Facet idzie ulicą. Mija restaurację serwująca owoce morza i ludzi oddających się konsumpcji. Patrzy z obrzydzeniem, w końcu nie wytrzymuje, wchodzi do restauracji, idzie na środek sali i mówi:
"Ja dziś biedny dziad z XIX wieku byłem głodny koło 9:00, więc szybko napchałem jape płatkami śniadowymi z biedronki i zalałem mlekiem z kartonu, o 9:01 byłem już pełny, i to tak że mi się mleko ulało z nosa. O 14:00 się szybko zesrałem i zrobiłem się głodny, więc na szybko wciągnąłem pół garnka kartofli z wczoraj i o 14.02 byłem już syty!"
Jeden z gości, patrzy zdziwiony na niego i mówi: "Ale mi to tutaj smakuje..."
- Wcale ci nie smakuje, frajerze! - odpowiedział dyplomatycznie. Po czym kontynuował swój TedTalk:
"A na kolację będzie na bogato - kanapka ze smalcem. Max 2 minuty roboty.
i... tyle, cały dzień żrę bez namysłu i kombinacji.
Śmieszy mnie te Wasze jedzenie! I te napełnianie członka podczas wzwodu w momencie jedzenia tych ośmiornic i glonojadów.
Normalni ludzie po prostu żrą czy to chleb, czy ziemniaki czy kapustę!
Dobranoc! "
Niesamowicie dowartościowany skończył monolog i opuścił idiotyczny przybytek myśląc... - "Jak jutro jeszcze raz zobaczę tych głupków jedzących te świństwa, to będę musiał niestety znów tu wejść i ich nawracać."
Ale warto było - pomyślał widząc nieznaczne wybrzuszenie w okolicach swojego rozporka...