Zawartość dodana przez Polarny
-
Odgrzybianie - "naciskasz i czekasz"
> Jak ciepły parownik schładza powietrze ?? Nie dość tego - jest wilgotny a osusza !!
-
Odgrzybianie - "naciskasz i czekasz"
> No widzisz, nie jestem osamotniony w postrzeganiu Twoich wypowiedzi. Problem, że Ty nie widzisz. Stąd mój apel o wskazanie, na podstawie czego te wypowiedzi są tak postrzegane. W nieumiejętności tego wskazania też nie jesteś osamotniony.
-
Odgrzybianie - "naciskasz i czekasz"
> No i OK ja tak nie robię, czy masz jakieś wyniki badania ile tego grzyba się wdycha? Na prawde > jestem ciekaw. Poczytaj sobie - guglanie nie jest trudne. O co w ogóle walczysz? Naprawdę chcesz udowadniać, że klimy nie trzeba czyścić i jest gites? Albo że trzeba mieć doktorat z klimatyzacji żeby znać podstawowe fakty na ten temat? > Strasznie sie czepiasz, Twoje wypowiedzi sa nacechowane z lekka > agresja. Nie wiem, może masz taki styl pisania, ale bardzo prowokujący. Masz na myśli mój wyskok z traumami z dzieciństwa i zgorzkniałymi dziadami?
-
Odgrzybianie - "naciskasz i czekasz"
> Słuchaj... Dostałeś zwykłe pytanie/komentarz do swojej wypowiedzi i zacząłeś się rzucać nie wiadomo > po co. Musisz zacząć pracować nad kontrolą emocji. A wiadomo chociaż, w którym to miejscu się niby "rzucam"? Możesz wskazać / zacytować?
-
Odgrzybianie - "naciskasz i czekasz"
> Po co mam sprawdzać jak nie śmierdzi? Przecież o smrodzie piszemy, a nie czy na dłoniach masz > bakterie, czy na stopach. Może ty piszesz, ja odgrzybiam raz do roku, nawet jak nie śmierdzi. Właśnie ze względu na cały ten syf na parowniku. Jak go lubisz wdychać, to twoja sprawa, ale to nie jest powód żeby się mnie czepiać. > Ok, jeżeli to nie jest agresja, to jesteś zwykłym zgorzkniałym dziadem. "I kto to mówi".
-
Odgrzybianie - "naciskasz i czekasz"
> IMO raczej wada konstrukcyjna. Przez 7 lat raz ozonowalem bo kupilem na gruponie. Nic nie smierdzi > nic nie gnije. Parownik czysty? Zero grzybów i bakterii?
-
Odgrzybianie - "naciskasz i czekasz"
> nie To sprawdź, a później się wypowiadaj. Zagrzybienie parownika to naturalne zjawisko, wynikające z tego, że parownik jest wilgotny i ciepły, co nie dziwi, skoro klimatyzacja powietrze osusza i schładza. > Nie wiem skąd w Tobie tyle agresji? Jakieś traumy z dzieciństwa? Nie wiem gdzie tu widzidz agresję. Może w związku z traumami z dzieciństwa dostrzegasz ją tam, gdzie jej nie ma.
-
Odgrzybianie - "naciskasz i czekasz"
> No wiesz, Skoda przecież to idealny samochód dla grzyba Mnie tez to dziwi, nigdy nie miałem > grzyba, przynajmniej do 5 lat (nowych właścicieli nie pytałem) Sprawdzałeś parownik? Pewnie jesteś kolejnym z tych geniuszy, co nic nie czują, bo klima non-stop działa. I z zadowoleniem wciąga te wszystkie bakterie i roztocza. Grunt to samozadowolenie i stwierdzenie, "jaki to ze mnie cwaniak".
-
Odgrzybianie - "naciskasz i czekasz"
> Mnie to zastanawia skąd Ci się ten grzyb w klimie robi. Przecież masz stosunkowo młode auto. Już > zagrzybione? Po kilku dniach używania klimy jest już zagrzybione. Każde. Nie czujesz tego, bo nie wyłączasz klimy.
-
Laguna 2003 w cenie clio...
> Kupiłem moją Kiłę za 20. 3 lata temu. Dołożyłem 5. Patrząc na ceny spokojnie dostanę 25. Więc jaka > strata? > Subaru kupiłem za 18. 6 lat temu. W tym momencie takie egzemplarze to 12-13. Czyli tracił 1000 zł > na rok. > Auta w pewnym wieku praktycznie nie tracą na wartości. Toteż napisałem, że opłaca się to dla starszych aut. Jak kupię 20-latka, to niekoniecznie po 2 latach sprzedam go taniej. Oczywiście "opłaca się", o ile nie jest to faktyczny szrot. A jak ktoś nie akceptuje aut starszych niż 8-letnie i nie chce miesiącami szukać używek, to za praktycznie 10% ceny nowego może jeździć te 8 lat nowym.
-
Laguna 2003 w cenie clio...
