Oczywiście spotka się to z gwałtownymi reakcjami lub odpowiedzią, którą będzie można uznać co najmniej za dziwną ale skoro piszemy dla potomnych to mogę to nałożyć na mój styl podróżowania. Ode mnie jest tam 1228km więc podobnie. Wyjazd byłby wcześnie rano (3-4 nad ranem), pierwszy postój w Oldtimerze lub Rosenbergerze w Austrii, już za Wiedniem z widokiem na góry. Trwałby do 40min do godziny żeby zjeść dobre śniadanie (w szczycie sezonu trochę na posiłek poczekasz). Kolejny byłby prawdopodobnie gdzieś za Zagrzebiem na jakieś skorzystanie z toalety i tankowanie, zakup czegoś zimnego do picia. Więcej raczej nie będzie potrzebne, chyba że z powodu korków zrobi się na tyle późno, że zgłodniejemy. Ale w zwykłym wariancie podróży bez pośpiechu zajęłoby mi to ok. 14h z postojami.
I teraz patrząc na to co wrzuciłeś to paradoksalnie - na żadnym z tych postojów nie zdążyłbym porządnie zjeść. Więc albo optymalizuję czas podróży albo jadę jak mi wygodnie i jem w miejscu, w którym dobrze karmią zamiast hotdoga ze stacji benzynowej obok auta wpiętego do ładowarki. Oczywiście Oldtimery, Rosenbergery i Landzeity mają zwykle po kilka miejsc z ładowarkami więc teoretycznie mógłbyś auto naładować ale w praktyce to trzeba by mieć dużo szczęścia bo w sobotni poranek w szczycie sezonu to tam ciężko może być miejsce do parkowania znaleźć a co dopiero ładowarkę. Na tych stoją hybrydy ludzi, którzy cieszą się, że dzięki wtyczce mogli blisko wejścia zaparkować lub w ogóle gdzieś zaparkować.
Tak więc dostosowanie schematu podróży do wygody i żołądków pasażerów burzy ten piękny plan i jestem święcie przekonany, że opcja dorzucenia godziny postoju do powyższych raczej nie będzie wchodziła w rachubę, skończyłoby się raczej na hot-dogach pod ładowarką zamiast na jajkach w koszulkach i białej kiełbasce z widokiem na Alpy. Mimo już naprawdę dobrych czasów w teorii to jest tu jednak nadal pewna niewygoda podróżowania narzucona przez warunki techniczne pojazdu. Teoria i praktyka mogą się rozminąć w takiej sytuacji.