Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Autokącik

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Ryb

użytkownik
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Ryb

  1. > A co tu ma ruch do rzeczy? Całą dobę jest duży ruch? Mają więc dwa razy dziennie przychodzić zmieniać znaki? > Jak na autostradzie bywa duży ruch (a bywa), to się prędkości przecież nie ogranicza znakami. Dobra, teraz już zmierzasz ad absurdum. Trzymajmy poziom dyskusji. Wytłumaczę Ci więc jak dziecku: Autostrada, różni się od miasta tym, że częściej na niej jednak nie ma ruchu, więc znak byłby niewskazany. Kierowcy po prostu dostosują prędkość. Chociaż i tak umieszcza się na autostradach tablice w razie potrzeby wyświetlające co trzeba. W mieście częściej JEST duży ruch niż go nie ma, więc znak jest uzasadniony. Jak akurat nie będzie ruchu i jeden histeryk z drugim pojadą wolniej to nic się nie stanie. Gorzej gdyby prędkości nie ograniczono, bo wtedy ci sami histerycy próbowaliby w gęstym ruchu trzymać maksymalną dopuszczalną. Jak wyżej pisałem, przepisy są również dla głupich. Gdyby wszyscy byli mądrzy nie potrzebowalibyśmy ograniczeń prędkości. A dodatkowo, na pięciopasmowej AUTOSTRADZIE w centrum Berlina jest 60. Potrafisz to zrozumieć? A na sześciopasmowej autostradzie daleko przed Monachium w szczerym polu automatyczne znaki wyświetlają zwykle 80 lub 60. Zgadnij po co?
  2. Wybebeszone RWD się nie liczą.
  3. > A ty histeryzujesz jaki ze mnie pirat jeżdżący 200 koło szkoły. Nie, jak już wyżej pisałem nadużywasz tego argumentu wyrywając go z kontekstu. Nie pierwszy raz. > Nadal nie widzę, co w filmie jest komicznego i dowodzącego, że nie potrafię jeździć zgodnie z > przepisami. Na filmie nic, gdyby to był Twój zwykły dzień. Problem polega na tym, że nie jeździsz tak na co dzień, bo jak sam pisałeś, "przełamałeś się" żeby tak pojechać i w dodatku Ci się nie podobało. Stąd prosty wniosek że nie jeździłeś tak wcześniej i nie masz zamiaru tak jeździć w przyszłości. Ktoś, kto jechał zgodnie z przepisami raz w życiu i ma z tym jeszcze problem chyba nie może być określony jako ten, kto umie jeździć zgodnie z przepisami.
  4. > to pewnie wiesz że do robienia projektów OR nie potrzeba uprawnień Nie wiedziałem bo trochę w innej branży siedzę. > ale tutaj nikt nie podważał całego systemu, a raczej że system jest dziurawy Każdy system jest dziurawy. A wątek zmierza w kierunku generalnego nieprzestrzegania ograniczeń prędkości i argumentowania tego rzekomymi dziurami w systemie. Czyli - to nie przekraczający prędkość jest zły, to znaki są złe. > ciężko mi to oceniać, ja za kierownicą patrzę pod kątem przepisów > zaryzykuje jednak stwierdzenie że kierowca jadący enty raz danym odcinkiem, zna go lepiej niż > projektant/urzędnik Lokalny urzędnik/projektant też ma prawo jazdy, też mieszka w tym mieście i też jeździ tymi drogami. Nie wiem skąd teoria, że urzędnicy pochodzą z importu lub spędzają w urzędach całe życie i po drogach nie jeżdżą. > właśnie problem polega na tym że są zbyt ostrożni, co odbija się np na płynności ruchu Jeśli na jednej szali jest płynność ruchu a na drugiej wypadki i czarne worki to efekt jest oczywisty. Od zbytniej ostrożności jeszcze nikt nie zginął. Problem w tym, że nasi "mistrzowie kierownicy" argumentują swoje nieprzestrzeganie ograniczeń ponadprzeciętnym refleksem, znajomością drogi, sokolim