Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Autokącik

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Art 177 §2 k.k.

Featured Replies

Napisano

> przypomnij sobie definicje przejscia dla pieszych jest to kilka

> metrow za znakiem okreslajacym przejscie... pasow moze nie byc

> widac moga nie byc wymalowane itd...

Podstawa prawna?

Quote:

11) przejście dla pieszych - powierzchnię jezdni, drogi dla rowerów lub torowiska przeznaczoną do

przechodzenia przez pieszych, oznaczoną odpowiednimi znakami drogowymi;


Quote:

§ 47. 1. Znak D-6 "przejście dla pieszych" oznacza miejsce przeznaczone do przechodzenia

pieszych w poprzek drogi.

§ 88. 1. Znak P-10 "przejście dla pieszych" oznacza miejsce przejścia dla pieszych.


Napisano

> Podstawa prawna?

Pominąłeś najistotniejszą część znajdującą się w innym rozporządzeniu.

Patrz jeden z moich postów w tym wątku zlosnik.gif

Napisano
Może się mylę , ale jak ktoś jest oskarżony w sprawie karnej , to może ubiegać się o " adwokata z urzędu " . Jest coś takiego , czy mi się przyśniło ?
Napisano

> Może się mylę , ale jak ktoś jest oskarżony w sprawie karnej , to

> może ubiegać się o " adwokata z urzędu " . Jest coś takiego ,

> czy mi się przyśniło ?

Jest, ale zgadnij... grinser006.gif

Napisano

> Jest, ale zgadnij...

Oddałem dzisiaj krew , spałem 3 godziny po nocce i ... już nie mam siły zgadywać hehe.gif . Kolega nie ma szans na taką papuge , czy są oni tak słabi , że sam lepiej się obroni ? hehe.gif

Napisano

> Oddałem dzisiaj krew , spałem 3 godziny po nocce i ... już nie mam

> siły zgadywać . Kolega nie ma szans na taką papuge , czy są

> oni tak słabi , że sam lepiej się obroni ?

KPK

Art. 78. § 1. Oskarżony, który nie ma obrońcy z wyboru, może żądać,

aby mu wyznaczono obrońcę z urzędu, jeżeli w sposób należyty wykaże,

że nie jest w stanie ponieść kosztów obrony bez uszczerbku dla niezbędnego

utrzymania siebie i rodziny.

I po problemie zlosnik.gif

A nawet jakby go dostał, to w zasadzie nic by to nie zmieniło dla sprawy.

Napisano

> Pominąłeś najistotniejszą część znajdującą się w innym

> rozporządzeniu.

> Patrz jeden z moich postów w tym wątku

Aaaaaa.

Link mi się zdezaktualizował i nie mogłem się dokopać frown.gif

Napisano
A kolega - autor wątku napisał gdzieś o swojej sytuacji materialnej ? Chyba przeoczyłem .
Napisano

> A kolega - autor wątku napisał gdzieś o swojej sytuacji materialnej

> ? Chyba przeoczyłem .

IMO napisał wystarczająco, aby stwierdzić, że nie dostanie obrońcy z urzędu.

Ale to jest nieistotne, ze względu na jakość usług tychże.

Napisano

> IMO napisał wystarczająco, aby stwierdzić, że nie dostanie obrońcy z

> urzędu.

> Ale to jest nieistotne, ze względu na jakość usług tychże.

Nie miałem możliwości sprawdzenia jakości ich usług i mam nadzieję , że nigdy nie będę potrzebował z nich korzystać .

Napisano

> KPK

> Art. 78. § 1. Oskarżony, który nie ma obrońcy z wyboru, może żądać,

> aby mu wyznaczono obrońcę z urzędu, jeżeli w sposób należyty wykaże,

> że nie jest w stanie ponieść kosztów obrony bez uszczerbku dla

> niezbędnego

> utrzymania siebie i rodziny.

> I po problemie

> A nawet jakby go dostał, to w zasadzie nic by to nie zmieniło dla

> sprawy.

Czasem jakby najął swojego za grubą kasę to też nic by nie zmieniło dla sprawy.

Ja uczestniczyłem jako oskarżony w sprawie która trwała 6 lat, szczegółów nie podam. Adwokat uważany za dobrego proponował 20kzet + stawkę od rozprawy (odbywała się średnio raz /dwa w miesiącu z przerwą na wakacje) Podziękowałem. Zostałem uniewinniony, adwokaci z tej samej kancelarii broniący innych oskarżonych - było kilkunastu - nie zrobili nic konkretnego, poza wzajemnym nominowaniem się z innymi na zastępstwa i notowaniem rozpraw, bo mowy były żenujące. Uniewinnienie nastąpiło dlatego że sedzia był sędzią. Najwięcej wniesli świadkowie oskarżenia i biegli, powoływani w celu złożenia wyjaśnień przeze mnie i dwóch innych oskarżonych, nie korzystających z adwokatów. Łatwo im było wykazać, że ich zeznania nie mogą stanowić podstawy do orzeczenia o winie.

Więc może być różnie, ale wiem, że sędzia był dość wyjątkowy i urwałem się z haka.

Napisano

> I teraz zgryz. Brać adwokata, czy nie brać?

IMO bezapelacyjnie brać adwokata.

I jedna podpowiedz. Czy jak ofiara/sprawca zmarł po miesiącu w szpitalu to była sekcja zwłok?

Bo jak nie było to cięzko bedzie udowodnić w 100% przyczyne smierci. A może zmarł w wyniku np zakazenia wewnątrzszpitalnego?

