Zawartość dodana przez Polarny
-
DDR po prawej już nie wystarcza
> A skąd rowerzysta ma wiedzieć że po przeciwnej stronie ulicy akurat zaczyna się ddr? Nie wiem. Kierowca też musi wiedzieć, że wjeżdża na drogę leśną - mimo że nie ma żadnego znaku. Ostatnio czytałem też ciekawy przypadek łapanki na pieszych - przechodzili w miejscu gdzie myśleli że jest skrzyżowanie mniej niż 100m od przejścia. Ale to nie było skrzyżowanie, bo podporządkowana była drogą wewnętrzną. Nieoznakowaną. > Rowerzysta > jest normalnym uczestnikiem ruchu i w związku z tym powinien zwracać uwagę na obowiązujące > oznakowanie drogi, a tak się składa że generalnie obowiązują znaki znajdujące się po prawej > stronie. Obowiązek jazdy ddr po lewej stronie nie wynika z faktu, czy są tam znaki czy nie, tylko z faktu że jest tam ddr.
-
DDR po prawej już nie wystarcza
> To nie jest mit tylko prawda DDR po lewej stronie - o ile jest wyznaczona dla kierunku ruchu w którym się porusza rowerzysta, to - zgodnie z logiką - jest wyznaczona dla kierunku ruchu w którym się porusza rowerzysta. Ale jeżeli taka ddr jest wyznaczona, to rowerzysta ma obowiązek się nią poruszać. A więc brak tego obowiązku to mit. Jak widzisz, nawet się wysiliłem i uzasadniłem.
-
DDR po prawej już nie wystarcza
> Myślę, że to bez znaczenia o ile rowerzysta jechał: "prawidłowo". Kierowca niekoniecznie wie czy w > tym miejscu jest ddr. Powinien pilnować swoich obowiązków a nie zastanawiać się nad > obowiązkami innych i co kto powinien. Akurat wielu kierowców wie, że w tym miejscu jest ddr. Być może kierowca się rowerzysty nie spodziewał. Ale w sumie i tak nie wiadomo, jak było. Rowerzysta miał 80 lat - więc być może stracił równowagę i sam wjechał pod auto. Oczywiście to gdybanie.
-
DDR po prawej już nie wystarcza
Istnieje mit, że gdy droga dla rowerów jest po lewej stronie jezdni, to nie obowiązuje. Wynika on z nieodróżnienia "kierunku w którym się porusza pojazd" od "strony, po której się porusza. Ale mniejsza z tym - okazuje się, że jak ddr jest po prawej, to też niekiedy nie ma większego znaczenia. Często na Al. KEN widuję rowerzystów jadących OBOK ddr - po swojej prawej. Dzisiaj też widziałem - wyjechał z bocznej uliczki, przeciął przejazd dla rowerzystów, skręcił w prawo w KEN i tamował ruch. Czasami kończy się to nie najlepiej: wypadek Czy kierowcę można obwiniać za śmierć rowerzysty, którego nie miało prawa być w tym miejscu?
-
Za co mandat?
> Mandat za przejazd na czerwonym i za jazdę z pasa do skrętu w lewo na wprost. > Mandat za jazdę z pasa do skrętu w lewo na wprost. Czyli większy mandat za de facto niewłaściwy pas niż za wjechanie na tor, gdzie jest nadawane zielone dla kierunku kolizyjnego. Bo na wprost jednak było CZERWONE.
-
Za co mandat?
> najlepsze jest to, że facet idiotycznie > tłumaczył się, że nie pojechał na czerwonym (dla lewoskrętu), bo dla kierunku na wprost było > wtedy zielone, I tu akurat miał rację. Dla jazdy na wprost było zielone. Gorzej by było, gdyby na zielonym dla lewoskrętu i czerwonym na wprost pojechał prosto.
-
Spalanie dlugookresowe - wskaznik
> Po co?? Zaraz mi się wyleje na głowę kubeł pomyj, że "niemożliwe, żeby VAG mało palił, a poza tym i > tak zaraz ci silnik pęknie". Fakt, ten silnik mało pali i dobrze jeździ. Krytykują go ci teoretycy tworzący sobie obraz świata na podstawie starszej wersji 1.4 tsi CAXA.
