz psychiki. Nie mówię, że bez. Ale dla mnie stosunek to 99:1. Bez techniki kierujący nie ruszy...więc nie zrobi nikomu krzywdy. Psychika to też świadomość ile umiemy. > np hamowanie awaryjne na mokrym, guzik Ci da psychika jak nie wiesz > co masz zrobić. Psychika ma zmniejszyć do minimum prawdopodobieństwo pojawienia się sytuacji awaryjnej. > te nadzwyczajne umiejetnosci mają 3 letnie dzieci... Baju, baju... > a rower na ulicy jest niebezpieczny dla wszystkich - jest za wolny. A widzisz! Nie rower jest za wolny tylko rowerzysta jest za słaby. Nie widziałeś nigdy treningu kolarzy? Może trafisz. Porównaj sobie ich jazdę z jazdą przeciętnego rowerzysty. Mówienie, że DOBRA jazda na rowerze jest łatwa to jak mówienie, że wypiję pół litra i dojadę do Gdańska bez mrugnięcia okiem. > typowe dla Ciebie dorabianie teorii do rzeczy prostych, byle stać w opozycji Opozycyjne nasienie. > rower jest banalny w > prowadzeniu. Tak się tylko wydaje. Chyba, że mówisz o jeździe, a nie o DOBREJ jeździe. > to że pedałujesz nie powoduje że jest bardziej skomplikowany niż skuter Powodów wymieniłem wyżej więcej. Może trochę komicznym, ale żywym, namacalnym przykładem jest moja 4,5-letnia córka. Na motocyklu elektrycznym Honda z bocznymi kółkami wozi kuzynostwo, robi tricki z jazdą tyłem, bokiem, siedzeniem na baku z nogami nad kierownicą i wydurnia się na całego. Na rowerze (również z bocznymi kółkami) nie potrafi nawet prawidłowo wejść w zakręt. Chociaż jedzie, tak, przemieszcza się. Poziom trudności to zupełnie inna liga. Tylko dlatego, że wystarczy przekręcić manetkę i jedzie samo. > a to że poruszanie się wymaga mózgu i świadomości otoczenia - to truizm. dotyczy każdej metody i > tym samym nie nobilituje roweru powyżej pojazdu mechanicznego. Sprawdza się fakt, że bzdura wypowiedziana 1000x staje się prawdą. Słynne powiedzenie "...to jak z jazdą na rowerze, tego się nie zapomina" wbija ludziom do głowy, że skoro się nie zapomina nigdy to jest to łatwe, proste, naturalne i każdy kto choć raz siedział na rowerze, może świetnie jeździć. To mega, mega, mega bzdura. Nic nie dorabiam, żeby być w opozycji. Jeździłem rowerami, łącznie z tzw. poziomymi własnej konstrukcji, jeździłem małymi skuterami, dużymi, motocyklami i nikt nie wciśnie mi kitu, że rower jest łatwy, a skuter trudny. Nie ma pół argumentu za tym, że łatwiej jest jechać rowerem. Bo jeszcze raz powtarzam. Chodzi o dobrą, bezpieczną, prawidłową, skuteczną jazdę, a nie przemieszczenie się 10 metrów w przód. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> ale Kat a chociaż porusza ten temat i daje Ci fory... Więcej można się dowiedzieć od sprzedawcy w moto-salonie niż na kursie. Poza tym są szkoły, filmy, książki. Dostęp jest pełny i można korzystać, ale DOBROWOLNIE. > bo bez kat A > nie wyobrażam sobie wsiadać na szybki jednoślad. W ogóle tego nie łączę. Bezpieczeństwo na szybkim jednośladzie to 99% psychiki i 1% techniki, która się poprawia z każdym kilometrem. > widzisz Twój problem polega na tym że umieszczasz rower na