Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Autokącik

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

danielei_punto

użytkownik
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez danielei_punto

  1. danielei_punto odpowiedział Maciej__ na temat - Motokącik
    Chyba po prostu jakiś zabieg marketingowy na wyróżnienie tych kompletacji z systemem start&stop - gdy się interesowałem tym autem, to jeszcze nawet nie było oficjalnego cennika u dealera, gdy zajrzałem teraz na stronę to widzę, że się zmieniło trochę. W tym aucie najlepiej spisywałby się IMO wolnossący silnik 2.4, który był w Grand Vitarze i Kizashi, szczególnie w połączeniu z automatem.
  2. danielei_punto odpowiedział Maciej__ na temat - Motokącik
    Jak ma być na 5 lat to warto zacząć te 5 lat od zabepieczenia antykorozyjnego podłogi i profili we własnym zakresie, jak na Suzuki przystało - w nowym aucie będzie tanio i bezproblemowo, Ja się przymierzałem do Vitary w lipcu zeszłego roku, Auto ogólnie przyjemne, chociaż silniki trochę za słabe, to można na to przymknąć oko - ale zależało mi na wersji xled sun z napędem na 4 koła i automatem, więc okazało się że trzeba czekać 5 miesięcy, może nawet pół roku od złożenia zamówienia i na tym się skończyło.
  3. Łatanie karoserii to już nie taka prosta organizacyjnie sprawa - i podejrzewam, że to jest jedna z przyczyn, dla których w przypadku wielu producentów widać tendencję do oszczędzania na jakości zabezpieczeń antykorozyjnych. Poza tym dochodzi np. kwestia krótkiego życia modelu i liftingów robionych prawie co chwila - zmiany niby kosmetyczne i ktoś, kto się danemu pojazdowi dokładnie nie przyglądnie, ma szansę nawet ich nie zauważyć, ale jest już możliwość, żeby części przed- i poliftowe nie były współzamienne, co np. utrudnia korzystanie używanych gratów przy naprawach nadwozia po jakichś tam drobnych stłuczkach, itp.
  4. danielei_punto odpowiedział Rado_ na temat - Motokącik
    Anteny w postaci nitek na szybie zazwyczaj bardzo kiepsko sobie radzą w przypadku DAB.
  5. W nowym odpada problem napraw wynikających ze zwyczajnego zużycia - właśnie dlatego, że jest nowe.
  6. http://www.dailymail.co.uk/news/article-3588630/Putin-smiles-officer-demonstrating-quality-new-vehicles-accidentally-pulls-door-handle.html
  7. Lepsze zabezpieczenie podwozia to jest dodatkowy koszt - być może to kwestia polityki konkretnej marki na co pieniądze warto wydawać, a na co nie. Akurat mam Nissana, który dopiero pierwszą zimę zaliczył: podwozie przed zimą zabezpieczyłem woskiem i zamierzam to co roku powtarzać, więc raczej na podłodze korozja nie powinna się pojawić szybko, ale np. rama pomocnicza tylnego zawieszenia, do której jest zamontowany tylny mechanizm różnicowy i wahacze, zaczęła bardzo pięknie rdzewieć w zakamarkach i na spawach. Z drugiej strony taki Suzuki Jimny, w którym korozja właściwie jest cechą wpisaną w charakterystykę tego pojazdu, na rynku macierzystym nie ma tak złych opinii pod tym względem - ale tam się nie wysypuje soli na drogi w zimie, więc może w takich warunkach nawet to liche fabryczne zabezpieczenie wystarczy. W naszych warunkach zdecydowanie nie wystarcza.
  8. No ale tak jak napisałem, większość nie była zainteresowana takim tematem w ogóle - nie pytano nawet o żadne szczegóły, po prostu z definicji osoba fizyczna i sprawa cywilna to temat do skreślenia natychmiast, dziękujemy i się nie podejmiemy.
  9. Oczywiście, że było - zarówno w ogłoszeniu, jak i na tabliczce na drzwiach oraz na wizytówce, którą mi wręczono. W oknie było nawet takie ładne logo:
  10. To akurat dobrze świadczy o Maździe - przynajmniej da się coś na gwarancji naprawić, bez słuchania że usterka to "naturalne zjawisko" albo "skutek naturalnego zużycia".
