To może ciut szerzej. Co boli diesla i co wysysa kasę z portfela właściciela:
1. Turbosprężarka. Kierowcy "męczą" turbo zbyt wysokimi obrotami na zimnym silniku i nie pozwalają się jej "uspokoić". Brzmi banalnie jak "uważaj na siebie", ale realnie widzę to np. u nas w firmie.
2. Wtryskiwacze. Tankowanie taniego paliwa i trzymanie się producenckich interwałów wymiany filtra paliwa. Filtr paliwa wymieniamy co rok.
3. DKZ. Dwumasę zabijają kierowcy zmieniając biegi jakby to było pstryk i światło. Puszczanie gazu w nieodpowiednim momencie, brak płynności w operowaniu sprzęgłem co musi być precyzyjnie zgrane z gazem. Zbyt szybkie puszczanie sprzęgła, zbyt niskie lub zbyt wysokie obroty silnika przy ruszaniu i zmianie biegu. Łatwo - nawet w aucie wysokiej klasy - da się wyczuć, że ten napęd się meczy, nie ma płynności, ale jazda w mieście z ciągłym dbaniem o elementy mechaniczne, szczególnie przy mocnych dieslach jest najnormalniej w świecie trudne i upierdliwe na dłuższą metę.
Dieslem nie można urywać sekund na zmianie biegów, a na ciepłym, rozkręconym turbo. Mnóstwo osób jeździ zawsze tak samo. Albo mulą, albo katują, a trzeba zmieniać styl jazdy, żeby oszczędzając DKZ nie zablokować zmiennej geometrii łopatek.
Trzeba obiektywnie przyznać, że tych kwestii do ogarnięcia jest za dużo jeśli chcesz traktować samochód jako przemieszczacz miejski. A ponieważ tendencja od ponad 100 lat jest taka, że kierowca może wiedzieć coraz mniej, na pewno mógł wiedzieć mniej w latach wolnossących Astr F 1.6 i Peugeotów 1.9 D. Więc z erą diesli jest coś w istocie nie tak.
4. DPF. Jazda na krótkich odcinkach od wieków niszczyła samochody. Ludzie jednak zaczęli jeździć samochodem do kiosku po gazetę i auto tak wprost nie protestowało. Teraz okazuje się, że jednak tak być nie może. To akurat dobrze i na zdrowie wszystkim. Ja uważam, że uszczelka pod głowicą powinna się przepalać gdy ktoś zaparkuje bliżej niż 100 m od wejścia do galerii handlowej...ale nie róbmy wątków pobocznych.
5. Ogólna wytrzymałość mechaniczna. Ludzie zaczęli jeździć dieslami zupełnie...nielogicznie. Chodzi o korzystanie z pełnych możliwości. W wolnossących silnikach benzynowych, osiągi maksymalne były zbliżone, ale osiąganie ich było okupione hałasem, wysokimi obrotami i pozornie wydawało się, że silnik się rozleci. W turbo dieslu te same czasy przyspieszeń i prędkości przychodziły dużo kulturalniej co wcale nie męczyło...chociaż obciążenie mechaniczne i termiczne również było gigantyczne. Po prostu diesle się dużo bardziej obciąża, ale tylko ze względu na inne efekty uboczne, mniej niekorzystne dla pasażerów, a to zmniejsza trwałość. Stąd też opinia, że TDI "jedzie", a n/a noPb "nie jedzie". Tylko to "jedzie" bierze się tylko i wyłącznie z pracy z cylindrze.
6. Interwały międzyprzeglądowe. 30 kkm lub co 2 lata chwalą się producenci...kup nasze auto, a koszty będą żadne. Klient myśli to super, nowocześnie, pewnie wszystko przeliczone i dostosowane przez producenta, identycznie jak w Mercu W123. Niestety. Fakt, że na Bratku nie działa google maps...w przeciwieństwie do Samsunga A1500 turbo nie znaczy, że wszystko co nowsze to lepsze i mniej wymagające.
Podsumowując. Płynnie, zmiennie, różnorodnie i ze skupieniem. Jeśli too hard, Leaf, i3, Tesla...Ursus...
Pozdrawiam.