Zawartość dodana przez AkuQ
-
Koniec z cofaniem liczników.
> Rozwiązanie jest proste. Nie kupować aut z nieznanym przebiegiem. Nie rozumiem ludzi, którzy majac > np. 20 tys. zł, co z pewnością jest dla nich dużą kwotą, bawią się w zgadywanki i ponoszą > ryzyko. Tylko najgorsze, że oni wierzą w przebieg (czyli to co wskazują zegary).
-
Koniec z cofaniem liczników.
> Lepszy stan, gorszy stan a auto z wysokim przebiegiem jest wyraźnie tańsze od takiego z małym. > Wystarczy popatrzeć na ogłoszenia w de. Auta z małym przebiegiem są bardzo drogie - porównując > z cenami u nas. Cudów nie ma. > Problem tylko taki ze jak ktoś ma auto z przebiegiem normalnym to na rynku aut używanych musi > konkurować z autami mającymi 2-3 razy tyle as kręconymi na tyle samo. Chore Ano właśnie...Gdyby było normalnie, wtedy można by było dywagować nt czy opłaca się ten z 30tysiącami mniej na zegarach czy nie, a tak-kupisz ten co ma mniej, a i tak duże prawdopodobieństwo że ma więcej
-
Koniec z cofaniem liczników.
> Ale jak to nie świadczy? WYrabia się wszystko - skrzynia, dyfer, zawias, sprzęgło.... Po 100 tyś na mieście skrzynia, zawias, sprzęgło będzie w dużo gorszym stanie niż po 200 tyś w trasach, tak samo zużycie wnętrza będzie niewspółmiernie wyższe w przykładowym samochodzie co jeździł po mieście, więc przebieg nie jest tak naprawdę najważniejszym czynnikiem (a u nas niestety tak jest), jest to czynnik można by rzec wręcz poboczny, bo liczy się stan techniczny pojazdu, silnik z przebiegiem 100 tyś może być na wykończeniu a ten sam po 300 tyś być w świetnej kondycji. Dlatego warto zwracać uwagę na ogólny stan samochodu i jego podzespołów, a nie sugerować się cyframi z licznika, że samochód z przebiegiem 250 tyś będzie gorszy od tego co ma 180 tyś.
-
Piękny Citroen C5 do kupienia...
> ale czym ty się podniecasz , klient żąda małego przebiegu , klient dostaje Z jednej strony tak, ale z drugiej jest to oszustwo, bo przecież są takie cytryny ze 150 tyś na blacie, tylko kupujący musiałby zapłacić jakieś 20-30 % więcej niż za tego. Dużo wody jeszcze upłynie zanim do kupujących dotrze, że cena zawsze z czegoś wynika.
-
Sprzedaż samochodu "firmowego"
> I nie warto słuchać tych, co twierdzą, że > jak faktura, to nie ma umowy. Umowa powinna być zawsze i precyzować, co ma być na fakturze > oraz inne postanowienia, nie rzutujące na fakturę. Teoria to jedno, praktyka to drugie. Nie znam żadnej firmy która do faktury dawałaby umowę, żadnej-ani dużej,ani małej, więc jest to czysta abstrakcja i śmiem twierdzić, że firmy które sprzedają np w ciągu półrocza 22 tysiące samochodów, gdyby jakakolwiek część klientów tego żądała, bądź prawo tego wymagało robiłaby to dla świętego spokoju i zgodności z prawem.
