W zeszłym roku jechalismy do Wiednia. Kilka godzin palnik 40st w cieniu, od asfaltu grzało jak z piekarnika, w pełnym słońcu jakas masakra była. Ja w jeansach motocyklowych, wysokich butach, kurtce, rękawicach. Kumple na jakiejś stacji się porozbierali do koszulek. Ja z uporem maniaka jechałem dalej w ciuchach. W pewnym momencie zaczęło mnie odcinać. Przestrzeliłem prawie zakręt, czas reakcji pewnie podobny jak przy 1 promilu miałem...
Zatrzymaliśmy się na stacji. Kumple prawie siłą mnie rozebrali. Rzuciłem kilka kur... powiedziałem, żeby się pierd... ja jadę dalej w ciuchach. W końcu ustąpiłem, bo zaczęła się robic atmosfera dość wybuchowa i prawie sie postukaliśmy. Wylali na mnie butelkę wody, dalej jechałem w jeansach i koszulce. Różnica kolosalna.
Myślę, że dalsza jazda w pełnym ubiorze skończyłaby się na którymś zakręcie... Czasami trzeba zdjąć ciuchy...