wzrokiem, zwinnością łasicy, supersportowym samochodem, oponami, Abeesami sresami i podobnym stekiem bzdur. Jak i wałkowanym tutaj koronnym argumentem, że jak komuś nie pasują znaki to na pewno wina znaków. Oznakowanie nigdy nie będzie idealne bo musi też uwzględniać pomysły tych mniej sprawnych lub po prostu głupszych. Co nie znaczy, że sprawni i mądrzejsi są z niego zwolnieni. > mnie np dziwi że nie kalkuluje się strat przy np remoncie i robieniu "wahadła" > nie mówiąc już o rozwiązaniach inżynierskich, oznakowaniu Oczywiście. Ale idealnie nie jest nigdzie, nawet poza Polską. Jednak tam jakoś kierowcy nie czują się zwolnieni z przestrzegania przepisów nawet jeśli widzą w niektórych wady. > oczywiście, każdy robi to na własną odpowiedzialność i ze świadomością że może za to zapłacić Niestety często też płacą niewinne osoby postronne. > i mandat to tutaj najmniejszy problem, gorzej jak dojdzie do wypadku > j/w chyba nikt tutaj tak nie napisał Negowanie zasadności przepisowej jazdy w ogóle jak byś nazwał? A mamy tutaj z tym do czynienia. Sam autor wątku przyznaje, że na co dzień przepisowo nie jeździ i nie ma zamiaru. > wygląda dość "profesjonalnie" (np wykreślony istniejący znak) Może. Ale student też potrafi zrobić profesjonalnie wyglądający projekt. Gorzej z merytoryką.
  5. > Jeżeli chodzi o ograniczenia - tak. Nie prowadzi się żadnych analiz. Więc dlaczego znaki stoją według sensownych zasad? Np. wolniej przed przejściem, skrzyżowaniem, na rozjazdach itd. Są wyraźnie powiązane z sytuacją drogową, często nawet towarzyszy im znak ostrzegawczy - uzasadnienie. Ty oczywiście możesz powiedzieć że to przypadek. > Fragment wywiadu, do którego link podałem wyżej: > Quote: > Jak się pan z tym czuje? > - Świadomość, że robi to człowiek zza biurka, nie zawsze mając możliwość sprawdzenia, jak to > funkcjonuje w praktyce, powoduje pewien dyskomfort. Dochodzi do błędów, które wynikają m.in. z > braku wyobraźni. > (....) > Powinno się pokonać ją kilka razy autem osobowym, ciężarowym, przejść na piechotę w dzień i w nocy, > w pogodę i w deszcz. Wszystko po to, by zobaczyć to, czego nie sposób przewidzieć. > - Na szczęście ktoś to robi. > - Niestety nie. > (...) > - Efekty? > - Nieprawidłowa geometria, zła widoczność, zbyt małe odstępy między zjazdami, wjazdami, brak pasów > włączeń czy wyłączeń przy stacjach paliwowych itp. > Skoro wjazdy/wyjazdy są źle zaprojektowane, to gdzie mowa o ograniczeniach, które zaplanować jest > dużo trudniej? Aha. Wywiad z kimś kto uważa że w jednym miejscu źle zaprojektowane są wyjazdy jest dowodem na bezzasadność ograniczenia prędkości w miejscu zupełnie innym. Tak, to ma sens. > Naprawdę imponuje ci, jak jest dużo znaczków? > Może to dobry projekt, a może jest spierniczony - nie wiem. > Taki węzeł w Konotopie np. jest fuszerką, mimo pewnie jeszcze mądrzejszych rysunków i wykresów. > Podobnie - już na etapie planu - wyjazd z Pruszkowa na Jerozolimskie. Plan wyglądający zapewne > jeszcze mądrzej spowodował dużo większe korki. I nie trzeba być fachowcem, żeby wiedzieć, > czego nie należało robić, żeby tych korków nie było. Przedstaw alternatywny projekt dla fragmentu drogi który Ci nie pasuje, to możemy uznać że zaczynasz używać merytorycznych argumentów. Bo nie sztuka powiedzieć zza kółka że jesteś mądrzejszy od znaków. Wiesz, że miażdżąca większość tych co spowodowali wypadek była mądrzejsza od znaków?