-
Sprzedaż samochodu "firmowego"
> Ogolnie mówiąc, gra w otwarte karty to jedno, a znajomość rynku i ludzi to dwa. > Na grube usterki nikt raczej mnnie nie wezmie , ale zawsze są one brane pod uwage i kalkulowane > Oprócz handlu także naprawiam, przez to ciężko mnie zrobić w balona, ale nie zawsze można wszystko > przewidzieć i ryzyko wpisuje w tą "gre". Znajomość ludzi powiadasz...znasz każdego od którego kupujesz? To, że sam naprawiasz w opisywanym przeze mnie przypadku nic by nie dało, usterka objawiała się tylko w 1 określonym przypadku, przy spełnieniu pewnych warunków, więc dopóki to nie nastąpiło furka śmigała dobrze, oczywiście mogłem ją spuścić dalej, z tym, że za jakiś czas jakby się ktoś pokapował miałby pretensje do mnie, więc wolałem naprawić i dać do zastanowienia się sprzedającemu, żeby kolejnym razem pomyślał. I nie mówimy tu o sprawach takich jak tu mają ludzie dylematy, że wiedzą o bolączkach ,wypiszą i się boją sprzedać lub ze coś się może popsuć za tydzień-to są tak jak pisałeś normalne sprawy wliczone w ryzyko zawodowe, jest to tylko pojazd używany i sprawy typu turbo, może nieumiejętny kupujący załatwić w 1 dzień.
-
Sprzedaż samochodu "firmowego"
> Czyli pozostaje Ci sprzedaż obcej osobie z "wpuszczaniem jej na minę", bo przecież w zaledwie > 9-letnim samochodzie może nagle wystąpić jakaś usterka, ewentualnie możesz rozważyć > złomowanie. > Przepraszam, że tak to świątecznie określę ale chyba z choinki się urwałeś. W nowych samochodach > padają niekiedy części, które nie powinny i producent się wypina a Ty masz problem, że w > samochodzie z takim wiekiem i przebiegiem, ktoś będzie rościł pretensje. Zwłaszcza, gdzie w > umowie masz zapis "kupujący oświadcza, że stan techniczny jest mu znany... " itp. Hmm, coś CI powiem-wszystko zależy od przypadku, ten o którym pisałem sprzedający (prywatny) zabezpieczył się w umowie wszystkimi możliwymi wpisami, łącznie z tym, że był zapis że kupujący zapoznał się ze stanem i że nie będzie rościł żadnych praw, mimo, że kupiłem jako firma-nie pomogło to Panu, co prawda trwało to parę miesięcy, ale ja cierpliwy jestem. Jeżeli ktoś drugą stronę świadomie robi w bambuko, to nie ma nic wspólnego z ryzykiem zawodowym i braniu na klatę jak to pisze Lato8, tylko jest to zwykła próba celowego wprowadzenia w błąd celem podwyższenia centy towaru, czyli niewypełnienie umowy.
-
Sprzedaż samochodu "firmowego"
> Wystaw go na kącikowej giełdzie Jest to bdb pomysł, są tacy co chętnie kupią świadomie tanie auto z usterkami, bo np są w stanie samodzielnie wykonać naprawy, co za tym idzie finalnie zostają im $$ w kieszeni.
-
Sprzedaż samochodu "firmowego"
> Jeśli Twoja DG nie polega na handlu pojazdami ani nie jest związana w żaden sposób z motoryzacją to > ciężko będzie udowodnić że zataiłeś jakieś wady przed kupującym - masz prawo się nie znać. Ciężko czy nie ciężko-jest to realne, jeśli jest jakaś kolejność dowodowa. Nie pomagają tłumaczenia sprzedających, że się nie zna, że opierał się na swojej wiedzy itd.
-
Sprzedaż samochodu "firmowego"
> osobiscie wstydzil bym się rościć jakieś pretensje co do stanu auta jakie kupiłem... nawet jak > takie się pojawią to biorę je na klatę taki interes i takie życie > to moje zdanie w tym biznesie, ktoś sprzedaje taniej bo chce mieć problem z głowy... No widzisz, może masz większą klatę. Ja sobie bardziej cenię grę w otwarte karty, niż zabawę kto kogo bardziej wydyma, a że nie lubię być to walczę o swoje. Co innego drobne usterki, o których sprzedawcy często nie mówią, a co innego zatajanie poważnych usterek, które nawet w ASO byłyby ciężkie do wykrycia (co za tym idzie kosztowne). No ale każdy ma swój pomysł na biznes.
-
Sprzedaż samochodu "firmowego"
> przy sprzedazy handlarzowi odpadaja wszelkie roszczenia z tytulue jakiejs niesprawnosci czy usterek Nie powiedziałbym I proszę nie podejmować polemiki zbędnej, bo twierdzenie poparte (niestety) doświadczeniem...
