Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Autokącik

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

p i p p

użytkownik
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez p i p p

  1. Krótki raport z jazd testowych. 1. Suzuki SX4 S-Cross 1.0 Boosterjet Allgrip Premium. Niezła nazwa. Pod maską testówki był 3-cylindrowy silnik z turbo. Skrzynia manualna, 5-biegowa. Dane mówią, że ma 112 koni i 170 "niutków". Ogólnie papier nie zachęca. Pewnie "matiz" terkocze, turbo gwiżdże, a skrzynia 5-ka więc nie jedzie. Zaskoczenie jest szczere. Silnik jest bardzo cichy. Jest tak cichy, że ciężko ufać obrotomierzowi, który pokazuje "3". A musi pokazywać "3", żeby dynamika skłoniła do słów: "E, nawet jadą te 3 cylindry". Tak, jest spory lag, ale tryb SPORT + cisza daje poczucie, że auto chce jechać. Do miasta i na pusto nie brakuje nawet pół konia i ćwierć niutonometra. Na pewno większym zaskoczeniem jest cisza w poliftowym "es krosie" niż dynamika uturbionej litrówki, ale spodziewałem się bardziej mulastej jednostki i bardziej słyszalnej. Skrzynia 5 M/T nie zasługuje na jakieś pochwały czy wspominanie. Po prostu jest skrzynia biegów. Wow! Komfort jest zaskakująco wysoki. Ale pochodzi z bardzo, ale to bardzo dobrze zestrojonego zawieszenia, a nie z foteli. Siedziska jak to w Suzuki. Gąbka, szmatka, wajcha. Jednak resorowanie...gdyby temu autu przyczepić znaczek Citroena, nie byłoby wstydu. Nawet znaczek DS byłby na miejscu...no dobra...przesadziłem. Nie cierpi na tym prowadzenie, które jest pewne, ale oczywiście trochę gumowe. Wielką cnotą SX4 jest po prostu niska masa. I to auto jest dowodem na to, że samochód może być dojrzały bez skomplikowanych zawieszeń wielowahaczowych...tylko waga musi pokazywać 1,2 t, a nie 1,6 t. I jeśli ktoś mnie zapyta jaka rzecz jest najbardziej superowa w S-Cross FL to powiem "komfort resorowania". Zegary są klasyczne, ergonomia na kochanym przeze mnie japońskim, dawnym poziomie, ręczny na linkę, świetna widoczność, genialne lusterka. No i kamera cofania bez czujników. Coś wspaniałego. Cofanie bez głupiego pikania...rzecz nie do przecenienia. Wysiadłem z tego auta pod dużym wrażeniem. Oczywiście emocji ciężko w nim szukać, Allgrip da radochę tylko na śniegu, ale jest to fajne połączenie charakteru Suzuki z dojrzałością. Jednak byłem głodny mocy. Ja chcę 4 cylindry! No to proszę: 2. Suzuki Vitara S 1.4 Boosterjet M/T Ta maszyna miała już godną pojemność (jak podstawowa wersja Golfa III) i moc 140 KM. Moment ponoć 220 Nm. Bardzo żałuję, że nie był to S-Cross 1.4 ponieważ Vitara to nic innego jak popsuty S-Cross, którą uwielbiają klienci z powodu...tak...z powodu wyglądu. No nic. Sam silnik nie jest zaskakujący. Jedzie tak, jak oczekuje się od 140-konnej, uturbionej "czwórki", ale bzdurą na resorach jest, że 220 Nm mamy od 1500 do 4000 obrotów. Ch-ka silnika jest zdecydowanie wysokoobrotowa i nikt nie odważy się powiedzieć, że jedzie jak diesel. Vitara jest głośniejsza od SX4 więc słychać jak burczy i można powiedzieć, że to taka właśnie...Vitara S...brum, brum...no na siłę...OK... Czy Vitara jest komfortowa? Nie. Czy Vitara dobrze się prowadzi? Tak, ale gorzej od S-Crossa. Dlaczego? Bo też jest lekka. Deska rozdzielcza jest bardziej toporna, szyba przednia mniejsza i ma się wrażenie, że jedziemy szczęką Jaya Leno. Może to dawać większą pewność za kółkiem w stosunku do SXa, ale jedyna rzecz, którą Vitara ma lepszą...to kierownica...tylko z Ski...z czerwoną nicią...grubsza...można dokupić do S-Crossa za 800 zł. Jeśli masz Vitarę i jesteś zadowolony, nigdy nie wsiadaj do S-Crossa po lifcie. Możesz żałować. Bo bez tego porównania, Vitara jest bardzo fajnym miejskim przepychaczem. Acha...i ma pikające czujniki parkowania + kamera. Zbierając oba modele do kupy, S-Cross 1.4 i dokładając automatyczną skrzynię robi się bardzo, bardzo fajny zestaw na każdą porę roku i na każde warunki. Nie wiem ile palą, ale w testówce 1.0 komp. pokazywał 7,6 l!!! Na demo!!! Vitara 1.4 pokazywała 6,1 l!!! Po 2-godzinnym teście klienta. Niepokojące jest to, że ciężko doszukać się irytującego detalu. Już wiem. Dotykowy telewizorek...i regulacja głośności "macadłem suwanym". Jest alternatywa na kierownicy...po LEWEJ stronie. SX4 S-Cross FL - bardzo, bardzo, bardzo...dobre auto, a wybór kombinacji silnika, napędu i skrzyni jest doskonale perfekcyjny. Vitara - ładna, ale każda, jedna dziewczyna, żona i kochanka każdego z Was jest ładniejsza. Pozdrawiam. P.S. Bez pics.