  6. > a wiesz kto takie projekty robi ? > wiesz jaką drogę przechodzą ? Wiem co nieco o projektach i jaką drogę przechodzą w instytucjach publicznych. > teoretycznie (czasem i praktycznie) robi to osoba nie mająca żadnego doświadczenia w kwestii BRD > opiniuje to urzędnik z za biurka (który też wcale nie musi być fachowcem od BRD) > na końcu trafia do policji, która tylko wydaje opinie, które czasem są zupełnie z czapy (np > składasz projekt oznakowania skrzyżowania, a oni piszą że powinno tam być rondo) > oczywiście to skrajne przypadki, ale jednak autentyczne Spodziewam się. Ale to nie przekreśla całego systemu, bo każdy system ma dziury. Tyle że z perspektywy kierowcy jadącego drogą praktycznie NIEMOŻLIWE jest sensowne odniesienie się do tego. Z zanegowaniem włącznie. > (i dotyczą jak juz pisałem, raczej tych podrzędnych dróg) > na krajówkach robi się audyty BRD, które już coś wnoszą ... choć tam głównie zwraca się uwagę na to > żeby ktoś się "nie zabił" czyli np bariery > kwestie ograniczeń są traktowane po macoszemu, tak naprawdę nikomu nie zależy żeby podnosić > prędkość > bo to niesie ryzyko, że jak coś się stanie, to trzeba się będzie tłumaczyć, a tego urzędnicy nie > lubią I z tym się zgadzam. Ale to nie znaczy że nie ma zasad znakowania, których mniej więcej się trzymają. W miarę bezpiecznych zasad. IMO jeśli nawet gdzieś zdarzy się miejsce gdzie możnaby zmienić przepis i pojechać szybciej a nie zostało to zrobione, nie zwalnia to kierowców z przestrzegania przepisów obowiązujących. A tutaj idzie się dalej i zakłada a priori że wszystkie znaki są złe. > edit: popatrz na ten projekt i powiedz czy wg Ciebie jest on sensowny ? > zacznijmy od B-9 - co ma zrobić rowerzysta jak dojedzie do tego znaku ? > na jednym wjeździe jest stop, na drugim kielnia - widzisz sens ? > ograniczenie prędkości, obowiązuje na 50m ? > ??? To jest obrazek z netu, nawet mu się nie przyglądałem i nie wiem czy w ogóle został wdrożony czy to nie robota np. jakiegoś studenta.
  7. Ryb odpowiedział Marcinas na temat - Motokącik
    > Halasem i klekotaniem na pewno Hałasuje bardziej, oczywiście nie ma porównania. > Nawet bym nie pomyslal o dieslu w takim wypadku. Chodziło tylko o to, że ma tę samą cenę i zbliżone koszty utrzymania a jest nieporównywalnie dynamiczniejszy. > Jechalem kilka razy Priusem i do miasta to idealne rozwiazanie Zgadzam się. Ja miałem okazję jeździć Aurisem i CT200h. Idealne do miasta. Ale nie do dynamicznej jazdy. > W trasie faktycznie za wiele korzysci z tego nie ma... W trasie nawet mniej przeszkadza hałas diesla niż to. Bo w hybrydzie odzwyczajasz się od hałasu silnika i potem jak on się włączy to drażni bardziej niż silnik głośny ale pracujący non-stop.
  8. > I znowu jednobitowość - albo 50 na trzypasmowej arterii z usługami dookoła (mieszkańców tam > praktycznie nie ma), > albo "but w podłodze". > A wiesz, że kiedyś na Puławskiej było ograniczenie do 80? I przy tej prędkości jedzie się płynnie i > spokojnie. > Mowa oczywiście o odcinku od Piaseczna do Wałbrzyskiej. I zmienili je po to żeby Ci zrobić na złość czy może wskutek rosnącego ruchu dochodziło do wypadków?