-
500 zł i 6 pkt. kary
> To samo dotyczy kii, władowali się widząc, że na skrzyżowaniu stoi samochód. Zapewne nie stał na pasie zachodnim (w kier. południowym), tylko jeszcze przed. Nie wiedział że się zmieniło światło, zrobiło się miejsce i ruszył - równocześnie z kią, albo później.
-
droga dla rowerów po lewej
> ooo już się stałem rowerzystą - dzihadystą > rownie dobrze mozna to napisac o kierowcach samochodow, dla ktorych problemem jest ominięcie > rowerzysty i pozostawienia 1m luzu > przetłumacz kierowcom jezdzacym lewym pasem, ze jest to niezgodne z prawem i utrudnia poruszanie Zgadza się - RÓWNIE DOBRZE można to napisać o tych kierowcach. Zarówno tacy kierowcy, jak i rowerzyści nie korzystający z ddr (którymi można jechać w kierunku, w którym jadą) to ... [tu wstawić odpowiednio pejoratywne określenie]. > rozsmieszasz mnie... gdybym miał po jednostkach jezdzacych jak debile w samochodach wyrażać sądy o > wszystkich pozostałych to kim bym był? Sam sobie odpowiedz Ale ty tych jednostek bronisz. > widzisz zdzbło w cudzym oku, a belki w swoim nie moze zacznij naprawianie świata od siebie, naucz > się tolerancji W ten sposób można usprawiedliwić każdą durnotę, bo przecież zawsze znajdzie się ktoś gorszy.
-
droga dla rowerów po lewej
> Od strony prawnej istotne są znaki drogowe po Twojej prawej stronie. Jak masz znak po prawej, że > jest DDR, to nią jedziesz. Jak nie masz znaku po prawej, a ddr jest po lewej, to też masz obowiązek nią jechać. Podobnie brak znaku ostrzegającego o skrzyżowaniu równorzędnym nie oznacza, że nie ma takiego skrzyżowania. > Jak masz znak "zakaz ruchu rowerów", to szukasz DDR, bo pewnie > gdzieś jest. niekoniecznie > Znaki 100 metrów po lewej stronie Cię nie interesują. Dokładnie. Ma cię interesować, czy jest tam ddr, a nie czy są tam jakieś znaki. Ciekawie niektórzy mądrale wychodzą na twojej interpretacji. Widziałem przypadki, jak rowerak - jadąc jezdnią - dojeżdżał do skrzyżowania z drogą po prawej i czekał na czerwonym, podczas gdy po lewej była ddr bez żadnych świateł.
-
droga dla rowerów po lewej
> czy dobrze mi sie wydaje, ze kogos popieprzylo? Dobrze ci się wydaje. Roweraki (bo rowerzystami ich nazwać nie można) popełniają zazwyczaj kilka standardowych błędów: 1. "Obowiązują znaki z prawej" Owszem. Ale obowiązuje ich też jazda po ddr, o ile jest wyznaczona dla ich kierunku ruchu, co nie ma nic wspólnego ze znakami po prawej. Więc jeżeli ddr jest po lewej - nieważne czy znaki po prawej o tym mówią, czy nie - ma obowiązek z niej korzystać. Obowiązek ten wynika z samego faktu, iż owa ddr tam jest. 2. "DDR po lewej mnie nie obowiązuje, bo mamy ruch prawostronny, jest więc z niewłaściwej strony" To już większe upośledzenie, bo następuje tu pomylenie pojęć: - kierunek w którym się jedzie (lub którym zamierza jechać) - strona drogi, po której należy jechać. Taki rowerak myśli pewnie, że w związku z ruchem prawostronnym ma obowiązek jechać tylko w prawo.