  2. Miasto jak każde inne, ale diesel + 6 biegów nie pozwala zatęsknić za lewarkiem. Automat nie jest lekarstwem na brak wyobraźni. Dobra, jadę automatem. W prawej ręce trzymam...niech będą lody Bambino. Dlaczego w prawej? Bo lewą operuję kierownicą i dźwignią kierunkowskazów. Naturalne jest, żeby również lewą ręką zmieniać głośność. Ale tylko "Isia" mobilizuje nas, żeby nauczyć się dawać głośniej patyczkiem od loda i jednocześnie nie utytłać kierownicy. Bo życie nie ma być łatwe, musi być przygodą usłaną wyzwaniami. Thank you Adam Opel. Pozdrawiam.
  3. O! Znów wątek o moim, ulubionym, ukochanym Oplu. Wiecie, że w Insi nawet guziki na kierownicy są na opak? Samochody z nudnej cywilizacji zachodniej mają sterowanie głośnością pod lewym kciukiem, a np. tempomat pod prawym. A nasza, kochana "Isia" ma głośność pod prawym, tempomat pod lewym. Był okres, że szczerze myślałem, iż projektował to ktoś, kto trzeźwy tylko bywa. No przecież jeśli jadę po mieście, mieszam prawą ręką tymi biegami to ułatwieniem jest, aby operację podgłośnienia najnowszego Justina zrobić lewą ręką...bo jeśli prawą...to mogę to zrobić pokrętłem na desce. Ale ostatnio zrozumiałem, że w tych detalach Insi jest ukryte drugie dno. Myśląc rzeczowo, wszystko, ale to wszystko w tym aucie jest nie tak. Wszystko jest trudniej, gorzej, wolniej, ciaśniej...i tego jest tak...nie pasuje słowo "dużo"...bo tego jest tak...wszystko, że irytacja zamienia się w fascynację. Co trzeba zrobić, żeby pokochać Insię? Trzeba włączyć w głowie tryb...coś a'la Monty Python. Np. jeśli swędzi Was lewa łopatka to nie możecie chcieć podrapać się prawą ręką. Musicie wtedy chcieć spuścić wodę w ubikacji naciskając spłuczkę kijem od miotły i wierzyć, że swędzenie ustąpi. W tym stanie umysłu Insignia jest naprawdę super autem, jazdą nią przygodą, a kupowanie jej odkrywaniem nowych lądów. Żadnej racjonalności, żadnej, chłodnej, nudnej kalkulacji. Amiga, Mac, Prawo i Sprawiedliwość oraz Insignia to nie są rzeczy, to stany umysłu. To świat, w którym czarne dziury są płytkie jak kałuża. Avensis vs. Insignia? Avensis jest symbolem sprowadzenia człowieka do perfekcyjnej maszyny, która w umyśle, sercu i na całym ciele ma słowo "procedura". Insignia jest czymś, czego DaVinci, Einstein, Maria Curie oraz "dżej kej" nie byliby w stanie zrozumieć w żadnym calu. Ale zagłębienie się w nią pokazuje nam jak bardzo ludzcy jesteśmy. Pozdrawiam.
  4. No właśnie...dlatego bym stawiał, że prezenter salonowy się lekko pomylił i jest to słabsza wersja. I patrzę na dane techniczne i już nie wiem czy słabsza ma 150 KM czy 136 KM. Nie chce mi się wierzyć, że ten egz. miał 180 koni bo próbowałem trzeci bieg i gaz w podłogę. W każdym razie nawet jeśli tak słabą wersję weźmiesz na serpentyny to będzie banan na twarzy. Nie mówię o wyglądzie bo wyglądem trzeba ratować kiepskie i nudne auta. To jest świetne i nawet w budzie Ssangyonga byłoby super. Nie do pomylenia jest za kierownicą. Oryginalne, ciasne, wymagające przyzwyczajenia. I co najważniejsze: Brak nawiązań do 159. Alfa chce się odciąć od tej historii. Będzie mnóstwo głosów, że deskę rozdzielczą 159-ka miała fajniejszą, ale jak porządny Niemiec wstydzi się za Hitlera, Alfa wstydzi się za włoskie Passaty. Pozdrawiam.
  5. Co jeszcze charakterystycznego? Np. kierunkowskazy inspirowane Vectrą C. Nie wiem po co. Wycieraczki natomiast inspirowane Daewoo Tico. Nie pomyli się tego auta z innym. A wygląda tak: Białe Alfy są jak różowe Bentleye, ale naprawdę...w fajnym sprzęcie głupi kolor nie boli. Giulia nawet skorodowana będzie fajna. A teraz strona tylna...no nie wygląda jak flotowóz? Dowiedziałem się też, że ta skromna paleta to na początek. Będzie w przyszłości kombi, będzie 4x4, będą wersje 240 i 280 KM. Oczywiście BMW 3-er będzie zawsze z przodu bo ma silnik 3-cylindrowy, ale Giulia będzie dla ludzi chcących zatrzymać młodość. Pozdrawiam.