Wyobraź sobie sytuację że ofiara wypadku ze złamana noga trafia do szpitala, tam w trakcie operacji ma np zatrzymanie akcji serca i mimo reanimacji umiera?

Czy możemy powiedzieć kto "zabił"-kierowca który porącił?

Napisano
  • Autor

Sorry, że dopiero teraz - brak neta poza pracą.

> > 3. Wydaje mi się, że kuczowe jest to "podjechanie" po zdarzeniu,

> Świadczy na jego niekorzyść, auta nie powinno się ruszać po wypadku.

Zależy, jak na to patrzysz - moim zdaniem to było jeszcze w trakcie wypadku.

> Czy jak ofiara/sprawca zmarł po miesiącu w szpitalu to była sekcja zwłok?

Była - ta opcja odpada.

Skłaniam się chyba do takiego rozwiązania - spróbować się z nimi dogadać na jakiś znośny wyrok. Jak się nie uda - adwokat i na całość.

Muszę spadać na jakiś czas, no jednak siedzę w pracy.

Póki co - wielkie dzięki, pozdrawiam

Spider

Napisano

współczuję ci sytuacji ale do rzecy:

1. ze swej strony radziłbym porozmawaić z prokuratorem nadzorującym postepowanie i przedstawić mu swoją wersję oraz próbowac sie porozumieć co do wymiaru kary!

2. niestety opisana przez ciebie sytuajca powoduje ze jesteś współwinnym zaistniałego zdarzenia.

3. moznaby próbowac złożyc wniosek na rozprawie o powołanie kolejnego biegłego który oceni to zdarzenielecz trudno bedzie udowodnić że fakt przemieszczenia kilka metrów pojazdu tuż po hamowaniu był podyktowany tym aby uniknąć najechania przez inny pojazd!

istotne mogłoby być zeznanie tego kierowcy który gwałtownie hamował za twoim autkiem

ja ze swej strony próbowałbym sie dogadać z prokuratorem!

Najwazniejsze jest to że NIE MUSZĄ ci zabrac prawka!- patrz art. 42 kk

Poniewaz zakładam że byłes niekarany ja bym zaproponował 8 miesięcy w zaw na 2 lata

pozostaje kwestia jeszcze w jakim jesteś wieku

w zalezności od podejścia prokuratora zastanów sie nad adwokatem!

jedynie co możesz wywalczyć w tych okolicznościach to zachowanie prawa jazdy!

jakby jakieś pytania to pisz na priv

Napisano

> Świadczy na jego niekorzyść, auta nie powinno się ruszać po wypadku.

Zgadza się, ale były dodatkowe okoliczności tzn. hamujące z piskiem auto (ograniczenie skutków hmm.gif)

> Nie ma znaczenie - pisałem wyżej. Metr za przejściem kierowca nie

> jest automatycznie zwalniany z zachowania ostrożności. Zresztą

> przy tej prędkości co wyszła to slady hamowania IMO będą miały

> ok. 16-18m. Więc hamowanie rozpoczął grubo przed przejściem.

Tak, ale wcześniej obserwując drogę zwracasz uwagę na przejście, (nie wiemy jaka dokładnie była odległość od przejścia), wiadomo jeżeli to był 1 m to w zasadzie nie ma to znaczenia z punktu widzenia obserwacji drogi (no chyba że było tam np. jakieś drzewo itp.). Poprostu zwróciłbym uwagę na te okoliczności w drodze do udowodnienia, że nie można było się tam spodziewać pieszego.

> Nic to nie da. Pieszy może sobie nietrzeźwy przechodzić. Sama

> nietrzeźwość nie jest obciążeniem. Dopiero wykonanie jakiejś

> nieprawidłowej czynności (np. przebieganie, zawracanie) pod

> wpływem alkoholu przyczynia się do wypadku. Zresztą najwyżej

> wykaże przyczynienie się do wypadku przez poszkodowanego. A to

> mu nic nie daje, nie zdejmuje z niego winy.

Niemniej jednak bardzo bym to podkreślał (zakładam cały czas, że pieszy wtargnął na jezdnię - tak sobie wyobrażam całe zdarzenie, być może mylnie niewiem.gif).

> Może się udać, ale do tego jest potrzebny specjalista - drugi biegły

> albo adwokat. Amator nie jest w stanie polemizować z inżynierem

> ruchu drogowego.

Może porostu złożyć wniosek dowodowy o jeszcze jedną opinię w związku z w/w "podjechaniem".

> Niesamowicie trudne, bo nie ma z czym porównać. Raporty policyjne są

> zwykle podstawą materiału dowodowego.

Zgadza się, ale można wykazać w nich luki (była mowa jakie czynności przeprowadzili policial.gif i coś mi się kołacze po głowie, że czegoś niedopełnili (ale wątek czytałem wczoraj i nie mam czasu do tego wrócić).

BTW. Sprawa w zasadzie rozbija się o prędkość (patrz moje założenie o wtargnięciu), o prędkość rzędu 8 km/h!!! Kto z nas jeździ zawsze 50 km/h na zabudowanym??

wniosek: taki przypadek może przydażyć się KAŻDEMU!!! I to mnie w tej sprawie najbardziej przeraża.

BTW2: Właśnie przypomniałem sobie słowa pewnej Pani sędzi (WSA), z którą miałem okazję porozmawiać, która stwierdziła, że boi się jeździć samochodem właśnie ze względu na sytuacje jak opisana powyżej.

Wniosek: sędziowie to też ludzie wink.gif

Napisano

> pasów, to byłbym współwinnym.

