Dostaję od czytelników dużo listów z pytaniami o zakończoną wczoraj wyprawę "Z motyką na słońce. Głupota i stres".
Wyprodukowałem więc taką planszę. Można sobie zobaczyć trasę, koszty i czasy ładowania. Ładowałem też trochę w hotelu w Utrecht (darmo).
Tajemnice zachwowania resztki twarzy daleko jadąc EV to:
- wyjazd z domu z pełną baterią i dojazd do domu z pustą
- dojazd do ładowarki z jak najniższym stanem baterii
- ładowanie do max 50-60% (no chyba, że następna ładowarka jest za daleko lub i tak trzeba zabić trochę czasu w oczkiwaniu na prom)
- ładowarki Ionity (jeszcze dziura w Poznaniu).
- abonament Ionity
- trochę szczęscia, że wszystkie ładowarki będą prawidłowo działać - tak było
- trochę szczęscia, że choć jedna ładowarka w danej lokalizacji będzie dostępna - tak było , poza lokalizacją miedzy Bremą a Hamburgiem, bo 4 niemieckich kierowców chaciało koniecznie ładować swoje EV do powyżej 90%. Tu Superchargery są lepsze, bp w momencie obłożenia odcinaja prąd po uzyskaniu 80% i dowalają karę postojową.
Uprzedzając inteligentne śmichy i komentarze, że spalinowcem lepiej, bo szybciej i bez stresu, oznajmiam, że i owszem. A w odreagowaniu stresu pomagaja mi ceny benzyny/ON.
Pragnę również zaznaczyć, że podróż sama w sobie miała być przyjemna, żadnego jechania po nocach, czy łamania ograniczeń. To nie te czasy, gdy musiałem przejechać trasę Southampton - Warszawa w jeden dzień.
Aha, zużycie pradu na poziomie 22 kWh/100 km. Prędkości w okolicach 120-130 km/h, chyba że ograniczenia, korki bądź żona nakazywały mniej. Jeśli się nie pomyliłem, to koszt ładowań to około 1200 pln.
Nie wiem, dlaczego AK robi downgrade jakości obrazka...
dorzucam linka.
https://ibb.co/RhpQSs1