  9. > Ta teza nie jest absurdalna, tylko zakładająca, że czytający ją nie jest jednobitowcem. > Za dużo używasz kwantyfikatorów ogólnych w myśleniu - tacy są idealnym materiałem do manipulacji. Ilekroć napiszesz coś idiotycznego to potem udajesz, że nie o to chodziło.
  10. > Tylko przez jednobitowców. > Bo oczywiście zakładasz ZAWSZE 2 scenariusze. Jednobitowcem nazwałbym raczej kogoś, komu przeszkadza tylko JEDEN przepis.
  11. > Czekałem aż ktoś o tym napisze - podobna dyskusja była u w firmie, o debilach co postawili 70 na > S2. Zasugerowałem by zwrócili uwagę co się dzieje na tych "dojazdowych" w godzinach bliżej > szczytu, czy w okresach bardziej handlowych. Przyznali rację, że ograniczenie jest > uzasadnione. Jaka jest reakcja tutaj to widać Dwa razy jechałem tamtędy wczoraj w godzinach szczytu. Było bardzo tłoczno. A rano nawet był mały korek, bo jakiś myślący że znaki są bez sensu wpakował się na prostej drodze w barierkę. > Zdecydowanie. Ba, w wielu miejscach skrócono teren zabudowany i obniżono prędkość np. do 70, bądź > postawiono znaki podwyższające prędkość w zabudowanym. Proces postępujący. No, ale to trzeba > jeździć i patrzeć na znaki. Są oczywiście również miejsca, gdzie prędkość obniżono ze względów > bezpieczeństwa, dodano inne oznakowanie, wyremontowano drogi. > Jw.
  12. > (...) > Co konkretnie wygląda zabawnie i pokazuje, że nie potrafię jeździć zgodnie z przepisami? Jest film, > wskaż konkretne minuty:sekundy. > (...) Ja wskażę. Zgodnie z Twoimi własnymi słowami napisałeś, że pojechałeś tak RAZ. Pierwszy raz. I już któryś dzień z rzędu histeryzujesz jak Ci było źle. Ludzie jeżdżący zgodnie z przepisami po prostu jeżdżą zamiast robić żal-wątki na forum celem pokazania jakie te przepisy (a konkretnie jeden - znak B33) są złe.
  13. > Urzędnik zaplanował, że przejścia nie będzie, więc jest tak genialny, że nie ustawia znaku > informującym o przejściu. > Urzędnik zaplanował, że będzie prawoskręt, więc jest tak genialny, że ustawił tablicę informującą o > prawoskręcie. > I to, że oznakował coś co opisuje przebieg drogi tak, jak zaplanował, uważasz za dowód jego > kompetencji i nieomylności? I co? Ten urzędnik ot tak ilekroć coś sobie wymyśli wysyła pana Józka żeby poszedł i po prostu wbił znak? Czy może robi PROJEKT oznakowania (notabene: nie urzędnik lecz fachowiec), który przechodzi długą drogę jak każdy PROJEKT? I teraz, czy w tym projekcie oznakowania: a. Są też znaki B33? b. Nie ma znaków B33 bo te stawia się celowo bez projektu, żeby Ci zrobić na złość? Wygląda Ci to na robioną bez sensu urzędniczą samowolkę?
  14. > Już zapomniałeś o "wszędzie łące" i o 200 koło szkoły. Toż to wasze koronne argumenty. > (...) To był kontrargument do Twojej absurdalnej tezy, że jadąc szybciej zwiększasz bezpieczeczeństwo bo jedziesz krócej. Nie manipuluj nim.