> Jestem niekarany, więc wyrok byłby w granicach 2-3 lata w zawieszeniu

> na 3-5, zakaz prowadzenia pojazdów mech. przez 1-2 lat, koszty

> sądowe.

w zawieszeniu można dostac tylko maź. 2 lata.

Napisano

> KK przewiduje w mojej sprawie odebranie prawa prowadzenia pojazdu

> mechanicznego na okres od 1 do 10 lat.

człowieku odebranie powyżej 2 lat robi sie tylko gdy ktoś umyslnie naruszy zasady bezp. w ruchu drogowym, u ciebie tego niewidzę

Napisano

> BTW. Sprawa w zasadzie rozbija się o prędkość (patrz moje założenie o

> wtargnięciu), o prędkość rzędu 8 km/h!!! Kto z nas jeździ zawsze

> 50 km/h na zabudowanym??

> wniosek: taki przypadek może przydażyć się KAŻDEMU!!! I to mnie w tej

> sprawie najbardziej przeraża.

IMO problem tutaj jest taki, że kierujący zobaczył pieszego na przejściu, gdy ten już był na nim - (1-1,5 m od pobocza). Skoro tak, to nie ważne, czy przez przejście ktoś przechodził, leżał (bo np. zwichnął nogę) czy stał słup. Bez znaczenia jest też, czy słup był piany czy trzeźwy - jeżeli kierujący nie był w stanie zatrzymać się przed przejściem, to nie dostosował prędkości do warunków i potrąciłby pieszego (albo wymusił pierwszeństwo) niezależnie od wszystkiego.

Argument, że pieszy nie uciekał przed piskiem opon jest dla mnie dziwny - szukanie dziury w całem. Podobnie z oponami.

Napisano
  • Autor

> człowieku odebranie powyżej 2 lat robi sie tylko gdy ktoś umyslnie naruszy zasady bezp. w ruchu drogowym, u ciebie tego niewidzę

Zgadzam się, to było hipotetyczne rozważanie. Mi grozi max 2 lata, chodzi o to, żeby to było max 1 rok.

> Argument, że pieszy nie uciekał przed piskiem opon jest dla mnie dziwny - szukanie dziury w całem. Podobnie z oponami.

Nie chodzi o to, że pieszy uciekał, tylko o to, że nawet się nie zatrzymał. Nie zareagował w żaden sposób, co świadczy o jego stanie trzeźwości. Jest to tylko argument pomocniczy - wiadomo, że w sprawie chodzi o podważenie opinii biegłego i zmniejszenie prędkości do administracyjnie dozwolonej, ew. do granicy błędu. Nawet mając pozytywną opinię biegłego, pozostaje kwestia zachowania szczególnej ostrożności w obrębie przejścia dla pieszych. A tutaj sprawa jest trudniejsza - no bo powiedzą mi - "Panie, jakbyś Pan jechał 40km/h to byś Pan nie miał problemu. Trzeba było dostosować prędkość do widoczności i po sprawie".

Reasumując - na chwilę obecną wydaje mi się, że jednak negocjacja niskiego wyroku (chodzi oczywiście o zakaz prowadzenia pojazdów) w zamian za dobrowolne poddanie się karze jest tutaj najrozsądniejsza. Nie chodzi mi o koszty adwokackie, bo z pomocą znajomych, mógłbym to przełknąć. Chodzi o to, że nawet z adwokatem, jest dużo miejsc, gdzie mogą mi wytknąć błąd. A każdy błąd jest równoznaczny wyrokowi skazującemu.

Hipoteza, że sędzia to też człowiek zostanie poddana ciężkiej próbie.

Napisano

>że kierujący zobaczył pieszego na

> przejściu, gdy ten już był na nim - (1-1,5 m od pobocza). Skoro

> tak, to nie ważne, czy przez przejście ktoś przechodził, leżał

> (bo np. zwichnął nogę) czy stał słup. Bez znaczenia jest też,

> czy słup był piany czy trzeźwy - jeżeli kierujący nie był w

> stanie zatrzymać się przed przejściem, to nie dostosował

> prędkości do warunków i potrąciłby pieszego

A jak jedziesz sobie autkiem, jesteś kilka metrów od przejścia dla pieszych i widzisz, że nikogo na nim nie ma, aż tu NAGLE wchodzi Ci ktoś pod koła w zasadzie, nie patrzy czy coś jedzie - w dodatku jest pijany i zero reakcji na Twoje hamowanie i trąbienie. To jak wyhamujesz ? yikes.gif

A ja wtedy powiem Ci potrąciłeś na pasach świętą krowę bo jechałeś za szybko przed przejściem. Twoja wina i koniec icon_rolleyes.gif

Napisano

> człowieku odebranie powyżej 2 lat robi sie tylko gdy ktoś umyslnie

> naruszy zasady bezp. w ruchu drogowym, u ciebie tego niewidzę

poczytaj sobie orzecznictwo Sądu Najwyższego to się zdziwisz że można w praktycznie identycznej sprawie zupełnie odmienne wyroki! no.gif

mniew tym kraju już nic nie zdziwi! faint.gif

Napisano

> BTW. Sprawa w zasadzie rozbija się o prędkość (patrz moje założenie o

> wtargnięciu), o prędkość rzędu 8 km/h!!! Kto z nas jeździ zawsze

> 50 km/h na zabudowanym??

> wniosek: taki przypadek może przydażyć się KAŻDEMU!!! I to mnie w tej

> sprawie najbardziej przeraża.

