Jakie miliony? Mam warsztat bez SKP, średnio co dziesiąte auto ma niesprawność, przez którą nie powinno być dopuszczone do ruchu, np wybity sworzeń wahacza, skrzywiony drążek kierowniczy, skorodowane przewody hamulcowe itp. Mówię tu o klientach, którzy przyjeżdżają np olej wymienić, czy opony, a nie na naprawę usterek. Jeden na 100 trafi się taki, jak pisał r1sender, gdzie np nie ma już tarcz hamulcowych, albo wahacz jest przykręcony do pianki montażowej wciśniętej w podłużnicę. Nie raz miałem klienta, któremu tłoczki hamulcowe wypadły z zacisków, bo tarczy i klocków już dawno nie było. Ci ludzie jeżdżą takimi autami na co dzień do pracy, wożą dzieci, poruszają się między nami na drogach i nie wierzę, że przez niecały rok od ostatniego przeglądu tak zapuścili auto. Każda stacja SKP może mieć kilkunastu klientów, na których przymyka się oko (rodzina, znajomy, znajomy znajomego itp), pół biedy, jak diagnosta nie zauważy spalonej żarówki, czy pierdzącego wydechu, gorzej, gdy nie widzi w ogóle auta i wbija pieczęć do dowodu. Pomnóż to razy ilość SKP, które są co kawałek i pomyśl ile szrotu jeździ ulicami.
Gdybym miał do tego prawo, nie wypuściłbym wielu aut z warsztatu bez naprawy pewnych rzeczy.