  6. Tego nie mogłem przepuścić. Nowa Giulia na test drive. Nie ma ich jeszcze wiele, wyboru nie było. Biały diesel w manualu nie rozpala zmysłów, ale wierzyłem, że nawet najgorsza i najbrzydsza wersja fajnego auta jest warta wiele. Giulia Super 2.2 M/T podobno 180 KM...czyli mocniejszy klekot. Wsiadam za kółko. Wciskam sprzęgło "okute" sportowymi nakładkami jak i sąsiednie pedały. Klikam guzik "start/stop" na kierownicy i czekam. Po chwili diesel zaczyna pracować. Zaciągam ręczny - niestety elektryczny - kilka podstawowych ustawień fotela i lusterek i ruszam. Duża, solidna gałka dźwigni biegów przyjemnie leży w dłoni. Biegi wchodzą z lekkim oporem, ale drogi prowadzenia są za długie. Pierwsze wrażenie mam takie, że Julka mnie otula. Miejsca na stopy ile trzeba, nic ponadto. Miejsca na nogi też bez rozpusty. Oparcia foteli trzymają w porządku, ale siedziska absolutnie bez szału. Pośladki i uda dużo lepiej się czują...z tyłu. Deska rozdzielcza jest agresywnie wyrzeźbiona na kierowcę i pasażera. Jest minimalistyczna, oryginalna, ale czy ładna? Nie, ładna nie jest, a kolor podświetlenia - dominacja bieli - sprawia wrażenie, że projektowała ją księżniczka Elsa. Miedzy przednimi fotelami przebiega wysoki, szeroki tunel z podłokietnikiem dla kierowcy i pasażera. Genialna rzecz. Chyba najlepsze warunki dla prawego łokcia z jakimi się spotkałem. Pasażer też ma idealne podparcie i nie ma mowy o stykaniu się łokciami. Super wygodne, ale to uzupełnia wrażenie przebywania w ciasnym, sportowym, bardzo dopasowanym kokpicie. Diesel "łapsnął" już trochę temperatury więc czas poszukać prawym, stojącym pedałem dywanika. Tu mam poważne wątpliwości czy była to rzeczywiście 180-ka. W danych technicznych wersja 150 ma tak naprawdę...136 KM i tak...ten egzemplarz jechał jak 136-konny, 4-cylindrowy diesel 2.2. Trzeba jednak przyznać, że dźwięk jak na ropniaka jest...próbujący kamuflować dystrybutor, z którego tankujemy. Oczywiście można oszukać samego siebie i przełączyć się w tryb D, ale to tylko pozory dynamiki. Nie będzie mowy o pozorach jeśli skupimy się na układzie kierowniczym. Już w trybie N jest super precyzyjny. W trybie D jest ostry jak język posła Niesiołowskiego. Samochód urzeka lekkością, balansem, ale i kulturą. Przekleństwem w tej kulturze są 18-calowe felgi, które są w tak lekkim aucie po prostu głupie (Super ma w serii 17", baza 16"), ale czego się nie robi, żeby wyglądać...prawda? Dopełnieniem przyjemności z prowadzenia są fantastycznie dozowalne hamulce. Nawet przez chwilę nie mam pokusy, żeby bawić się menu komputera pokładowego czy słuchać radia. Chcę jechać. Nie podoba mi się ten silnik, jest za słaby, nie podoba mi się ta skrzynia, wolę 8-biegowego automata, ale chciałbym tym autem skręcać i skręcać i skręcać... Na koniec jeszcze kilka kilometrów, tym razem jako pasażer. Wow! To auto cieszy nawet jak się nie prowadzi! Tak to jeszcze nie miałem, nie cierpię być wożony. Tak wiele pozytywnego charakteru bije z tego auta, że jestem zaskoczony. Z bliska wcale nie wygląda cudownie. Jest zwyczajna, szczególnie z tyłu. Do tego mały bagażnik, brak dziury do wożenia nart...taki biały sedan w dieslu do floty...a uśmiech mega. Muszę jeszcze raz wspomnieć o tylnej kanapie. Jest tak mądrze zaprojektowana, że przypomniało mi się Punto "jedynka". Centymetrów mało, ale idealnie pod ciało. Jednak braku podłokietnika nie mogę pojąć. Myślę, że wersja 2.0 turbo benz. A/T byłaby doskonała, a 510-konna "kufałka" rozkocha w sobie nawet ortodoksyjnego fanatyka Passata TDI B5 FL. Tak, da się to auto zepsuć. Np. dieslem, np. zbyt dużymi kołami, ale nigdy całkowicie. Aluminium w zawieszeniu, włókno węglowe w wale napędowym...to jest właśnie to. Wielkie brawa dla Alfy Romeo. Znów ma charakter, znów ma swoje, wyjątkowe cechy i ma tylko jedną wadę. Jeśli z niej przesiadasz się do Octavii TDI...to myśli samobójczych nie wypleni nawet kozetka u specjalisty. Podsumowanie: + ukł. kier. + kokpit + niska masa i jej rozkład + konsekwentny styl (nieosiągalna cecha u japończyków) + można kupić skromną wersję - diesel - możliwości transportowo - rodzinne - Elsa projektowała deskę - seryjne fotele - 18-calowe koła z oponami 255 mm Liftingiem za kilka lat...mądrym liftingiem można z Julki zrobić auto prawie idealne na styku emocji z codzienną praktycznością. Pozdrawiam.
  7. p i p p odpowiedział Jettison na temat - Motokącik
    Z pewnością live będzie mniej kontrowersyjny, ale liczy się co pod maską. A tu nie jest nudno: Litrowa, 3-garczkowa "kosiarka" może być połączona z 4x4!!! Czy ktoś jeszcze ma cztery łapy pchane "z Matiza"? Mało tego. Można mieć ten mikro silnik i skrzynię A/T!!! Można mieć też wersję POWER czyli 1.4 turbo 220 Nm. Bardzo fajnie, że Suzuki idzie w technikę połączoną z "brzydactwem" ludowym. To są właśnie auta z charakterem...i kto by się spodziewał tego od marki "tani plastik, cienka blacha pewnie będzie szrot bardacha". Fajnie, że porzucili CVT dla klasycznej 6-ki A/T. Jestem na "tak".
  8. Chcę się przyłączyć. Nie mam TDI, ale mam znaczek OOOO. Do tej pory każdy patrzył z podziwem i zazdrością...zakładałem brudne skarpetki do sandałów, nie myłem włosów, a i tak prestiż na 102. Teraz jadę...i ludzie mi niedopałki papierosów wrzucają przez okno...i krzyczą "co wolno wojewodzie to nie tobie...SMRODZIE". Takie straty na wizerunku...usta zamknie mi 100 tys. zielonych.