> BTW2: Właśnie przypomniałem sobie słowa pewnej Pani sędzi (WSA), z

> którą miałem okazję porozmawiać, która stwierdziła, że boi się

> jeździć samochodem właśnie ze względu na sytuacje jak opisana

> powyżej.

> Wniosek: sędziowie to też ludzie

inny wniosek- trzeba miec świadomość konsekwencji jakie łaczą sie z łamaniem przepisów grinser006.gifwaytogo.gif

Napisano

> Mój pierwszy wątek, jak pierwszy samochód, jest dość pechowy. W

> czwartek mam rozprawę z tytułowego art. Czytaj (w skrócie):

> nieumyślne spowodowanie śmierci kierując pojazdem. Acha... w

> okolicy przejścia dla pieszych :/

Merytorycznie się nie wypowiem bo to mało kogo obchodzi. Widzę kilka błędów które zobaczy też Sąd:

-twoje wypowiedzi są niedojrzałe, taki luz nie do przyjęcia w sytuacji o której mówisz. pamiętaj że zginął człowiek.

-to nie był jakiś anonimowy pijaczek coś na styl bezpańskiego psa.

-nikogo nie obchodzi że samochód za tobą piszczał i postanowiłeś podjechać żeby uniknąć potencjalnej kolizji, same mówienie o tym już jest nie do przyjęcia.

- nie oceniaj czyja to wina, przedstawiaj fakty, winę ustali Sąd.

Jak będziesz przedstawiał swoją wersję, mów o wypadku myśląc że to był twój ojciec, lepiej wypadniesz. Fakt, że był pijany wynika z dokumentów, ty tego lepiej nie dotykaj i nie mów o tym. Nie tłumacz się, jeśli będziesz zwalał winę na opony, pijaczka, znaki, dziury w drodze itp, Sąd razem z prokuratorem podświadomie lub nawet całkiem świadomie będą ci udowadniali, że jednak ponosisz winę mimo, iż twierdzisz coś przeciwnego. Nawet się nie zorientujesz jak wyjdzie na to, że bycie kierowcą wiąże się z dużą odpowiedzialnością którą teraz musisz ponieść.

Pamiętaj, zabiłeś człowieka i nie udawaj na sali sądowej, że nic wielkiego się nie stało albo on był sam sobie winien do tego, że jesteś bohaterem, bo udało ci się uniknąć stuczki, bo cię "załatwią"

Pozdr

Napisano
  • Autor

> -twoje wypowiedzi są niedojrzałe, taki luz nie do przyjęcia w

> sytuacji o której mówisz. pamiętaj że zginął człowiek.

> -to nie był jakiś anonimowy pijaczek coś na styl bezpańskiego psa.

Nie miej mnie za idiotę! Nawet bym nie pomyślał, żeby taki styl wypowiedzi użyć na sali sądowej!

> -nikogo nie obchodzi że samochód za tobą piszczał i postanowiłeś

> podjechać żeby uniknąć potencjalnej kolizji, same mówienie o tym

> już jest nie do przyjęcia.

Dlaczego? Wyobraź sobie sytuację, że potrąciłeś pieszego na prawym pasie, wcześniej próbowałeś ominąć go zjeżdżając na lewy. Zatrzymałeś samochód, patrzysz w lusterko, a tu cysterna na zapalonych oponach zbliża Ci się do zderzaka. Co robisz? Stoisz, bo nie możesz przecież ruszyć auta? Wątpię. To gdzie jest granica?

> Pamiętaj, zabiłeś człowieka i nie udawaj na sali sądowej, że nic

> wielkiego się nie stało albo on był sam sobie winien do tego, że

> jesteś bohaterem, bo udało ci się uniknąć stuczki, bo cię

> "załatwią"

Chyba za dużą rolę przywiązujesz do tego "uniknięcia stuczki". Abstrahując od tej konkretnej sytuacji - to sąd ocenia, czy kierowca zabił człowieka, czy człowiek zniszczył samochód kierowcy, ponosząc śmierć. Wiem, jak to brzmi, ale może być i tak.

Nie planuję udawać, że nic się nie stało, choćby dlatego, że bym nie potrafił. Wiem, że potrącony był człowiekiem, a nawet psa by mi było żal - jak już używasz takiego porównania.

Napisano

(...)

> Nie chodzi o to, że pieszy uciekał, tylko o to, że nawet się nie

> zatrzymał. Nie zareagował w żaden sposób, co świadczy o jego

> stanie trzeźwości. (...)

To wcale o nietrzeźwości nie świadczy.

Przechodniem mógł być głuchy.

Napisano

> Dlaczego? Wyobraź sobie sytuację, że potrąciłeś pieszego na prawym

> pasie, wcześniej próbowałeś ominąć go zjeżdżając na lewy.

> Zatrzymałeś samochód, patrzysz w lusterko, a tu cysterna na

> zapalonych oponach zbliża Ci się do zderzaka. Co robisz? Stoisz,

> bo nie możesz przecież ruszyć auta? Wątpię. To gdzie jest

> granica?

Zapewne tutaj:

Art. 26. § 1. Nie popełnia przestępstwa, kto działa w celu uchylenia

bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego jakiemukolwiek dobru

chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można inaczej uniknąć,

a dobro poświęcone przedstawia wartość niższą od dobra ratowanego.

Tylko w Twoim wypadku nie była to cysterna, a to robi drobną różnicę.

Można kombinować, ale czy coś z tego będzie? Dużo łatwiej byłoby jednak gdyby

miało się tamtego kierowcę za świadka...