-
Sprzedaż samochodu "firmowego"
> Mam samochód zarejestrowany na DG. Chcę go sprzedaż, lecz ma już pewne bolączki z powodu wieku. > Chcę go sprzedać taniej w stanie jakim jest, aby kupujący naprawił sobie jak chce. Nie chcę > nic zatajać, nie o to chodzi. Natomiast nie chcę przyszłych roszczeń z powodu sprzedaży > nienaprawionego auta. > Chciałem zebrać grupkę chętnych osób (z niskim wpisowym ) i "poszaleć" autem po bezdrożach lub > jakaś inna ułańska fantazja e celu rozwalenia auta ze skutkiem zawinięcia go na drzewie > tudzież latarni, ale nie pozwala . > Jak bezpiecznie sprzedać taki samochód na firmę ? Zdjąć go listopadzie ze środków trwałych i w > grudniu mogę sprzedać na umowę ? Może inaczej ? > Mógłbym spisać umowę z wykazem bolączek, ale mogę coś przegapić i nie wiem czy to coś da, bo i tak > rejestracja będzie na fakturę. > Jeśli mod uważa że inny kącik, to temat do przeniesienia. Sprzedaż chyba na fvat ZW będzie. Jeśli poinformujesz właściciela o bolączkach i on je zaakceptuje to spiszcie te bolączki albo w uwagach na fakturze, albo w Umowie-aneksie do faktury.
-
Koniec z cofaniem liczników.
> Nie czytałem linków, nie czytałem wątku, ale cofanie stanie się jeszcze bardziej popularne niż ci > się wydaje, ponieważ teraz liczniki będzie się cofało przed każdym badaniem technicznym. > Tyle, że o mniej, aż po 6-7 latach cofka urośnie do typowej dla Polski wartości. Nie sądzę...normalnemu człowiekowi nie przyjdzie to do głowy,a dodatkowo nie zechce płacić ceny równej cenie badania technicznego.
-
Wygniecone zagłówki
> Zagadka rozwiązana Jest to VW Polo 9n3 2008 r. wersja Bluemotion Jeśli to faktycznie nie są pokrowce to 2 rozwiązania: -leżało gdzieś w bagażniku przygniecione, ale mało kto ściąga przednie zagłówki, tylne szybciej. -zostało przemoczone przy praniu, po prostu jakiś uczeń to robił i za mocno zmoczył, a materiał tak zareagował.
-
Koniec z cofaniem liczników.
> I potem będą bujać się z niesprzedawalnym autem, bo ma przebieg 210 kkm Ja nigdy licznika nie > cofałem, ale jak trzeba będzie - cofnę, nie mam zamiaru tracić pieniędzy z powodu > nieuczciwości handlarzy. Zatem czym się będziesz różnił od nich?Niczym. Z jednej strony piszesz o nieuczciwości handlarzy, a z drugiej takim samym byś się stał. Jak widać nie w przebiegach i handlarzach wina tylko w takich zachowaniach.
-
Koniec z cofaniem liczników.
> Ale zarabia sie na czesciach... Wiecej trupow wiecej czesci sie sprzeda... > Zreszta co to za problem zrobic licznik ktorego cofnac sie nie da... > Krawiec Ale to nie o sam licznik chodzi, bardziej tu świadomości ludzkiej potrzeba. Przebieg i tak zapisuje się w kilku miejscach, cofane są zazwyczaj same km w liczniku, bo najtaniej.
-
Warto kupić Mondeo?
> Ale wiesz że ani Passat ani Avensis to nie klasa premium? A czytać ze zrozumieniem potrafimy? Przecież napisałem że do klasy premium to nie wystartuje ale jako porządna alternatywa dla ww owszem.
-
Koniec z cofaniem liczników.