ulicy... A gdzie mam umieszczać? Na halfpipe'ie? Rower to środek transportu. Doskonały w swojej konstrukcji i szalenie trudny w prowadzeniu. Dobra jazda na rowerze wymaga nadzwyczajnych umiejętności. > a jego miejsce jest na chodniku Miejsce roweru jest...wszędzie i dlatego jest tak wymagający. > to utrzymanie równowagi i nic więcej no może jeszcze ból d.... i dobre cardio. > mnie nauczył bardzo dużo. Pozazdrościć kursu. > i nie wyobrażam sobie robić kat A nie posiadając B i wielu tys km za kółkiem.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> I wlasnie dlatego mowilem o jazdach doszkalajacych ... wlasnie po to .. aby przed wyjazdem na > miasto człek obym sie z 2ma kołami. 100% racji. Indywidualne, dobrowolne jazdy we własnym zakresie - popieram i im częściej tym lepiej. Ale kurs, OSK, literka L czy pomarańczowe kamizelki - nigdy! > Niejednokrotnie spotkalem sie z sytuacja..gdzie osoba jezdzaca tylko samochodem ... przesiadajac > sie na moto ... kilkukrotnie sie wywracala, nie potrafila hamowac .. ruszac .. itp Ja to rozumiem. Ja się codziennie spotykam z faktem jak ludzie w samochodzie, mając kat. B nie potrafią skręcić w lewo zbliżając się do osi jezdni. Nie zależy to od kursu tylko od otwartej głowy. Myślenie typu "kurs gwarantuje umiejętności" jest zgubne i stąd nasze polemiki. > "bo ja myslalem ze to tak samo jak na rowerze". Mówisz o mikro prędkościach parkingowych. Stąd konkurs wolnej jazdy. BTW na jakimś zlocie miałem 3-cie miejsce. To jest trudne, ale z czasem każdy sobie wyczuje swoją maszynę. > nie dla wszystkich jazda na 2 kolach jest naturalna ... musza > sie poduczyc, oswoic. Dobrowolnie! Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> nawet sobie nie wyobrazasz jak latwo o uslizg przodu na suchym Bez złożenia się w skręcie...faktycznie, nie wyobrażam sobie. 11 lat skuterami jeżdżę, jakieś 50 kkm pewnie zrobiłem, jeździłem po poligonie w błocie, jeździłem po śniegu, lodzie i nigdy nie pachniało nawet podcinką przodu. Powód? To skuter. Pod lewą ręką ma hamulec tylny/zintegrowany, a nie sprzęgło. Z punktu widzenia motocyklisty masz rację. Pozdro
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> no bez jaj... wykluczony? Oczywiście. Na suchym, czystym asfalcie przy hamowaniu awaryjnym zablokuje się co najwyżej tył. A siła hamowania skuter vs. motocykl to zupełnie inna bajka. > wystarczy chwila braku uwagi (każdemu sie zdarza) i niewidoczny piasek > przed skrzyżowaniem... Kat. A nie ratuje przed nieuwagą. A piasek...oczywiście. Przecież to właśnie z powodu piasku czy mokrej drogi montuje się ABS. > się z tym kategorycznie nie zgodzę... 