Zawartość dodana przez Manx
-
Kubica na tory!
I uważam że bardzo dobra decyzja - nie wyglądało to dobrze jak Robert ciągle był ostatni i tracił w oczach kibiców. Pokazali że nie chcą dalej brać udziału w takim festiwalu błędów i pomyłek jak Williams, płacąc za to grubą kasę. Przy okazji dla innych zespołów (w F1, w innych seriach) jest to dobitny sygnał że ambicją Kubicy nie jest samo bycie W F1 za wszelką cenę, tylko chce jeszcze się pościgać, coś wygrywać. Williamsowi piknie utarli nosa, bo to oznacza koniec wykorzystywania Roberta jako "wybawiciela", który ma sprawić, że bolid zacznie jeździć. Nie oszukujmy się - to że go zatrudnili to dlatego że Robert jest dobrym kierowcą rozwojowym i inżynierom się z nim dobrze pracuje. Bez tego kasa od Orlenu by nie pomogła. Przy okazji utarli nosa Claire Williams przy negocjacjach z Latiffim na przyszły rok - nie będzie mogła chrzanić, że ma kolejkę takich co chcą dużo płacić za fotel w bolidzie i tym samym windować stawki.
-
Gwizdki odstraszające zwierzynę
Tak naprawdę nic ni daje 100% pewności. Rozsądna prędkość nieco pomaga, bo może zmniejszyć szkody i daje szanse jakoś przyhamować, żeby zwierz zdążył przebiec - parę razy tak miałem. Raz przyhamowałem, to sarna się otarła (wytarła mi brud z zderzaka) i poleciała dalej. IMO wytężony wzrok i rozsądna prędkość to jedyne co (może o kilka procent), zwiększa szanse w tej ruletce. Ja bliskich spotkan miałem kilkanaście (łosie, dziki, sarny), ale kolizji jeszcze żadnej i uważam, że po prostu miałem szczęście. Historia zasłyszana od myśliwego. Ma głośnego diesla, na zderzaku zamocowany gwizdek na zwierzynę. Jechał sobie raz w nocy, zaledwie kilometr od domu, 40 - 50 km/h na ograniczeniu 90 km/h, bo wie że tam się dużo dzieje w nocy (czasem tam poluje). Pomimo że, jak mówi, był bardzo skupiony i nie pędził, to zając mu wyskoczył tuż przed maskę i samochód nieco zdefasonował. Gość pojechał dzień później do blacharza, a blacharz (też myśliwy) miał w swoim samochodzie przód rozwalony po spotkaniu z sarną. Morał - jak masz pecha, to nie unikniesz, nawet jak wiesz że te zwierzęta tam są i będziesz jechał wolno.
-
Gwizdki odstraszające zwierzynę
Teść jest myśliwym i nie słyszałem od niego by coś skutecznego wymyślono. Jedyne co mi odpowiedział, to wytęż wzrok wjeżdżając do lasu.
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
Czasem uważaj na ten system, bo potrafi się pomylić . U mnie się ostatnio coś mu się popirniczyło i mogłem gwarancję stracić. Miałem przeglądy olejowe zmienione na co rok lub 15000 km, więc wypadało przy przebiegu jaki miałem ostatnio lub do końca czerwca, a systemowi się pochrzaniło i pokazywał mi że jeszcze mam 5000 km lub kilka miesięcy do przeglądu olejowego. Jeżeli bym się nie kapnął przypadkiem i nie zerknął do książki serwisowej, to gwarancja by zrobiła papa Podejrzewam, że przy poprzedniej wizycie w ASO ktoś grzebiąc namieszał mu "w głowie".
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
No to mało przyjemnie, zwłaszcza jeśli to prawda że ceny serwisu Missabitchi są wysokie jak można na AK przeczytać.