  9. Jeśli chcę błyskawicznie "rzucić" sprzęt kilka centymetrów w bok (np. ominąć kamień) to zostaję w pionie, a sprzęt minimalnie zmienia tor. Na moto można to zrobić z biodro - ud, na skuto z rąk. Na normalnym zakręcie "idę" razem ze sprzętem o taki sam kąt. Jeśli jadę nienormalnie (za szybko) przechylam się bardziej niż sprzęt jeśli nawierzchni nie ufam lub przeciwskrętem z największym uśmiechem jeśli nawierzchni ufam...i oponom. Nie wiem czy poprawnie, ale tak sobie to rozkminiam. Niestety, nikt mnie nie uczył.
  10. p i p p odpowiedział 1Marek1 na temat - Kącik Motocyklowy
    Myślę, że pozycja siedząca jest wygodna i brzuch ma się dobrze, a od siwych to się odstosunkuj. Myślę, że dla starszego 130-kilowca trudniejsza będzie Cebra niż VN. Pozycja na różnych moto jest albo naturalna, albo nie. Sprawny gość łatwiej i dużo dłużej zniesie z uśmiechem tą nienaturalną. To dopiero tylko sama pozycja, a jeszcze jazda... Można by wiele pisać... PZPR
  11. p i p p odpowiedział wujek na temat - Motokącik
    Ferrari to nazwisko, firma, marka, symbol, legenda... Coś jak "paaanieee, toż to ameryka" w znaczeniu, że coś jest super. Myślę, że 99% ludzi nie rozumie nawet jaki typ charakteru kryje się w poszczególnych modelach Ferrari. Jeden chce mieć Maranello, drugi F40 bo mu się podobają, a klimat tych aut to dwa światy. Są modele, które służą do jazdy 40 km/h po Monte Carlo, a są modele, które sprawiają radość dopiero po przekroczeniu bardzo wysokiego poziomu umiejętności. Dla znakomitej większości kierowców więcej radości da jazda Audi TT RS niż np. F40. Zatem wszystko polega na ścieraniu się oczekiwań, umiejętności i chęci intensywności przeżywania. I zawsze mówiąc "kiepski" musimy zapytać siebie czy chcemy jechać...czy chcemy już być na miejscu. Natomiast wystarczy, że cofniemy się o kilkanaście lat i kiepskie Ferrari to coś oczywistego. Absolutny top patrząc przez pryzmat kierowcy cywilnego Ferrari osiągnęło modelem 458 Italia. Czyli takie trafienie w środek między łatwością prowadzenia, a emocjami i możliwościami. Dawniej ludzie marzyli o Ferrari nie mając pojęcia o czym marzą...tylko bo ładne...i czerwone...i ma konia...i włoskie, a wszystko co włoskie to piękne nawet dla ślepego. Natomiast statystyki sprzedaży mówią jasno...i dotyczy to i Skody i Ferrari...że ludzie nie kupują emocjami prawdziwymi czyli techniką, która je zapewnia, a znaczkami, oczami i suchymi danymi. Pozdrawiam.
  12. p i p p odpowiedział 1Marek1 na temat - Kącik Motocyklowy
    Chcę dodać taką uwagę. Żeby motocykl "sercowy", mniej nudny, a więc trudniejszy w prowadzeniu dawał frajdę, trzeba być w dobrej kondycji fizycznej. Warto też mieć to na uwadze. Bo jeśli ktoś nie jest w trybie wysiłku fizycznego, znienawidzi sprzęt, w którym ktoś inny będzie zakochany. Kupno łatwego, popularnego, lekkiego sprzętu ma też tą zaletę, że można fajnie szlifować technikę jazdy, która nie jest bez znaczenia przy pierwszym moto tuż po zrobieniu "A". A najlepsze na świecie i tak są skutery. Powodzenia.
  13. Tak, ale tutaj też mamy Autokącik... Pracownikowi/kierowcy bezpieczny i sprawny samochód. Wkład w auto służbowe MOŻE zostać niezauważone. Ale taka postawa zauważona będzie NA PEWNO. Przekładając to na korzyści własne...to dość oczywisty błąd taktyczny. Nie akcentuj tego tak. Ja wiem, że za komuny firma była państwowa, wspólna czyli niczyja, a teraz firma jest właściciela w odbiorze większości, ale to jest nieprawda. Firma jest pracowników. Pracownicy są wizytówką, rękami i nogami oraz głową firmy. Jak się nie dołoży...to na pewno się nie wyjmie. Nie mówię, że należy dokładać tylko mówię co na pewno się nie stanie. Piękne jest to, że każdy może sobie podsumować tak lub inaczej. Absolutnie nie wykluczam takiej ewentualności. Można jednak być innym, lepszym, może to w ogóle nie wróci, ale poczucie, że nie jestem taki sam jak ci, którzy gnoją jest najprzezajebistsze. Pozdrawiam.
  14. To zależy od wielu czynników bo taki gest może być doceniony i się zwróci, ale może być też wykorzystany bez cienia wdzięczności. Autor wątku musi wyczuć na jakiej płaszczyźnie da się...bądź nie porozumieć z zarządem. Myślę, że przygotowanie wyceny koniecznych napraw i spokojna rozmowa może coś dać. Nie ma reguły. Ale na pewno jeśli prezes wyczuje od razu postawę roszczeniową to zrobi wszystko bez względu na przepisy i logikę, żeby autorowi udowodnić, że on jest tu ważniejszy. Większość takich prezesów to dupki przy pierwszym kontakcie, a po sprytnym urobieniu...można uzyskać to co się należy. Tak...jest to przykre, ale co mamy zrobić?
