Po pół roku przerwy przejechałem się Toyotą Yaris Cross żony. Auto dość nowe, roczek z hakiem, wszystko świeże, pachnące, niby cywilizacja. No i powiem tak: w porównaniu do Leapmotora T03 to jest mucha w smole po melisie. Teraz już wiem, czemu na światłach zostawiam spaliniaki daleko z tyłu, mimo że T03 na papierze nie wygląda jak rakieta SpaceX. Chodzi nie o konie mechaniczne, tylko o reakcję. W Toyocie wciskasz gaz i zaczyna się narada zarządu: silnik się budzi, skrzynia myśli, moment obrotowy szuka butów, koła czekają na decyzję. Trwa to pewnie sekundę, czyli w świecie ruszania spod świateł — geologiczną epokę. W T03, jak w każdym EV, nawet takim skromnym jak Dacia Spring 55 KM, jest zupełnie inaczej. Wciskasz gaz i masz od razu: pstryk, prąd, moment, jazda. Jak w rollercoasterze w parku rozrywki — tylko bez kolejki do kasy i bez dzieciaka z watą cukrową obok. Do tego T03 ma naprawdę sensowną kontrolę trakcji. On po prostu od razu idzie pełną mocą, ale bez robienia z przednich kół miksera do asfaltu. Gaz i jedzie. Nie zastanawia się nad sensem życia. Co do jakości i reszty: Toyota zamyka się jak śmietnik na osiedlu — blaszany dach robi taki dźwięk, że człowiek mimowolnie patrzy, czy nie powinien wrzucić worka bio. Punkt dla T03, bo tam jest po prostu normalnie i poprawnie. Wnętrze? Porównywalne. Nawiewy podobne, tablet podobny, klimat podobny. Nikt tu nikogo nie nokautuje. Wygoda siedzenia? Też porównywalna. Widoczność ze środka? Dla mnie lepiej w T03. Człowiek ma mniej poczucia, że siedzi w bunkrze na kołach. Tempomat? Tu punkt dla Toyoty. Tam to po prostu działa: utrzymuje odstęp, trzyma pas, robi robotę. W T03 tempomat i kontrola pasa wyglądają trochę tak, jakby ktoś powiedział: „musimy to mieć, bo homologacja patrzy”, więc wrzucono funkcję, która głównie udaje, że jest funkcją. No i oczywiście, jeśli jedzie więcej niż jedna osoba — punkt dla Toyoty. W T03, jak z przodu siedzą dwie osoby, to zaczyna się klimat konserwy turystycznej. Łokieć w łokieć, bark w bark, sardynki premium. Podsumowując: Cieszę się, że Toyotę ma żona. I cieszę się, że żona się cieszy, że ma Toyotę. A ja dalej będę sobie cicho, tanio i bez zwłoki odjeżdżał spod świateł moim elektrycznym pudełkiem na prąd i nie słuchał malkontentów, którzy nie potrafią docenić autka, za które za tanio zapłacili.