Napisano

> A jak jedziesz sobie autkiem, jesteś kilka metrów od przejścia dla

> pieszych i widzisz, że nikogo na nim nie ma, aż tu NAGLE wchodzi

> Ci ktoś pod koła w zasadzie, nie patrzy czy coś jedzie - w

> dodatku jest pijany i zero reakcji na Twoje hamowanie i

> trąbienie.

NAGLE się teleportował 1,5 metra od pobocza i dał się zobaczyć? Bądź poważny. Jak ktoś nie wyhamował przed przejściem w sytuacji, gdy już w momencie zobaczenia przejścia znajdował się na nim pieszy nie dostosował prędkości i jest winien jak nic.. I nie widzę tu żadnego usprawiedliwienia.

Pozwalam sobie na taką prędkość, że nie wyhamuję przed przejściem tylko jak widzę, że jest ono poza zasięgiem pieszych w okolicy. Jak nie widzę albo widzę pieszych w zasięgu to zachowuję prędkość pozwalającą na wyhamowanie przed przejściem.

Napisano

Dużo łatwiej byłoby

> jednak gdyby

> miało się tamtego kierowcę za świadka...

gdyby miał tego świadka to sprawa byłaby całkiem jasna - ewidentnie byłaby inna droga hamowanaia a tym samym biegły obliczyłby niżaszą prędkośc- tj. poniżej 50km/h waytogo.gif

niestety jest jak jest i trzeba kombinowac tak aby jak najmniej ucierpiec w obecnej sytuacji! waytogo.gif

Napisano

> (...)

> To wcale o nietrzeźwości nie świadczy.

> Przechodniem mógł być głuchy.

Albo miał słuchawki na uszach czy był głęboko zamyślony. Nie ma znaczenia jego zachowanie, jeżeli był na przejściu wcześniej, niż kierowca zobaczył przejście.

Napisano

> (...)

> To wcale o nietrzeźwości nie świadczy.

> Przechodniem mógł być głuchy.

Mógł - ale co to zmienia?

Sprawca w tym wypadku nie zrobił sobie rajdu wyskakując 200km/h

zza zakrętu nie dając możliwości zauważenia nadjeżdżającego pojazdu.

Jechał te 50-60 km/h jak wykazała ekspertyza, wskazano też jako przyczynę

coś co można mniej lub bardziej określić jako wtargnięcie pod nadjeżdżający pojazd.

Niektórzy sieją taką paranoję, że trzeba by najlepiej postawić barierki

wzdłuż całej trasy przejazdu i zatrudnić ochronę, żeby przypadkiem

ktoś nie wskoczył pod praktycznie prawidłowo jadący samochód.

Napisano

> Jak ktoś nie wyhamował przed przejściem w sytuacji, gdy

> już w momencie zobaczenia przejścia znajdował się na nim pieszy

> nie dostosował prędkości i jest winien jak nic.. I nie widzę tu

> żadnego usprawiedliwienia.

Jeżeli jadąc z dopuszczalną przepisami prędkością widoczność jest

taka, że nie jesteś w stanie wyhamować przed przejściem*,

to znaczy tylko tyle, że ten fragment drogi jest źle zaprojektowany.

* oczywiście w normalnych warunkach, a nie dlatego, że ma się taflę lodu pod kołami

Napisano

> IMO problem tutaj jest taki, że kierujący zobaczył pieszego na

> przejściu, gdy ten już był na nim - (1-1,5 m od pobocza). <ciach>

Otóż pieszy nie był na przejściu tylko "w jego obrębie" nie wyjaśnione jest ile metrów od przejścia i czy przed czy za przejściem.

Nie znamy wszystkich okoliczności zdarzenia dlatego możemy wskazywać jedynie jakieś kierunki obrony. Nasze wydumki mogą tylko pomóc Koledze w ustaleniu jakiejś linii obrony tudzież w zwróceniu uwagi na szczegóły (które nie zostały wcześniej zauważone i wzięte pod uwagę zarówno przez kierowcę, policjantów, prokuratora czy biegłego).

> Argument, że pieszy nie uciekał przed piskiem opon jest dla mnie dziwny

Nie przypominam sobie, aby ktoś używał takiego argumentu.

Mowa była o podjechaniu tuż po uderzeniu pieszego w momencie usłyszenia pisku zbliżającego się z tyłu samochodu. Oczywiście ten argument tez jest dyskusyjny, ale pamiętajmy że w opinii biegłego niewiele brakuje do przepisowej prędkości (również zakłądam, że taka była i uda się to udowodnić, poprzez uwzględnienie przez biegłego wspomnianego podjechania).

Napisano

> inny wniosek- trzeba miec świadomość konsekwencji jakie łaczą sie z

> łamaniem przepisów

Dobry wniosek, z tym, że mam z tym kłopot. Uświadomiłem sobie to choćby podczas wczorajszego powrotu do domu po przeczytaniu tego wątku. Jechałem 60 km/h w terenie zabudowanym i mijałem akurat przejście dla pieszych. Taką "prędkość" rozwinąłem nieświadomie (poprostu nie zwróciłem na to uwagi). Jak to niewiele trzeba.....

Napisano

(...)

> coś co można mniej lub bardziej określić jako wtargnięcie pod

> nadjeżdżający pojazd.

> Niektórzy sieją taką paranoję, że trzeba by najlepiej postawić

> barierki

Możesz nazywać to nawet paranoją, ale pojęcie wtargnięcia dla przeciętnego kierowcy jest trudne do uchwycenia.