  15. p i p p odpowiedział wujek na temat - Motokącik
    Tak...problemem jest to, że "jakimś". Do walki to daleko, prędzej dyskusje, ale oczywiste, że nie bez emocji...bo motoryzacja bez emocji nie istnieje. Naturalnie. Silnik, skrzynia, zawieszenie i ukł. kierowniczy definiują charakter samochodu. Jeśli wymienimy serce i tętnice to odczucia z jazdy będą zgoła inne...mimo, że samochód wygląda tak samo. Podając ten przykład chciałem pokazać co mną kierowało i jest to ściśle powiązane z "kto jeździ autem 10 lat". Założenia były bardzo przyziemne. 5-drzwiowy, miejski hatchback w cenie 35-50 kzł. Punktem wyjścia jest produkt defaultowy: Skoda Fabia 1.4 16v. Trzeba było znaleźć konkurenta, który miał małą cechę odróżniającą od piętnastu bilionów Fabii jeżdżących po Polsce. Ale trzeba było zachować rozsądek bo auto trzeba też utrzymać. 4-biegowy automat połączony z silnikiem o zbędnej pojemności jak na tak małe auto dał gwarancję, że nie będzie nudno, będzie praktycznie i powinno być niezawodnie. A tą małą cechę techniczną będzie czuć w każdej chwili jazdy. I to się w 100% sprawdza. Z auta bije energia, chęć wyrywania się do przodu lub - jak mówi żona - po prostu nas wiezie. Tak, cena po wszystkich rabatach nie była niska, ale po latach nie myślisz znudzony o zmianie, a wiesz, że warto było i chciałbym, żeby za 11 lat tym autem przejechała się jeszcze moja córka. Podobną taktykę obrałem w tym roku przy wyborze skutera. Brzydki, babski, średnio wygodny...ale ten silnik + sprzęgło. Zbędna głupota...a ile radości. Właśnie dlatego mówię, że najgorszy samochód świata to Skoda Octavia TDI. Jeśli "wszyscy" ją chcą...a tak mówią statystyki sprzedaży to musi z nią być coś nie tak. Bo cytując świętej pamięci redaktora Mosza, tłum ma wiele głów, ale nie ma rozumu. Ja bym to zmodyfikował. Tłum ma wiele klatek piersiowych, ale nie ma serca. A bez serca, bez pasji...będzie nuda... Pozdrawiam.
  16. p i p p odpowiedział wujek na temat - Motokącik
    Na pewno część to teoria, a część praktyka, ale szczerze powiem, że lubię walczyć ze swoją konsekwencją i patrzyć co się dzieje. Tak, 10 lat temu miał 10 lat...chociaż nie ukrywam, że w momencie kupna już myślałem o sprzedaży...i jej łatwości/trudności. Ale taki lizus z tego auta, że nie mam sumienia oddać...chociaż umysł chce. Natomiast jak kupowaliśmy z żoną auto dla niej (nowe) to w momencie kupna myśli były zupełnie inne. Założenie, że jeździ do śmierci technicznej, ale auto nie może być totalnie wyczyszczone z emocji. Stąd wersja Swifta 1.5 A/T, która - jestem w szoku - stała się po latach mega egzotyczna. Auto ma 7 lat, 78 kkm przebiegu...i robi wszystko...poza nudzeniem się. Włączasz sobie jakieś mobile DE i z tego roku Swiftów 1.3 M/T jest 143 szt. Wersji 1.5 A/T jest...6 szt!!! Ferrari 430 jest 51 szt. Chodzi o to, żeby próbować czegoś odrobinkę innego niż wszyscy...i można się dzięki temu uchronić przed niechcianymi emocjami jak nuda. Ale ta odrobina nie może być wyglądem, a cechą techniczną. Czy ja i żona chciałaby już zmienić wersję 1.3? Myślę, że na pewno. Dokładnie 77 kkm. Czy rzadko...dokładnie 46% dni, które auto przeżyło u mnie, jeździło. Na pewno to wina innych pojazdów do innych celów. Może masz rację, że gdybym zrobił 177 kkm to bym go znienawidził. Ale! Chcę przypomnieć, że poprzedni właściciel, pan Rolf R. też jeździł 10 lat i dopiero się pozbył. I zrobił 176 kkm...a może i więcej...bo stan licznika to zakładane minimum co miał. Jest jednak ważne czy auto jest nowe czy używane. Z używanym...zgodzę się, że 10 lat może być dla niektórych nie do pomyślenia, ale z nowym...bez problemów. Pozdrawiam.
  17. p i p p odpowiedział wujek na temat - Motokącik
    O fajnych rzeczach to przychodzi naturalnie i sprawia radość. O przepraszam! Od 10 lat jeżdżę 20-letnim autem, a w tym roku kupiłem nowy skuter po 11 latach z poprzednim. A więc również praktykuję. Nawet żonę mam tą samą od 10 lat. Chociaż w tym wypadku przewaga urody nad jakością jest bezdyskusyjna. Narty miałem te same od roku 1994 do 2005. Buty narciarskie od 1996 do 2008. Kolejne od 2008 po dziś dzień. Ten post klepię na klawiaturze laptopa HP, który jest z roku 2007. Mogę zatem powiedzieć, iż jestem praktykiem. Mało czy nie mało...to zależy do kogo porównać. But, który widział tylko parkiet nie jest butem, który się targa na zewnętrznych boiskach. W każdym razie był to but dobry, wygodny, drogi i dbałem jak umiałem. Nie zgadzam się, że kupiłem niepotrzebnie. Jeśli po nastu latach biegasz po boisku w bucie, na którego napatrzyłem się na plakacie, który miałem dawno temu na ścianie (z Bryonem Russelem) to wspomnienia dawnych czasów są kapitalne. Nie chodzi o to, żeby zmieniać swoje zdanie, ale bardziej zrozumieć zdanie drugiej strony i poznać pobudki. Każdy fragment dyskusji wiele wnosi, nawet mimo braku wspólnych wniosków. Może Ty zainspirujesz mnie, a może ja Ciebie i ktoś z nas spróbuje "innej kuchni" i tylko na tym zyska więc...nie przestawajmy dyskutować. Znaczy może w tym temacie już nie, ale pojawią się inne. Wiele Ci do tego. Krytykuj, mów jak Ty uważasz, ja też chce poznać emocje, które wynikają z innego podejścia. Spróbować to można nawet na torze za równowartość zardzewiałego Lanosa. Oddać Mustanga po roku...nie wyobrażam sobie...to coś jak wyrzucić szczeniaka po tygodniu... Pozdrawiam.