15 kg rower, który jedzie 20-30 km/h vs maksiskuter? Oczywiście. Dobra, poprawna jazda na rowerze jest szalenie trudna. Na rowerze trzeba pedałować. To dodatkowa czynność...nogami, których skuter nie wymaga. Skuterem możesz zajmować cały pas, rowerem tylko mikro pasek przy studzienkach. Na rowerze bardzo zmienia się nasze zmęczenie, a to wpływa na częstotliwość popełniania prostych błędów. Rower nie ma lusterek, migaczy, a ma za to np. 21 biegów w manualu. Rower jeździ terenowym miksem ścieżki, chodnika i jezdni. Skuter gładką jezdnią. Różnica prędkości w porównaniu do innych samochodów sprawia bardzo dużo stresu. Skuterem można jechać razem z innymi. Wąskie koła roweru są bezbronne przy błędzie na torowisku. Skuter dużo lepiej i spokojniej przejeżdża po torach. Na skuterze siedzimy nisko, całymi stopami dotykami podłoża. Na rowerze liczy się pozycja nogi na pedale. Ale ja wiem skąd takie wyobrażenie. Faktycznie łatwiej i szybciej jest zrobić kółko wokół kumpli na placyku na rowerze niż na skuterze 125. Ale ja porównywałem DOBRĄ jazdę, a nie "daj się przejechać". Jazda rowerem to coś więcej niż utrzymywanie równowagi. Dużo więcej. Jest to szalenie trudna sztuka i w życiu nie powiem, że ja jestem dobrym rowerzystą. > skuter 125 jadący po ulicy, nie znając niepisanych zasad dla 2oo jest zagrożeniem dla innego > motocyklisty To prawda i to właśnie mają wiedzieć ludzie, którzy przesiadają się na 2 kółka. Mogą czytać, pisać, pytać, obserwować, uczyć się, ćwiczyć, a nie chodzić na jakieś pseudo kursy. Mam kat. A i kurs nie nauczył mnie niczego. Bo był obowiązkowy. Wszystko co dobrowolne, świadome...przyniesie dobry efekt. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> Z tym Vayron'em to nie tak do konca. No to nie Veyron, a Mercedes Sprinter bliźniak. Myślisz, że każdy kto się najeździł Yarisem będzie bez problemu śmigał takim dostawczakiem tylko dlatego, że prawo na to pozwala? Poza prawem i przepisami jest ten rozsądek, rozum, elastyczne myślenie kreatywne, wyczucie. > Z regoly zapore postawia finanse a nie prawodawca To nie ma znaczenia. Wszyscy zarabiają miliony. Tylko jedni stare, drudzy nowe. > Vayron'owi raczej tez przy hamowaniu awaryjnym przednie kola sie nie uslizgna nie straci kontaktu > z nawiezchniai nie pojdzie szlifem. Mylne jest przekonanie, że najgorsze na jednośladzie to wywrotka i szlif. Wolę zaliczyć szlifa przy 100 km/h niż naczepę TIRa przy 400 km/h. > Nie przewroci sie i raczej nie pojxzie na gume > Wszytko to za to bez problemu robi nawet najslabsze 125-ka. Nie zgadzam się. Uślizg przodu na suchym jest wykluczony. Wheelie również. Ja zawsze powtarzam, że jeździć DOBRZE na skuterze (50/125) jest łatwiej niż jeździć DOBRZE na rowerze. Jeśli mowa o bezpieczeństwie to głównie chodzi o bezpieczeństwo osób postronnych. Samochód osobowy jest zagrożeniem dla innych. Ciężarówka jeszcze większym. Autobus jeszcze lub porównywalnym...ale licząc pasażerów w środku to większym. Skuter 125 to zagrożenie głównie dla kierującego. Więc nie oglądajmy się na "władzę" tylko sami zadbajmy o siebie. Sami chodźmy na kursy i treningi. Sami decydujmy, a nie, żeby ktoś nam coś kazał. Całe bezpieczeństwo jest w naszej głowie, wyobraźni, psychice. Jeśli przyczyną wypadku na 125-ce będzie brawura, brak wyobraźni i brak analitycznego podejścia do sytuacji na drodze to taki kierujący nie powinien jeździć również autem, a nie tylko 125-ką. I nic kategorie prawa jazdy nie mają do rzeczy. Ja bym np. wolał, żeby każdy kto ma kat. B jeździł nawet litrowymi przecinakami, ale miał w swojej psychice połączenie pokory i dojrzałości niż, żeby jeździli tylko z kat. A, ale wyglądało to jak teraz. Te kategorie tylko zdejmują odpowiedzialność z nas jako zainteresowanej bezpieczeństwem społeczności na pojedynczego delikwenta za spowodowany wypadek. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> Jak dla mnie powinno byc do 250ccm Dlaczego? Czy 125 ccm i 15 KM to wg Ciebie za mało, żeby skutecznie się przemieszczać po mieście? 250-ki różnią się głównie tym, że się wyraźnie mniej męczą powyżej 100 km/h czyli prędkości, której w mieście się nie przekracza. 9 lat jeżdżę 200-ką, której z racji mocy bliżej do 125 niż 250 i w życiu nie brakowało mi ccm'ów. Chciałbym może zmienić sprzęt z racji komfortu, ochrony przed wiatrem czy tego, że nowy jest nowy, ale nigdy z racji brakujących osiągów. 125 ccm/15 KM to ideał trafiony w "10" do miejskiej, skutecznej, taniej jazdy. Każdy koń więcej, każdy cm3 czy cylinder to fanaberia, a nie realna korzyść. > i bez przymusu automatycznej skrzyni Z tym się zgadzam. Większą trudność sprawia masa, rozmiar lusterek, wysokość siedziska czy wielkość kół, a nie skrzynia, ale cóż. Zawsze musi być "lepiej". Ustawodawca nie rozumie, że są ludzie, którzy BEZPIECZNIEJ czują się na motocyklu, jadą pewniej itd. Ale cóż, trzymajmy się, że statystycznie automaty mają większe schowki na zakupy. > obowiazkowymi jazdami doszkalajacymi. To coś jak obowiązkowy kurs pływania przed wejściem na plażę. Albo obowiązkowy kurs prowadzenia wózka sklepowego przed wejściem do supermarketu. Bądźmy normalni, jest rok 2014, motoryzacja ma grubo ponad 100 lat, nie róbmy z siebie ludzi pierwotnych. I chyba nie pamiętamy. Ci ludzie mają kat. B! Od 3 lat mogą jeździć Bugatti Veyronem. Nie twórzmy rzeczywistości wyobrażeń. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> Sądzę, że będą właśnie trzepać aż miło Przed wyborami? Nieee... > bo raz, że można będzie podreperować budżet Nie żartuj. Ilość takich przypadków będzie tak niewielka, że nie starczy nawet na choinkę zapachową do radiowozu. > a dwa - > słyszałem w radiu, że policja właśnie jest/była przeciwna tej nowelizacji, bo lawinowo > wzrośnie ilość zdarzeń drogowych... Policja musi się wypowiadać w idealistycznym tonie i stawiać prawo, którego broni w różowym świetle. Czyli kurs na A = bezpieczeństwo i umiejętności. Mnie się wydaje, że policja będzie tępić tych, na których zrobi się medialna nagonka. Jeśli kiedyś się zrobi "moda" na łapanie kierowców, którzy nie włączają kierunkowskazów, skręcają ze złego pasa, jeżdżą na czerwonym lub się nie zatrzymują na zielonej strzałce to kamery będą montować właśnie na policyjnych motocyklach/skuterach, z których można robić żniwa. Po akcji w Kamieniu Pomorskim i nagłych, prewencyjnych kontrolach alkomatem przekonałem się, że wystarczy powiedzieć policjantom "do pracy, do pracy panie i panowie" i nie trzeba nic zmieniać w prawie, żeby było OK. Policja