  15. > Trzeba być debilem, bezmyślnym człowiekiem, żeby w PL jeździć zgodnie z przepisami. Nieżyciowymi > przepisami, oderwanymi od otaczającej nas rzeczywistości, Nierealne ograniczenia, wprowadzane > wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew logice, bez uzasadnienia, wywołują u kierowców stały odruch > ich lekceważenia. > Nie wszystkie są nieuzasadnione, lecz zaryzykuję tezę że 70% nie ma żadnego logicznego sensownego > uzasadnienia, poza ochroną stołka urzędnika. > Odnoszę wrażenie że w PL nikt nie analizuje płynności ruchu, nie ma presji na "zielone" linie, > priorytetem jest statystyka wlepiania mandatów. Oczywiście że nie prawdziwym piratom którzy > swoim zachowaniem na jezdni, odstępstwem od powszechnych zachowań wyraźnie stwarzają > zagrożenie, tylko tym zwykłym codziennym "kapelusznikom". > Jeżdżę bezpiecznie, staram się myśleć za kierownica i "wyprzedzać" zdarzenia na drodze. A to nie > znaczy zgodnie z przepisami. Gdybyś mógł wymienić, których jeszcze znaków nagminnie nie przestrzegasz oprócz B33 to zobaczylibyśmy co naprawdę Cię boli. Zatrzymujesz się na czerwonym? Na rondzie jeździsz w lewo czy w prawo? Dodajesz gazu przed ostrym zakrętem? Wymuszasz pierwszeństwo gdzie Ci jest wygodnie? Nie? Uważaj - możesz zostać uznany za debila.
  16. > wybieram bramkę 2 > z uwagą urzędnika "postawimy 50 bo i tak nikt tyle nie pojedzie, a realnie 70" > trzeba by się przyjrzeć dokładnie tym znakom i sprawdzić czy faktycznie wszystkie są zgodnie z > rozporządzeniem > dość często pewnych znaków się nadużywa I nigdy tego nie negowałem. Wyśmiewam tylko demagogię uprawianą przez niektórych, że jak widzą jeden źle ustawiony znak po robotach drogowych to czują się zwolnieni z przestrzegania wszystkich pozostałych, udając że nie wiedzą czy są one odpowiednio dobrze umotywowane lub zakładając a priori że tamte znaki dotknięte są tą samą wadą. Ewidentnie źle postawiony znak odróżniłaby od pozostałych nawet małpa. Zresztą znamienne, że dotyczy to WYŁĄCZNIE ograniczeń prędkości. Nie słyszałem podważania zasadnośći znaków regulujących pierwszeństwo, nakazu, zakazu (innych niż B33), informacyjnych, ostrzegawczych etc. Dlaczego nie ma takich "kampanii"? Bo jeżdżącym za szybko przeszkadzają tylko te, które im tego zabraniają.
  17. > Z drugiej jednak strony zauważ, że te arterie na filmie są jednak jednokierunkowe i na dobrą sprawę > można uznać, że bezkolizyjne. Dlaczego więc nie podnieść na nich dozwolonej prędkości? Tego > typu pytania stawiane przez "niepokornych" nie ograniczają się wyłącznie do jasnych sytuacji. > No bo tak z ręką na sercu pomyśl: > 1. Czy ograniczenie do 70 km/h na trzypasmowej bezkolizyjnej jezdni bez przejść dla pieszych to > normalna sytuacja? Jak pisałem, jechałem tą drogą. To jest praktycznie centrum miasta. Każdy z tych zjazdów/wjazdów może się w dowolnej chwili zakorkować i przy dużych prędkościach będziesz miał karambol. W Berlinie czy Wiedniu na takich drogach jest 60. > 2. Czy ograniczenie do 40 km/h ciągnące się kilometrami na "przebudowywanej" drodze, na której nie > trwają żadne prace (norma w PL) to normalna sytuacja? To może wynikać z przepisów (droga przed oddaniem do użytku). Ale generalnie zgadzam się, że oznakowanie robót drogowych mamy fatalne. Tyle że nie o tym wątek. > 3. Czy wprowadzanie terenu zabudowanego w szczerym lesie to normalna sytuacja? Zależy czy ktoś w tym lesie mieszka lub czy piesi tamtędy chodzą. IMO sytuacje gdzie naprawdę zabudowany ciągnie się przez pola to margines. > Jak dla mnie każdy z tych przypadków u normalnie myślącego człowieka poddaje w wątpliwość zasadność > wprowadzania ograniczenia. A niestety tego typu sytuacje spotkasz od kilku do kilkudziesięciu > razy w obrębie jednego powiatu, a w szczególnych przypadkach być może nawet gminy. Właśnie nie. Tego typu sytuacje to margines, który notabene coraz bardziej znika bo oznakowanie się zmienia na lepsze.