> Niczego to nie zmienia w sensie ekonomicznym, kupno nowego za 70 i sprzedanie 5 latka za 20- 25 tys > to też strata około 10 tys w rok, A sprzedanie za 5 tys. po roku to jeszcze większa strata, tylko że: 1. Za tyle nikt nie sprzeda (podobnie jak za wydumane 20-25 tys.) 2. Nie porównujesz tego do utraty wartości używanego. To, co policzyłeś, to strata na nowym w porównaniu do nieposiadania auta w ogóle. > Dlaczego zakładasz, że swoje Grande kupiłem bez promocji i rabatu czy też mój teść swoją Octavię? Dlaczego zakładasz, że tak zakładam? Napisałem, ile straciłem po roku i dlaczego. Pisałem wyłącznie o sobie. > A czemu mam używane wymieniać co 4 lata? Możesz sobie wymieniać co rok albo co 20 lat. To jest przykład pokazujący, ile prawdy jest w micie że w ciągu pierwszych lat nowe auto aż tyle traci. W porównaniu do alternatywy (kupno 4-latka i jazda nim do osiągnięcia wieku 8 lat), traci marne 20%. Przy zakupie idealnej używki (dwukrotnie) oraz braku negocjacji w salonie. > Jak liczysz te swoje 8 lat eksploatacji nowego, a jak 2x po 4 używanego? Jakie koszty uwzględniasz itp Takie same - różnią się tylko utratą wartości. Czyli bardzo optymistyczne założenie z punktu widzenia kupującego używane. > Zakładasz chyba, że tylko ty kupujesz z rabatami, zaręczam, że tak nie jest Umówmy się, że nie będziesz więcej zgadywał, co ja zakładam.
-
Laguna 2003 w cenie clio...
> Jak ktos nie robi 50-70kkm rocznie to kupno nowego auta z punktu widzenia ekonomii nie ma zadnego > sensu. Zależy po jakim czasie ma zamiar sprzedawać.
-
Laguna 2003 w cenie clio...
> Wiesz jaki jest sens ekonomiczny posiadania starszego, używanego samochodu? Taki, że kupując nowe > auto z salonu (i tu poprę to kilkoma przykładami) w ciągu roku tracisz tyle pieniędzy, że przy > odrobinie szczęścia wystarczy ich na serwisowanie przez 3-5 lat używanego samochodu klasy > wyższej. O ile sprzedasz po roku. Bo gdyby było tak, jak głosi popularny mit "po wyjeździe z salonu tracisz 10 tys.", to należałoby stać pod salonem i czekać na wyjeżdżających. Tylko że nikt nie sprzeda takiego auta. A że dajesz przykłady tych, co kupili nowe i sprzedali po roku, to jest to tylko przykład, że nie należy nowego zbyt szybko sprzedawać. Ja też kiedyś sprzedałem auto po roku - straciłem 4,5 tys. Dlaczego tylko tyle? Bo nowe się kupuje w promocjach, z rabatami. > w większości przypadków za ułamek straty z ,,nowego'' użytkujemy sprawny samochód używany, > owszem może i nie taki ładny, pachnący i modny jak nowe, ale .... Wszystko fajnie, tylko że liczysz wyłącznie stratę na nowym, a nie różnicę strat pomiędzy nowym a używanym. Już tu kilka razy obliczenia były czynione, więc podam tylko wynik: W porównaniu do kupna - nowego na 8 lat a - używanego 4-latka na 4 lata (2x zakup) traci się 20% wartości nowego. I to tylko pod warunkiem braku rabatu i idealnych używek. Więc ta opłacalność używanych zaczyna się gdy już są naprawdę stare a mimo to dobrze utrzymane.
-
Laguna 2003 w cenie clio...
> Czyli prawdopodobnie sensu ekonomicznego to nie ma. Jakby miał auto na gwarancji, to nie musiałby > tego robić, tylko co 15/20/30 kkm odwiedzałby ASO na planowe przeglądy. Gwarancja nie obejmuje "naturalnego" zużycia materiałów. Więc per saldo wychodzi mu taniej, bo nie serwisuje w ASO. > Szrot może nie, ale jest to auto w dużym stopniu zużyte. To konkretne nie jest, bo kupił od znajomego, który w Niemczech dojeżdżał do pracy codziennie autostradą. I nabił 210 kkm w 3 lata. > Owszem, można utrzymywać auto z dużym przebiegiem w sprawności - jednak jest to ekonomicznie > nieuzasadnione. Drugi kolega od mazdy niewiele płaci żeby auto utrzymać w sprawności. Inny znajomy od hondy (230 kkm, 17 lat) - tylko rutynowe czynności, jakie ma każde auto od pierwszej wymiany klocków.
-
Laguna 2003 w cenie clio...
> W wyobrażeniach użytkownika. Weź to auto, jedź do salonu audi i poproś o jazdę próbną nowym. > Potem wsiądź w to "jak nowe" i zobacz jaka jest różnica. Zaufaj - będzie. Wątpię, bo facet ma bzika na punkcie serwisowania jeszcze bardziej niż ja. Sprawdza, diagnozuje, wymienia. Tak czy owak - szrot to nie jest, a teoretycznie powinien być. Inny kolega ma starą mazdę 323 z przebiegiem (niepewnym) 285 kkm. Raz w roku coś robi z zawieszeniem, ale - jak twierdzi - to dlatego że nie chce mu się zwalniać na progach. Poza tym zero problemów, 2 lata temu był tym autem na wycieczce objazdowej po Skandynawii (Norwegia, Laponia, Finlandia). To też szrot?