Co dzien widzę taką sytuację w mieście:

Sznur stojących aut na jednej cześci jezdni, na drugiej porusza sie sznur aut z predkościa ok. 40 km/h. Przejście dla pieszych przez które próbuje się ktoś przedostać.

Tuż za przejściem stoi autobus w korku dokumentnie zasłaniając pieszego. Rzadko kto zwalnia, prawie do zatrzymania, bo przeciez nic nie widać.

Człek jednak włazi na jezdnie i idzie.

Wtargnął, czy nie?

Wg niego spokojnie wszedł.

Wg jadacego w sznurze aut kierowcy - wtargnął, bo ten zobaczył go dopiero 2-3 metry przed przejściem.

Tak mało pieszych ginie, bo IMO jedynie ich instynkt przetrwania ich ratuje.

> wzdłuż całej trasy przejazdu i zatrudnić ochronę, żeby przypadkiem

> ktoś nie wskoczył pod praktycznie prawidłowo jadący samochód.

Czy te wszystkie auta jadące w sumie powoli powinny sie zatrzymać na wysokości tego autobusu, czy mogą sobie powoli jechać?

Napisano

> Jeżeli jadąc z dopuszczalną przepisami prędkością widoczność jest

> taka, że nie jesteś w stanie wyhamować przed przejściem*,

> to znaczy tylko tyle, że ten fragment drogi jest źle zaprojektowany.

IMHO składniał bym się raczej do stwierdzenia, że jest to niedostosowanie prędkości do warunków (w tym konkretnym miejscu) oraz nie zachowanie szczególnej ostrożności przed wjazdem na oznakowane przejście dla pieszych. Ograniczenia prędkości definiują tylko maksymalną dozwoloną prędkość. Nie zapewniają, że jest to prędkość bezpieczna w każdych warunkach.

Wadliwy projekt odsunąłbym na dużo dalszy plan.

Napisano

> Nie znamy wszystkich okoliczności zdarzenia dlatego możemy wskazywać

> jedynie jakieś kierunki obrony.

Czy coś się zmieni w Twoim podejściu, jak się okaże, że to był Twój kuzyn?

> Nasze wydumki mogą tylko pomóc

> Koledze w ustaleniu jakiejś linii obrony

No bardzo fajnie, że współczujecie. Że chcecie pomóc. Ale ja chciałbym waracając po kilku piwach mieć spore szanse na przeżycie przejścia dla pieszych.

> Nie przypominam sobie, aby ktoś używał takiego argumentu.

Pierwsza strona Szedł dalej, nie reagując na pisk opon, czy klakson

Ciągle też nie mogę zrozumieć, jak można jadąc 5x km/h nie wyhamować i przywalić z taką siłą, żeby zabić człowieka, potłuc lampy, szybę i wgnieść słupek.

Pewnie tym śladom trzeba też się przyjżeć - jaką prędkość miało auto w momencie zderzenia i czy ciągną się dalej.

Kolejny temat - to czemu jest tylko pojedynczy ślad hamowania? Może jedno koło nie hamowało. A to oznacza, że wszystkie obliczenia biegłego można o kant zadka (autko jechało znacznie wolniej - ale za to było niesprawne).

To jest IMO też temat do wyjaśnienia - hamulce. Wyjaśnić może przyczynę wypadku - ale czy jazda niesprawnym autem pomoże wybronić się kierowcy, to inna bajka.

Napisano

(...)

> Kolejny temat - to czemu jest tylko pojedynczy ślad hamowania?

(...)

Pewnie chodzi o dwie linie jako "pojedynczy" ślad. Być może nie było tych dwóch kolejnych, tego z tyłu.

Napisano

> Jeżeli jadąc z dopuszczalną przepisami prędkością widoczność jest

> taka, że nie jesteś w stanie wyhamować przed przejściem*,

> to znaczy tylko tyle, że ten fragment drogi jest źle zaprojektowany.

> * oczywiście w normalnych warunkach, a nie dlatego, że ma się taflę

> lodu pod kołami

Bzdura. Nie ma czegoś takiego jak "normalne warunki". Ogranicznia prędkości i tak mamy poustawiane bez sensu.

I tak każdy jeździ znacznie szybciej - ale przynajmniej co rozsądniejsi nie łamią najważeniejszego przepisu - dostosowują prędkość do warunków. W tym samym miejscu w dzień da się jechać szybciej, niż w nocy (zazwyczaj).

Inaczej jak się jedzie małym fiatem, a inaczej jak mercedesem ze wszelką możliwą elektroniką i super hamulcami.

Inaczej powinien jechać Kuzaj, a inaczej 75 letni dziadek z osłabionym refleksem. To kierowca ma obowiazek dostosować się do warunków uwzględniwszy swoje umiejętności i możliwości auta.

Napisano

> Co dzien widzę taką sytuację w mieście:

> [...]

> Wtargnął, czy nie?

Nie.

> Tak mało pieszych ginie, bo IMO jedynie ich instynkt przetrwania ich

> ratuje.

Bo poza przepisami istnieje zdrowy rozsądek. A posiadanie pierwszeństwa

nie legitymuje do jego bezwzględnego egzekwowania - na co też Sądy

w Polsce często nie patrzą.

> Czy te wszystkie auta jadące w sumie powoli powinny sie zatrzymać na

> wysokości tego autobusu, czy mogą sobie powoli jechać?

Jeżeli nie mogą stwierdzić, że nikt nie wejdzie, to powinny się zatrzymać.