  18. Ryb odpowiedział Marcinas na temat - Motokącik
    > za i przeciw, ewentualnie jakas alternatywa. > - auto do jazdy głównie w mieście, więc ma być zwinne. Nie jest. > - kilka razy w roku w trasę, więc ma być szybkie. Nie jest. > - będzie w leasingu, więc nowe. > - przebiegi roczne do 20kkm, gaz odpada. > - auto na jakies 7-8 lat. > - użytkownik 60+, więc zależy mu na św.spokoju > padlo na toyotę. aktualna cena za wersję z silnikiem 135km to ca. 80 kpln. > można znaleźć jeszcze coś, co spełnia ww. parametry ? Hybryda jeżdzi jak tramwaj. Ani szybko ani zwinnie. W tej samej cenie jest diesel, który - mimo że obiektywnie szału nie robi - i tak miażdży hybrydę wrażeniami z jazdy. Jeśli auto miałoby służyć do toczenia się w trybie "emeryt w kapeluszu" to tak. Inaczej nie ma sensu. Przejedź się tym i sam zobacz.
  19. > To jeden z tych przypadków, który czepiając się rozpaczliwie mantry "bo takie są przepisy" będzie > do upadłego uzasadniał każdy idiotyzm, o ile jest zgodny z przepisami. Jeżeli przedstawi się > komuś takiemu konkretne argumenty, które zagrażają jego światopoglądowi, czyli: > rzeczywistość: urzędnicy ustawiają ograniczenia prawie że losowo > vs > ideologia: urzędnicy przy pomocy zaawansowanych aplikacji symulujących ruch na danej drodze > obliczają dozwoloną prędkość > to ma 2 wyjścia: > - brnąć dalej > - udawać że problemu nie ma > Możemy tu obserwować obie taktyki. Dobrze mój drogi. Twój pech polega na tym, że wczoraj jechałem tą właśnie drogą. Co można też zauważyć na Twoim filmiku, znaki B33 (ograniczenie prędkości) są tam w mniejszości. Na drodze jest mnóstwo znaków ostrzegawczych (np. A6, A7), znaków nakazu (np. C2, C5), znaków informacyjnych (np. D8, D14), bez liku znaków z zakresu E (tablice kierunkowe), że o oznakowaniu poziomym nie wspomnę. Łatwo zweryfikować, że 100% tego oznakowania odpowiada sytuacji na drodze. Znaki "ustąp pierwszeństwa" stoją na rozjazdach i skrzyżowaniach na drogach podporządkowanych, linie wyznaczają prawidłowe pasy ruchu, znaki nakazu kierują tam gdzie trzeba, znaki informacyjne informują faktycznie o tym co dalej następuje, tablice kierunkowe wskazują rzeczywiste kierunki. Zostawiając znak B33 na chwilę na boku widzimy, że ABSOLUTNIE WSZYSTKIE pozostałe znaki są ustawione prawidłowo. Wróćmy teraz do Twojej teorii, bo są dwa możliwe wyjścia: 1. Urzędnicy stawiają znaki chaotycznie, bez sensu i bez związku z sytuacją na drodze. Oznacza to, że powinni zawodowo w totka albo ruletkę grać, bo oprócz B33 udało im się idealnie tak trafić, że pozostałe znaki stoją DOKŁADNIE tam, gdzie powinny. Zauważ, że nie było tam np. żadnego znaku informującego o przejściu dla pieszych, drodze dla rowerów, ruchu okrężnym czy ostrzeżenia o przejeździe kolejowym na środku tej wielopasmówki, a przecież przy losowym ustawianiu znaków powinno się tak zdarzyć. Cud! Niech więc urzędnicy dalej ustawiają te znaki losowo, bo świetnie im idzie. 2. Urzędnicy ustawiają jednak znaki zgodnie ze stanem faktycznym. Oczywiście dotyczy to WSZYSTKICH znaków z wyjątkiem B33! Jak już zaprojektują oznakowanie, siadają i ze złośliwym chichotem postanawiają: "A teraz wyrzucamy analizy i mapy do kosza (jeśli oczywiście byśmy je mieli) i losowo będziemy ustawiać ograniczenia prędkości żeby zrobić na złość Polarnemu i jego kolegom". Faktycznie, złośliwi urzędnicy robiący Ci na złość powinni zostać odwołani. Zdecyduj proszę, która z tych teorii wydaje Ci się sensowniejsza i jej się trzymaj.