  11. Jeśli zawnioskujemy o zwrot kosztów (pełnomocnik może np. zapomnieć) i jeśli wygramy. Korzystając z "pomocy prawnej" jaką miałem okazję oglądać na własne oczy szansę na wygraną raczej sobie zmniejszamy niż zwiększamy. Nie wiem, jakie miejsca są "odpowiednie" - nie mieszkam w Warszawie, próbowałem korzystać kilka razy z lokalnych kancelarii u siebie na zadupiu, z miernym skutkiem. Ostatni raz w lutym tego roku byłem w wielce prestiżowej kancelarii, sąsiadującej z osiedlowym sklepem "Świat Alkoholi KOALA" - wcześniej obdzwoniłem parę innych, gdzie pierwsze pytanie, jakie mi zadawano, brzmiało: w czyim imieniu działam. Odpowiedź że w swoim własnym, jako osoba fizyczna, kończyła rozmowę - przynajmniej taki plus, że uczciwie stawiają sprawę. Tylko pod jednym z telefonów wyrazili zainteresowanie i kazali przyjść. Rozmowa nazywała się "konsultacja prawna" i kosztowała 250 zł netto (płatne z góry). Rozmówca w ogóle nie był zainteresowany przedmiotem sporu, w którym miał mnie reprezentować - wręczył mi kilka skserowanych kartek, które były "wzorem pozwu". Bazując na tym przykładzie miałem sam sobie taki pozew napisać i podesłać im mailem do weryfikacji. Po udzieleniu im pełnomocnictwa mieli ten pozew złożyć. Najistotniejszą częścią rozmowy był cennik: za każdy termin w sądzie 400 zł netto plus koszty dojazdu wg. rachunków. Z osobą, która będzie w moim imieniu występować przed sądem spotkam się dopiero na pierwszej rozprawie. Jeśli nie zamierzam do sądu przychodzić, to koszt rośnie do 600 zł netto za termin - i wcześniej będzie konieczne jeszcze jedno spotkanie (płatne oczywiście), gdzie przedstawię parę szczegółów sprawy, tak żeby mieli z grubsza pojęcie o co chodzi (co oznacza, że w tańszym wariancie pełnomocnik przyjdzie kompletnie nieprzygotowany, nie mając absolutnie żadnej wiedzy na temat sprawy, której spór dotyczy). Przy tak "rzetelnym" podejściu do tematu raczej nie ma wątpliwości, o co tu chodzi: jest to strzyżenie frajerów i nic więcej.
  12. Mnie np. praktyka przekonała, że w przypadku spraw niewielkiego kalibru takich jak np. spór z ubezpieczycielem czy ekipą budowlaną (gdzie z definicji jest to raczej akcja jednorazowa niż wstęp do dłuższej współpracy) trzeba być właśnie ciężkim frajerem, żeby do adwokata się udać. Tracimy czas i pieniądze, w zamian nie dostajemy nic. Szczytem w moim przypadku był wytypowany przez kancelarię pełnomocnik, który nie wiedział jak się zachować w sądzie i został wyrzucony za drzwi (a zanim go wyrzucili dopytywał gorączkowo, jakie cele chciałbym osiągnąć). Podziękuj więc kolegom po fachu - skoro uważają, że najlepsza strategia to krojenie jelenia, który przynosi im kasę za nic, to niesie to ze sobą określone konsekwencje i nie ma co potem skamleć w internecie, że ludzie nie dorośli do korzystania z pomocy prawnej. Otóż dorośli - i nawet z tej naiwności zdążyli wyrosnąć.