  18. p i p p odpowiedział wujek na temat - Motokącik
    Na pewno całą resztę chcę kupić pod takim kątem. Nie mam szans, żeby w 100% mi się to udało, ale wiem dlaczego. Na zakup poświęciłem za mało czasu lub sama rzecz była dla mnie złem koniecznym. Jednak doświadczenia mówią jedno. Kupowanie "bo mi się podobało" było bardzo krótkotrwałą radością (o ile w ogóle) i dawała solidną nauczkę. Ideałem jest wybieranie spośród dobrych rzeczy tych, które się nam podobają. Jednak podaż takich rzeczy jest proporcjonalna do klientów, którzy ich chcą. Jasne, że kupię buty dobre, trwałe i wygodne. Jeśli wśród nich nie ma ładnych, wezmę te, w których czuję się najlepiej. A'propos...chyba 3 lata temu wyrzuciłem buty koszykarskie (Nike)...model, w których grali zawodnicy Utah Jazz w latach 1997-1998. Myślę, że dla znawcy butów to "jakoś wyglądają" będzie znaczyło co innego niż dla dziewczyny, która kształci gust na blogach modowych. Po prostu producent trwałych butów zasługuje na moje pieniądze. A to, że chce ich więcej...w pełni go rozumiem. Posiadanie starej, wciąż funkcjonalnej rzeczy jest mega, mega przyjemne. A jeśli mowa o motoryzacji to bez dwóch zdań. Radość z życia nie dają ciągle nowe, ale te same rzeczy, a ciągle nowe...których dawniej nie było. Ach ten "śmieciarz" no...przecież wiadomo, że między wierszami chodzi o eksploatację surowców naturalnych i wielkie "halo". A gdyby kupowanie było łatwe to na rynku nie byłoby takiej masy szajsu. No ciekawe skąd wziąć kasę skoro ciągle się kupuje to samo. Samochody co 2 lata, buty co rok, podkoszulki co miesiąc, telefony co tydzień? Nie mają kasy bo...tak właśnie. Kupowanie jest zbyt trudne, żeby ją mieć. Bez szerokiej perspektywy to tak...masz rację. Ale wystarczy porównać ilość tych, którym się nudzi po roku i tych potencjalnych nabywców... A to tylko kropla w morzu. Nie chcę po nikim jechać tylko staram się logicznie i grzecznie krytykować...lub tłumaczyć. Nudność samochodu nie bierze się z czasu jego posiadania, a z jego cech, które albo akcentują elementy towarzyszące drodze i użytkowaniu, albo izolują od tego. Jeśli ludzie będą chcieli przeżywać podróż, wybiorą auto z charakterem dopasowanym do nas i dobrej jakości. Natomiast jeśli ludzie chcą auto mieć...w każdym innym celu, ale nie do jazdy bo jej to nie lubią...to mają co reklamują. Wtedy 10 lat się nie wytrzyma...skoro reklama mówi codziennie kup, przetestuj, przyjdź, wyjedź już za... Jasne. Ale chodzi o ochronę praw mniejszości. Skoro większość chce tandety, która się tylko lśni to negatywnych efektów jest więcej. Samochodów powinno produkować się mniej, powinny być droższe i trwalsze. Pomijając wszystkie inne kwestie, to po prostu ograniczy zaśmiecanie. Kwestie radości, mentalności itp. pomijam. To samo dotyczy ubrań. Powinny być trwalsze, droższe i powinno się je nosić przez dłuższy okres, żeby pranie nie robiło z nich szmat. Oczywiście mafia modowa wciska ludziom, że bez najnowszej kolekcji to jesteś niżej niż Miller o Ziobrze powiedział, ale wystarczy pokazać im z uśmiechem środkowy palec. To samo dotyczy jedzenia. Powinno być go mniej, być zdrowsze, lepszej jakości. Zniknie problem otyłości, chorób i kolosalnego marnowania. W samochodach, jedzeniu i ciuchach świat doszedł do ściany jak Opel doszedł do ściany ze zwiększaniem masy swoich modeli. Teraz wracamy...i oby klienci przekładali ten ruch wsteczny na inne dziedziny. Pozdrawiam.