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
Japońcyzyk sprowadzony gdzieś z bardziej zachodniej EU? Spotkałem się z info o takim interwale w przypadku Swifta sprowadzonego z Belgii. No to to już przegięcie w drugą stronę
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
Jeśli jest pakiet przeglądów to masz to już za darmo... tzn zapłaciłeś już za to wykupując pakiet. W niektórych markach, to się bardzo opłaca (np. w BMW, w VW też ostatnio liczyłem, że przez 3 lata pakiet wychodzi taniej niż przeglądy opłacane samemu. W Seacie mi wyszło odwrotnie - pakiet droższy niż przeglądy samemu opłacane ) To się robi tak naprawdę tylko po to, żeby utrzymać gwarancję
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
Jak sama nazwa mówi - przeglądają się w szybach . Po roku mały przegląd to na ogół jakieś pierdoły - kontrola wzrokowa nadwozia pod kątem uszkodzeń lakieru , kontrola od spodu pod kątem wycieków, kontrola hamulców, poziomu płynów, mierzenie głębokości bieżnika, wymiana filtra kabinowego, ewentualnie regulacja reflektorów, wystawienie faktury Olej nieee - co 30 000 km. Filtr powietrza nieee - co 50-100 000 km.
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
Ja książkę jeszcze mam - 2016. Ale od zeszłego roku (jak nie lepiej) VW i Seat książki już ludziom nie dają. Naklejki z info o nast wymianie nie dają już.
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
Dokładnie tak. I nagle się okazało, że floty to łykają, więc i inni producenci też w to poszli, żeby być konkurencyjni. Żeby było ciekawiej- po paru latach taki samochód trafia do sprzedaży na rynku wtórnym z hasłem "serwisowany w ASO". No super, tylko że książki serwisowej nie ma... bo od jakiegoś czasu w VW nie dają już książki serwisowej, więc nie będzie śladu że wymiany oleju były co 30 000 km. Tak owszem jest to zapisywane w systemie VW... ale tam dostęp ma tylko serwis i może udzielić informacji tylko właścicielowi samochodu Ja osobiście stwierdziłem, że będę wymieniał co 15 000 km. Czyli w moim przypadku wypada to co ok 10 m-cy. Poradziłem się kilku mechaników (nie z ASO w którym serwisuję ) i wszyscy mi doradzili taki krok. Pewno na wymianach longlife do końca gwarancji bym dojeździł bez problemu (a jakby jednak coś padło to jest gwarancja), tylko co potem - chcę pojeździć jeszcze z 2 lata po gwarancji.
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
Bo to jest absurdalne, a tym bardziej w nowym silniku, gdzie jeszcze pozostają opiłki z obróbki elementów w fabryce. W sensownym ASO przy pierwszym przeglądzie dostaniesz pytanie czy będziesz jeździł samochodem po gwarancji. Jeśli powiesz, że tak, to sami zarekomendują Ci skrócenie interwałów między wymianami oleju do 15 000 km. 30 000 km to zbyt dużo - właściwości oleju się zmieniają, zdolności filtrowania przez filtr oleju spadają.
-
Czy istnieje coś takiego jak pechowy samochód? Długie
Nie doprowadziła - taki kupiła zupełnie nieświadomie. Lawina ruszyła dość szybko. Ktoś wypchnął ten samochód do ludu bo szykowały się inwestycje, niektóre usterki ukrył (umyty silnik, podwozie), a niektórych nie zauważyli (np. sworzeń, dwumas). Opony wyglądały OK ale były jakieś paroletnie chińskie i przez to śliskie przeraźliwie. Klocki skończyły się po 2-3 kkm od zakupu - wracaliśmy z weekendu i co hamowanie to piii ,a przy wymianie wyszło że tarcze już dawno poza tolerancją. Prawdopodobnie auto służyło jako służbowy u kogoś kto często zjeżdżał z asfaltu, dlatego nikt się z tym nie pieścił i o stan techniczny nie dbał. A wracając do tematu wątku, to nie pechowy, a zużyty. Duże nakłady były potrzebne, żeby doprowadzić to do stanu używalności.