  13. Mój Civic. którego oddałem dealerowi w rozliczeniu za inne auto - ostatanie zdjęcie zza płotu, gdy już stał na placu: Z zewnątrz jak i w środku wyglądał bardzo ładnie, przebieg udokumentowany 49 kkm, wiek - niespełna 5 lat. Pozbyłem się tego, bo kawałki podłogi zaczęły odpadać od nadwozia
  14. Jest to zwyczajnie nieprawda - to, że ktoś nie umie znaleźć rdzy, to nie znaczy, że jej nie ma. Większość aut bez poprawienia zabezpieczeń antykorozyjnych po fabryce zacznie sobie powoli korodować już po roku-dwóch, te lepiej zabezpieczone wytrzymają może z 5 lat, zanim coś się zacznie dziać - ale to już jest bardzo pzyzwoity wynik jak na dzisiejsze standardy. Od momentu gdy rozpocznie się proces korodowania do czasu, gdy pojawią sie dziury zejdzie jeszcze kilka lat - problem jest zauważany zazwyczaj właśnie na tym ostatnim etapie, a wtedy właściwie już niewiele da się zrobić. To, co się stało w Twoim aucie, to nie jest nic niezwykłego - gdybyś kupił auto japońskie, problem najprawdopodobniej miałbyś wcześniej , w przypadku VW czy w miarę współczesnego Renault na przykład - może nieco później. Ale jesli będziesz wierzył, że "normalne jest, że samochód wytrzyma te kilkanaście lat bez rdzy", to za chwilę się rozczarujesz tym, że Twoja Kia rdzewieje, a potem znajdziesz rdzę w nastepnym aucie, które kupisz, itd. W fabrycznie nowym aucie podłogę można zabezpieczyć nawet preparatem na bazie wosku - jest to metoda w miarę tania i powtarzana co roku daje całkiem dobre skutki, a do tego jest mało inwazyjna. Gdyby u Ciebie rdzewiały nie progi tylko np. podłużnice i z zewnątrz byłoby to niewidoczne, też dałbyś się pokroić za to, że Twoje auto nie ma grama rdzy.
  15. Pewnie zawierając kolejną umowę (np. z innym dealerem) i ponownie wpłacając zadatek - ale skoro pierwszy dealer zwrócił zadatek w podwójnej wysokości, to przy tej drugiej iteracji efektywnie samochód będzie nas kosztował mniej o wartość zadatku: różnicę zapłacił pierwszy dealer. Jeśli komuś faktycznie nie zależy na czasie, to można się tak bawić.
  16. Grubsze naprawy blacharskie nie mają sensu: korozja po jakimś czasie i tak wróci, a to nie jest jakiś klasyk, żeby większe sumy wkładać w takie prace - ale jeśli nie zamierzałeś tego auta jeszcze teraz sprzedawać, to warto dokładnie obejrzeć spód: przy powierzchniowej korozji można się pokusić o zabezpieczenie i jeździć dalej - no ale to pod warunkiem, że ktoś to rzetelnie zrobi. Jeśli korozja została usunięta mechanicznie a potem jeszcze potraktowana czymś takim na przykład: to przy należytej staranności podkład epoksydowy nałożony na tak przygotowaną powierzchnię powinien wytrzymać porównywalnie z fabrycznym zabezpieczeniem.
  17. W sumie to od tego, co tam widać, ciekawsze jest to, czego ewentualnie nie widać - jeśli to są tylko te progi, to problem nie jest duży, ale obejrzałbym dokładnie całe podwozie, szczególnie okolice zgrzewów. Pod tym fabrycznym "barankiem" potrafią się dziać różne rzeczy, których na pierwszy rzut oka nie widać. Największą trudnością będzie znalezienie kogoś solidnego, kto by się tym zajął rzetelnie - od oględzin począwszy, skończywszy na naprawie. Taka powierzchniowa korozja jak na tych progach jest do usunięcia - wystarczy oczyszczenie mechaniczne i jakiś preparat reagujący z korozją, na to podkład epoksydowy, potem baranek i na wierzch lakier. Da się zrobić linię odcięcia w miejscu, gdzie fabryczny baranek się kończył, więc nie powinno być nawet wizualnych śladów naprawy i ładnych parę lat powinno to wytrzymać. Tyle, że pojawia się pytanie, czy to jest wszystko - moim zdaniem raczej nie i dlatego warto żeby przed jakimikolwiek naprawami całą podłogę obejrzał ktoś, kto ma o tym jakieś pojęcie. W ASO nie ma szans na porządną naprawę tego rodzaju problemu - i nie chodzi nawet o koszty, tylko logika działania serwisu autoryzowanego raczej nie sprzyja przeprowadzeniu tego rodzaju napraw w sposób solidny, bo jak się to zrobi byle jak to klient do pewnego czasu i tak różnicy nie zauważy, a można sporo roboczogodzin zaoszczędzić. To samo dotyczy z resztą większości warsztatów zajmujących się naprawami blacharsko-lakierniczymi czy nawet zabezpieczaniem podwozi przed korozją - to po prostu wymaga sporo czasu. A źle wykonane zabezpieczenie potrafi sprawę jeszcze pogorszyć. W sumie z taniej profilaktyki nieźle wspomagającej kiepskie fabryczne zabezpieczenia dobrze się sprawdza wosk natryskiwany na podwozie na gorąco - w stanie ciekłym wypełnia wszystkie zakamarki (gdzie zazwyczaj zaczyna się korozja), po ostygnięciu zestala się. Całość kosztuje 250-300 zł. Oczywiście nie jest to powłoka trwała, w odsłoniętych miejscach pościera się dość szybko, tyle że w tych odsłoniętych miejscach korozja zazwyczaj nie atakuje. Przy kolejnym aucie polecam rozważenie tej metody - jest tania i bezyinwazyjna, a na pewno sytuację poprawia. Na pocieszenie mogę Ci pokazać fotki, jak wyglądał od spodu niespełna pięcioletni Suzuki Jimny po rozgrzebaniu fabrycznego zabezpieczenia - bo zanim zostało ono ruszone, to wyglądało to całkiem nieźle. Ale Jimny to akurat przypadek szczególny - w tej szwedzkiej klasyfikacji w ciemno obstawiam, że miałby notę najniższą z możliwych.
