Ja wiem, że jak się tego nie liczy...to się wydaje, że za 5 zł auto się ubezpiecza, naprawia i myje co tydzień.
Wystarczy wziąć koszty rejestracji + ubezpieczenie i na dzień dobry idzie 2000 zł.
Kpl. opon 1000 zł.
Już mamy "3 klocki", a nic przy aucie nie zrobiliśmy.
Przez pierwsze lata co roku samo ubezpieczenie pochłaniało ok. 1000 zł. Głupi kpl. hamulców na przód 690 zł (ATE). Używane(!) alufelgi 700 zł.
A olej, filtry, świece, aluminiowe wahacze Lemfordera, amortyzatory, gumy belki, elastyczne przewody ham., regeneracja zacisków, rozrząd...(?)
Nie da się finansowo traktować Audi Avant jak Palio Weekend i myśleć, że da radość i satysfakcję z jazdy. Banalna, pozornie wieczna rzecz w każdym aucie jak spryskiwacz tylnej szyby w Audi jest tak "innowacyjny", że awaria kosztuje minimum 150 zł. I takich kosztów wystarczy kilka, żeby kwoty robiły się właśnie takie. Ale jak nie liczysz...to nie wiesz. Nie robię tego przy Suzuki żony, sama sobie go ubezpiecza i wydaje mi się, że koszty zerowe. Ale na pewno tak nie jest.
Pozdrawiam.