Ja zawsze w takiej sytuacji zwalniam praktycznie do zera i bardzo

powoli wtaczam auto na przejście - mogę zatrzymać je praktycznie w miejscu.

A gdyby kierowca dużego tak po prostu pomyślał o mniejszych,

i zatrzymał się te dwa metry wcześniej... przecież to idzie przewidzieć

jak ma się korek na pasie przed sobą. Ale po co?

Napisano

> Bzdura. Nie ma czegoś takiego jak "normalne warunki". Ogranicznia

> prędkości i tak mamy poustawiane bez sensu.

Bzdurami widzę umiesz rzucać cfaniaczek.gif

Owszem, że istnieje coś takiego jak normalne warunki - do obliczeń

można przyjąć pewne średnie uwzględniające nawierzchnię,

zdolność hamowania samochodu, refleks kierowcy. Na takiej zasadzie

powinno wyliczać się ograniczenia prędkości.

Każdy kierowca musi brać korektę od prędkości "na znakach",

w końcu zmieniają się warunki pogodowe, jeden jedzie maluchem,

inny S-klasą, a jeszcze inny 20 tonową ciężarówą.

Ale dlaczego w normalniejszych drogowo krajach nie spotyka się

takich zasadzek, jak przejście bez widoczności? Wiadomo, że są

to punkty szczególnie niebezpieczne, i należy maksymalnie ułatwić

zauważenie pieszego. Jeżeli warunki terenowe nie pozwalają

na przebudowę, to istnieje magiczny znak pt. "ograniczenie prędkości".

Idąc dalej - jeżeli miałoby być tak jak postulujesz, że tylko kierowca

jest odpowiedzialny za prędkość, to po co nam ograniczenia?

Można by wszystko zastąpić jednym uniwersalnym przepisem...

Napisano

> Ale po co?

Z powodu braku poszanowania (o przepisach szkoda gadać) dla drugiego czzłowieka.

Policja też często nas nie szanuje (z własnych obserwacji).

O przepisach i zdrowym rozsądku zaczynamy dyskutować, jak dojdzie do nieszczęśliwego wypadku, czego ten wątek jest najlepszym przykładem.

Napisano

IMO prędkość jest przekroczona niewiele i z tego da się wyjść. Powinieneś zażądać drugiej opinii biegłego z symulacją dla prędkości 50km/h. Kluczowe jest, czy jadąc 50km/h udałoby Ci się uniknąć zderzenia czy nie.

1. Jeśli nie - masz punkt zaczepienia. Należałoby policzyć z jaką prędkością musiałbyś jechać, żeby Ci się udało zatrzymać. Jeśli wyjdzie jakaś absurdalna (np. 20-30km/h) próbuj udowodnić że było to wtargnięcie.

2. Jeśli tak - będzie trudniej. Ale wtedy uczep się tego, że pieszy NIE MA PRAWA zmuszać pojazdu do hamowania AWARYJNEGO. A obliczenia są dla takiego hamowania. Wtedy też możesz trochę winy przerzucić na pieszego, ale tu wiele zależy od sędziego.

Z zarzutu niezachowania szczególnej ostrożności moim zdaniem się nie wyplączesz. Gdyby poszkodowany przeżył byłaby szansa na warunkowe umorzenie. Teraz będzie raczej ciężko, mimo przyczynienia się drugiej strony do zaistnienia wypadku.

A prawnik i tak Ci się przyda, bo sam powyższych dowodów nie przeprowadzisz.

Napisano

> A jak jedziesz sobie autkiem, jesteś kilka metrów od przejścia dla

> pieszych i widzisz, że nikogo na nim nie ma, aż tu NAGLE wchodzi

> Ci ktoś pod koła w zasadzie, nie patrzy czy coś jedzie - w

> dodatku jest pijany i zero reakcji na Twoje hamowanie i

> trąbienie. To jak wyhamujesz ?

Pieszy bardzo rzadko może wyjść na przejście NAGLE. Oni z nieba nie spadają. Jeśli na chodniku w pobliżu przejścia widzisz pieszych, jesteś zobowiązany zachować szczególną ostrożność. Nawet jak Ci wylezie zza pojazdu, to widząc w pobliżu przejśca pojazd należy spodziewać się pieszego i zachować szczególną ostrożność. I tak dalej...

Z zarzutu niezachowania szczególnej ostrożności praktycznie nie da się wyjść.

Napisano

> Nie miej mnie za idiotę! Nawet bym nie pomyślał, żeby taki styl

> wypowiedzi użyć na sali sądowej!

Jeśli sam piszesz, że nigdy nie byłeś na sali sądowej to skąd możesz wiedzieć jak się zachawasz, istnieje duża szansa, że właśnie jak idiota. Taki typowy chaotyczny słowotok, gdzie na raz omawiając wszystkie niuanse hamowania, prędkości, samochodów za tobą, przed tobą itp. potrącenie człowieka będzie jednym z kilkudziesięciu elementów twojej wypowiedzi. A wisienką na torcie będzie jeśli moment potrącenia człowieka okreslisz jako "no i wtedy pękła mi szyba"

> Dlaczego? Wyobraź sobie sytuację, że potrąciłeś pieszego na prawym

> pasie, wcześniej próbowałeś ominąć go zjeżdżając na lewy.