  20. > Ryb na pytanie nie odpowiedział, a szkoda. Byłem zajęty - przejechałem wczoraj przepisowo pół Polski. Żeby było śmieszniej, jechałem dwukrotnie TĄ SAMĄ DROGĄ co na filmiku.
  21. > Tak. > Stąd, że odsetek znaków idiotycznych drastycznie by zmalał. > Jakoś za granicą (za wyjątkiem Italii) ograniczenia są dużo bardziej zbliżone do prędkości, którą > by się i tak jechało. Śmiem wątpić. Ja zarówno w Polsce jak i poza nią widzę podobne ograniczenia w podobnych miejscach i okolicznościach. Jedyna różnica jest taka, że Polacy mają je gdzieś. Oczywiście w Polsce, bo poza nią nagle nie przeszkadza im 80 na autostradzie, auta na obu pasach przed zwężeniem i pięćdziesiątka w terenie zabudowanym, choćby droga miała i osiem pasów. Cud?
  22. > Ja np. czytałem wywiad z takim decydentem i słuchałem opowieści od kogoś, kto decydentów zna. > Faktem tym podzieliłem się w tym wątku. Nie pomogło - skoro ideologia twierdzi, że urzędnik > analizuje sytuację zgodnie z wytycznymi naukowymi, a rzeczywistość jest inna, to tym gorzej > dla rzeczywistości. A gdyby nagle zaczęli analizować to byś się stosował? A skąd byś wiedział skoro i tak jesteś mądrzejszy od każdego znaku na drodze?
  23. > Typowe dla kogoś, kto już nie wie co odpisać - przeginanie w drugą stronę, co miałoby niby dowodzić > jego racji. > Chyba że jesteś faktycznie jednobitowcem i nie widzisz rozwiązań innych niż dwa skrajne. Można stosować się do przepisów albo nie. Jeśli widzisz rozwiązania pośrednie to powodzenia.
  24. > Dotyczenie przepisów nie jest absolutnie tematem tej dyskusji. Choćby z tego względu, że każdy ma > na ten temat takie samo zdanie. Po co więc o to pytasz? Pojawił się wyżej argument że łamanie ograniczenia prędkości w terenie zabudowanym służy podniesieniu bezpieczeństwa, gdyż kierowcy jadący w trasy dojeżdżają na miejsce szybciej. Ja bym poszedł dalej i jeździł koło szkół 200km/h zamiast 40. Dzieci będą narażone na wypadek z udziałem przejeżdżającego auta pięciokrotnie krócej co zwiększy ich bezpieczeństwo o ok. 80%.
  25. > Zwłaszcza, gdy powoduje za sobą półkilometrową kolumnę, bo ma kaprys przestrzegać "zabudowanego" w > szczerej łące. > Tacy kierowcy są po prostu ulubieńcami tych, co jadą w długą trasę i dojeżdżają nie w 6, lecz w 7 > godzin. Tak pewnie jest bezpieczniej. Kierowców jadących w trasy przepisy nie dotyczą? Zgodnie z tym co napisano wyżej kierowców jeżdżących lokalnie przepisy nie dotyczą (bo znają oni drogę lepiej od urzędników którzy nigdy nią nie jechali*). To kogo w takim razie dotyczą? * na potrzeby tej teorii lokalnych urzędników rekrutuje się z innych województw żeby broń boże nie mieli okazji jeździć po terenie, którego dotyczą ich decyzje.

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tego serwisu, wyrażasz zgodnę na naszą Polityka prywatności oraz Warunki użytkowania.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.