Współczuję zwłaszcza nadgarstków. Pierwsze co sobie pomyślałem, to "jak sobie radzisz po wstaniu z kibla". Jeśli wiesz o co mi chodzi?
Ja właśnie przez takie rzeczy nie chcę wsiadać na motocykl.
Jeżdżę na rowerze i już w tym roku miałem sytuację która skończyła się tylko bólem kolana i tomografią, a na moto bym się mógł połamać.
Samochody stały z trzech stron skrzyżowania. Ja miałem pierwszeństwo przed wszystkimi. Jak byłem na środku skrzyżowania jedno auto ruszyło wprost na mnie
Rower. Prędkość może 20km/h.
Ostatnio jeden znajomy się wywalił na rowerze na zakręcie. Prędkość też miał niewielką, bo zakręt ostry. Było trochę piachu.
Pękła mu jakaś główna biodra, tak że mu noga wyleciała ze stawu.
Gość młody, więc nie żadna osteoporoza. Bardzo szczupły, tak więc też nie jakaś duża masa. Ot, tak upadł. Rower szosowy nic nie waży właściwie, a na moto, jeszcze by mu maszyna po kostce przejechała.
Kuźwa, kierowcy samochodów w ogóle nie widzą jednośladów. Nic a nic.
Nigdy, przenigdy nie zdarzyło mi się, aby motocyklista mi wyjechał na moje pierwszeństwo, albo zajechał drogę na skrzyżowaniu ze ścieżką rowerową. Zawsze patrzą czy nic nie jedzie. Samochód to 90% szans na zajechanie drogi i tyle.
Człowiek na moto chyba wie że jego będzie bolało zderzenie tak samo jak i mnie, a ten w samochodzie jakoś odruchowo na nic nie patrzy.
Współczuję całej sytuacji