> Żeby po vin można było sprawdzić ten przebieg w internecie Do tego chyba nam daleko...Tzn z tej bazy (bo mam nadzieję że nie tylko kwit będą wydawać ale i zapisywać do centralnej bazy) być może z czasem zrobią wyszukiwanie. Bo raczej na to, że producenci przystąpią do programu i umożliwią sprawdzanie w swoich bazach to chyba nie ma szans.
-
Koniec z cofaniem liczników.
> Skutek będzie taki, że sprowadzane nadal będą mieć 150 kkm, a krajowe realne. Czyli uczciwy > człowiek będzie miał problem ze sprzedażą auta, handlarz nie. No jeszcze bata brakuje za udowodnienie cofki, to by pohamowało jadących "po bandzie" z cofaniem.
-
Koniec z cofaniem liczników.
> jakis wirus mi na tamtej stronie wyskakuje na której?
-
Koniec z cofaniem liczników.
Jeśli było to do hasioka. Idą zmiany na lepsze, może nie od razu uzdrowienie ale wg mnie dobry krok Rozporządzenie Ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej http://www.akuq.pl/koniec-z-cofaniem-licznikow
-
Wygniecone zagłówki
> Jaka może być przyczyna takiego wygniecenia zagłówków? Na oparciach i siedziskach nie ma żadnych > zagnieceń. Po wyjęciu z Frani nie zostały uprasowane. Jeśli to nie są pokrowce to musiały być wyjęte i przygniecione. Inna opcja to lokalna powódź i kiepsko wyschło
-
Warto kupić Mondeo?
> Tylko jako pasażer. > Komfort Mondeo znam bo korzystam z korporacji taxi gdzie mają tylko Mondeo co prawda 1.6 z lpg, i > dlatego zawsze ich wybieram . Pytam bo zastanawiam się nad zakupem Octavii 1.6 mpi i > alternatywa jest wlasnie Mondeo. Tylko Octavia chyba mniejsza i zgrabniejsza a auto potrzebne > do 90% jazdy stolicy i okolicach. Bierz mondka, wystarczy ze raz w miesiącu się trafi wyjazd za miasto i żałował nie będziesz. Octa to nie jest alternatywa dla mondka, to klasa niżej z wszystkimi tego upierdliwościami, bo plusów w postaci kosztów utrzymania chyba nie ma, jak są to nieznaczne. Zgrabność-pojęcie względne, parkowanie, zwrotność-pomijalne wg mnie różnice, za to jazda na zdecydowany plus mondeusza. Jak czynnikiem wiodącym nie jest cena, to bierz mondka i nawet nie zastanawiaj się nad skodą.
-
Warto kupić Mondeo?
> Dlaczego? Jeździłeś i tym i tym?Jeśli tak to powinieneś wiedzieć. Jak dla mnie -WSZYSTKO na plus mondka, przestrzeń bagażowa, kultura silnika (piszę o dieslach), ilość miejsca w środku, wyciszenie powyżej 120km/h, hałas dochodzący przy pokonywaniu przeszkód poprzecznych kończąc na sprawach czysto subiektywnych jak wygląd. Widać na każdym kroku, że mondek klasowo stoi wyżej niż octavia.
-
Bye, bye Chevrolet...
> w użyciu - niespecjalnie... ale swiadomość tego ze kupuje cos niedorobionego za cenę LEPSZEJ > konkurencji mi robi. Masa to nie zawsze niedorobienie, może to być też wyznacznik jakości, np bmw do lekkich nie należały, ale za to "jakość" widać i słychać nawet przy zamykaniu drzwi, nie są puste jak w lanosie i daewoo pochodnych, tylko dobrze wyciszone, ciężkie i solidne. Co do insigni-źle się to nie prowadzi, szczególnie w porównaniu do mondeo, natomiast jak dla mnie słabsze plastiki i w środku w porównaniu z mondeo ma się wrażenie że siedzi się w aucie klasę niższym, plastiki też sobie lubią żyć własnym życiem. Plus ma za wygląd zewnętrzny, tu mondek odpada. No i spalanie w silnikach o zbliżonej mocy w mondeo można zejść nawet do 1l/100km mniej przy tej samej dynamice, przy obecnych cenach paliwa, wg mnie ma to znaczenie.