ma po prostu być i uprzedzać tragedie. Chociaż już trochę czasu upłynęło i już się atmosfera rozluźnia. Mam wrażenie, że zmasowane kontrole zniknęły bo pewnie ludzie zapomnieli, że alkohol za kółkiem = problem. A to jest nasz obraz. Trzeba być na czasie, teraz jest baba z brodą, a nie żaden alkohol. Przykro tylko, że będąc bezmyślnym "Kowalskim" nie można liczyć, że władza i policja będą nas chronić dzięki swoim, wyższym zdolnościom, predyspozycjom, zapobiegliwym analizom. Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> Jakie osiągi ma taki maxi skuter i jaką osiąga prędkość maksymalną? "Prędkość satelitarna" w granicach 110 km/h. Trzeba ostrożnie pisać 120 czy 130 bo przy takich mocach i powyżej "setki" każdy 1 km/h to wysiłek. Prędkość podróżna 70-80 km/h kończy się wyraźnym zejściem poniżej 3 l/100 km. Można jechać oczywiście "setką", ale wtedy zużycie paliwa w trasie = zużycie przy dynamicznej, miejskiej jeździe czyli jakieś 0,6-0,8 l więcej. Zaletą jest przyspieszenie do prędkości miejskich. Nawet jeśli staniemy w szranki z jakąś 500-ką (skuterem), która ma 20 koni więcej, różnica wyraźna pokaże się dopiero powyżej 80 km/h. > Takie 10-15 koni przewiezie 2 osoby z prędkością przelotowa 90km/h nie męcząc się za bardzo? Nie lubię jeździć w 2 osoby... Pozdrawiam.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
> Możecie polecić jakiś motorek spełniający takie warunki. 125 ccm to cały "przemysł". Ciężko polecić konkret bo rodzajów automatycznych 125-ek jest ogrom. Paleta zaczyna się od 4-suwa 125 zamontowanego w ramie 50-ki za jakieś 7000 zł i poprzez 16" koła, średnie skutery o charakterze turystycznym bądź sportowym kończy się na maxi 125 za ponad 30 kzł (Piaggio X10). Myślę też, że po wprowadzeniu tych przepisów, importerzy zaczną sprowadzać więcej 125-ek. Mimo, że mój Sym ma 200 ccm i 16 koni to jest to klasyczny, uniwersalny typ 125-ki na kołach 12" i masie 155 kg. Sprzęt do wszystkiego. Chociaż mój to już staruszek (10 lat). Teraz nowe sprzęty tej klasy mają już koła 13" i 14" co poprawia komfort jazdy.
-
jazda na motorze na prawku kat. B
Super, ale zawsze nasi prawodawcy muszą przykombinować. Staż 3 lat jest jasny...ale jak będą postępować służby jeśli ktoś będzie tydzień przed trzecią rocznicą? Po co gmatwać? No i jak i na podstawie jakiego dokumentu będzie policja stwierdzać czy motocykl ma skrzynię automatyczną czy manualną? W DR nie ma takiej informacji. Naiwny jest ten, kto myśli, że łatwo rozróżnić skuter (automat) od motocykla (manual). Bo co np. z Vespą PX125? Jest to skuter, wygląda jak automat, a jest manualem sterowanym ręką. Nie wiem po co te wszystkie "ale". Nawet jeśli logika znajdzie argument za preferowaniem CVT to jak uczciwie to weryfikować, żeby można dumnie przytaknąć na hasło liberalizacja prawa? Można mieć nadzieję, że mądra policja będzie przymykać oko na staż i brakujące dni oraz będzie ignorować zapis o automacie, ale czy o to chodzi? Cóż, bardzo się cieszę ale ręce pozostają opadnięte...
-
Jesteście za czy przeciw?