-
Czy istnieje coś takiego jak pechowy samochód? Długie
Moim zdaniem pechowe auta nie istnieją. Jeśli auto się psuje, to nie dlatego, że jest pechowe, tylko dlatego, że zużyte albo źle sewisowane (niefachowy serwis, oszczędności). Moja żona z teściem kupili kiedyś japońską ("bezawaryjną") terenówkę, taką jaka jej się podobała. Też można powiedzieć, że pechowa, bo ciągle coś padało, ale to nie pech - auto po prostu zużyte i ze skręconym przebiegiem. W ciągu pierwszego roku najpierw na autostradzie kilkaset km od domu padł przepływomierz, a w drodze powrotnej skończyły się klocki hamulcowe, a potem okazało się że tarcze są cienkie jak papier. Po wymianie hamulców było bum, bo ABS wysiadł, a na kołach były jakieś chińskie opony nienadające się do jazdy po mokrym. Oprócz tego w ciągu 2 lat rozleciał się sworzeń wahacza, pekła poduszka silnika, pekło mocowanie skrzyni, po podłączeniu komputera wyszła sterta błędów, przy przeglądzie rejestracyjnym mechanik wlazł pod spód to stwierdził że olej cieknie wszędzie gdzie tylko może, padła turbina, dwumas. No jeżdzący złom, ale że się żonie dobrze jeździło to w to inwestowała. To nie pech tylko żużyty samochód. Moim zdaniem jeżeli budżet pozwala, to cokolwiek nowe co w wystarczającym stopniu zaspokoi potrzebę transportową (tzn człowiek będzie w stanie przewieźć to co koniecznie musi), będzie lepsze niż najbardziej wypasione używane z nie-niezbędnymi luksusami i długą listą komplementów od handlarza. Znam przykład od klienta - zamienił kilkuletniego Golfa Varianta na nową Dacię Dokker. Wartość rynkowa podobna, ale jak mówi spokój jaki ma, jest nie do porównania.
-
Kubica na tory!
Bolid udało się Williamsowi złożyć, wysłać do Barcelony. Robert dziś jeździ na testach po Circuit de Catalonia. Na razie to bardzo wczesna faza testowania nowej konstrukcji i po początkowych dramatycznych czasach (typu 30 s straty na okrążeniu) związanych z licznymi zamontowanymi na bolidzie czujnikami, jest coraz lepiej. Najlepszy czas Roberta po pierwszej sesji testów choć nadal jest ostatnim czasem sesji, to nadzieję widać. 1,5 s straty do przedostatniego Strolla i 4 s do najszybszego, czyli jak na testy, to nie ma dramatu. Czasy nie są priorytetem, co widać po nierównych czasach - jedno okrążenie szybkie, potem prawie 10 s wolniejsze i znowu szybsze. Inne zespoły są już na innym etapie testów niż Williams. Przed rozpoczęciem sezonu jeszcze parę dni jazd przed zespołami, więc miejmy nadzieję, że Williams będzie konkurencyjny za miesiąc podczas GP Australii
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
Pakiet zimowy w grupie VW to zawsze spryskiwacze reflektorów, a jak są owe, to zawsze jest i kontrolka niskiego poziomu płynu, bo przy spryskiwaczach płyn schodzi dużo szybciej.
-
Listwa ochronna na rant drzwi
Znam temat. Miałem wąziutki garaż z tynkiem cementowym i czarny samochód w którym każde obicie pozostawiało biały ślad. Zamiast obwieszać samochód plastikami poszedłem w drugą stronę - na ścianach w garażu przykręciłem sobie cienkie listewki sosnowe. Wysokość montażu dobrałem tak, by wypadały akurat w tym miejscu gdzie drzwi samochodu stykają się ze ścianą.
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
W wielu markach jest tak że czujnik poziomu płynu do spryskiwaczy jest w pakiecie zimowym. Co w ramach tego pakietu jest, to już zależy od marki modelu: grzane stołki, podgrzewane dysze spryskiwaczy, grzana przednia szyba, podgrzewana kierownica, spryskiwacze reflektorów. Dostałem taką kontrolę w ramach pakietu zimowego, ale mógłbym bez tego żyć i by mnie nie drażniło czasem. Pół zbiornika płynu, a to już alarmuje że niski poziom. A w górach czasem lepsze jaja, bo jedziesz pod górę i kontrolka płynu daje ci po oczach na żółto, a zjeżdżając z górki gaśnie
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
Klejenie uszczelek to "genialny" wynalazek. Mi w Fieście parę tygodni po zakupie woda się lała do środka, bo w uszczelce po stronie kierowcy puścił klej gdzieś pod i woda leciała na dywanik kierowcy. Generalnie to on ciekł w kilku miejscach w różnych okresach czasu i ironią losu było to, że model zaprojektowano w deszczowej Wielkiej Brytanii
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
co do zasady tak, aczkolwiek rynek się troch zmienia i ludzie są gotowi do dopłacenia za lepiej wyposażoną używkę. Całej kwoty wydanej na bajery nie odzyskasz, ale część tak. Moja ex-Fiesta miała wszystkie opcje jakie były przy zakupie dostępne, prócz skóry i automatu. Po 7 latach sprzedałem ją za sporo więcej niż ceny wywoławcze gorzej wyposażonych z tego rocznika. Rok temu z BMW było to samo - X3 na portalu pełno, tych z polskiego salonu trochę mniej, ale ja wystawiłem drożej z uwagi na wyposażenie, no i też dość sprawnie poszło.