  19. p i p p odpowiedział wujek na temat - Motokącik
    Wybrać i kupić supersamochód też trzeba umieć. Akurat wymiana włoskiego, centralnego silnika RWD na inny włoski central RWD jest...no właśnie. Nie ma problemu z kupnem auta, który ma zupełnie inny charakter od wspomnianego Ferrari. Warto wiedzieć czego się chce, a duży budżet to duża odpowiedzialność. Zresztą motyw, o którym mowa jest zobrazowany w filmie "Włoska robota", gdzie jeden z bohaterów nie był w stanie mieć nawet własnych marzeń i kupił to, o czym myśleli inni. Portfel jest jak głos w wyborach. Nie ładnie jest zaglądać komuś kto co ma i kogo skreśla, ale TRZEBA mówić o tym, co jeden zakup i jeden głos powoduje. Szczególnie(!) jeśli pojawia się głos Marka, który nie uznaje perspektywy 10-letniej dla jednego auta. Wszystko sprowadza się do takiego konfliktu jakości z ilością. Ja jestem za jakością, a ponieważ żyjemy na wspólnym grajdole to czuję się w pełni uprawniony do krytykowania ilości. I super! Ale właśnie chodzi o to, żeby pokazywać sobie nawzajem konsekwencje danych zabaw. I jeszcze raz: W zakupach nie pomaga kasa...a tylko czas poświęcony na dowiedzenie się czegoś o produkcie. A design powinno się traktować jak Lewego i Kota skakanie na ekranie. pzdr Pozdrawiam.
  20. p i p p odpowiedział wujek na temat - Motokącik
    Twoje doświadczenia są skarbem narodowym! Ciągle o tym piszę. Wybieranie aut wg podobania jest zbrodnią na samym sobie. Ile tu było batalii, że każdy może sobie wydać swoją kasę na co się mu podoba i dosłownie i w przenośni? Wiele. I jasne, że może...ale efekt... Kupowanie nie jest łatwe. Mimo, że Biedra na każdym rogu, salony od centrum po rogatki i trylion sklepów internetowych to kupowanie jest jedną z trudniejszych czynności. I nieważne czy nie mamy na chleb czy mamy 10 tys./m-c, 500+ czy jesteśmy bogatsi od Trumpa. Kupowanie jest jak rządzenie...bardzo, bardzo trudne. A nawet jak jesteś w kupowaniu dobry jak Błaszczykowski w strzelaniu karnych...to czasami też się nie uda. Wg mnie szkoda życia na łapanie tego co w oko wpada. Bo zwykle rozczarowuje. A nawet jeśli ktoś to lubi...to cierpi na tym - mówiąc językiem kandydatek na miss - nasza planeta, na której powinien być pokój i czystość. Myślę, że to akurat jest najmniejszy problem. Większym jest to, że producenci reagują na zwyczaje klientów. Jeśli klientom wystarczy produkt ładny i tandetny bo przecież za chwilę się kupi nowy...to takie właśnie producenci dostarczają na rynek. Jeśli takich chcemy, proszę bardzo, ale chcemy...? Pozdrawiam.
  21. Doszczelnienie silnika, regeneracja maglownicy, wymiana amortyzatorów, wymiana hamulców + regulacja, pospawanie wydechu i uzupełnienie oświetlenia będzie tańsze niż pierwsza, 10-procentowa wpłata na nówkę w leasingu. Myślę, że sprawa oczywista. Diagnosta może podbić przegląd i wpisać uwagi, może oddać dowód i pożegnać się bez kasy lub skasować mimo negatywu + papier. Twoje auto na pewno pojeździ...jak mówią, ale trzeba odrobinę chęci. Chyba, że silnik dymi jak parowóz, rama jest złamana lub masz Freda Flinstona. Powodzenia.
  22. p i p p odpowiedział wujek na temat - Motokącik
    Źle postawione pytanie. Pytanie brzmi: Dlaczego ktoś jeździ autem 10 lat? Ponieważ jest dobre. Drugie pytanie: Dlaczego ktoś jeździ autem krócej? 1. Ponieważ auto nie jest jego. 2. Ponieważ auto jest kiepskie. 3. Ponieważ właściciel nie jest z Krakowa. Ale poważnie. W ten wątek można wpleść kwestię wizerunku. Wizerunek popularny jest taki, że jak ktoś ma Bentleya to jest człowiek z elit, podziwiany, szanowany itd. Ktoś inny ma Renault Clio i jest taką...zwykłą, mało ambitną i wartościową jednostką...a jak ma auto francuskie to pewnie komunista. To jest wizerunek powtarzany przez popkulturę, ale w rzeczywistości jest tak prawdziwy i wartościowy jak wypowiedź krytyka filmowego ograniczającego się do..."fajny ten film". Wizerunek pożądany w obecnym świecie jest taki, że jeśli ktoś poświęci czas, żeby wybrać coś dobrego i będzie to używał przez 10 lat to jest gość, a jeśli ktoś przez te 10 lat objeździ 5 "szmirowozów" no to...nie ma czego podziwiać. Oczywiście to wszystko z dystansem, nie ma tu miejsca na wrogość czy poniżanie, ale trzeba wiedzieć, że świat, który będzie produkował mniej, ale dane rzeczy będą starczać na dłużej to dużo później stanie się śmietnikiem. Kupowanie za dużo i za często nie różni się niczym od pozwalania psu srać gdzie popadnie, nie różni się niczym od wyrzucania petów za okno i nie różni się od wywalania papierków na ulicę. Nie bądźmy śmieciarzami. Pozdrawiam.