-
Laguna 2003 w cenie clio...
> Jest. Możesz zaklinać rzeczywistość, ale przy 200 kkm samochód nadaje się tylko na śmietnik. Albo > do sprzedania Polakowi Znajomy kupił 5 lat temu A6 z przebiegiem 210 kkm. Do tej pory jeździ bezawaryjnie. Samochód wygląda jak nowy i tak jeździ. Coś o zaklinaniu rzeczywistości wspominałeś?
-
Laguna 2003 w cenie clio...
> Ja jestem pierwszym właścicielem i dbam o auto zgodnie z zaleceniami producenta. Jak auto po 100 > kkm jest szrotem, to nigdy więcej nie kupuję samochodów tego producenta. Ma wytrzymać 150 kkm. Nie zmienia to faktu fałszywości tezy, że przy 200 kkm każde auto jest szrotem.
-
Odgrzybianie - "naciskasz i czekasz"
Chodzi o postępowanie: włączony silnik, klimatyzacja, obieg wewnętrzny, za przednim siedzenim ustawia się preparat, naciska, zamyka drzwi i czeka 10 minut (oczywiście czeka się na zewnątrz). Jakie preparaty tego typu polecacie? Czy w ogóle to ściema?
-
Laguna 2003 w cenie clio...
> Nie wiem ile ma mieć! Ale jak ma powyżej 200 kkm, to jest to szrot Nie ma to jak święta ideologia. Szrot może być po 100 kkm, tak samo jak po 200 kkm może być w idealnym stanie. Wystarczy, że ten pierwszy był jeżdżony przez idiotę po mieście i nie serwisowany, a drugi był serwisowany i eksploatowany normalnie głównie po trasie.
-
Fordowski 1,0 ecoboost z drugiej ręki
> Nie no, faktyczna prędkośc się nie zmieni, bo i jak Wskazania licznika tak Przedmówca nie twierdzi, że faktyczna prędkość się nie zmieni przy danym wskazaniu prędkościomierza, ani że wskazanie prędkościomierza się nie zmieni przy danej prędkości faktycznej, tylko że nie o tym jest mowa. Twierdzi, że nie zmienią się wskazania obrotomierza względem wskazań prędkościomierza. Czyli przy zmianie średnicy koła obroty na danym biegu przy danym wskazaniu prędkościomierza będą takie same.
-
Fordowski 1,0 ecoboost z drugiej ręki
> Nieee, no co Ty. Przecież i tak wiedzą lepiej i więcej. Znają lepiej mój samochód niż ja sam, znają > lepiej Twój samochód od Ciebie. I nikt im nie wmówi, że białe jest białe a czarne jest czarne Dzisiaj rozmawiałem z kolegą, który kilka lat temu kupił tsi i ma aktualnie przebieg 99 tys. km. Właśnie wybiera się do Włoch - muszę go ostrzec, że gdzieś w Austrii, wg mędrców, silnik mu się rozpadnie. Sam jest tak tępy, że tego nie wie i nawet nie słyszy niepokojących odgłosów. Które przecież powinny być, więc niesłyszenie ich świadczy na jego niekorzyść.
-
Fordowski 1,0 ecoboost z drugiej ręki
> http://www.auto-swiat.pl/uzywane/test-dl...ke-opinie/6fwgh > Po 100tys przebiegu jak widać w teście silnik się dopiero dotarł i miał lepsze osiągi niż silnik > fabrycznie nowy. No i znowu kilku ludziom zawaliłeś światopogląd. A tak by się fajnie hejtowało na downsizing ...
-
Fordowski 1,0 ecoboost z drugiej ręki
> Przy predkosciach autostradowych 1.0T spali wiecej. Więc jakim cudem 1.4 tsi przy tych prędkościach pali mniej niż 1.4 N/A ? > Takze nie ma co sie tak onanizowac nad turbo benzynami. > jakiś tekst Tylko czy aby na V biegu obroty w N/A nie są wyższe? Bo jeżeli tak, to nie jest to porównanie elastyczności silnika.
-
Fordowski 1,0 ecoboost z drugiej ręki
> Nie jeździłem, fakt. Patrząc w piapiery - tak sobie. Ale to chyba 3 cylindry? Jeździłem autem z > trzema cylindrami i mam swoje zdanie. Turbo tu nic nie zmieni. Jak widać - zmienia trochę w kwestii obrotów przy prędkościach autostradowych. A na ten temat też wyraziłeś swoje zdanie.
-
Fordowski 1,0 ecoboost z drugiej ręki
> Ja obecnie jeżdę turbobenzyną, mogę się wypowiadać w temacie? Ale tylko o tej, którą jeździsz - bo, jak widać, twoje wyobrażenia o 1.0 ecoboost trochę różnią się od rzeczywistości.