> Zatrzymałeś samochód, patrzysz w lusterko, a tu cysterna na

> zapalonych oponach zbliża Ci się do zderzaka. Co robisz? Stoisz,

> bo nie możesz przecież ruszyć auta? Wątpię. To gdzie jest

> granica?

granica jest pomiędzy tematami wypowiedzi, jeśli rozmawiacie o analizie biegłego to jest na miejscu, jeśli natomist mówisz "no i jak go potrąciłem to jeszcze sobie kawałek podjechałem bo widziałem samochód za sobą" brzmi to jak czarny humor. Bardzo dobrze zrobiłeś, tylko po co o tym mówisz, lepiej byś coś powiedział o stanie potrąconego, kto wezwał pomoc, czy oddychał itp.

Napisano

> Czy coś się zmieni w Twoim podejściu, jak się okaże, że to był Twój

> kuzyn?

Akurat nie o takie okoliczności mi chodziło, ale skoro uderzyłeś w stół to odpowiem, że widomym jest, że na rodzinę patrzy się inaczej jak na obcych. Podkreślam jednak, że miałem na myśli "fizyczne" okoliczności. Poprostu próbuję się postawić w takiej sytuacji.

> No bardzo fajnie, że współczujecie. Że chcecie pomóc. Ale ja

> chciałbym waracając po kilku piwach mieć spore szanse na

> przeżycie przejścia dla pieszych.

2,5 promila - jest duże prawdopodobieństwo, że ten pieszy czuł się wtedy niezniszczalny, wszystko było mu obojętne, nie zauważył samochodu..... zresztą pewnie większość wie jak to jest wink.gif Oczywiście człowieka szkoda, jednak możliwe że on sam przyczynił się do śmierci.

> Pierwsza strona Szedł dalej, nie reagując na pisk opon, czy klakson

Rzczywiście głupie sick.gif

> Ciągle też nie mogę zrozumieć, jak można jadąc 5x km/h nie wyhamować

Jak czytamy można. Zresztą nietrudno wyobrazić sobie, że ktoś wbiega na jezdnię, wychodzi nagle zza jakiejś przeszkody czy że kierowca się zagapił - to właśnie należy wyjaśnić.

BTW z umiejscowieniem przejść dla pieszych też nie jest w Polsce różowo, nie wspominając już o częstym nieprzestrzeganiu przepisów dotyczących np. parkowania przed/za przejściem

> To jest IMO też temat do wyjaśnienia - hamulce.

ok.gif

Napisano

nie łap nikogo za słowa- kolega jest laikiem więc wytłumaczył to w nabardziej zrozumiały sposób! waytogo.gif

sprawa jest jasna i oczywista - jeden dleikwent wszedł na pasy "na bani" drugi przekroczył dozwoloną prędkości i w związku z tym jeden nie zyje a drugi odpowie przed sądem- koledze po prostu chodziło aby jak najbardziej zmniejszyc karę jaka może otrzymać i tego się trzymajmy bo czytając ten post zaczynamy uciekac od głownego tematu waytogo.gif

Napisano

> IMO bezapelacyjnie brać adwokata.

> I jedna podpowiedz. Czy jak ofiara/sprawca zmarł po miesiącu w

> szpitalu to była sekcja zwłok?

> Bo jak nie było to cięzko bedzie udowodnić w 100% przyczyne smierci.

> A może zmarł w wyniku np zakazenia wewnątrzszpitalnego?

> Wyobraź sobie sytuację że ofiara wypadku ze złamana noga trafia do

> szpitala, tam w trakcie operacji ma np zatrzymanie akcji serca i

> mimo reanimacji umiera?

> Czy możemy powiedzieć kto "zabił"-kierowca który porącił?

Nie wiem, jak to jest z punktu widzenia zarzutow prokuratorskich, ale w statystykach policyjnych, jeżeli zgon następuję po ponad (bodaj) 14 dniach od wypadku, to nie jest to uznawane za "śmierć na drodze".

Napisano

> Sorry, że dopiero teraz - brak neta poza pracą.

> Zależy, jak na to patrzysz - moim zdaniem to było jeszcze w trakcie

> wypadku.

Hmm, biegły liczył prędkość ze śladów hamowania do miejsca zatrzymania pojazdu?

A czy robiono oszacowanie prędkości w momencie potrącenia pieszego? Przecież ze śladów ten punkt się da określić. I to do niego powinno być liczone hamowanie i spowolnienie, prowadzące do pierwotnej prędkości (z uwzględnieniem tej w momencie kolizji).

Napisano

> No bardzo fajnie, że współczujecie. Że chcecie pomóc. Ale ja

> chciałbym waracając po kilku piwach mieć spore szanse na

> przeżycie przejścia dla pieszych.

To dzwoń po taksówkę a nie narąbany po ulicach bedziesz łazić

Napisano
  • Autor

OK, koniec sprawy!

Dobrowolnie poddałem się karze, a wyrok jest następujący:

1,5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata; 1000 zł grzywny i 1000 zł kosztów sądowych (z 500zł mniej, niż zapłacił skarb państwa). PRAWKO ZOSTAJE!!!!

Dzięki za wszelką pomoc. Na prawdę sporo wypowiedzi bardzo się przydało. bow.gif

pub2.gifpub2.gifpub2.gif

P.S.

> No bardzo fajnie, że współczujecie. Że chcecie pomóc. Ale ja

> chciałbym waracając po kilku piwach mieć spore szanse na

> przeżycie przejścia dla pieszych.

Mimo wszystko - proponuję zacząć od rozglądania się przed wejściem na jezdnię.

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

Ostatnio przeglądający 0

  • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tego serwisu, wyrażasz zgodnę na naszą Polityka prywatności oraz Warunki użytkowania.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.