Prawko odebrane jakoś w połowie czerwca. Do sierpnia nakręciłem w koło komina jakieś 1300-1500km i wybrałem się z czterema kumplami na dalszy wyjazd. Motorki mocno mieszane. Moja Draga 1100, Triumph Thunderbird 1700, BMW R 1200, Suzuki V-Strom 650 i HD Sportster 883. Cel - Mikulov pod granicą austriacką, a stamtąd szybki kilkugodzinny skok do Wiednia.
Wyjechaliśmy w piątek o 9:30. Trasa liczyła koło 600km, pogoda dopisała aż nadto, bo upał był niemiłosierny. Termometr w BMW kumpla pokazywał 39,5 C. Jechałem w pełnym rynsztunku więc wymęczyło mnie masakrycznie... Zwłaszcza, że na autostradzie chłopaki przycisnęły i przy GPSowych 140km/h (na liczniku było 155) Draga nie prowadziła się komfortowo Przy tych prędkościach mocno się spinałem, zaczynały poleć łapy i były momenty, że nie wytrzymywałem tego tempa i chopaki zwalniały do moich licznikowych 110-120, bo była to dla mnie prędkość optymalna. W Czechach sporo remontów, ograniczeń więc było już wolniej ale i tak jakieś 150km przed Mikulovem miałem serdecznie dosyć i przeżyłem kilka ciężkich chwil. Chyba jednak jak na pierwszy raz trasa była trochę za długa, no i temperatura zdecydowanie za wysoka... Trasę zrobiliśmy w jakieś 9h i przed 19:00 byliśmy w Mikulovie. Co 130-150km tankowanie ze względu na malutki zbiornik w HD. Choć nawet gdyby nie było z nami Sportstera to i tak temperatura wymuszała takie postoje bo dłużej nie dało się jechać.
Przyjechałem mokry i zmordowany, ale po szybkim prysznicu poszliśmy w miasto, załapaliśmy się na jakiś festyn wina a koło 23:00 trafiliśmy na zarąbisty koncert w knajpie na świeżym powietrzu. Kapela grała same covery i robili to tak fajnie, że wysiedzieliśmy do samego końca i do pensjonatu zlądowaliśmy koło 3 nad ranem
Następnego dnia krótki wypad do Wiednia. Powrót o zachodzie słońca i tu spotkała mnie bardzo niemiła niespodzianka Generalnie nie lubię jeździć po zmroku bo mam małe problemy z widzeniem, zwłaszcza na nieoświetlonych drogach. O ile w samochodzie jeszcze jakoś daję sobie z tym radę to na motocyklu jechało mi się bardzo niepewnie i to mimo dość mocnych lightbarów. I kurczę jest to dla mnie dość poważny problem Po tej nocnej jeździe dostałem nową ksywę - Chicken. Nie wiem co z tym dalej będzie ale jest duża szansa, że z takim widzeniem w czasie nocnych wojaży na motocyklu zrobię sobie krzywdę
W drodze powrotnej z Wiednia spotkała nas jeszcze jedna bardzo niemiła przygoda. Mówi się, że takie sytuacje tylko w PL. A tu proszę. Austria niby taki cywilizowany kraj a tam również zdarzają się rolnicy, którzy wyjeżdżają na drogi traktorami z podczepionymi jakimiś bronami wystającymi mocno poza obrys pojazdu i niczym nie oznakowanymi. Kumpel był bardzo blisko spotkania z takimi wystającymi kolcami. Na zakręcie minął je w odległości około metra... Aż strach pomyśleć co by się stało, gdyby wziął zakręt bliżej osi jezdni...
Dziś był powrót. Znowu pełen rynsztunek, znowu upał... Trasa zrobiona w 8,5h. Było tak gorąco, że ostatnie 150km zrobiłem wolniej ale z otwartą szczeną bo w zamkniętym kasku nie dało się wytrzymać i to mimo podniesionej szyby i jazdy tylko z blendą.
Generalnie mocno po dupsku dostałem, ale było warto. Nie obyło się bez drobnej awarii. Na 4 i 5 biegu przy mocniejszym odkręceniu manetki motór wyje i nie jedzie Luz na lince odpowiedni więc chyba trza będzie wymienić tarcze sprzęgła. Buuuu
PS. Spotkałem Konczitę i bzyknąłem jakąś Austriaczkę