-
dlaczego zasłaniają tablice rej. w ogłoszeniach
Ale co ? Nie chcesz mu sprzedać, bo może się zacząć psuć, więc jest to chyba dobry sposób do zniechęcenia? > Sprzedałem kilka samochodów na osiedlu-ludzie nie mają czasu szukać, jeździć, szczególnie dotyczy > to 2-3 samochodu w rodzinie, o niewielkich wartościach do 10 tys. Czasami nie musiałem > wystawiać nawet ogłoszenie bo telefon gdzies krąży i czasami odbieram czy mam coś do tylu i > tylu. Więc coś tam mogę wiedzieć na ten temat. Jak się handluje, to tak jest. Mnie jakoś nikt nie pyta, a zdarza mi się czasami sprzedawać. > Zaczynasz nadinterpretować. Nikt nigdzie nie napisał, że Ty czymś ryzykujesz, dlatego nie > chcesz-nie zasłaniaj, ale nie miej też pretensji, nie doszukuj się drugiego dna, nie oczerniaj > że coś zatajają Ci co zasłonili. Wolny wybór, mogę to zasłaniam, nie robię tym nikomu ani > krzywdy ani nie wprowadzam w błąd. Pytam o powody, bo nie wiem, czy sam nie powinienem zacząć zasłaniać. Chodzi tu o mnie - nie o was.
-
dlaczego zasłaniają tablice rej. w ogłoszeniach
> Ale, przepraszam bardzo-ja mam jakiemuś tumanowi tłumaczyć, że stary samochód może się > popsuć??? To powiedz mu, że już jest popsuty albo zaraz zacznie się psuć. Tak poza tym - pogratulować sąsiadów, którzy rzucają się kupować, gdy tylko ogłoszenie zamieścicie. > Strach?Hmm...nazywaj to jak chcesz. Dziecinadą jest rozkminiać dlaczego zasłonięte Ja nie zasłaniam i chcę wiedzieć, czym tak bardzo ryzykuję. Jak widać, ryzykuję tylko przy kosmicznym scenariuszu sąsiadów, którzy kupują auta bez opamiętania i to od tych samych, od których kupione auta się psują i których już obgadali.
-
dlaczego zasłaniają tablice rej. w ogłoszeniach
> Gorszy niż w ogłoszeniu?Przecież chyba jasno napisałem, o niezatajaniu niczego. Znam przypadki, że > po pół roku, po roku były pretensje (akurat nie do mnie, między prywatnymi), bo np koleś > pojechał na BT i wyszedł 1 amor słabszy. Czy w dniu sprzedaży to auto było gorsze niż w > ogłoszeniu?Mogło tak być ale równie dobrze kierownik mógł zaliczyć kilka dziur przez ten > czas-tak czy nie?Czy jeśli 3 miesiące po zakupie padnie UPG w 15 letnim samochodzie to będzie > oznaczało, że było gorsze w dniu sprzedaży niż opisane?Czy jak zepsuje się po 2 mies > elektroniczna przepustnica, zapcha EGR, uszkodzi siłownik szyby to znaczy, że sprzedający > zataił to przed znajomym kupującym i wsadził go świadomie na minę?Mowa o tego typu plotach i > awariach. Więc co za problem powiedzieć, że takie rzeczy mogą się zdarzać? Aż taki macie strach przed sąsiadami, że boicie się nawet ich uprzedzić o tego typu oczywistościach i zamazujecie tablice? To jakaś dziecinada jest. Mojemu kupcowi też się coś popsuło - elektryka, jeden raz. I problemu nie robił.
-
dlaczego zasłaniają tablice rej. w ogłoszeniach
> A niektórzy cenią sobie prywatność i nie chcą głosić po okolicy, że sprzedają tylko wystawiają w > necie i oddają obcym ludziom w myśl zasady obcemu i jak najdalej i nie mówimy tu o zatajaniu > czegokolwiek, tylko są świadomi, że samochód to mechanika i może się popsuć, niestety nie > każdy kupujący jest tego świadomy, kupi, a potem przestaje się odzywać, albo robi dupę po > okolicy, że Zdzisiek mu "wcisnął" samochód który się psuje. Ludzie są naprawdę różni. Czyli prawdę pisał Radod, że chodzi o to że dany wóz jest gorszy niż w ogłoszeniu. Nawet jeżeli, to tak trudno zasugerować potencjalnemu sąsiadowi-nabywcy (bo wiadomo, że jak sąsiad zobaczy ogłoszenie, to w te pędy biegnie kupować), że "igła to toto nie jest"? Ja sprzedałem samochód znajomemu, który jeździ nim od dwóch lat i żadnej "dupy" po okolicy nie robi, a wręcz chwali wóz.