> Niektóre jednostki są wyjątkowo odporne na wiedzę... Porównaj sobie to do reklam. Ile razy widziałeś Mikołaja z Coca-Colą czy "dentystkę" z najlepszą pastą? Sto? Tysiąc? Może wciąż mało...aż do skutku... > Ale że tak powiem - co mnie to obchodzi? Każdego obywatela powinno obchodzić wszystko. Bo praca Twoja pomaga Twoim sąsiadom i obcym, praca Twoich sąsiadów i obcych pomaga Tobie. To wszystko to wspólny ....dolnik. > Nie, żebym był pieszym egoistą, ale czy brak miejsc > usprawiedliwia utrudnianie życia innym? Liczy się tylko stopień utrudnień. Wg mnie można utrudniać, ale trzeba zrobić wszystko, żeby to utrudnienie było jak najmniejsze. Oczywiście wykluczone jest uniemożliwianie czegoś. Trzeba sprytnie parkować i sprytnie spacerować. Klimat, w którym pieszy i rowerzysta jest ważniejszy bo jest eko, a kierowca ze swoim autem to intruz, którego trzeba tępić bo parkuje, jeździ i smrodzi jest niedopuszczalny. > Nie bądź taki delikatny... Jestem delikatny gdy ktoś próbuje przekonywać, że ten drugi to jest łobuz. > Aha, to w imię braku miejsc parkingowych można olewać przepisy? Słowo "olewać" ustawia przekaz, a nie o to chodzi. Można złamać przepis jeśli nie wpłynie to w rażący sposób na czyjąś wygodę, bezpieczeństwo itp. Cała edukacja polega na tym, żeby umieć ocenić rzeczowo konsekwencje swojego postępku (parkowania), a nie żeby wiedzieć co wolno, a co nie wg prawa i jakie grożą kary. Podjeżdżam...widzę, że chodnik...myślę ludzie muszą przejść. Parkuję, wysiadam, sprawdzam czy da się normalnie chodzić, myślę, analizuję. Jeśli jest OK, zostawiam, jeśli mało miejsca, przeparkowuję. Idę chodnikiem i widzę stojący samochód. Myślę, że stoi bo poszedł do domu czy gdzieś...coś robić. Trudno, przechodzę boczkiem i idę dalej. Wszystko polega na myśleniu o innych, nie o przepisach. Jeśli przyjdzie służba, sypnie paragrafem, trudno. Uszy po sobie, wytłumaczenie, przeprosiny, kasa zapłacona...do wspólnej kasy. Po prostu, normalnie, po ludzku. > No to po co w takim razie te przepisy są nam potrzebne? Ktoś musi odpowiadać. > Olać wszystkie, puścić ruch na żywioł, w końcu silniejszy > zwycięży... Nie. System 0-1 jest mało ambitny i nie wykorzystuje wrodzonej, ludzkiej elastyczności, wrażliwości. Żadne przepisy nie podważą i nie obalą praw moralnych itp. Po prostu człowiek jest czymś więcej niż to co potrafi spisać (paragrafy). > Tak, to teraz wyobraź sobie, że zamiast dostawczaka potrafiły stawać tam dwie osobówki, w sumie > trzy sztuki i tam, gdzie na focie jest pani, stało auto... Dla mnie sprawa raczej prosta. Pierwsze Renault OK, drugie Renault OK, trzecie Renault już przesadziło i nie znalazło czasu na 5 sekund przemyślenia konsekwencji. I znów, żeby coś się w jego ego podreperowało, porozmawiać, poprosić, serce na dłoni. Jeśli tylko "won chamie" to nic dobrego nie będzie. Ale nie zapominajmy, że pieszy i rowerzysta mają dużo większe możliwości dostosowania niż kierujący czymś tak nieelastycznym jak auto. > Rozumiem, że miałem zataczać co raz szersze kręgi po trawniku? Znam osiedla, które radzą sobie po prostu przez budowę/rozbudowę parkingu. Na tego typu osiedlach to ogromny problem. Ilość samochodów jest gigantyczna...ale to też powinno tych bardziej światłych i dalekowzrocznych, cieszyć. > OK, ale motyla noga każdy kompromis musi się gdzieś kończyć. 100% racji. > I nie wiem, czy wiesz, ale za deptanie trawnika można wyhaczyć mandat... Wiem. Jednak człowiek, który chciałby kogoś za to ukarać jest...do generalnego remontu. Ale dobrze, że piszesz o tym bo to jest właśnie ten problem - przepis, którego chcemy się trzymać, a nie powinniśmy. > Sorry, taki mamy klimat, to jest samonapędzająca się spirala. Jednak inaczej nie można, bo > kierujący gdyby tylko mogli, to by rozjechali wszystko i wszędzie Ci ludzie z tych samochodów też chodzą z psami na spacer i sadzają starsze babcie na ławkę na alejkach. Hasło o rozjeżdżaniu też brzmi jak nawoływanie do walki z wrogiem siedzącym za kółkami. > Ponadto parkowanie takie wyczerpuje znamiona art. 49.2.5 no ale wyznaczony parking znajduje się > parę km dalej, więc olewamy go ciepłym moczem, byle mi jest wygodnie... Wyjątkowo to przejdzie, ale regularnie? Miejsce TIRa jest na jezdni (w ruchu) i na cargo. Pozdrawiam.