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
Czyli de fato płąci się za przycisk na kierownicy. Nie wiem jak to wygląda teraz, ale w czasach Golfa V czy VI znajomi sami dokładali sobie tempomat. Wiązka była już fabrycznie, wymieniali kierownicę na taką z tempomtem, komputerem uruchamiali funkcję i śmigało.
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
Konfigurator a życie, to dwie różne rzeczy. Cena w konfiguratorze a cena w salonie, jak pogadasz z handlowcem jako zainteresowany zakupem to dwie zupełnie inne bajki. Poza Mazdą, wszędzie gdzie kiedykolwiek poszedłem rozmawiać o zakupie samochodu, wychodziłem z ofertą poniżej cennika/konfiguratora nawet gdy miałem kupować jako os. fizyczna.
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
Dla mnie samochód może i nie mieć wygłuszeń - byle było cicho, a japończyki z którymi miałem do czynienia są w środku głośniejsze niż europejskie odpowiedniki. Miałem Mazdę 2, służbowo Yarisa, w domu jeszcze był Swift - było głośniej niż w w Fieście czy 207. Żony Grand Vitara 1.9 DDiS w środku jazgot silnika jak na traktorze - czegoś takiego nie spotkałem w żadnym innym samochodzie. Wygłuszenia to na pewno, ale konstrukcja też niewątpliwie wpływa na natężenie hałasu wewnątrz. Dokładnie, bo to tylko o to chodzi.
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
Bez przesady - niektóre rzeczy bardzo masy nie zmienią a człowiek będzie to potem w stanie docenić. W Suzuki GV żony nie ma nawet klucza do kół ani podnośnika - ot tak oszczędzają na masie To ja mam w nosie takie oszczędności, bo to już przekracza granice absurdu. Tak naprawdę to nie chodzi o masę - chodzi o koszta, ale tego przecież nie powiedzą wprost. Pamiętam jak kilkanaście lat na kąciku centomanii ludzie się ścigali na 1/4 mili i niektórzy zdejmowali boczki drzwi, zamki z drzwi lusterko, żeby oszczędzić na masie. To już takie śmieszne oszczędności były, bo ile to ważyło.
-
VW Golf 1.0 TSI. Po 2000km
Jak czytam niektóre Twoje uwagi, to widać, że niektóre niby drobiazgi zwróciły Twoją uwagę, bo ostatnio jeździłeś japończykami, a tu jest zrobione nie po japońsku. W japończykach razi mnie jak oni tną koszty i przez tą są te kwiatki (gorsze wyciszenie, szyba tylko kierowcy automat, szmata na podłodze w bagażniku, niepodświetlane przyciski itp). Ja miałem jednego japończyka (Mazda), mama ma drugiego (suzuki), żona ma kolejnego (Suzuki). I niestety wszytskie miały i mają/miały te niedopracowane detale, o których piszesz, a wszystko to wynika z cięcia kosztów. A co do składania oparć - w Golfie Variant są wajchy w bagażniku. Dopatruję się tu pragmatyzmu - da się sięgnąć do kanapy przez bagażnik, to Helmut w VW stwiedził, że wajchy nie dajemy. Jak nie da się signać do kanapy przez bagażnik (np. w kombi), to wajcha jest.
-
Kubica na tory!
No i już oficjalnie. Robert Kubica kierowcą Williams F1 w sezonie 2019! WILLIAMS F1 official Brawa dla Roberta z ciężką prcę i determinację przez ostatnie 8 lat. Teraz zima i czas by pomógł zespołowi przygotować jak najlepszy samochód, a w przyszłym roku trzymamy kciuki za dobre wyniki. Robert pokaże niedowiarkom, którzy się naśmiewali z jego powrotu, że bardzo się mylili. W najbliższy piątek zobaczymy Roberta za kierownicą Williamsa podczas piątkowych treningów przed GP Abu Dhabi.