-
dlaczego zasłaniają tablice rej. w ogłoszeniach
> Prywatnie to samo. Lepiej żeby sąsiedzi nie wiedzieli, nie widzieli, nie dopytywali, nie gadali, > nie interesowali się. Powtarzasz to już n-ty raz, tylko nie tłumaczysz, co ta wiedza sąsiadów ci szkodzi. Bo co niby mają gadać - że sprzedaję prywatnie samochód? To jakieś święto lasu jest? Ludzie na parkingu obklejają ogłoszeniami auto, żeby ktoś z okolicy się zainteresował, gadał, dopytywał, wiedział i widział. Czym ryzykują?
-
dlaczego zasłaniają tablice rej. w ogłoszeniach
> Nawet nie zdajesz sobie sprawy w jak wielkim jesteś błędzie I o ile sprzedajesz swój raz na 2 > lata nie ma to praktycznie żadnego znaczenia o tyle jak prowadzisz to zarobkowo to sytuacja > zmienia się diametralnie, a zawiść ludzka nie zna granic. Jeżeli mówimy o handlarzach, to wyjaśnione już było, dlaczego zasłaniają tablice. Pytam o sprzedaż prywatną.
-
dlaczego zasłaniają tablice rej. w ogłoszeniach
> Żeby nie było zbędnych pytań, domysłów, plotek, im mniej ludzie wiedzą tym lepiej. Nie wiedziałem, że sprzedaż samochodu to takie wydarzenie, jakby co najmniej Zdzisiek spod 4 zdradzał żonę z konkubiną Ryśka spod 19. Bo cóż takiego można plotkować czy domyślać się nt. sprzedaży samochodu? I w czym wiedza sąsiadów mogłaby ci zaszkodzić?
-
dlaczego zasłaniają tablice rej. w ogłoszeniach
> Nie chcę żeby wiedzieli ze sprzedaję. Pisalem już to niżej To oczywiste, że nie chcesz, żeby wiedzieli. Ale co ci szkodzi, że wiedzieliby o tym?
-
dlaczego zasłaniają tablice rej. w ogłoszeniach
> Bzdury. Więc jaki jest powód zasłaniania tablic przed sąsiadami, skoro wyżej przytoczone to bzdury?
-
dlaczego zasłaniają tablice rej. w ogłoszeniach
> Na przykład. Albo ma kogoś w WK i nie musi nigdzie dzwonić Lepiej zadzwonić, bo często właściciel mieszka gdzie indziej niż auto jest zarejestrowane. Zwykły telefon, który może wykonać każdy, działa więc lepiej niż znajomości w WK. Ten argument zasłaniania tablic (złodziej wie gdzie jest auto) odpada.
-
dlaczego zasłaniają tablice rej. w ogłoszeniach
> Dowiedzą sie, że to jednak 1,6, a nie 3.0, że licznik się zmniejszył, że nie w hajlajnie.. To chyba jedyne wyjaśnienie, ale nie wpadłbym na nie sam. Moja mentalność jednak odbiega od średniej krajowej.
-
z cyklu czyja racja ...
> A ta definicja wzięła się z próby zaoszczędzenia na znakach. Bo chodziło o to, żeby wyjazdy z ulic > szybkiego ruchu odwoływały podwyzszenia ograniczenia prędkości. Jest inny ciekawy efekt takiej definicji. Jeżeli jest np. ograniczenie do 70, to rozjazd to ograniczenie odwołuje. Ograniczenie ustawione dokładnie na rozjeździe (a bywa że jest to całkiem długi odcinek) w ogóle więc nie obowiązuje.
-
z cyklu czyja racja ...
> i w związku z tym wystąpię o oficjalną interpretacje w.w. oznakowania Jeżeli napiszą, że trzeba ustępować jadąc swoim pasem, zapytaj jak rozpoznać miejsce w którym już ustępować nie trzeba.
-
z cyklu czyja racja ...
> Tylko ze te trójkąciki koło miejsca, w którym stoi znak, to też totalna bzdura, bo nie masz tam > kogo przepuszczać. Zgadza się. Tu jest podobna sytuacja: na pasie prawym (po naszej lewej) trójkąciki nakazują ustąpić nie wiadomo komu. Ten pas się zaraz kończy, co widać na widoku po lewej stronie. widok Tego typu sytuacje, których jest zatrzęsienie, powodują że nie mam złudzeń co do fachowości ustanawiających znaki.