-
Jesteście za czy przeciw?
> Tak, tak, oczywiście i jak sobie to wyobrażasz? Edukować to można maluchy w przedszkolu i później w > szkole. Człowiek uczy się całe życie... > Rzeczywistość dorosłych użytkowników, mających gdzieś innych, przedstawia się jak widać na > poniższym obrazku. Problem w tym, że obrazek nie jest jednoznaczny. Renówki stoją właśnie tu nie z powodu chęci manifestowania braku szacunku do innych, a z powodu braku miejsc parkingowych na takich osiedlach. Problem jest wspólny bo kierowcy tych Renówek pewnie też są pieszymi. Uderza mnie, że piszesz "złomy". Dostawczak jest narzędziem pracy i być może przewoził pomidory, które ze smakiem zajadasz na kolację. Nie widzę też wielkiej krzywdy z chodzenia po trawie, a zdjęcie pokazuje, że ta pani może przejść po twardym krokiem tanecznym. Jednak udowodniłeś, że edukacja nie zawsze się sprawdza. Współżycia pieszy-rowerzysta-kierowca trzeba się nauczyć i wiele poświęcić i przecierpieć, żeby bez wojen i wojenek żyć na wspólnym terenie. Jesteś przekonany, że bezwzględną postawą sprawiłeś, iż dobro tryumfuje. Ale tak nie jest. Wytoczyłeś tylko większą armatę... Sukcesem byłby kompromis. Np. Renówki się przytulają i do siebie i do krawężnika i każdy na każdego patrzy z szacunkiem. I tego powinniśmy się uczyć. Żyć razem w trudnych warunkach z możliwie małymi ofiarami. Ale zabrakło wyrozumiałości, otwartości i edukacji...Z OBU STRON...bo między Ciebie, a Renówki można dać "=". Pozdrawiam.
-
Jesteście za czy przeciw?
> Wybory idą. Nic więcej. Potem tego zapewne nie wprowadzą. No dobrze, wybory, ale wytłumaczcie mi bo ja jestem na to za głupi. Średnia frekwencja w parlamentarnych to w historii najnowszej ok. 48%. Czyli kiełbasa ma działać na mniejsze pół społeczeństwa. W moim mniemaniu, że na to mądrzejsze (skoro idą) pół. Więc jak można ludziom w miarę świadomym opowiadać takie kretyństwa? Chyba, że to gra pod frekwencję, ale jakoś wierzyć mi się nie chce, że ona będzie rosła. Większość poszła tylko w 1993 z "komuno wróć" i w 2007 po wielkich sukcesach premiera JK (dżej kej). Kierowcy, których interesuje taki pomysł to też chyba mniejszość z garstki. Nie potrafię zrozumieć, a bardzo chcę... Pozdrawiam.
-
Jesteście za czy przeciw?
Ja proponuję odebrać wszystko, nie tylko prawo jazdy i...wszystkim tak na wszelki wypadek. Karać, odbierać, pałować i tak w kółko aż do skutku. Powołać drogową STASI, do której kierowcy będą mogli donosić, przesyłać filmiki i zdjęcia na łamiących przepisy. Bez litości niszczyć piracką zarazę z lądu, wody i powietrza. W każdym aucie alkolock, 10 kamer monitorujących każdy złamany przepis z możliwością zdalnego wyłączania zapłonu (pan minister będzie wyłączał czerwonym guzikiem). Tylko teraz co odbierać za głoszenie takich pomysłów. Moja prababcia mówiła, że jak Pan Bóg chce kogoś ukarać to mu odbiera rozum. Co pan zrobił panie ministrze, że Najwyższy tak się rozzłościł? Pozdrawiam.