  23. p i p p odpowiedział wujek na temat - Motokącik
    Ja bym myślał, że jest gościem z dwoma jajami, ale jak widzę kogoś w czarnym A4 B5 to myślę, że dupek nieprzeciętny. Oczywiście wtedy idę do Mustanga i macam w jakim stanie ma tarcze hamulcowe. Jak zużyte to myślę, że gość jajeczny, ale kutwa krakowsko-poznańska. Potem pytam ile pali. Jeśli odpowie, że 25 l/100 km to myślę, że nie potrafi jeździć...melepeta powiatowy, a jak mówi, że ma LPG...to pytam czy może polecić jakąś sprawdzoną miejscówkę nad Bałtykiem. Potem wyciągam telefon i pod pretekstem, że chcę zrobić zdjęcie Mustangowi chwalę się "ajfonem szóstką". Najczęstsza reakcja to "jesteś w T-Mobile? Ja też w T-Mobile"...no i żółwik i idziemy do biura. Po drodze palimy. Wiem, że jak ktoś ma Mustanga to na 100% pali. Więc stoimy pod wejściem...ja też wciągam bo chcę być... a krztusząc się udaję, że to przeziębienie i lekarka z NFZu nie potrafi trafić z lekiem. Pod koniec...kiedy już łapię oddech, a oczy mam mniej czerwone mówię, że alu wahacze Lemfordera do Audi są naprawdę świetne. Nie spotyka się to z entuzjazmem bo gość zwykle mówi, że 3 km za Wieliczką zna super kowala...i klepie mu resory taniej niż jeden Lemforder do Audi. Wtedy najczęściej dzwoni do niego telefon...i słyszę, że ktoś dzwoni w sprawie aukcji na Allegro...a odchodząc do uszu mi dochodzi, że nie ta cena za Nokię to nie jest z przesyłką... U nas też tak jest. Nie tylko wiszą przy szybie to się jeszcze drą. Woooojteeeeek, nie możemy znaleźć dupka co tym Mustangiem zastawił panią Kasię! Weźże coś zrób! A przyjeżdża taki jeden do nas. Fajny gość. LeBrony mi załatwił taniej bo ma układ ze sklepem sportowym i kompletuje dobre pary z oddanych na reklamację. Zwykle gadamy o NBA i ciuchach bo on się tak słabo zna na autach. Kupił Evo bo mówi, że dzięki spoilerowi więcej butów może wystawić jak sobie na giełdzie przycupnie. Na dole ustawia niższe modele, a na spoilerze zawsze Jordany, LeBrony i Duranty. Jak pytałem ostatnio ile ma przebiegu to mówił, że sie mu Endomondo wiesza i nie wie. Pewnie ma windows mobile. Nie dziwota. Nie wiem też ile pali bo ponoć ma dojście do kart orlenowskich i ktoś mu tam daje bo auta nie ma więc tankuje jak brakuje. Patrzyłem też na opony. 16-ki...z indeksem T. Jak mu mówię, że trochę za szybkie auto jak na te gumy to mówi, że bieżnik mu się podobał...taki podobny jak kiedyś miały Nike Air. A4 B5...za tą kasę to będzie jakieś...22 sztuki. Właśnie się zastanawiam...że pewnie kiedyś wszyscy spotkamy się u urologa. Pozdrawiam.
  24. p i p p odpowiedział wujek na temat - Motokącik
    Nie jestem przekonany, że to zaleta. Jeśli auto stało się łatwiejsze, bardziej precyzyjne i syntetyczne to poprzez zagrzebanie swojej prymitywności trochę straciło charakter. I to jest magia Mustanga...jak magia Dacii - cena. Jest nieporozumieniem jeśli nasze auto musi wołać "nie jestem gejem". A są auta, które muszą...muszą bardziej niż mieć A/C. Sam poniżej zaprzeczyłeś temu... Czyli jak Alain Prost I to jest właśnie dowód na to, że Mustang musi. Ma tylko jedną cechę, dzięki której nie będzie amerykańskim Fiatem 500. Mustang musi mieć V8. Natomiast 124 Spider nic nie musi, a wszystko może. Nieważny jest kolor, silnik...nawet znaczek na masce...bo wszystko da radość poprzez wolność. Mustang jest jak spędzenie wakacji na szczycie NATO w Warszawie, a Spider jest jak kanikuły na greckiej plaży. Piszesz słusznie, zgadzam się, że Mustang jest super, ale ta "kosiarka" jest ponad nim bez nadymanych pliczków, czerwonego czoła i cienia złości. Po prostu uśmiech. Nawet do mężczyzny. A jeśli odwrócisz się i uciekniesz ze strachem o stabilność przerwy między pośladkami to zamieni się w życzliwy śmiech. Pozdrawiam.
  25. p i p p odpowiedział wujek na temat - Motokącik
    Moja psyche jest zbyt prymitywna i nie potrafi wygenerować tak niskich uczuć...ale skoro tak napisałem to pewnie masz rację. Zostawiając siusiaczki. Mustang ma to szczęście, że nie ciągnie się za nim wizerunek marki, która upadła na własne życzenie, a teraz wraca. Ford - mimo, że ja mam na niego uczulenie - nie kompromitował się na rynku jak Włosi. Modeli dużo, bywają ciekawe...jasne, że tandeta flotowa, ale trudno, żeby symbol taśmowej sieczki taki nie był. Mustang V8 też był, jest i będzie...tak się osadził w świadomości, że musimy się skupić na cenie, żeby o nim mówić. Bez ceny nie chwytałby za...nie mówiąc o sercu. 124 Spider to inna bajka. To zaskoczenie, że w roku 2016 ktoś ma tak długie ręce, żeby sięgać do historii w tak piękny sposób. Na widok 124 Spider pocą się ręce, a na widok Mustanga...otwiera portfel. Przecież już się wydawało, że nic z tej motoryzacji nie będzie. Ludzie zaczęli marzyć o udanym dieslu w Alfie i o podsterownym Fiacie 500. Bóg nawet zesłał motoryzacyjnego Jezusa (koNika czyli) , który miał uczyć nas - owce pana - że jeśli coś z czterema kołami i sercem to musimy szukać po śmietnikach i pod sianem w szopach u dziadków. A tu nie, można iść do salonu samochodowego alu szkło i od chłopaka, który ma smartfon wrośnięty w skroń kupić coś wartościowego. Np. Fiata. Pozdrawiam.

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tego serwisu, wyrażasz zgodnę na naszą Polityka prywatności oraz Warunki użytkowania.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.