  18. A gdzie znalazłeś rdzę? 9 lat to jak na obecne standardy i tak długo. Ogólnie to sytuacja różowo nie wygląda - na innym forum była podobna dyskusja i pozwolę tu sobie przytoczyć taki skan: To jest klasyfikacja jakości zabezpieczeń antykorozyjnych podwozia (samego podwozia - bez innych elementów) - w Szwecji jakaś instytucja wykonuje takie badania wg. ustalonej metodologii. Samochody z jedynką i dwójką w zasadzie wymagają wykonania zabezpieczenia we własnym zakresie jeszcze przed wyjazdem na ulicę.
  19. Z drugiej strony taki CLA: nawet w nazwie ma Shooting Brake - ale to taka sama patologia, jak nazwanie czterodrzwiowej wersji tego nadwozia coupe, więc może dlatego.
  20. Czyli z trzyletnią niedziałającą gwarancją - w sumie bez znaczenia, co było przyczyną odpadnięcia lakieru, Nissan co najwyżej wytłumaczy że to jest naturalne zjawisko, które ma prawo się zdarzyć. Jedyna nadzieja, że dealer weźmie to na siebie i zrobi na koszt własny...
  21. Fajna - mogliby zrobić taką wersję fabrycznie, sam bym pomyślał o zamianie coupe na shooting brake.
  22. danielei_punto odpowiedział MarCo na temat - Motokącik
    Zwykła przekładnia hydrokinetyczna z przetwornikiem momentu obrotowego - dostępna tylko z jednym silnikiem (1.6 110KM), ale na plus jest to, że można ją wybrać nawet w najtańszej wersji Podobno ma być dostępna jeszcze skrzynia dwusprzęgłowa, ale to w przyszłości...
  23. Jest tego dużo - moim zdaniem najlepiej sprawdzą się maty butylowe z folią aluminiową od zewnętrznej strony. Układa się to banalnie prosto, docina też. Własnoręcznie wyciszałem czymś takim kabinę w Suzuki Jimny (tam fabrycznie od miejsca gdzie zaczyna się kanapa aż do drziw bagażnika jest właściwie goła blacha) - wykleiłem podłogę pod tylną kanapą i podłogę bagaznika oraz nadkola, wrażenia akustyczne mocno się poprawiły.
  24. Co do awaryjności - nie wiem, a ogólnie to jeździłem trochę takim z wypożyczalni (bez LPG) i uważam że to całkiem przyzwoite wozidło. Właściwie jedyna rzecz, która mi przychodzi do głowy jako powód do czepiania się to wyciszenie, które mogłoby być trochę lepsze, ale z drugiej strony znam auta dwukrotnie droższe, w których wygląda to gorzej, więc raczej nie jest to bardzo poważny zarzut.
  25. TC-SST montowali jeszcze w Evo i chyba w Outlanderze, ale nie wiem, czy działało to tak samo źle jak w Lancerze Ralliart - przy podjeździe pod górkę skrzynia potrafiła wyczyniać cuda.

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tego serwisu, wyrażasz zgodnę na naszą Polityka prywatności oraz Warunki użytkowania.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.